Fot. The CW

Z pamiętnika Panienki Carrie (The Carrie Diaries, S01E01–05)

Artykuł zawiera spoilery.

Moje oczekiwania wobec tego serialu były co najmniej tak duże, jak obawy względem niego. Po pierwszym odcinku, który miał zresztą tak niską oglądalność, że od razu pojawiły się pogłoski o grożącej produkcji kasacji, w sieci spotkałam się z dwoma głównymi, powtarzanymi jak mantra zarzutami: lata 80te, w których serial jest osadzony, nie są prawdziwymi latami 80tymi, tylko jakąś wielką ściemą, oraz zarzut drugi: dostajemy sztampowe gówno dla nastolatków, a nie godny prequel przygód Carrie Bradshaw, na który czekały w napięciu młode a także te nieco już starsze wyzwolone kobiety na całym świecie. W okolicach trzeciego odcinka oglądalność TCD wzrosła jednak na tyle, że serial jest bezpieczny. Jak zinterpretować początkowe zamieszanie?

Fot. The CW

Fot. The CW

Pomijając znienawidzoną przeze mnie tendencję dzisiejszych mediów i odbiorców do oceniania seriali po pierwszym odcinku i nie dawania im choć cienia szansy na poprawę i rozwój, burzliwy początek „The Carrie Diaries” wskazuje na pokoleniową woltę. Początkowo pozycją tą zainteresowane były fanki „Seksu w Wielkim Mieście”, w wielu przypadkach pamiętające lata 80te po prostu z autopsji, nastawione na coś, co będzie wierną rekonstrukcją epoki na poziomie „Mad Men” a w warstwie fabularnej – będzie odważne i bezczelne a także bezpruderyjne. Tymczasem już pierwszy odcinek pokazał, że mamy do czynienia z gatunkiem teen drama, z konwencjonalnymi scenariuszami, a cały serial spowija coś, co ja lubię nazywać „słodką mgiełką”, a co jest nieodłączną cechą produkcji dla nastolatków. Większość fanek „Seksu…” wykruszyła się w trakcie premierowego odcinka niczym stare zęby pokonane przez cukierki toffi przygotowane przy użyciu karkołomnej ilości cukru.

Młodziutka i całkiem jeszcze „zielona w tych sprawach” Carrie B. miała zaledwie chwilę, by przyciągnąć do siebie zupełnie inny rodzaj wielbicielek. Takich, dla których nawiązania do serialu-matki – jak prowadzenie dziennika, przesiadywanie bohaterki przy biurku postawionym pod oknem czy też zdolność do komponowania modnych outfitów „z niczego” – nie niosą żadnej symbolicznej wartości, a lata 80. funkcjonują w prehistorycznym bezczasie poprzedzającym moment ich narodzin. I, z tego co widzę, przyciągnęła. Dobrze!

Dla jednych seriale o starciach z rodzicami, szkolnych koteriach i miłościach są sztampowe, dla drugich – uniwersalne. Z góry przecież wiadomo, że w menu dostaniemy potańcówki, zerwania i nieporozumienia, co najmniej dwóch adoratorów, wymykanie się po kryjomu z domowej twierdzy, eksperymenty z używkami, szlaban za późny powrót do domu z imprezy, i odcinki o wszystkich „rzeczach pierwszych”, od pocałunków po egzamin na prawo jazdy i pierwszą pracę. Seriale dla nastolatków opowiadają o inicjacji w dorosłość i jako takie rządzą się swoimi prawami. Miłość, tożsamość, zaufanie, relacje z rodzicami i przyjaciółmi – można rzecz opowiedzieć w sposób lepszy lub gorszy, ale nie da się uciec od klisz. Jeśli kogoś nudzą seriale w tej konwencji – nie znajdzie w świecie Carrie nic dla siebie. Nie znajdzie na pewno wiernej rekonstrukcji lat 80., nie znajdzie w zasadzie nawet „ducha” tej epoki. Dla mnie jednak teen drama to jeden z najukochańszych gatunków (obok horrorów i westernów, wiem, wiem, dziwna jestem) i dlatego zamierzam kolejne epizody komentować dla Was na bieżąco.

Fot. The CW

Fot. The CW

„Pamiętniki Młodej Carrie”, choć złożone z przewidywalnych klocków, okazują się konstrukcją przyjemną dla oka. To nie są oczekiwane przez starsze fanki „prawdziwe lata 80te”, lecz ich kolorowa, współczesna interpretacja, stylizacja zarówno jeśli chodzi o wygląd i zachowanie bohaterów (punktowo wrzucane gadżety, jak walkman czy telefony-cegły będące wyłącznie rekwizytami, pretekstem, puszczonym do widza oczkiem), konstrukcję świata (stereotypy płciowe, brak tolerancji dla homoseksualistów) jak i świetną muzykę, stanowiącą jeden z najjaśniejszych punktów serii. Dostajemy świeżutkie kowery hitów z epoki, podrasowane brzmienia, ujmujące melodie. Sama kowerowa warstwa muzyczna mówi w zasadzie wszystko o podejściu twórców do tematu – nie proponuje się nam oryginału lecz nowoczesną kopię. Muzyka jest kluczowa dla gatunku teen drama. Chodzi wszak o wywołanie organicznego wzruszenia i wzmocnienie podstawowych emocji wymuszonych przez fabularne twisty; o zamianę banalnych zdarzeń w działający na uczucia teledysk.

Siłą serialu są świetnie obsadzone role, zarówno pierwszoplanowe, jak i te przewijające się w tle. Tytułowa bohaterka, z burzą loków w stylu wczesnej Madonny i okrągłą twarzyczką dziecka, jest postacią charakterystyczną i charakterną. AnnaSophia Robb, aktorka kojarząca mi się wcześniej wyłącznie z kolorem jagodowym (patrz: „Charlie i Fabryka Czekolady”), okazała się być doskonałą Carrie, pełną wigoru i odwagi nastolatką, w której dylematy i przygody można się bardzo szybko i głęboko wciągnąć. Główny obiekt westchnień bohaterki to genialny Sebastian, następca niegrzecznych, małomównych królewiczów snujących się w slow motion po korytarzach serialowych amerykańskich szkół. Spadkobierca Jordana Catalano (o „Moim Tak Zwanym Życiu” na pewno jeszcze napiszę, bo to najlepszy, modelowy serial dla nastolatków, jaki widziałam) i Dylana McKay’a (stare „Beverly Hills”, ze swoją nachalną demagogią i baśniowym entouragem nie przeszło jednak próby czasu, pozostając ramotką dla entuzjastów wykopalisk z lat 90-tych). Austin Butler to więcej niż tylko ładny chłopiec, każde jego pojawienie na ekranie elektryzuje, każdy jeden uśmiech i każda z nieczęsto wypowiadanych kwestii – budują tajemnicę, oryginalność i magię postaci. Ktoś, kto miał w klasie lub szkole takiego Sebastiana Kydda, dream-boya, do którego wszyscy bez wyjątku wzdychali, z miejsca zrozumie, co mam na myśli: idzie tu o archetypiczne ucieleśnienie Nastoletniego Snu.

Fot. The CW

Fot. The CW

W zestawie dostajemy mocny team rodzinny („alternatywna” i zbuntowana młodsza siostra pokazująca nieco odmienne oblicze lat 80 i świetny, nie przerysowany tata, samotnie zmagający się z wychowaniem parki nastolatek), mocny team pro-Carrie (paczka przyjaciół, wśród których najlepsza jest porywcza Maggie z fryzurką a la Farrah Fawcett), dobrze się zapowiadający team anty-Carrie (Donna LaDonna to postać nieco przegięta, lecz mam nadzieję, ze z czasem stanie się wieloznaczna i mniej plastikowa) a także przyzwoity zestaw bohaterów „z Wielkiego Miasta” (konserwatywna szefowa, szaleni dziennikarze modowi, „pretensjonalny” adorator z bogatego domu).

W jakim miejscu zatrzymuje nas piąty odcinek przygód Carrie? Bohaterka pozostaje boleśnie rozdzielona ze swoim Przeznaczeniem o imieniu Sebastian (po pierwsze z powodu kłótni samych zakochanych, a po drugie w wyniku zastosowania klasycznego motywu szekspirowskiego – Sebastian okazuje się być jedynym młodzieńcem na świecie, którego ojciec Carrie nie jest w stanie zaakceptować i „przyjąć do rodziny”). W międzyczasie jej zainteresowanie (ale nie serce!) przyciąga bajecznie bogaty George Silver, przyjaciel z zamierzchłego dzieciństwa, przypominający formalnie figurę księcia Louisa z Gossip Girl (antrakt dla Blair, chwila wytchnienia, a nawet nudy w pałacowych dekoracjach i rozgrzewka przed nieuchronnym związkiem z Chuckiem). Relacje z ojcem i siostrą są odrobinę napięte. Wątek Wielkiego Jabłka i zawodowych perypetii dopiero się (powolutku, bez szaleństw) rozwija. Postacie przyjaciół i ich ploty nabierają rumieńców. Pozostaje czekać na kolejny odcinek, który postaram się tutaj szczegółowo opisać, z mnóstwem brutalnych spoilerów i ekstatycznych, piętrowych dygresji!

Fot. The CW

Fot. The CW

The Carrie Diaries
S01E05: Dangerous Territory
emisja: 11.02.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Następny odcinek →

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.