Edytorial percypowany manifestycznie

Edytorial percypowany manifestycznie

nuz

Pamiętacie, jak wyglądał świat w czasach, kiedy wszyscy śledziliśmy LOST-a? Kiedy odcinek trzeba było obejrzeć natychmiast po tym, jak się ukazał, bo jeśli nieopatrznie najpierw weszło się do internetu, wówczas ryzykowało się natychmiastowe zagubienie w dyskusjach na forach i – oczywiście – pogrzebanie pod dziesiątkami spoilerujących fotosów? Ale za to jaka ekscytacja w śledzeniu trzecioplanowych detali, jaki dreszczyk emocji w odwiedzaniu dedykowanych blogów, jaki szał prezentowania własnych teorii!

To wcale nie musiał być LOST, ale bądźmy szczerzy: każdy z nas potrafi wskazać podobny przykład gdzieś z własnych wspomnień.

Dziś oglądamy inną telewizję, albo może właśnie taką samą.

Komentujemy krótko na Facebooku: jedno, dwa zdania opinii, kilka komentarzy znajomych, ale na dobrą sprawę bez miejsca na dłuższą refleksję (tl;dr w przestrzeni komentarzy jest wyjątkowo bezlitosne), bez przestrzeni dla nieskrępowanej twórczości w temacie i około. A czasem nawet dostajemy po uszach za niechcący spoiler tu i ówdzie. Cóż, taki chyba urok serwisów, gdzie wszyscy czytają wszystko, co trafi na ich ścianę, czy ich to interesuje, czy nie.

Tymczasem nam nie podobają się te ograniczenia.

Nie przeszkadzają nam spoilery, stajemy przeciwko tej dziwnej fobii: w końcu jeśli chcemy dyskutować o ostatnim odcinku, to znaczy, już go obejrzeliśmy! Czasem przegrzebujemy przepastności TvTropes dla poparcia naszych śmiałych tez, a czasem po prostu notujemy, co nam ślina na język przyniesie przy seansie. Chcemy pisać o serialach po swojemu. Po to nam to miejsce!

A czego tu nie będzie?

Nie będziemy donosić o plotkach, newsach, wydarzeniach z telewizyjnego światka. Od tego macie Plotka, Pudelka i inne, bogatsze w żądne krwi moce redakcyjne serwisy. Zresztą, kogo to obchodzi! My chcemy pisać o tekstach kultury, jak to modnie dzisiaj mawiają, o samym obrazach, nie o ich twórcach, w końcu uczyli nas w szkole o śmierci autora.

Podzieliliśmy nasze artykuły na kilka kategorii.

W Tygodniówce chcemy komentować nowe, świeżo puszczone w świat odcinki naszych ulubionych serii. Kiedy weźmie nas ochota na wypowiedzi z perspektywy całego sezonu, a może i na podsumowania dopiero co zakończonych produkcji, napiszemy o tym w Końskiej Dawce. Refleksje natury ogólnej, o tropach, symbolach, stylach, o telewizji i popkulturze, felietony, rankingi i inne niepasujące gdzie indziej teksty trafią do Opery Mydlanej. A wspominki o tym, jak drzewiej bywało, jak bawiliśmy się w Power Rangers na podwórku i tropiliśmy Tajemnicę Sagali, wrzucimy pod szyldem Nostalgii.

Na dobry początek!

Przedstawiamy próbkę naszych możliwości. Najwięcej miejsca zajmują komentarze tego, co w telewizji dzieje się na bieżąco: te teksty (choć nie tylko) najłatwiej będzie znaleźć po tytułach. Menu po lewej wygląda na razie może trochę ubogo, ale wiedzcie, że na naszej liście jest ponad 50 seriali – zrobiliśmy plany na bardzo, bardzo wiele tygodni do przodu. Część z nich skomentujemy w ramach Końskiej Dawki, niektóre trafią do Nostalgii… Co jakiś czas (czy ja wiem, może tak raz w tygodniu?) będą się też pojawiać podsumowania artykułów, które opublikowaliśmy. Niech nikt nam nie mówi, że ambicja jest wrogiem sukcesu!

To teraz pora na wyjawienie naszego prawdziwego, niecnego celu.

Chcemy, żeby Pulpozaur był miejscem, gdzie to wy będziecie mieli ochotę pisać teksty. Niech tylko tematycznie choć trochę pasują do naszej linii tematycznej, niech będą na wyższym poziomie niż krótka opinia na fejsbuku – chętnie udostępnimy nasze łamy. Innych ograniczeń nie stawiamy! Nie trzeba się z nami zgadzać (to nudne; my się ze sobą nawzajem, na ten przykład, raczej nie zgadzamy), nie trzeba nas popierać (to nawet ciekawiej). Zresztą, co ja tu będę. Będziecie chcieli, to napiszecie.

Aldonna Pikul

Człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumacz-amator, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.