Zakazane pocałunki (Glee, S04E15)

Zakazane pocałunki (Glee, S04E15)

Artykuł zawiera spoilery.

Prawie miesiąc oczekiwania i tęsknota za klimatem Glee sięgnęła zenitu. Po tak długiej przerwie twórcy mogli zaserwować wyposzczonym fanom w zasadzie cokolwiek. Nie ma drugiego takiego formatu i naprawdę trudno go czymś zastąpić, wystarczyłby więc epizod ledwie znośny a fani byliby wniebowzięci, zadowoleni i usatysfakcjonowani. Natomiast w postaci Girls (and Boys) on Film otrzymaliśmy odcinek więcej niż dostateczny – otrzymaliśmy odcinek dobry.

Ostatnio, podczas ślubno-walentynkowej zawieruchy wydarzyło się w Glee sporo dramy, która wymagała przepracowania. Cieszę się, że nikt nie przeszedł nad tym zamieszaniem do porządku dziennego i że w zasadzie nie wprowadzono żadnych nowych wątków. W odcinku chodziło o kontynuację tematów już zaczętych, o odniesienie się do rozgrzebanych konfliktów, ciążących na sumieniu tajemnic i związków ewoluujących od początku emisji serialu. Nic wymuszonego, brak fajerwerków, plateau. Wystarczyło, żeby każdy z bohaterów po prostu był sobą. Czasami to naprawdę wystarcza.

Fot. Fox

Fot. Fox

 

Cudownie było zobaczyć znowu na ekranie pana Schue i Emmę, szczególnie Willa brakowało w pierwszej części sezonu; jego pasji, idealizmu, zaangażowania oraz zdolności motywacyjnych. Uczniowie uczniami, ale to Will Schuester jest bijącym sercem zespołu i z całą sympatią dla Finna – nikt go zastąpić nie może. Dobrze było posłuchać popularnych i ciekawie zrealizowanych piosenek, które na dodatek coś znaczą, wyrażają za bohaterów ich najskrytsze emocje, są więc rodzajem języka. Raz w niewymuszony sposób zabawne a innym razem – wzniosłe, działają bez względu na konwencję. Kolorowa gromadka pełzająca po podłodze szkolnej biblioteki to Glee, na jakie czekaliśmy: skoncentrowana, zwycięska esencja eliksiru New Directions! Zawsze lubiłam numery wykonywane w społecznej przestrzeni szkoły, przypominające flash mob: na stołówce, korytarzu, boisku czy schodach, kadry, w których widać całą masę drugo- i trzecioplanowych uczniów. Z refleksyjnej strony mocy: Blaine i Kurt beznadziejnie romantyczni w Come What May. Łzy stają w oczach nie tylko tkwiącemu głęboko in denial Kurtowi.

http://www.youtube.com/watch?v=eCGX4FBJfNc

Akcja odcinka toczy się równolegle w dwóch miejscach. Zajęcia w Nyada Academy zostały odwołane z powodu śniegu i lokatorzy – wszyscy poza Brodym – utknęli w mieszkanku, co dało pole do manewru Santanie, która na klaustrofobiczny mikro świat patrzy niejako z lotu ptaka. Szczera do bólu werbalizuje to, na co nie potrafią się zdobyć przyjaciele, wierzący, że wypieranie problemów wymusi ich zniknięcie. Najlepsza jest chyba bezpośrednia interwencja w sprawie Kurta. Santana chce, by Kurt zdał sobie sprawę z uczuć, które targają jego ciałem, a które świadomość wytrwale i z premedytacją odrzuca. Druga intryga domagająca się sprostowania to, zdaniem Santany, Brody. Dziewczyna organicznie go nie znosi, a także podejrzewa o handel narkotykami. Trzecia to dziwnie zgaszona i nieswoja miss Berry, dusząca w środku gorzki sekret.

W Limie uczniowie realizują zadanie tygodnia: ikoniczne piosenki z filmów. Równocześnie Finn, napędzany poczuciem winy, stara się doprowadzić do pogodzenia Willa i Emmy, co zresztą koniec końców się udaje. Kitty doradza Marley w sprawie chłopców. W Nowym Jorku Adam walczy o uczucia Kurta. W Limie Jake o uczucia Marley.

Fot. Fox

Fot. Fox

 

Pękają kolejne tamy. Rachel wybucha płaczem i wyznaje przyjaciółce prawdę o swoim stanie. Finn zdradza Willowi, że pocałował Emmę, raniąc go tym dogłębnie. Is the bromance over? Marley wyznaje Jake’owi, że całowała się z Ryderem.

Fot. Fox

Fot. Fox

 

Dzięki muzyce i postaciom znajdującym się „na swoim miejscu” odcinek oceniam jako przyzwoity. Fajnie, że młodsza obsada miała okazję pośpiewać rzeczy z repertuaru staroświeckiego i ponadczasowego. Romantyczne melodie zwiastują emocjonalny odcinek i tak właśnie było. Jak już pisałam, wszystkie utwory coś znaczą, mają ogromny ładunek uczuć. Serenada Willa dla Emmy i ich późniejsza rozmowa w bajkowej scenerii zimowego ogrodu. „Ślubna” piosenka Kurta i Blaine’a i płacz zdradzonego kochanka podczas seansu Moulin Rouge. Wyznanie Jake’a prowokujące szczerość ze strony Marley. A wszystko polane gęstym sosem serowym, bo nie można zaprzeczyć, że klasyczne piosenki wybrane do tego odcinka są piosenkami w tonacji cheesy.

Fot. Fox

Fot. Fox

 

Najlepszy kawałek: Mashup z udziałem Danger Zone. Mój sentyment dla Top Gun nie dopuścił do głosu innych konkurentów.

https://www.youtube.com/watch?v=3Qxq9v_x6N0

Gorące momenty:

1. Sue w doskonałej formie, w rozmowie z Finnem nie bierze jeńców. Szkoda, że to tylko jedna scena. Trzymam kciuki za epizod w całości skoncentrowany na tej postaci.

2. Piękniejąca z odcinka na odcinek Santana (nie wiem, jak to w ogóle możliwe, ale tak jest) i jej: „So, where are you from, Doctor Who?’

3. „Stop Ginger Bullying Club” oraz członkowie tej zacnej inicjatywy, czyli rudowłose wersje Finna i Archiego. Clever and odd.

Glee
S04E15: Girls (and Boys) on Film
emisja: 07.03.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

A teraz zobacz, co o tym odcinku myśli Aldonna!

← Poprzedni odcinek (Pirjo)
← Poprzedni odcinek (Aldonna)
Następny odcinek (Pirjo) →
Następny odcinek (Aldonna) →

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.