Wyznania przechrzty, czyli o spojlerach (Część I: lód)

Wyznania przechrzty, czyli o spojlerach (Część I: lód)

UWAGA! Artykuł i grafiki zawierają mega stare spojlery z mega starych filmów/książek, więc jeśli się lękasz, to idź i nadrób kulturalne zaległości, because seriously, you should know this already.

Some say the world will end in fire,
Some say in ice.
From what I’ve tasted of desire
I hold with those who favor fire.
But if it had to perish twice,
I think I know enough of hate
To say that for destruction ice
Is also great
And would suffice.

(Robert Frost, Fire and Ice)

Tak można by w jednym wierszu streścić sytuację na froncie – odwiecznym froncie wojny o spojlery.

Źródło: fronroomcinema.com

Fot. fronroomcinema.com

Bo rzeczywiście, starcie to krwawe i nieraz wystarczy lekko się zagapić, by oberwać rykoszetem. Nie sposób bawić się w wiedźmina i zachować neutralność – wszyscy zresztą pamiętamy, jak się te próby Geralta skończyły. Każdy, kto przybędzie do serialowego świata, musi prędzej czy później opowiedzieć się po jednej ze stron, a to czy wybierze ogień, czy lód, ukształtuje jego sposób oglądania.

Metafora wojenna nie jest zresztą wcale najtrafniejszą, znacznie lepiej bowiem rzecz oddaje analogia z Pismem Świętym. Z jednej strony – Stary Testament, czyli przeciwnicy spojlerów: kroczący Bożą (a więc słuszną) ścieżką naród wybrany, arcykapłani Najświętszego Serialu, czuli na najmniejszy grzech. Z drugiej strony – Nowy Testament, czyli miłośnicy: mówiący (a nawet mielący) językami prorocy, kroczący za Stwórcą Serialu uczniowie, niosący w świat swą Dobrą Nowinę, czy kto jej pragnie, czy też nie. Dwa skrajne podejścia, połączone wspólnym celem: żyć po Bożemu, czyli oglądać jak należy.

W mojej wędrówce przez serialowe multiversum zakosztowałem obu dróg, lecz nie podążyłem żadną. Jestem więc zdrajcą podwójnym. Najpierw jako twardy Lodowiec dokonałem konwersji i stałem się zagorzałym Zapaleńcem, a potem w akcie apostazji porzuciłem i tę wiarę, stając się letnim ledwie Agnostykiem. Ponoć tego, kto ni zimny, ni gorący, Pan wypluje z ust swoich, więc zanim to nastąpi, chciałbym, nędzny przechrzta uczepiony Bożego trzonowca, balansując na świętym języku, przyjrzeć się bliżej obu mym porzuconym wyznaniom.

Fot. gotsmile.net

Fot. gotsmile.net

Na pierwszy ogień niech idzie lód. Lodowcem zostałem dość łatwo, trudno rzec: z wychowania czy z natury. Illo tempore w Telewizji Polskiej emitowano pierwszy sezon Zagubionych. Dla ubogiego w duchu człeka z Polski, co zgłębiać przedtem serialowo mógł co najwyżej Palomę czy inną Niewolnicę Izaurę, było to objawienie. Te postacie, fabuły, techniki! Dwa plany czasowe! Retrospekcje! Cliffhangery! A przecież był to dopiero początek: niebawem, wraz z drugim sezonem, ruszyły na dobre debaty w fandomie, a zaraz potem producenci innych seriali czerpać poczęli z  tego zagubionego źródła wody żywej – i nic już nie było takie samo.

Serial taki jak LOST, z licznymi zwrotami fabuły i galerią fascynujących postaci, z których każda skrywała przynajmniej trzy sekrety, bardzo prędko nauczył swych widzów strachu przed spojlerem. To już nie było strzelanie grochem z pukawek, tu kaliber zagadek był tak duży, że dostać postrzał znaczyło nieraz cierpieć tygodniami. X zgninie? Y i Z znajdą F? Wyspa tak naprawdę jest S? Doznać tych wstrząsających rewelacji w odcinku, ubranych w wyszukaną formę, a dowiedzieć się ukradkiem nagich faktów – niebo a ziemia. A gdy już napięcie oczekiwania stawało się nieznośne, gdy się człowiek łamał i zjadał z drzewa wiadomości – było w tym coś z brzydkiej pornografii: to samo prędkie zaspokojenie, ten sam wstyd po fakcie. LOST za cierpliwość wynagradzał w dwójnasób, siedem razy, stokrotnie. Zaprawdę, warto było iść tą drogą.

Fot. glamourous-geek.tumblr.com

Fot. glamourous-geek.tumblr.com

Gdzie jednak silna wiara, tam dogmaty – i rozpoczął się spór w doktrynie. Bo co właściwie jest spojlerem? Czy tylko rozwiązania największych zagadek? A wieść, że w odcinku powróci R – czy dozwolona? Też przecież niszczy niespodziankę. Wątpliwości narastały, zawężało się sacrum Odcinka. Już nie wolno było zdradzać, kto wystąpi gościnnie – bo można z tego odgadnąć fabułę. Już nie było dozwolone głosić, komu podpisano umowę na kolejny sezon – bo przecież to znaczy, że nie zginie. (Co w Zagubionych niekoniecznie musiało być prawdą). Im bardziej poszerzał się zbiór tego, co zakazane, tym więcej przybywało pytań. Czy wszystko, co od Stwórców Serialu pochodzi, jest dobre, i tylko człowiek tworzy zło spojlera? A zwiastun, przez nich przecież stworzony? Nieraz zdradza bardzo dużo. A promocyjne fotosy? Informacja o tym, kto jest w centrum uwagi? Temat odcinka? Tytuł? A czy zdradzenie, że element E jest spojlerem, nie jest aby spojlerem?!

Przesuwały się granice dobra, układano piętrowe hierarchie grzechów, radykalizowały się frakcje, raz po raz groziła schizma – lecz mało kto chyba zdawał sobie sprawę, że za wszystkim tym kryje się wiara w Pełny Odbiór.

Bo cóż miały chronić wszystkie te prawa lodowe, jakież to zbawienie czekało na wiernych, którzy wyrzekną się Złego i zachowają czystość aż do końca (emisji)? Oto właśnie: Pełny Odbiór. Gdzieś tam, hermeneutycznie wierzyli Lodowcy, za brudną materią materiałów promocyjnych, czeka Odcinek, zwarta, przemyślana, doskonała całość. Ten, kto czyta spojlery, doświadcza podczas oglądania zaledwie cząstki jego mocy – ale ten, kto zachowuje Prawa, będzie nagrodzony przeżyciem wstrząsającym. Jest to jakby zakład Pascala, tylko z Odcinkiem w miejsce Boga. Jeśli istnieje – czysty, wielki, piękny, intensywny – a ja nie uwierzę i przeczytam spojlera, stracę wszystko. Zobaczę blady zlepek scen, ale nie doświadczę Pełni.

Fot. dayonepatch.com

Fot. dayonepatch.com

Nie mówię tego wszystkiego z powietrza. Pamiętam moje własne myśli, moje argumenty z czasów, gdy wyznawałem żarliwie lodową wiarę. „Najlepiej jest oglądać, nic nie wiedząc, nawet tego, o czym to w ogóle jest”. „Ech, ale bym chciał zapomnieć, że to widziałem i obejrzeć jeszcze raz, na czysto – ależ to było przeżycie!”. „Nie rozumiem ludzi, którzy czytają spojlery, przecież oni tyle tracą! Przecież chodzi o zaskoczenie!”. Tak, o zaskoczenie, a szerzej: o litość i trwogę, które zaprowadzą do katharsis, do upragnionego spełnienia. Bo niechętni spojlerom to rodzaj elity, specjalna kasta smakoszy serialu, której celem jest maksymalne doznawanie. Lodowiec spodziewa się rozczarowania zawsze i wszędzie, bo gdy coś go mile zaskoczy, tym większa będzie przyjemność. Smutny to hedonizm, oparty nie na umiłowaniu ekranowych rozkoszy, lecz na pesymizmie: na głębokim przekonaniu, że większość seriali to łajno, więc jeśli znajdzie się w tej gnojówce jakaś perła, trzeba chłonąć jej piękno do ostatniej kropli.

Jeszcze jedna jest korzyść z gardzenia spojlerem: stajesz się arystokratą. Lodowcy tworzą własne społeczności, na forach dla fanów mają wydzielone własne działy, gdzie toczą dyskusje na swoich warunkach. Żyją w zamkniętym pałacu, otoczeni wrogą tłuszczą, która oblega ich mury i próbuje ciskać cuchnące truchła na balkony. W tym odcinku J ginie! K powraca! T od początku służył pani L! Łączy Lodowców wiara w swoją wyższość nad wrzeszczącą masą, łączy wspólna pogarda dla ich łatwej przyjemności – i niewiele więcej. Bo Lodowiec to raczej samotnik. Nie może ryzykować nadmiernego kontaktu z drugim człowiekiem. Któż mu bowiem zaręczy, że spod maski nowo poznanego nie wyjrzy nagle diabeł i nie zakrzyknie gromko: Snape zabija Dumbledore’a?

Fot. flickr.com

Fot. flickr.com

Tyle lód. A co, spytacie, z ogniem? O tym już wkrótce w części drugiej.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.