What if God was one of us? (Joan of Arcadia)

What if God was one of us? (Joan of Arcadia)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Ostatnim miejscem, w którym spodziewałbym się odkryć nowy serial, jest dom mojej babci – a jednak się zdarzyło.

Byłem wtedy u niej na wakacjach nad pięknym, modrym Du… eee… Bugiem. Jako młodzieniec cokolwiek nietowarzyski nie bardzo chciałem brać udział w rozrywkach, w jakie wciągnąć mnie próbowali moi kuzyni. Piłka, ryby, rowery – eee tam. Czytałem więc znalezione stare książki i szwendałem się po domu, nudząc się, jak to tylko obdarzony nieskończonym czasem i możliwościami nastolatek potrafi. I tak oto, z nudów, natknąłem się któregoś ranka w telewizji na Joan z Arkadii.

Fot. CBS

Fot. CBS

Klasyczny test, jaki zdać musi każda dobra fantastyka, mówi: usuń element nadprzyrodzony i sprawdź, czy opowieść nadal ma sens. Jeśli ma – to po co w niej w ogóle fantastyczność? W przypadku przygód dzielnej Joanny o przynależności do fantasy mówić można z całą pewnością – bo nie byłoby fabuły, gdyby nie osobiste uczestnictwo Boga. Oto bowiem pewnego dzionka Stwórca schodzi na ziemię, by pomóc nastoletniej Joan (słodka Amber Tamblyn) w odnalezieniu właściwej drogi życia w urokliwej Arkadii.

Dorastanie w miasteczku o tak rajskiej nazwie wcale nie jest łatwiejsze niż choćby na wzgórzach Beverly Hills. Tak samo męczą tu nauczyciele, tak samo trudne są relacje w klasie, a na domiar wszystkiego trzeba przecież odkryć, kim się jest i zaplanować jakąś przyszłość. W końcu dorastanie to czas, gdy zaczyna się odkrywać, że świat jest znacznie bardziej złożony, niż się to uprzednio wydawało, a ludzie, do tej pory dość przewidywalni, mutują nagle w kipiące od emocji tygle – i diabła zje, kto się w tym wszystkim połapie.

Skąd jednak ta niespodziewana ingerencja Stwórcy w życie Joan? Kilka lat wcześniej jej brat, Jason, miał wypadek; dziewczyna obiecała Bogu, że jeśli ten ocali jej brata, ona jest gotowa zrobić wszystko. Danego słowa trzeba dotrzymywać, więc Pan przychodzi odebrać przysługę – i na dobry początek prosi Joan, by zatrudniła się w księgarni.  Po co? Jeden Bóg raczy wiedzieć, działa On bowiem w sposób tajemniczy. Nie tylko zjawia się pod różnymi postaciami – nastolatka, małego chłopca, spacerowicza ze stadem psów, dziewczynki w okularach – ale też prawie nigdy nie wyjawia, dlaczego Joan ma zrobić to czy owo. A są to prośby nieraz dosyć dziwne. Pewnie, żaden to wysiłek nauczyć się grać w szachy czy zainteresować fotografią, ale zbudować łódź? Nieufna Joan domaga się cudów, lecz nie z Bogiem te numery – fajerwerków nie będzie. Albo przyjmujesz go na wiarę, albo nie przyjmujesz wcale.

Fot. CBS

Fot. CBS

W pewnym sensie działanie Stwórcy przypomina tu freudowskie id – głos przychodzący nie wiadomo skąd, nieraz w nie najlepszym momencie, domagający się rzeczy całkiem irracjonalnych. Wiarygodności dodaje mu to, że – choć droga nieraz bywa wyboista – działanie zgodnie z bożą wolą skutkuje zwykle jakimś dobrem. A to ważną rozmową z kimś, kogo bez palca Bożego w ogóle by Joan nie spotkała, a to zainspirowaniem przyjaciółki do działania, a to wyjściem na jaw nieprzyjemnej, lecz ważnej prawdy. Czyżby Stwórca faktycznie wiedział, co robi? Na to wygląda, jednak wątpliwości pozostają.

Jeden przykład szczególnie zapadł mi w pamięć: oto Bóg prosi Joan, by na szkolny bal poszła w towarzystwie cieszącego się złą sławą chuligana. Dzierlatka ma, rzecz jasna, bardzo silne wątpliwości, zwłaszcza, że niepoprawny ancymon wciąż pakuje się w kłopoty. W dodatku nie może sensownie wytłumaczyć się przed rodziną, bo co właściwie im powie? Że tak chciała Opatrzność? Cała rzecz kończy się dość niebezpiecznie, bo chłopak ma przy sobie broń i musi interweniować policja. No i gdzie tu dobro, pyta Joan? Czasami, wyjaśnia jej Bóg, dobrem jest wybór mniejszego zła – i po raz pierwszy wyjawia, co by się zdarzyło, gdyby Joan go nie posłuchała: nieszczęśliwy, zaburzony chłopak wziąłby broń do szkoły i zamordowałby kilkanaście osób. Mocne to. A jak na produkcję dla młodzieży – nawet bardzo mocne. Joan of Arcadia to serial, który ciągle zaskakuje.

Fot. CBS

Fot. CBS

Ale nie zawsze dzieją się rzeczy aż tak dramatyczne. Bo przecież poza okazjonalną rozmową z Absolutem życie Joan niewiele się różni od życia dziesiątków jej rówieśników – najważniejsze są w nim rodzina i przyjaciele. Tata Joan, Will, jest komendantem policji i większość odcinków obraca się wokół takiej czy innej sprawy kryminalnej. Z kolei mama, Helen, uczy w szkole Joan, nie sposób więc ukryć przed nią jakiekolwiek problemy. Koszmar! W dodatku rodzinka Girardi wciąż próbuje się pozbierać po wypadku, w wyniku którego Jason, zapalony sportowiec, stracił władzę w nogach, i problem ten nieustannie powraca. Sama Joan, jeśli akurat nie martwi się kolejnym zadaniem od Boga, ma jeszcze na głowie młodszego brata, Luke’a (nieznośnego kujona), bojową, punkową przyjaciółkę Grace i cichego, nieco dziwnego Adama o artystycznej duszy. Problemów jest więc co niemiara, co sprawia, że Joan of Arcadia w żadnym momencie nie nuży. Aż dziw, że oglądalność była niska i serial przerwano po drugim sezonie – może dla nastoletniego widza biegający po ekranie ucieleśniony Stwórca to jednak trochę za wiele?

A szkoda, bo potencjał był duży. Wiele świetnych pomysłów nie zdążyło się rozwinąć, jak choćby wątek bogatego, podejrzanego nieco młodzieńca, który twierdzi, że także słyszy głos Boga (a gra go nie kto inny jak późniejsza gwiazda Skazanego na śmierć, Wentworth Miller) czy wprowadzony u schyłku drugiego sezonu złowrogi odpowiednik Diabła (który za motyw muzyczny ma Sympathy for the Devil Rolling Stonesów). Ciekawie rozgrywano też w odcinkach nieustannie obecną wątpliwość, czy aby Joan na pewno nie oszalała – w końcu nie jest w stanie udowodnić, że naprawdę rozmawia z Bogiem. W moim odczuciu Joan of Arcadia oryginalne było też o tyle, że skupiało swą uwagę na nastolatkach w taki czy inny sposób niepopularnych: wyjąwszy samą Joan, którą wyobcowywać mógł co najwyżej zawód matki, mamy całą galerię postaci zagubionych, niedopasowanych lub przynajmniej skonfliktowanych wewnętrznie. Nawet romanse toczyły się w tym serialu jakoś ciekawiej i bardziej realistycznie niż w przesłodzonych nieraz teen drama: związki rozpadają się tu szybko, a pierwsze pocałunki bywają niezręczne.

Fot. CBS via tumblr.com

Fot. CBS via tumblr.com

Chętnie wróciłbym do Joan z Arkadii. Jeśli nie po to, by śledzić naprawdę świetne wątki obyczajowe – to choćby dla scen z Bogiem, który, jak na zapowiedzianą w tytułowej piosence konwencję just a stranger on the bus przystało, jest gadatliwy, zabawny, nieco przemądrzały i nawet chwilami zgryźliwy, a przy tym wszystkim, miast Pisma, cytuje Beatlesów. Kto by nie chciał spotkać takiego Stwórcy?

Joan of Arcadia
Family drama/Fantasy
CBS, USA, 2003–2005

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.