Fot. ABC

Żryj i kochaj (Suburgatory, S02E17)

Artykuł zawiera spoilery.

Mamy urodzaj na urodziny, namnożyło się. To już trzecia urodzinowa notka, jaką ostatnio piszę, a druga w tym tygodniu – postacie serialowe obchodzą swoje święto nadnaturalnie często! W The Carrie Diaries nastoletnia bohaterka walczyła z przeciwnościami losu, w Nashville Deacon dał się zaskoczyć przyjęciem niespodzianką. W Suburgatory szczęśliwym solenizantem jest George. I jak to w tym serialu bywa – jest absurdalnie i słodko-gorzko. Z rzeczy słodkich mamy Happy Birthday w wykonaniu Dalii – ten wykon przebija wszystkie poprzednie ujęcia, wymazuje mi z pamięci różowe kapkejki Carrie i wzruszające pieśni, które gwiazdy country śpiewały dla Deacona. Dość powiedzieć, że Dalia śpiewa podobnie, jak płacze. Jest doskonała. Z rzeczy dramatycznych mamy reakcję George’a na upominki – prezenty od „nowej rodziny” nie są trafione, a on nie ma na tyle pomyślunku, by poudawać zainteresowanie i się nimi mimo wszystko ucieszyć. Na łopatki rozkłada go pocztówka z dawnych lat, echo rajskich czasów, gdy był młody i piękny, gdy jego życie dopiero się zaczynało – odgrzebany przez Tessę plan domu, jaki zamierzał wznieść dla swojej pierwszej żony. Ślad odbity na papierze i oprawiony w ramy. Wycieczka w przeszłość, z którą nic nie może konkurować.

Fot. ABC

Fot. ABC

George jest zaślepiony i spogląda wstecz, natomiast Dallas otwierają się oczy. Zdaje sobie sprawę, że dla ukochanego nie jest miłością życia, a ich związek to rzecz drugiej kategorii, i że nigdy nie będzie mogła konkurować z tym, co było. Czuje się nieswojo, co dla przebojowej Barbie jest stanem nienaturalnym. Szuka więc ratunku i porady, kierując się do miejsca w Chatswin, które przyjmuje takich jak ona, emocjonalnych wyrzutków. Dokąd? Otóż do przaśnego baru z makaronami.

W barze przesiaduje stała bywalczyni, porzucona przez męża Jill – pod wpływem terapii makaronowej przytyła, lecz twardo twierdzi, że „zajadanie problemów” i delektowanie się każdym kęskiem bardzo jej pomaga. To strategia rodem z popularnej książki i opartego na niej filmu z Julią Roberts, ale bohaterki zamierzają zacząć i skończyć na pierwszym punkcie tytułowej rady. W Chatswin nikt się nie modli, a prawdziwa miłość jest nieuchwytna niczym jednorożec. Tak, bohaterki, bo Dallas, zwolenniczka prostych rozwiązań i osóbka niespecjalnie bystra, daje się namówić. Obie panie z mozołem odkrywają swoją wewnętrzną siłę, skupiając się na pierwszej fazie procesu: „jedz!”. Po latach kulinarnych wyrzeczeń dogadzanie sobie jest rzeczywiście rodzajem wyzwolenia.

Fot. ABC

Fot. ABC

W tym samym czasie monotematyczny Noah rozważa wyimaginowany związek z Carmen i trudno nie zauważyć, że obsesja uległa znaczącemu zaostrzeniu. Wizyty u terapeuty, wiecznie znudzonego doktora Boba, nie przynoszą mu ukojenia. W rozmowie z George’em Noah obmyśla desperacki, lecz pełen fantazji plan działania, stara się też pomóc przyjacielowi, zafrasowanemu dziwną reakcją Dallas po urodzinowym przyjęciu . Uważa, że o motywacje Dallas, jak i o wszystko inne trzeba spytać terapeuty, który przypadkowo siedzi przy stoliku tej samej knajpki. Najwyraźniej wiara Noah w terapeutę jest silniejsza niż amok, w którym się ostatnio znajduje.

Czas na dramatyczny/romantyczny gest. W stroju mariachi, z banjo w dłoni i w towarzystwie ubranych w stroje ludowe muzykantów Noah udaje się pod dom ukochanej, z uczuciem wykonując „Besame mucho”. Cóż to za scena i jaki suspens! Zakłopotana Carmen, w nocnej koszuli i z włosami w nieładzie, wychodzi z domu na ulicę, a po chwili dołącza do niej… terapeuta Bob. W stylowej piżamce. The horror! Toż to podwójny cios w samo serce! Podwójna zdrada! Sytuacja, pokazana w konwencji komediowej, nosi w sobie niezbywalne cechy życiowego dramatu. Ci dwoje – razem. Noah jest zdruzgotany, a jego poczucie bezpieczeństwa, fundowane na relacji z lekarzem, zostaje mocno zachwiane. Strach się bać, co zobaczymy w następnym odcinku!

Fot. ABC

Fot. ABC

George obchodzi urodziny, ale to Dalia robi imprezę. Jest modnie, dziwnie i głośno. Występuje DJ Lance (From France). Na imprezie Tessa bardzo chce być cool i uchodzić za wyluzowaną. W tym odcinku dręczy ją poczucie, że jest jedyną „dorosłą” w swoim otoczeniu (sooo true!) i w związku z ciążącą na niej odpowiedzialnością zachowuje się jak stara-maleńka, strofując wszystkich zamiast pozwolić sobie i innym na zabawę. Ale ta impreza to wyzwanie nawet dla Tessy. Somnambuliczne dzieciaki, Lisa uderzająca miarowo o ścianę, stroboskopy, wreszcie apogeum, kiedy to Dalia w porywie uczuć daje sobie zrobić tatuaż. Tessa, walcząc z chęcią zaprotestowania przeciw tak spontanicznemu działaniu, decyduje się nie pouczać i nie oceniać, w zamian za to ściska rękę tatuowanej Dalii. To bardzo miły obrazek – dziewczyny zachowują się jak przyjaciółki, a nawet jak siostry. Trzeba tu oczywiście dodać, że tatuaż przedstawia twarz szkolnego nerda, Evana, w którym to Dalia skrycie się podkochuje.

Fot. ABC

Fot. ABC

Noahowi serenada nie wyszła, o wiele lepiej udaje się George’owi. Odzyskuje łaski Dallas, wpadając do makaronowego raju z gitarą i wzmacniaczem i wykonując jej ulubioną piosenkę R. Kelly’ego. To poświęcenie i poddanie się, bo ani elektryczna gitara (George woli klasyczne pudło), ani piosenka nie należą do jego faworytów. W imię uczucia dla Dallas George rezygnuje z samego siebie. Przyznam, że nie do końca pasuje mi taki George, komponuje się jednak niewątpliwie z konwencją „Eat, Pray, Love”, bo to klisza jak z komedii romantycznej dla przysłowiowych kucharek (nikogo nie obrażając, gotowanie jest super!).

Dallas i George są znów razem i planują romantyczny wyjazd. Tessa bonduje się z Dalią. Noah przeżywa największy dramat swojego życia, a sytuacja eskaluje. Co dalej? Tego dowiemy się w najbliższych odcinkach, bo do finału serii niedaleko.

Rozczarowanie odcinka: Brak Ryana i rodzinki Shay.

Najlepsza scena: Serenada pod domem Carmen.

Najlepszy tekst: Oczywiście Dalia i jej beznamiętne, stwierdzające fakt: „Lighhouse is actually a bright shining penis”.

Suburgatory
S02E17: Eat, Pray, Eat
emisja: 20.03.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

← Poprzedni odcinek
Następny odcinek →

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.