Fot. The CW

Flip a switch (The Vampire Diaries, S04E17)

Po wątkach meandrycznych wracamy do metaplotu. Dziś w planie potrójny rytuał, do akcji wracają Silas i ożywione ciało profesora Shane’a, a gdzieś w oddali majaczy nagroda w postaci odtrutki na wampiryzm – unique item, tylko dla jednej osoby.

Fot. The CW

Fot. The CW

Odcinek rozpoczyna wycieczka do 1977 roku, pierwsza z kilku zaserwowanych nam retrospekcji. Damon stołuje się na mieście  – to „Psycho Killer” z twarzą ubrudzoną krwią ofiary. Nowy Jork jest scenerią polowania, bufetem, talerzem pełnym łatwych do schwytania pyszności. Ludzie są niczym więcej i widząc Damona, a  później obserwując Elenę zachowującą się w ten sam sposób – lubimy ich mniej i mniej. Anonimowe wielkie miasto, hodowla, wylęgarnia ludzi. „Tak dużo życia, że pojedyncza śmierć nie zwraca uwagi” – słyszymy. I to niby ma usprawiedliwiać beztroskie zabijanie, morderstwo ma nam przemianować na sport? Cóż to za filozofia? Wyparcie?

Zgodnie z zapowiedzią, Damon i Elena brylują w Nowym Jorku. Damona przygnała tu nostalgia, a także przeczucie, że dłuższy pobyt w Mystic Falls skończyłby się albo rzezią, albo śmiercią nieznośnej obecnie Eleny. Małe miasteczka mają to w sobie. Głodna, pozbawiona emocji, nieostrożna wampirzyca rozsadzała lokalny mikrokosmos od środka, co widzieliśmy w poprzednim odcinku. Ale wiemy również, że podejrzenie Eleny jest prawdziwe – Damon nie przyjechał wyłącznie dla zabawy, ma do rozwikłania kilka zagadek i do załatwienia parę spraw, o których niekoniecznie mówi głośno. Szuka Katherine i odtrutki, wiedząc, że nowa, beznamiętna Elena nie podziela entuzjazmu wobec tego celu. Traktując ludzi w sposób instrumentalny, wykorzystując ich chęć niesienia pomocy drugiemu, zastawiając proste pułapki, manipulując umysłami – dziewczyna bardziej i szybciej oddziela się od człowieczeństwa niż podczas samej wampirycznej przemiany. To zapowiedź koszmaru, ciężar nieuświadamianej jeszcze, przyszłej winy.

Fot. The CW

Fot. The CW

Czas postawić zasłonę dymną, Damon zabiera więc wampirzycę, przypominającą teraz Katherine bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, do ulubionego baru z lat 70. Cóż, miejsce nie wygląda imponująco i chyba niezbyt się zmieniło przez tych trzydzieści parę lat. W retrospekcjach oglądamy momenty świetności klubu, migawki z koncertów, pojawia się nieżyjąca już Lexie – anioł stróż braci Salvatore. To znak, że obraz polowania nie jest jednowymiarowy ani zabawa w zabijanie aż tak lekka, łatwa i przyjemna, jak wydaje się to przedstawiać nasz bohater. Zabijanie ma swoją cenę i swoje konsekwencje, a ludzie to coś więcej niż woreczki z krwią. Wyłączenie emocji stanowi dobrą taktykę na chwilę żałoby, ale jest fatalnym rozwiązaniem na zawsze – w latach 70. Lexie miesiącami starała się przekonać Damona, by odblokował swoje emocje. Tyle przeszłość – w teraźniejszości pojawia się wkurzona Rebeka. W końcu nie dalej jak odcinek temu ta para zawarła sojusz – zerwany prawie natychmiast w momencie wyjazdu Damona i zapomniany już chyba nawet przez widzów.

Kolejny chwilowy alians, pomysł po wielokroć odgrzewany, to Klaus, którego do współpracy zaprasza Stefan – pradawny Silas grasuje w Mystic Falls, a jego poczynania zagrażają status quo. Jedyna szansa to zgromadzenie wszystkich pozostałych w miasteczku sił i przeciwstawienie ich Nowemu Złu.

Fot. The CW

Fot. The CW

A siły Złego rosną. Bonnie już jest pod wpływem Silasa, występującego pod postacią zmarłego profesora, ich stronę trzyma także potężny, choć nie do końca zorientowany w sytuacji tata czarownicy, będący burmistrzem miasta. Bonnie chce powrotu Jeremiego – i trudno się nie zastanawiać nad tą motywacją. Czy to aby nie za słaba i zbyt wytarta karta, by usprawiedliwić kolejne masowe morderstwo? Zginęło już tak wiele osób. Teraz młoda czarownica ma złożyć w ofierze swoje siostry wiedźmy. I czyni to, zupełnie bezrefleksyjnie. Na jej wezwanie – Bonnie rzekomo chce się pozbyć mocy Ekspresji – przybywa cały konwent. Rytuały wyglądają tak samo jak zwykle, wielki pentagram, światło pochodni, las w nocy, mamrotanie po łacinie. Bez zaskoczeń także i tu.

Bardzo fajne są przeskoki między współczesnością a wspomnieniami Damona pokazane w nowojorskiej części odcinka. Retrospekcje następują w trakcie piosenek, których słuchamy w starej i nowszej wersji. Oglądamy też te same miejsca. Czas nie jest dla wampira tak radykalnym punktem odniesienia jak dla człowieka, prawda? Nieśmiertelni funkcjonują poza czasem. Tu i tam, wspólny posiłek, komunia podczas koncertu, w obojętnym tłumie. Tu Elena, Rebeka i Damon, wgryzający się w szyję śmiertelniczki, a tam Damon z Lexie, doświadczenie fundacyjne wampirzego mitu. Nowej Rebece początkowo podoba się odmieniona Elena, „maybe it’s the haircut”? Ich alians miałby sens – Elena nie chce odtrutki, pożąda jej za to blond wampirzyca. Obydwie są wredne i lubią się zabawić. Czy jednak Rebeka umiałaby sobie poradzić z człowieczeństwem po tylu latach? Czy jej pragnienie nowej rodziny jest racjonalne? Pozbawiona emocji Elena ocenia to na zimno, czym odstrasza potencjalną sojuszniczkę. Lecz nie na długo. Z końcem odcinka nowe najlepsze przyjaciółki wyruszają na poszukiwanie Katherine, a oszukany Damon zostaje w tyle z niczym.

A może nie do końca z niczym, bo ze wspomnieniem wampirzycy, którą koniec końców zabił. W głowie tłucze mu się złota porada Lexie – miłość to najsilniejsza spośród emocji, więc jej wspomnienie może wytrącić wampira z emocjonalnego stuporu. To jedyna droga ratunku. Lexie myślała o Katherine, ale to jej ciągła troska uleczyła Damona i przywróciła go światu. A przynajmniej przez chwilę tak się nam wydaje. Nic nie jest tutaj do końca jasne.

Tymczasem w Mystic Falls egzystencjalne lęki odczuwa inna bohaterka. „Nie lekceważ potęgi mroku, nawet najczystsze dusze lgną do niego” mówi Klaus. Mówi o Elenie, lecz to na Caroline te słowa odciskają trwały ślad. Nie daje jej to spokoju. „There is no allure to darkness!” woła, maszerując razem z Klausem przez ciemny las. „Really?”- droczy się Klaus, ale Caroline nie daje się wprowadzić w romantyczny nastrój i odpowiada, niszcząc swojego rozmówcę: „People who do terrible things are just terrible people”. Caroline jest dla Klausa tym samym, czym dla zatraconego Damona była Lexie – uporczywym, niezłomnym głosem rozsądku. Damon zagłuszył go w sposób bezwzględny i gdy już nie mógł słuchać kazań, zabił „głoszącą” – jak postąpi Klaus? Czy Caroline będzie „zbawieniem” Klausa? Czy może Silas – nowy, silny gracz w miasteczku – przeciągnie go na swoją stronę?

Fot. The CW

Fot. The CW

Bohaterką odcinka jest dla mnie Caroline. Najrozsądniejsza ze wszystkich (działa zamiast gadać) znajduje odpowiednia magiczną księgę i czyta kolegom o „Trójkącie Ekspresji”. Potem to Caroline nanosi na mapę miejsca masakr. I to Caroline wykonuje najważniejszą akcję odcinka, zabijając wiedźmę, która zamierza pozbawić życia Bonnie. Oczywiście, tym samym „trzecia masakra” dokonuje się, ale i tak reakcja Caroline jest moim zdaniem słuszna. Poza tym to się przecież musiało stać! Nikt nie byłby w stanie powstrzymać planu Silasa – takie rzeczy są wbrew regułom pisania scenariuszy! Jeśli pokazujesz strzelbę, musi wypalić. A jeśli wartość odtrutki podczas igrzysk na wyspie była wysoka – teraz musi być jeszcze wyższa. Stawki w tej grze rosną z odcinka na odcinek.

Jak wysoko poszybują, dowiemy się niebawem, a ja na zakończenie dodam, że w świetle formujących się ad hoc wydumanych sojuszy, w których bardzo łatwo się pogubić nawet samym postaciom (czy ktoś wie, gdzie się podziała wilcza „oblubienica” Klausa z poprzedniego odcinka?), najmocniejszym i wcale nie wymuszonym związkiem pozostaje ten między braćmi Salvatore. Są w kontakcie i pomagają sobie nawzajem. Rodzinna więź, pozbawiona sztuczności, oparta jest na niezbywalnej, ostatecznej trosce, i jako taka pozostaje jedynym pewnym aliansem w sytuacji, gdy nawet Elena przestała być sobą.

Największa pomyłka: nowa, frywolna fryzurka Eleny. Eleno, nie, nie jesteś i nigdy nie będziesz inkarnacją Farrah Fawcett.

Najsmutniejsza scena: Po zamknięciu rytuału Bonnie traci pamięć (cofa się o jakieś pięć odcinków), ale odzyskuje przytomność. Biedaczka, jeszcze raz dowiaduje się o śmieci Jeremiego.

The Vampire Diaries
S04E17: Because The Night
emisja: 21.03.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

← Poprzedni odcinek
Następny odcinek →

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Latest posts by Pirjo Lehtinen (see all)