Gdy Doktora nie ma, kosmici harcują (Torchwood)

Gdy Doktora nie ma, kosmici harcują (Torchwood)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Oglądając Doctora Who, pewnie wielokrotnie zastanawialiście się, jak ludzkość radzi sobie z kosmicznymi zagrożeniami w chwilach, kiedy nasz ulubiony Władca Czasu akurat zajmuje się bardzo poważnymi sprawami na drugim końcu wszechświata? Ziemianie nie są tak bezbronni, jak by się mogło wydawać. Rządy wielu państw zdają sobie sprawę z istnienia życia pozaziemskiego i mają świadomość nieuchronności ataku z kosmosu. W celu badania wszechświata oraz ochrony planety powołano organizację UNIT – międzynarodowy twór podległy ONZ. Oczywiście Wielka Brytania ma swoją własną grupę działającą w tej sferze. Torchwood.

Fot. BBC

Fot. BBC

 

Instytut Torchwood został założony w 1879 roku przez królową Wiktorię po tym, jak natknęła się na dziesiątego Doktora. Spotkanie uświadomiło monarchini, iż Imperium Brytyjskie może mieć wrogów zupełnie obcych i nieznanych, z którymi nie wie jak walczyć. Torchwood to organizacja tak tajna, że nawet pani premier Wielkiej Brytanii nie powinna o niej wiedzieć. Zatrudnia legion agentów, urzędników, naukowców i wojskowych, którzy wszystkie swoje siły poświęcają na monitorowanie aktywności Obcych i zbieranie pozaziemskich artefaktów, wedle hasła „co jest obce, to jest nasze”. Serial dzieje się już po zniszczeniu londyńskiej centrali Torchwood w bitwie o Canary Wharf i przedstawia perypetie niewielkiej jednostki działającej na terenie Walii. Dowodzonej, o czym warto wspomnieć, przez kapitana Jacka Harknessa (John Barrowman).

Fot. BBC

Fot. BBC

 

Oddział w Cardiff został utworzony ze względu na fakt, iż to właśnie to miasto jest położone na szczelinie czasowej, będącej źródłem większości problemów, ale mającej też dobroczynne zastosowania (na przykład do tankowania TARDIS). Walijska komórka w niczym nie przypomina londyńskiej centrali. To mała grupka 5–6 osób, która siedzi w piwnicy przypominającej jaskinię Batmana (mają nawet prawdziwego pterodaktyla) i pilnuje, żeby kosmici czy też inne stwory za bardzo nie przeszkadzali. Nie prowadzą zakrojonych na szeroką skalę akcji, spokojnie badają szczelinę, korzystają z płynących z niej profitów i starają się rozwiązywać problemy przez nią spowodowane.

Główną bohaterką serii jest Gwen Cooper (Eve Myles) – policjantka, która w pierwszym odcinku prowadzi prywatne śledztwo w sprawie Torchwood i w jego wyniku zostaje zwerbowana do jednostki. Krocząc śladami bohaterki, widzowie poznają sposoby działania oddziału, jego mroczne sekrety oraz pozostałych członków: medyka Owena Harpera (Burn Gorman), specjalistkę od komputerów Toshiko Sato (Naoko Mori) oraz człowieka-od-wszystkiego Ianto Jonesa (Gareth David-Lloyd), pracującego wcześniej w londyńskiej centrali Torchwood. Jednak najważniejszym bohaterem, a przynajmniej tym, dla którego ogląda się ten serial, jest kapitan Jack Harkness. Jack był jedną z najciekawszych drugoplanowych postaci Doktora…. Uroczy, omniseksualny (jak wiadomo, są rasy kosmitów o płciach zupełnie odmiennych od ludzkich) łobuz od razu podbił moje serce. W Torchwood widzowie mają szansę poznać go od trochę innej strony. Tutaj Jack funkcjonuje w szczęśliwym, stałym związku z Ianto. Z retrospekcji można się też dowiedzieć paru rzeczy o przeszłości nieśmiertelnego kapitana – jego dzieciństwie, przygodach, wcześniejszej działalności w Torchwood, a także o licznych związkach – zarówno tych kosmicznych, jak i ziemskich.

„Torchwood” różni się znacznie od Doctora Who. To serial mroczniejszy, bardziej brutalny, odważniej podchodzący do kwestii seksualnych. Zupełnie inaczej przedstawiony jest wszechświat: uniwersum widziane oczami półboga-turysty było przede wszystkim fascynujące – kolorowe, pełne ciekawych miejsc do odwiedzenia i intrygujących istot do poznania. Z punktu widzenia zwykłych ludzi to pole walki – niebezpieczne, groźne, niedające słabym homo sapiens wielkich szans na przeżycie. Torchwood skierowane jest do starszego widza – co jednak nie zawsze oznacza, że jest dojrzalsze, bo z tym bywa różnie. Zdarzają się odcinki poważne, podejmujące istotne tematy, a bywają też epizody zwyczajnie nudne, w których rozwiązania fabularne wyglądają dosyć banalnie. Środki działania agentów Torchwood są niemalże dokładnym przeciwieństwem sposobów Doktora. Dla tych uzbrojonych po zęby strażników ludzkości użycie broni jest jedną z podstawowych metod rozwiązywania problemów, a nie przykrą ostatecznością.

Fot. BBC

Fot. BBC

 

Pierwsze dwa sezony (każdy po 13 odcinków) to zbiór krótkich historii, które rzadko łączy coś więcej niż postaci głównych bohaterów. Problemy, z którymi ścierają się dzielni agenci, są raczej lokalne – rzadko wykraczają poza granice Cardiff, czasami dotyczą pojedynczych ludzi. W tych częściach bohaterowie zajmują się agresywnymi obcymi, niebezpiecznymi artefaktami, podróżnikami w czasie. Sami również odbywają wycieczki w przeszłość, wskrzeszają umarłych, a także spotykają byłego partnera (w najszerszym tego słowa znaczeniu) kapitana Jacka. Bywają odcinki lepsze, bywają gorsze, ale żaden nie schodzi poniżej pewnego poziomu ani też specjalnie się nie wyróżnia. Ot, poprawna telewizyjna robota, jednak pozbawiona polotu i lekkości Doktora….

Po tych dwóch niezbyt fascynujących sezonach trzeci, o podtytule Children of Earth, okazał się naprawdę dobrym produktem. Tym razem to jedna historia, podzielona na pięć godzinnych epizodów. Pewnego dnia wszystkie dzieci na całej planecie zatrzymują się i zaczynają powtarzać na głos „Przybywamy!”. Za tą akcją stoi rasa kosmitów znana jako 456. Żądają od Ziemian, by ci oddali im 10% wszystkich ziemskich dzieci – w przeciwnym razie grożą zniszczeniem planety. Tymczasem okazuje się, że to nie pierwszy kontakt brytyjskiego rządu z 456… Na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości, sekrety brytyjskiego wywiadu, a także fakty, których sam Jack Harkness wolałby nie ujawniać. Children… to bardzo ciekawa historia i, co najważniejsze, znakomicie opowiedziana. Twórcom udało się świetnie przedstawić uczucia zarówno w skali makro: nerwową atmosferę i strach Ziemian, będących świadkami kosmicznego kryzysu, a także mikro: niełatwe wybory bohaterów – ich wahania, wyrzuty sumienia. Bardzo interesująco wyszedł obraz rządzących – ludzi niemających problemów z poświęceniem części swoich obywateli w imię wyższych celów. Trzeci sezon to najlepsza rzecz, jaka wyszła pod szyldem Torchwood – pięciogodzinny miniserial można właściwie obejrzeć na jednym posiedzeniu – fabuła trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty i ani na chwilę nie zwalnia.

Czwarta seria, zatytułowana Miracle Day, zaczęła się dosyć ekscytująco. W jednej chwili, zupełnie niespodziewanie, ludzie na całej kuli ziemskiej przestali umierać. W centrum wydarzeń ponownie znajduje się Jack Harkness, który prawdopodobnie stał się jedynym śmiertelnym człowiekiem na świecie. Twórcy próbowali powtórzyć formułę Children of Earth – stworzyć jedną zamkniętą fabułę podzieloną na krótsze epizody. Niestety, to, co z powodzeniem można było przedstawić w pięciu odcinkach, rozciągnięto do dziesięciu. W ten sposób apetycznie zapowiadająca się historia bardzo szybko zaczęła nużyć, a finał, miast oszołomić, wywołał jedynie wzruszenie ramion. Sympatycznym akcentem było zatrudnienie Lauren Ambrose i Billa Pullmana, jednak nawet oni nie uratowali rozwleczonej do granic możliwości nudnej historii. Miracle Day jest jak na razie ostatnim sezonem Torchwood i raczej tak już pozostanie.

 

Fot. BBC

Fot. BBC

Mimo mroczniejszego wydźwięku i bardziej ponurej atmosfery, Torchwood jest silnie osadzony w uniwersum Doctora Who, co daje sporo okazji do wyszukiwania wszelakich nawiązań. W pierwszym sezonie widać rękę Doktora (uciętą mu przez dowódcę Sycoraksów), wspomniano bitwę o Canary Wharf, a w piwnicy Torchwood przechowuje się nie do końca przekształconego Cybermana. W kilku odcinkach pojawia się też Martha Jones. Ta zależność działa też w drugą stronę – prawie wszyscy członkowie organizacji (za wyjątkiem Owena) mieli swoje pięć minut w Doctorze…

Torchwood należy do tych seriali, które obejrzeć można, ale niekoniecznie trzeba (poza wybornym trzecim sezonem). Na pewno jest on skierowany przede wszystkim do miłośników macierzystej serii: to właśnie oni będą śledzić smaczki i cieszyć się na widok znajomych postaci. Chociaż, uprzedzam lojalnie, nie muszą być zachwyceni. Wręcz przeciwnie – istnieje szansa, że bardzo im się nie spodoba. Inni ludzie też mogą spróbować – na własną odpowiedzialność. Jednak lepiej by było, gdyby zaczęli od Doctora…

Torchwood
s-f, drama
BBC/ Starz, UK/USA, 2006–2011

Jerzy Łanuszewski
Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Jerzy Łanuszewski

Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Latest posts by Jerzy Łanuszewski (see all)