There've been others travelling with you! (część II)

There’ve been others travelling with you! (część II)

Pierwsza część czeka tutaj. Allons-y!

Fot. BBC via whendoiturnbackintoapumpkin.tumblr

Fot. BBC via whendoiturnbackintoapumpkin.tumblr

Ostrzeżenie! This post is full of spoilers (duh…) and feels. I gifów, bo to grzech nie zgifować tych scen. Na waszym miejscu miałabym pod ręką paczkę chusteczek.

The one who was made to forget

sezon 4

Przyjście Donny było jak świeże, wiosenne powietrze. Towarzyszka, która nie jest w Doktorze zakochana. Która się go nie boi, potrafi z niego żartować, potrafi postawić go do pionu, która bodaj najtrafniej ze wszystkich umie jednym słowem wyrazić dokładnie to, co Doktor powinien usłyszeć. Relacja, w której nie ma romantycznego napięcia, to najlepsze, co mogło się po ostatnich historiach Doktorowi przydarzyć!

Jeśli Rose nie była nikim szczególnym na początku swojej przygody z Doktorem, to Donna sprawia wrażenie jeszcze bardziej przypadkowej i niepasującej do czasoprzestrzennych podróży postaci: dość powiedzieć, że już przy pierwszym spotkaniu (The Runaway Bride) zdumiewa Doktora wyznaniem, jak to z różnych powodów przegapiła dotychczasowe inwazje z kosmosu (a było ich już parę, ze świeżą wówczas bitwą o Canary Wharf na czele). A po jednym spotkaniu z Doktorem, zaproszona do wspólnych wojaży w TARDIS, odmawia. Mówi: znajdź kogoś innego. Czy nie wie, co traci? Być może. Ale raczej pokazuje charakter.

W końcu nie tak długo po pierwszym spotkaniu wyczekuje już na powrót Doktora, szykując walizki i szukając go tam, gdzie zauważy kłopoty (bo przecież gdzie tarapaty, tam koniecznie Doktor, tego jednego zdążyła się na jego temat nauczyć). I kiedy wreszcie – przeznaczenie! – na niego trafia, radości nie ma końca!

Fot. BBC via aaaidanturner.tumblr

Fot. BBC via aaaidanturner.tumblr

I tak podróżują razem w czasie i przestrzeni, przyjaciele, best mates, DoctorDonna, powtarzając zdezorientowanym, przypadkowo napotkanym istotom, że choć może na pierwszy rzut oka tak to wygląda, to jednak nie są parą. Donna to moja ulubiona towarzyszka Dziesiątego właśnie dlatego, że relacja między nimi to bliska przyjaźń, w której nie ma miejsca na przeciągłe spojrzenia i smutne westchnienia po kątach TARDIS. Jest coś matczynego w tym, jak Donna traktuje Doktora; myślę, że to właśnie jej specyficzny sposób dbania o niego uleczył go po utracie Rose.

Przychodzi taki moment, kiedy pozornie z początku przypadkowa Donna staje się najważniejszą istotą w historii stworzenia. Stanowiące preludium do finału Turn Left jest opowieścią o jej zwyczajności, absolutnie nadzwyczajnej: czy bowiem Donna spotka Doktora i wyruszy z nim w podróż między gwiazdy, czy skręci w drugą stronę i pozostanie zwykłą sobą – każda z tych ścieżek prowadzi ją do miejsca, w którym losy wszechświata obracają się wokół niej.

Gdy w finałowym Journey’s End to właśnie Donna ratuje pozostałych bohaterów (oraz wszechświat) przed unicestwieniem, trudno być zaskoczonym.

Połączenie fantazji Donny i umysłu Doktora: najwspanialsza postać, jaka mogła powstać w tym świecie. Jednak już w The Parting of the Ways nauczyliśmy się, że cena za próbę bycia kimś więcej niż tylko człowiekiem jest wysoka. Donna nie jest w stanie utrzymać w swojej głowie wszystkiego tego, z czym na co dzień zmaga się Doktor; jej ludzkie ciało nie może pomieścić tej magmy informacji, pomysłów, wspomnień. Żadne prośby, błaganie nie pomogą. Jedynym lekarstwem jest oddanie wszystkich wspomnień z podróży z Doktorem i powrót do zwykłego, ludzkiego życia na ziemi.

Odejście Donny złamało mi serce bardziej niż rozstanie z którymkolwiek z towarzyszy: bolało jak niezasłużona kara za dobrze wykonaną pracę. Przedwczesne. Nieodwracalne. I was gonna be with you forever.

Fot. BBC via darkmarkburning.tumblr

Fot. BBC via darkmarkburning.tumblr

The one whom he did not recognise

4×08–09 i sezony 5–7

1 2

Fot. BBC via tenntoo.tumblr

Fot. BBC via tenntoo.tumblr

Fot. BBC via tenntoo.tumblr

Fot. BBC via tenntoo.tumblr

River Song, profesor archeologii, bardzo pewna siebie bohaterka, która z powodzeniem mogłaby być protagonistką własnego spin-offa. Wita Doktora zalotnym „Hello, sweetie” i zachowuje się, jakby brak rozpoznania w jego oczach był tylko grą albo dziwnym żartem. Kiedy dociera do niej, że Doktor naprawdę jej nie rozpoznaje, nie wyjawia ani jemu, ani widzom, kim naprawdę jest – jej oczy przepełnia tylko bezbrzeżny smutek.

A jest to kobieta, która nosi przy sobie zeszyt wyglądający jak TARDIS, pełen historii, jakich nie może wyjawić nikomu z bohaterów (spoilers!). Wie więcej o prowadzeniu TARDIS niż Doktor, używa sonicznego śrubokręta, który dziwnie przypomina ten Doktora i… zna jego imię.

Fot. BBC via i-want-chips.tumblr

Fot. BBC via i-want-chips.tumblr

River Song, najbłyskotliwszy z pomysłów Stevena Moffata.

Opowiedzieć historię River to jak napisać epicką, wielotomową powieść. Ułożenie jej spotkań z Doktorem w linię czasową to istne rozplątywanie węzła gordyjskiego. A jednak jedna sprawa jest prosta do zrozumienia: dzień, w którym Doktor nie rozpozna River, będzie dniem jej śmierci.

Fot. BBC via doctordommeh.tumblr

Fot. BBC via doctordommeh.tumblr

Odejście River Song jest jedną z najokrutniejszych drzazg wbitych prosto w Doktorowe serce. Po raz pierwszy (z perspektywy Doktora) spotykają się przypadkiem w opuszczonej bibliotece, kiedy zawezwani przez kogoś Doktor i Donna odwiedzają tę największą z książnic we wszechświecie. Brak odwiedzających jest sygnałem kłopotów: River prowadzi ekspedycję mającą na celu wyjaśnienie przyczyny tego stanu rzeczy. W ciszy i wśród cieni poznajemy powoli naturę związku między River i Doktorem, nie jesteśmy jednak nigdy pewni, czy nasze przypuszczenia zmierzają we właściwą stronę – River pilnuje bardzo dokładnie, by nie wymsknęło się jej zbyt wiele szczegółów, dla podróżujących w czasie spoilery mogą być śmiertelnym niebezpieczeństwem. Im bliżej rozstrzygnięcia przygody, tym bardziej Doktor zdaje się rozumieć, co River próbuje mu przekazać i jednocześnie przed nim ukryć.

Poświęcenie River sprawia, że Doktor już zawsze będzie wiedział, gdzie zmierza jej historia. Każde spotkanie, każde zaciśnięcie więzi jest okryte cieniem nieuchronnej śmierci, której już był świadkiem. Od tego momentu zasada unikania spoilerów działa w obie strony: Doktor też nie może wyjawić River, co ją czeka. Szczególna więź między nimi (bo jakoś do samego końca nie wiem, czy można to nazwać miłością: to przecież nie ma nic wspólnego z relacją, jaka łączyła Dziesiątego z Rose, a zwyczajowo to chyba o takich historiach pisze się w tonie romantycznym?) zawsze ma posmak smutku.

Fot. BBC

Fot. BBC

Those who waited

sezony 5–7

Amy Pond. Ktoś mógłby powiedzieć, że Doktor ma słabość do rudych, ale jego spotkanie z Amy wydaje się być kwestią zwykłego przypadku. Ot, regeneracja Dziesiątego wyzwoliła tak wiele feels, że TARDIS zaczyna płonąć, Jedenasty ląduje więc w przypadkowym miejscu, które okazuje się ogródkiem siedmioletniej Amelii Pond. Niezbyt rozsądnej dziewczynki, wpuszczającej nieznajomego, bardzo dziwnego mężczyznę do domu i przygotowującej mu wszelakiej maści żądane przekąski. Bardzo odważnej – i bardzo samotnej – dziewczynki, która gotowa jest wskoczyć za nim do płonącego TARDIS, jeśli to będzie oznaczało podróże, przygody i ucieczkę z miejsca, gdzie straszy ją pęknięcie w ścianie sypialni.

Doktor nie wraca po pięciu minutach. Nie wraca po kwadransie. Dla małej Amelii równie dobrze mógłby nigdy nie wrócić: jest kolejnym dorosłym, który obiecał i nie dotrzymał słowa. Biedna, opuszczona Amelia Pond.

Fot. BBC via lida-hil.tumblr

Fot. BBC via lida-hil.tumblr

Kiedy wraca, okazuje się, że minęło dwanaście lat od pierwszego spotkania. Takie ryzyko podróży niesprawnym wehikułem czasu, jak się zdaje. Choć Amy na początku wcale mu nie ufa (i nie próbuje ukrywać, jak bardzo jest urażona tym, że tak długo musiała na niego czekać; nie robi się takich rzeczy małym dziewczynkom, a już na pewno nie małym rudym Szkotkom!), koniec końców wskakuje razem z nim do TARDIS. No, najpierw musi poczekać jeszcze dwa lata. Doktor naprawdę powinien się nauczyć kontrolować swoją maszynę.

Jedenasty i Amy to para ogromnie dynamiczna. Ich wymiany zdań na ekranie, ilość scen, w których pędzą od jednego wątku przygody do kolejnego, jakby nie mogli się doczekać, co czeka za rogiem! Wraca też znajome romantyczne napięcie. Nie ma jednak w tej relacji niczego z irytującego zapatrzenia Marthy Jones: o nie, Amy to zdecydowanie silniejsza osobowość, dziewczyna nie boi się brać tego, czego pragnie! (Wybaczcie końcówkę filmowej ilustracji poniżej, YT chyba nie zna nieprzerobionej wersji tej sceny…)

Sam Jedenasty chyba ciągle ma w pamięci raczej siedmioletnią dziewczynkę niż dorosłą kobietę, która stoi przed nim w tej scenie; silne poczucie, że uczucia żywione do niego przez towarzyszkę są nadzwyczaj niewłaściwe nie pozwala na rozwinięcie romantycznej więzi między dwojgiem. I choć afekty Amy szybko kierują się we właściwszym kierunku, między nią i Doktorem do samego końca pozostaje ta nuta więzi bliższej niż to się na pierwszy rzut oka wydaje.

Fot. BBC via addieamazing.tumblr

Fot. BBC via addieamazing.tumblr

Właściwszym kierunkiem czułości Amy jest rzecz jasna narzeczony, Rory Williams, który w ciągu dwóch i pół sezonu przechodzi interesującą metamorfozę, nabierając pewności siebie, wychodząc z cienia bujnej osobowości Amy i nie tylko stając w szranki z Doktorem o jej uczucie, ale koniec końców wygrywając w tym pojedynku. Centurion, który niemal dwa tysiące lat czekał na powrót ukochanej. Postrach Cybermanów. Rory Pond.

Amy i Rory nie podróżują z Doktorem na stałe. Nie mieszkają w TARDIS – mają swój małżeński dom, swoje małżeńskie problemy. Przygoda pojawia się i znika w ich życiu, Doktor odwiedza ich w różnych momentach na przestrzeni dziesięciu lat. Przychodzi moment, kiedy rozważają rozstanie z Raggedy Doctor. Nie tak jednak skończy się ich historia.

Kiedy wybierają się na piknik do Nowego Jorku, nie podejrzewają, że to ich ostatnia podróż. Płaczące Anioły przynoszą nieoczekiwany kres przygodzie, z jednej strony uwalniając Amy i Rory’ego od trudnej decyzji, z drugiej – pozostawiając Doktora z poczuciem, że znów nie udało mu się uratować tych, na których zależało mu najbardziej. Fandom też nie zostaje oszczędzony: nie raz, a dwa, a nawet trzy razy przeżywamy odejście bohaterów w The Angels Take Manhattan. Łzom nie ma końca. Uwaga: jeśli wspólny seans, to tylko z bardzo bliskimi przyjaciółmi. I bez makijażu.

Fot. BBC via addieamazing.tumblr

Fot. BBC via addieamazing.tumblr

Amy dowodzi w każdej z ostatnich scen, że nie ma już wiele wspólnego z dziewczyną, która w wigilię ślubu próbowała zaciągnąć Doktora do łóżka. Postawiona przed wyborem: zostać w tym świecie z Doktorem albo dać się przenieść w nieznane z Rorym. Jedno albo drugie, nie ma wyjścia z sytuacji, które pozwoli zachować w życiu ich obu. Together, or not at all. Rozstanie jest nieuchronne, niemożliwe do odwrócenia, do uniknięcia. Choć przez cały odcinek Doktor nie myśli o niczym innym, tylko o rozwiązaniu impasu, nawet jego umysł nie znajduje odpowiedzi. Amy i Rory muszą odejść. Doktor znów zostaje sam.

Ktoś jeszcze tylko podlewa kwiaty.

Aldonna Pikul
Człowiek–organizacja. Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumacz-amator, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.

Aldonna Pikul

Człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumacz-amator, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.