Fot. BBC

Doctor How? (Doctor Who)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

W tym tekście zamierzam zrobić coś, czego robić nie należy. Zamierzam pobawić się w tego gościa, który psuje wszystkim wspólny, wieczorny seans, wtrącając mnóstwo uwag o tym, co było bez sensu, nierealistyczne, wbrew fizyce i powieściom z expanded universe, które tak naprawdę wszyscy mają głęboko w dupie. Tak, ten gość pewnego dnia nagrabi sobie i dostanie w tubę. Ja jednak zamierzam tylko trochę go poprzedrzeźniać, a wy wybaczycie mi to z przyjemnością, bo cele, jakie mi przyświecają są inne – szlachetne, naukowe i w ogóle najlepsze.

Nie jestem tym gościem również dlatego, że sam Doktor zrobiłby to samo na moim miejscu. Nie jest przecież zajętym sobą typkiem z monomanią, lecz patrzy na wszechświat z ciekawością dziecka czy filozofa. Zapraszam do dziwacznej wyprawy za kulisy Huniwersum (nominuję się do Złotej Pasty, nagrody za najohydniejszy makaronizm roku), gdzie czekają na nas pytania, od których pęka głowa. Stańmy oko w oko z tajemnicami, które domagają się wyjaśnień: zrekonstruujmy makroewolucyjne zasady rządzące powstaniem rozumnych ras,  zmierzmy się z ontologicznym statusem TARDIS i przestańmy wreszcie pozwalać na rozstawianie nas po kątach głupimi tekstami tylko dlatego, że komuś nie chce się czegoś porządnie wytłumaczyć!

 

Time can be rewritten, czyli słów kilka o metaczasie

Przypomnijmy sobie wydarzenia piątego sezonu. Doktor zostaje skonfrontowany z zagadką tajemniczych pęknięć w strukturze rzeczywistości, które pojawiają się niemal we wszystkich miejscach, które odwiedza. Sęk w tym, że Doktor nie zaczął odwiedzać miejsc i czasów w piątym sezonie – robił to przez setki lat, nie stykając się nigdy wcześniej z takiego rodzaju fenomenem (chociaż to ryzykowna teza, 50 lat historii serialu patrzy na mnie). Nie zwrócił uwagi? Niezwykle wątpliwe. Ot, zwyczajnie, dotąd we wszystkich miejscach i czasach nie występowały pęknięcia występujące we wszystkich miejscach i czasach.

Fot. BBC

Fot. BBC

Teraz przeczytajmy poprzednie zdanie kilkukrotnie. Słówko „dotąd” straciło sens, przynajmniej ten zwyczajny. Czas rozszczepia się na skutek jakiegoś wydarzenia (to, że ciągle nie wiemy jakiego, nie ma dla naszych rozważań aż takiego znaczenia), które ma miejsce w historii Doktora gdzieś w początkach piątego sezonu. Infekując każdy czas i miejsce czyni to warunkowo, niejako nadpisując się na wcześniejszym „zawsze i wszędzie” pozbawionym tego rodzaju fenomenu, a jednak pamiętanym przez Doktora i widzów. Mamy zatem dwa „zawsze i wszędzie”, pozostające względem siebie w specyficznej relacji. Co może opisać tę relację? Pojęcie metaczasu. Zewnętrzna miara przykładana do zmian w czasie, które jesteśmy w stanie obserwować (oczami Doktora) niejako z zewnątrz, więc możemy je też zestawiać i opisywać. Pytanie o naturę owego metaczasu jest jednym z najbardziej fascynujących, jakie możemy sobie zadać, próbując bawić się w rozgryzanie uniwersum Doktora. Kiedyś do niego wrócę.

Fot. via jlp.nasa.gov

Fot. via jlp.nasa.gov

 TARDIS, czyli niepewny status

Rozważmy dwie hipotezy. Pierwsza – byt obecny w sercu TARDIS należy do oddzielnej kategorii istot rozumnych zamieszkujących wszechświat Doktora. Pojawia się interesujące pytanie: z jakiego powodu te istoty stanowią coś w rodzaju koni pociągowych Władców Czasu. Wynika to z ich natury? Wiąże je pradawny kontrakt? Zostały zniewolone? Oceniają swoją sytuację według kategorii zupełnie nieprzystawalnych do naszych co czyni podział władca-sługa i inżynier-maszyna zupełnie błędnym lub chociaż irrelewantnym?

Jeśli ta hipoteza jest prawdziwa, mamy do czynienia z rasą niezwykle potężną i na trwałe związaną ze strumieniem czasu. Trudno wyzbyć się wtedy odczucia, że cała technologia podróży w czasie, jaką posiedli Władcy Czasu, jest jedynie zapożyczona czy też przekazana przez „duchy TARDIS”. Czy może inaczej – jest ona efektem ujęcia w pewne techniczne ramy naturalnej potęgi, istniejącego wcześniej żywiołu, który na dodatek obdarzony jest świadomością. Hipoteza „innej rasy” nie stoi bynajmniej w sprzeczności z uwagą Doktora, jakoby TARDIS były bardziej hodowane niż produkowane. Więcej – jeśli umieścimy to zdanie w kontekście strzępów wiedzy na temat natury TARDIS otrzymanych przy innych okazjach, możemy śmiało bronić przekonania, iż owa „hodowla” jest swoistym rodzajem adaptacji, jaką przechodzą postulowane istoty w procesie „związywania” ich z technologią Władców Czasu.

http://www.youtube.com/watch?v=Q8JAXsQoxco

A może – teza druga – „duchy TARDIS” są tworami Władców Czasu lub efektem ubocznym ich eksperymentów z czasem? Przebudzoną sztuczną inteligencją. Zawiłym interfejsem, który poprzez swoją de facto pozaczasową naturę ewoluuje i rozwija się w nieliniowy i nieprzewidywalny sposób.  Manifestacją zmarłych Władców Czasu, którzy przez swój związek ze strumieniem czasu nie są w stanie odejść zupełnie poza „kręgi świata”. Finalnym efektem losu tych spośród Władców, którzy postradali zmysły podczas rytuału spoglądania w wir czasu. Znów skazani jesteśmy na domysły, a pytanie ontologiczne pociąga za sobą równie fascynujący problem epistemologiczny – jak TARDIS postrzega? Jak wygląda istnienie w samym centrum strumienia czasu? Kompletne załamanie się naszej umiejscowionej w czasie siatki pojęciowej (zauważmy, że w przypadku Doktora problem nie jest aż tak silny – ma on swoją własną linię czasu, która pozwala nam do pewnego stopnia projektować sobie „bycie Doktorem”) nie pozwala na skrojone do rozmiarów zdania hipotezy. Pozostaje mieć nadzieję, że twórcy będą trwać w przekonaniu, że temat jest ekscytujący, i Doctor’s Wife nie będzie ostatnim odcinkiem o „duchu TARDIS”.

Fot. BBC

Fot. BBC

Naprawdę mocna zasada antropiczna

Nie ma co ukrywać, że jest to „problem” niemal całego filmowego sci-fi. Wszyscy znamy również „zewnętrzną”, produkcyjną odpowiedź na tą zagadkę. Nuda. Poszukajmy rozwiązania znajdującego się wewnątrz. Przecież musi istnieć powód, dla którego większość kosmitów wygląda mniej więcej jak my. Powiedzieć, że stanowi to dość mocną przesłankę za kreacjonizmem, to nic nie powiedzieć, ale chciałbym skupić się na innych hipotezach. Standardowy „model homo” wydaje się w świecie Doktora gigantycznym triumfatorem ewolucyjnym. Możliwe więc, że jest on po prostu stosunkowo bliski jakiemuś praktycznemu optimum. Z drugiej strony trudno w ten sposób wyjaśnić aż tak uderzające podobieństwo części ras rozumnych do ludzi.

Fot. via setphaserstolol.com

Fot. via setphaserstolol.com

Przepraszam, napisałem „do ludzi”? Mam oczywiście na myśli Władców Czasu, gdyż to właśnie oni, jako rasa starsza (cokolwiek znaczy to w odniesieniu do rasy pozaczasowej) powinni stanowić nasz naturalny punkt odniesienia. Czy aż tak trudno byłoby wyobrazić ich sobie jako kosmicznych inżynierów genetycznych jak w Prometeuszu?  Czy przywiązanie Doktora do Ziemian nie wynika z ich statusu „najbardziej podobnych dzieci”? Czy spora część historii wszechświata nie została kiedyś przez Władców Czasu „nadpisana” na ich obraz i podobieństwo? Inne wyjaśnienie to jakiś nieznany nam powód, dla którego „model homo” replikuje się w coraz to innych częściach galaktyki. Pamiętajmy, że eksplorujemy uniwersum, w którym łańcuchy przyczynowo-skutkowe mogą mieć naprawdę zawiłe schematy, gdzie „wcześniej” i „później” znajdować się mogą w zupełnie nieprzewidywalnych miejscach na wykresie. Może zafascynowana Ziemią rasa Kylie Minogue to nasi potomkowie, a pierwsi przedstawiciele tej rasy to przeniesieni w przeszłość ziemscy koloniści? Bez problemu możemy też wyobrazić sobie wariant, w którym 85% ras z uniwersum Doktora ma jakiegoś wspólnego przodka – nie trzeba chyba dodawać, że ten przodek wcale nie musiał żyć miliardy lat temu. Russel T Davies dostarczył nam nawet onegdaj dość oczywistego kandydata do tej roli.

Fot. BBC

Fot. BBC

Filozoficzny namysł nad światem, w którym może się wydarzyć właściwie wszystko, nie należy do zadań łatwych i wolnych od frustracji.  Ale to jeszcze nie koniec. W następnym odcinku: o nielinearnym rozwoju cywilizacji, o źródłach moralności w uniwersum Doktora, o miliardach i trylionach oraz o problemach seksu międzygatunkowego. Zapraszam.

PS. Żadna z moich teorii nie aplikuje się do Silurian. Silurianie są po prostu głupi. Fuck you, Siliurianie.

Fot. via doctorwho.tumblr.com

Fot. via doctorwho.tumblr.com

Katon
W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.