We don't walk away from something awesome (Doctor Who, S07E07)

We don’t walk away from something awesome (Doctor Who, S07E07)

Artykuł zawiera spoilery.

Aldonna: To co, sprawę liścia możemy odhaczyć z wyliczenia zeszłotygodniowych zagadek?

Artur: Na to wygląda! I muszę przyznać, że to bardzo ładne wyjaśnienie, takie zwyczajne – pamiątka po rodzicach (ciekawe, czy spotkamy jeszcze ojca?), choć jednocześnie podkreśla tajemnicę, jaką stanowi Oswin i jej niemożliwość. „Najważniejszy liść w historii ludzkości” pewnie ma znaczenie większe nawet niż to, które dostrzegł w nim ojciec Clary…
Doktor tymczasem dalej zachowuje się trochę jak ogarnięty obsesją nastolatek (TARDIS daje tutaj znacznie więcej możliwości niż Facebook), a ja wracam myślami do prequela i zaczynam podejrzewać, że dobrze wiedział, z kim miał wtedy do czynienia. Ten wątek wraca w końcówce odcinka, więc i my do niego wrócimy, a tymczasem: przygoda! Na którym miejscu w rankingu „pierwszych miejsc, do których Doktor zabiera nowe towarzyszki” plasuje się Akhaten?

tardisplusme1 tardisplusme2

Aldonna: To jest dla mnie zawsze trudne pytanie, nie jestem najlepsza w rankingach. Miałam podczas seansu kilka myśli na temat miejsca pierwszej wycieczki, zaczynając od automatycznego skojarzenia z innymi podobnymi lokacjami (trochę Shan Shen z Turn Left, trochę New Earth z Gridlock…), przez A-ha Moment, kiedy Doktor przyznaje, że odwiedził już Akhaten ze swoją wnuczką, aż po wrażenie, że to wybór bardzo znaczący: Doktor zabiera Clarę, dziewczynę, której początku poszukuje z ogromną determinacją, do miejsca, gdzie według legend rozpoczęło się życie.
Ta ilość skojarzeń trochę mnie przeraża: czyżby kluczem do odcinków Doktora Who w 2013, rocznicowym roku była intertekstualność i ciągłe, ciągłe nawiązania do przeszłych przygód?

clara-the-impossible-girl1 clara-the-impossible-girl2
travellingmadman1 travellingmadman2

Artur: Też miałem skojarzenie z Shan Shen i przy okazji zdałem sobie sprawę, że ogromnie lubię lokacje w stylu Bazaar of the Bizarre – cudowność instant i to w ogromnych ilościach, a tutaj w dodatku dział kostiumów poszedł na całość. Uczta dla oczu.
W sumie dobrze, że przypomniałaś mi o kontekście 50. rocznicy, bo już zaczynałem się zastanawiać, jaki to może mieć związek z metaplotem tego sezonu. Lost i Moffat już mnie zepsuli chyba nieodwracalnie. A ten odcinek ma w sobie lekkość, której jakoś nie czułem nawet w pierwszej połowie sezonu (na której kładło się cieniem odejście Pondów) – lekkość odcinków z okresu Daviesa, kiedy kolejne przygody nie były przytłoczone wagą metaplotu. Więc może chodzi tu po prostu o nostalgiczne mrugnięcie okiem: „No tak, jesteśmy już starzy, sporo już przeżyliśmy, w wielu miejscach bywaliśmy”. Doktor też jest tu tak stary, jakim go od pewnego czasu nie widzieliśmy (opuszczona głowa i przygarbione ramiona, kiedy idzie stawić czoła bogu), z kulminacją oczywiście w TEJ scenie. A jednocześnie nie wypiera się już, jak w The Beast Below, pomagania innym, przeciwnie. Czyżby poznanie Clary aż tak go odświeżyło?

Aldonna: A do tego te przepiękne okulary; rzeczywiście, coraz silniej czuć starego ducha u nazywanego najmłodszym Jedenastego.
Porozmawiajmy trochę jeszcze o Clarze. Te skrzące się oczy na widok nowego świata, znów skojarzyło mi się to mocno z zachwyconą pierwszym spojrzeniem w nieznane Rose. Poznajemy też Oswald w tym odcinku nieco bliżej – choć bardziej jej przeszłość, historię, if you will, niż odkrywamy nowe cechy charakteru. Ciekawa przygód, głodna wrażeń, odważna i natychmiast gotowa pomóc małej dziewczynce (od razu przypomina mi się ten pełen żalu post i myślę, że nawet w erze Moffata da się jednak wciąż pisać angażujące historie, które mogą trafiać do małych dziewczynek). Jednocześnie jakby meta-świadoma nieustannego porównywania z innymi towarzyszkami bardzo mocno stawia sprawę: jeśli chcesz mnie mieć w TARDIS, Doktorze, nie możesz mnie porównywać do nikogo innego.

centreofthetardis.tumblr

centreofthetardis.tumblr

Bo samo przywołane przez Doktora porównanie zdaje się niepokojąco nawiązywać do hipotezy o tożsamości Clary, której wszyscy się obawiamy… czy to tylko mój irracjonalny niepokój i nie ma się tu czego doszukiwać?

Artur: Bałem się, że Clara nadal będzie taka zblazowana jak w pierwszym odcinku, ale na szczęście nie, tym razem czuje dreszcz przygody i zdecydowanie daje się lubić. Jej zdolności opiekuńcze też się przydają, zastanawiam się, czy to jej drugi Chekhov’s Skill obok świetnego radzenia sobie z komputerami? Tak to wygląda.

centreofthetardis.tumblr

centreofthetardis.tumblr

Finałową scenę zinterpretowałem zupełnie inaczej. Jest w niej podtekst odnoszący się do poprzednich towarzyszek (choć żadna z nich nie umarła), to prawda, ale nie sądzę, żeby Doktor miał na myśli River (bo to tego się obawiamy, prawda?). Chyba raczej chodziło mu o Clarę z przeszłości/przyszłości, i pojawia się ironia dramatyczna: Clara reaguje tak, jakby ona również myślała o przeszłych towarzyszkach, choć my wiemy, że prawda jest o wiele bardziej skomplikowana. Niestety sama Clara na razie się tego nie dowie i póki co musi liczyć na to, że Doktor ją uratuje. Ale za to ona ratuje jego i całe Akhaten w drugiej obok Doktorowego monologu pięknej (i bardzo symbolicznej) scenie tego odcinka. Czy tobie też tak bardzo się podobało ostateczne wykorzystanie liścia? I co w ogóle sądzisz o głównym wątku z wygłodniałym bogiem?

Aldonna: Masz rację, oczywiście, z sensem końcowego nawiązania; kiedy ma się zmysły wyostrzone na wskazówki co do zawiązanych początkowo tajemnic, trudno się ustrzec toku myślenia prowadzącego wprost na pożarcie metarefleksjom.
Co do samego liścia: ogromnie usatysfakcjonowało mnie to, że nie był kolejnym Artefaktem – przedmiotem, którego znaczenie odkrywamy dopiero w finale i który jest nieodzowny dla zamknięcia całosezonowej historii. „Najważniejszy liść we historii ludzkości”, a jednak dla widowni nie taki najważniejszy, nie masz poczucia? Skoro nie jest odpowiedzią na wszystkie pytania. Jest jednak niewątliwie pierwszą stroną opowieści – znów, na wielu poziomach.
Myślę sobie też, że sam przebieg wizyty w Akhaten ładnie pokazuje bardzo wiele twarzy Doktora. Najpierw wielka celebracja różnorodności we wszechświecie (ze szczekającą przekupką na czele); później nauczyciel historii albo może przewodnik po obcych światach (znów motyw Pierwszego Doktora i jego wnuczki, jakże silne to nawiązanie, i na jak wielu płaszczyznach); wreszcie zbawiciel świata i mądrość większa niż Stary Bóg mógłby być w stanie pochłonąć mimo dręczącego głodu. Pod tym kątem właśnie wątek boga jest dla mnie najciekawszy: jakie odcienie wydobywa w tak krótkim czasie z naszego starego Doktora!

mad-impossible-doctor.tumblr

mad-impossible-doctor.tumblr

Bardzo silnie błyszczy w tym wszystkim jego twarz racjonalisty: początkowe podejście iście naukowe do zwyczajów i pieśni mieszkańców Akhaten, traktowanie tego trochę z boku, trochę z góry, właśnie jak dziewiętnastowieczny odkrywca, co bardzo czuć w scenie, gdy Doktor i Clara siadają wśród miejscowej widowni zebranej by słuchać Długiej Kołysanki. Później ten lekki ton zaskoczenia, kiedy okazuje się, że zjadający dusze bóg rzeczywiście może istnieć i – le gasp! – istnieje. Aż wreszcie TA scena, która przez mnogość swych warstw zasługuje oczywiście na osobne omówienie, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby nie szukać w epickim monologu śladów manifestu racjonalisty wobec sprawy boskiej (czy rzeczywiście trzeba się ich było doszukiwać?). You’re not a god, you’re just a parasite.

Artur: Coś mnie irytowało w tym podejściu scjentystyczno-racjonalistyczno-humanistycznym i nie do końca wiedziałem co, bo w sumie trudno się z Doktorem nie zgodzić: religia jest dobra, kiedy jest twórcza (i, na przykład, inspiruje sztukę), jest szkodliwa, kiedy odbiera życia. Ale Twoje skojarzenie z dziewiętnastowiecznym odkrywcą jest jak najbardziej trafne. Jest w Doktorze poczucie wyższości, które każe mu traktować to, co się dzieje, jako zabobony, chociaż ładne. Zazwyczaj tego u niego nie widać, co ciekawe. To chyba wskazówka, że rzeczywiście polemiki racjonalisty z religią nie trzeba się doszukiwać, bo ona tutaj jest, a podsumować ją można tak, jak uczyniłem to parę zdań wcześniej. Trochę szkoda, że nie widać, co dalej (jakoś nie spodziewam się, żebyśmy mieli wkrótce powrócić na Akhaten) z tym społeczeństwem, które przecież kręciło się (i to dosłownie!) wokół boga. No ale nie w naturze Doktora leży zostawanie i obserwacja, jak społeczeństwo odbudowuje się żmudnie po tym, jak wywrócił je do góry nogami.
Ostatecznie wracamy więc na Ziemię, a i Clara wraca – niby taka sama, choć już inna – do swojego życia i swoich obowiązków. To ciekawa zmiana, bo wcześniej towarzyszki i towarzysze raczej uciekali z Doktorem na dłużej. Myślisz, że wobec tego będziemy częściej oglądać jej rodzinę, przyjaciół, chociaż we fragmentach odcinków?

Aldonna: Myślę, że Doktorowi bardzo to odpowiada: z jednej strony ma czas i okazję samotnie badać przeszłość Clary, z drugiej – w odpowiednim momencie zabiera ją na wycieczkę. Ale to też unikatowy rys osobowości nowej towarzyszki, choćby i pobrzmiewały w tym echa Donny odmawiającej Dziesiątemu na zaproszenie do wspólnych wojaży: zobacz, nawet się w tej scenie nie odwróciła, wychodząc z budki! A i Doktor nie odezwał się słowem, tylko zamknął drzwi.
Zmierzając już ku zakończeniu chciałam wspomnieć jeszcze o dwóch sprawach, które przykuły moją uwagę. Najpierw o tym, jak TARDIS zdaje się nie akceptować nowej towarzyszki Doktora: nie wpuszcza jej do środka, ktoś na blogach rozpisywał się też, jak to niezbyt sprawnie działa w jej przypadku zapewniane przez TARDIS tłumaczenie (w kontekście sceny ze szczekającą Doreen, oczywiście). Ale, jak mówił Kapitan Jack, TARDIS nie lubi anomalii.

matthewsmitth.tumblr

matthewsmitth.tumblr

Druga rzecz to fakt, że przez cały odcinek irracjonalnie bałam się, że Doktor za chwilę straci swój śrubokręt! Albo wymieni go na kosmiczny skuter, albo zgubi, albo przygniotą go ciężkie drzwi. Nie mam pojęcia, jaki był cel tego zabiegu, ale nie mów, że nie zwróciłeś na to uwagi!

Artur: Zwróciłem, chyba najwyraźniej w scenie odwołującej się do Indiany Jonesa. Foreshadowing? Przy ostatnich wymianach tylko śrubokręt się ostał.

Zachowanie TARDIS mnie zastanowiło, a jednocześnie zupełnie nie powiązałem go z anomalnym statusem Clary. To dość przecież dość wyraźne podkreślenie, choć przy tym subtelne. W stylu zupełnie innym niż Moffata, mógłby powiedzieć ktoś złośliwy. Neil Cross napisał jeszcze jeden odcinek w tej połówce sezonu i po Pierścieniach Akhaten czekam na niego z ekscytacją. Czekają nas chyba ciekawe rzeczy.

Doctor Who
S07E07: The Rings of Akhaten
emisja: 6.04.2013

Aldonna Pikul: człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumaczka, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Koniecznie przeczytaj, co na ten temat mówią Pirjo i Przemek!

← Poprzedni odcinek (Aldonna i Artur)
← Poprzedni odcinek (Marek N)
Następny odcinek (Aldonna, Artur i Przemek) →

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)