Fot. The CW

Like a Virgin (The Carrie Diaries, S01E12)

Artykuł zawiera spoilery.

Jeśli bohaterka planuje swój seksualny pierwszy raz, ustala czas i miejsce oraz omawia całą strategię z koleżankami, docierając aż do najdrobniejszych detali, to możemy być pewni jednego: nic się nie wydarzy. Nie takiego romantyzmu chcą przecież widzowie, nie rozsądku i wpisu w terminarzu, lecz emocji sięgających zenitu, porwań uczuciowych i radosnej spontaniczności. Magicznej nocy, którą bohaterka będzie pamiętać na zawsze, a z nią ekscytować się będą wzruszeni i lekko zazdrośni fani. Innymi słowy, jeśli Carrie straci dziewictwo z Sebastianem, to od razu wiadomo, że na pewno nie w tym odcinku.

Fot. The CW

Fot. The CW

Wiadomo, ale i tak dajemy się wciągnąć w konwencjonalną zabawę i stopniowo udziela nam się nerwowa atmosfera odcinka. Z jednej strony jest to chemia między bohaterami – bo szczególnie w pierwszej połowie odcinka erotyczne napięcie rośnie. Gierki, przekomarzanie się, niedopowiedzenia. „I love you, Carrie Bradshaw” – wyznaje niby to dla zabawy Sebastian, „I wanna have sex with you” – odpowiada odruchowo Carrie, a potem peszy się własną śmiałością. Rumieńce, krok do przodu, krok do tyłu, szepty i pocałunki, podniecający pęd w stronę Wyczekiwanego i Nieuniknionego. Z drugiej strony (i w drugiej połowie) jesteśmy świadkami rozkładu pozytywnych impulsów zastąpionych przez tiki nerwowe pokazanego w odcinku wieczoru i przez serię katastrof wiodących do dołującego finału. Bo wiecie, miłość od irytacji dzieli czasem jeden mały krok.

Odcinek jest zatem o seksualnym napięciu. West flirtuje z Mouse, Tom z Deb, Dorritt z chłopcem ze sklepu muzycznego, Millerem. Takie momenty bywają w serialach dla nastolatków najlepsze, szczególnie gdy ostatnich kilka tygodni skupiało się na pracy, stażach, dorastaniu, odpowiedzialności i relacjach z rodzicami, a romanse pokazywano nam tylko na marginesach lub w ujęciu komediowym. Mieliśmy rozkwitającą miłość, teraz będzie o seksie – sugeruje to już pierwsza scena. „Get a room” wołają w szkole za Carrie i Kyddem, którzy nie potrafią się od siebie odkleić. Tom szykuje się na randkę z poznaną na jodze rozwódką i wiadomo, że nie chodzi o restaurację i kino, ale o zabawy wymagające zabezpieczenia. Piętnastoletnia Dorritt eksploruje swoją kobiecość, przy czym okazuje się o wiele odważniejsza i bardziej bezpruderyjna niż starsza siostra – to właśnie ona, bez planowania, napuszenia i całej otoczki przeżywa piersze chwile fizycznej bliskości. Mouse i West kochają się na podłodze jednej ze szkolnych klas, zatraceni w miłosno-nienawistnej relacji.

Fot. The CW

Fot. The CW

Adekwatnie do tematu trwa „Virgin Tour” Madonny i w redakcji Interview zenitu sięga gorączka z tym związana. Party z Madonną? Dla Carrie to synonim ”perfect night”. Nie nauczyła się jeszcze, że łączenie pracy i życia prywatnego nie wychodzi jej najlepiej, multitasking to nie jest jej mocna strona, a Sebastian, nie pierwszy raz wrzucony w nowojorski światek, czuje się niepewny, odrzucony i jak zwykle z braku innych opcji topi smutki w alkoholu. To zdarzało się już wcześniej, prawda? Tylko nie widziałaś, nie chciałaś widzieć i teraz nie pamiętasz, dziewczynko? Zdarzało się i każdorazowo było cholernie daleko od okej.

W tle odcinka przewija się wczesna Madonna, bo oczywiście Carrie i Sebastian, za namową i pod naciskiem dziewczyny, trafiają na wielkomiejskie przyjęcie. Wieczór zaczyna się komplikować, Sebastiana nie ma na liście gości VIP, Carrie oddala się, by wyjaśnić nieporozumienie, ale, jak to ona, wpada w „wir wydarzeń” i przestaje myśleć jasno. Sebastian w międzyczasie trafia do baru i poprawia sobie nastrój szklaneczką whisky. I choć wcześniej denerwowała mnie ta jego do znudzenia podkreślana w scenariuszach skłonność ku mocnym trunkom, teraz po raz pierwszy nie dziwię mu się – jak długo można czekać na dziewczynę, która obiecała wyjątkową noc, czas przeznaczony tylko dla nich dwojga, wyciągnęła go na przyjęcie na drugim końcu miasta, do miejsca, w którym on nikogo nie zna, a potem zniknęła, zajmując się najwyraźniej ważniejszymi dla niej sprawami – karierą, chwytaniem szans, planowaniem przyszłości, przeprowadzaniem jakichś irracjonalnych wywiadów? „I’m sorry” powtarzane sto razy przez Carrie, pędzącą we wszystkich kierunkach, tylko nie w stronę swojego chłopaka, sprawia że sytuacja robi się napięta niby postronek, a bohaterka wkurzająca jak nigdy dotąd.  Z każdą sceną jest gorzej, Carrie się pogrąża, przed Sebastianem i przed nami. Tracimy do niej cierpliwość. To prawdziwa „Borderline”, jak podśpiewuje w tle Madonna. Nabrzmiałe emocje muszą wybuchnąć, słowo do słowa, kropla w czarze goryczy, kłótnia ukochanych i Carrie zrywa z Sebastianem, którego jedyną winą było zwrócenie jej uwagi. „First Time for Everything”, huh?

Fot. The CW

Fot. The CW

Pod burzą jasnych loków i za fasadą najsłodszej ze słodkich twarzyczek kryje się osóbka dość egocentryczna i w niewielkim tylko stopniu skłonna do jakichkolwiek poświęceń. Buja z głową w chmurach, zdaje się, że zjadła wszystkie rozumy, a marzenie o nowojorskiej karierze przesłania jej absolutnie wszystko. Dla tego marzenia potrafi kłamać i oszukiwać, a także nadużywać dobrej woli przyjaciół i cierpliwości chłopaka, który ją pokochał. Jest nieznośna. Stopniowo staje się podobna do swojej mentorki Larissy, brylującej w towarzystwie, przemieszczającej się z imprezy na imprezę, głodnej wrażeń, powierzchownej, infantylnej. Traktującej bliskich trochę jak postacie, które mogą się jej do czegoś przydać w konkretnym momencie, ale gdy nie są doraźnie potrzebne – stają się zbędne. Jej niezdolność do empatii wobec Sebastiana, przysłonięta przesłodzoną narracją będącą „wewnętrznym monologiem”, jest wręcz zaskakująca. Nie wiem jak Wy, ale ja pierwszy raz obserwując Carrie dostrzegłam w niej potworny rys, który musiał tam kryć się już wcześniej. I zupełnie mi się to nie podoba.

Biedny Sebastian. Koniec końców w odcinku wszyscy uprawiają seks za wyjątkiem Sebastiana i Carrie. I powiem wam, co wydaje się najsmutniejsze: następny epizod jest ostatnim w sezonie, a prognozy odnośnie przyszłości serialu nie są zbyt optymistyczne. Ze względu na Sebastiana i na spójność przedstawionej historii mam ogromną nadzieję, że w finale młodzi kochankowie pogodzą się i dojdzie do długo wyczekiwanej konsumpcji związku. Nie zniosę już tego napięcia ani kolejnej nastolatkowej dramy, która zostawiła losy bohaterów rozgrzebane jak makaron na talerzu i po prostu urwała się w pół zdania, o tak –

Znienawidzona postać: W tym odcinku to niestety Carrie. Czerwona kartka i listy z pogróżkami.

Ulubiona scena: „Zwrotnik Raka” w rękach młodszej siostry i niespodziewana więź między Dorritt i Donną, noszącą nadal przy sobie pamiętną czerwoną torebkę. Porady Donny na temat związków są bezcenne, a ten odcinek – och, jak bardzo potrzebował comic relief!

The Carrie Diaries
S01E12: A First Time for Everything
emisja: 1.04.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.