Wspomnienia z przyszłości (Doctor Who, S07E07)

Wspomnienia z przyszłości (Doctor Who, S07E07)

Artykuł zawiera spoilery.

Oto już za nami pierwszy właściwy odcinek przygód Clary Oswald. W duchu iście pozytywistycznym zasiedli w atłasowych fotelach przy kominku Pirjo Lehtinen i Przemysław Zańko, by wnikliwie i z niezbędną flegmą podyskutować o tym, co w Pierścieniach Akhaten zdało egzamin, co pozostawiło niesmak, a co pobudziło do refleksji. Zapytajmy więc, by dysputę rozpocząć: kim jesteś, Claro Oswald? Co u ciebie nowego?

Czego dowiadujemy się o Clarze?

 

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Dowiadujemy się, że Clara jest praktyczna i sentymentalna – nosi ze sobą torebkę a la Teletubiś, a w niej co najmniej jeden ważny przedmiot, książkę z dzieciństwa, o miejscach które chce odwiedzić, będącą także dokumentacją jej własnego życia a nawet związku jej rodziców. Orientujemy się też, że jest urodzoną nianią, z taką naturalnością podejmuje się opieki nad dziewczynką. Złośliwa część mnie powiedziałaby, że ta koncepcja postaci – caretaker/caregiver to celowanie w potrzeby starzejącego się dziadziusia Doktora. Być może niedługo będzie potrzebował troskliwej opieki? W jakimś momencie myślałam, że dozna amnezji lub demencji oddając swoje wspomnienia i będzie zdany wyłącznie na macierzyński instynkt Clary.

Przemek: To prawda, matczyna natura Clary i macierzyństwo w ogóle biorą w tym odcinku górę. Wciąż jednak trudno mi oprzeć się wrażeniu, iż za mało o Clarze wiemy, że nie wyłoniła się jeszcze jako postać wyrazista, godna następczyni walecznej Amelii Pond bądź krzykliwej, lecz stanowczej Donny Noble. Być może kolejne wojaże przez przestrzeń i czas przyniosą więcej sytuacji, w których nowa towarzyszka Doktora będzie mogła wykazać się charakterem? Niezależnie od tego, co przyszłość przyniesie, sądzę, że o Clarze widz dowiedział się w tym odcinku przede wszystkim tego, że, w przeciwieństwie do wielu poprzednich osób towarzyszących Doktorowi w podróżach, nie ma w niej ani na jotę desperacji. Nie wyruszyła z Doktorem, by uciec od nudnego życia – zabrała się z nim niczym autostopowiczka, bo akurat, tak jak ona, jechał w stronę Przygody. I chyba właśnie dlatego nie widzi w Doktorze ani bóstwa, ani obiektu westchnień. Bardzo mi się to podoba.

Pirjo: Autostopowiczka! Dokładnie tak! Podejrzane jest jak łatwo Clara wpasowuje się w tryb życia Doktora, nic jej specjalnie nie szokuje, rzeczy zaskakują ją czy zachwycają ale nie zdumiewają. Wydaje się być towarzyszką idealną. Jest niesamowicie podobna do Doktora a raczej do jego entuzjastycznej strony. Porywa się z motyką na słońce, a precyzyjniej – z jesiennym liściem! Nie możemy też zapomnieć, że jest chodzącą zagadką, czyli dodatkowo wydaje się Doktorowi intrygująca. I tak jak Doktor, świetnie się ubiera!

Czego dowiadujemy się o Doktorze?

Fot. BBC

Fot. BBC

Przemek: No dobrze, dość już o tem, a co z samym Doktorem? Wydaje mi się, że niemal niepostrzeżenie, pod płaszczykiem rozbicia sezonu na dwie połowy, dokonała nam się bardzo duża zmiana Doktora. Jedenasty sprzed utraty Pondów i po niej to niemal dwaj różni ludzie. Hm, może powinniśmy go nazywać Jedenastym B? Nowa TARDIS, nowy kostium, nowa towarzyszka, inny charakter – niby regeneracji nie było, ale przecież w gruncie rzeczy była. Nowy Doktor jest… stary. Znacznie starszy niż tryskający energią Jedenasty A. W scenie karmienia pasożytniczej planety wspomnieniami pobrzmiewa ogromne znużenie, przesyt długim i bogatym życiem – i ból. W tym kontekście pierwsza w nowej serii wzmianka o wnuczce wydaje mi się bardzo nieprzypadkowa.

Pirjo: O, tak, znów muszę się zgodzić – wspomnienie Susan nie jest przypadkowe i zelektryzowało mnie tak, że aż podskoczyłam. Sprawiło, że przypomniałam sobie niedawne rozważania na temat tej postaci i jej sędziwego wieku. W tym odcinku to Doktor jest King of Years, ugina się pod brzemieniem historii, opowieści, przeżyć i wspomnień. Mam wrażenie, że chciałby je odrzucić, wymazać, zresetować się, stać się tak czysty i świeżutki jak Clara u jego boku, mająca do zaoferowania nieskończoną ilość możliwości – infinity. Epicka jest scena gorzkich żalów, scena spowiedzi przed obliczem młodego, samozwańczego bóstwa. Kto jest tutaj tak naprawdę bogiem?

Przemek: Zapewne Steven Moffat. Zresztą kontrast, który wskazałaś – między wypalonym Doktorem a kipiącą od pomysłów Clarą – wydaje mi się dość trafną metaforą pewnego wyczerpania twórczego, jakie przeżywa obecnie główny scenarzysta serialu. Po wspaniałym, nowatorskim piątym sezonie Moffat zaczął powielać stare sztuczki i wracać do już wykorzystanych rozwiązań. A teraz na dodatek wskrzesza coraz to kolejne rasy kosmitów, które po raz ostatni straszyły w latach 70. Też pewnie chciałby mieć pod bokiem taką świeżą jak bułeczka muzę! Czy ten powrót do przeszłości zakończy się na odcinku jubileuszowym? Czy Doktor zatoczy koło i u schyłku swego jedenastego żywota powróci – psychicznie, symbolicznie – do Doktora Pierwszego? Czas pokaże…

Pirjo: Czas pokazuje i dokazuje, bo w tym serialu jest równocześnie cykliczny, linearny i meandryczny. Będzie się działo!

Czego dowiadujemy się o strukturze odcinka?

 

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: O samym odcinku też warto porozmawiać. Koncepcja „starożytnego astronauty” lansowana swojego czasu przez Dänikena a później powielana w tysiącach odsłon filmowych, komiksowych i serialowych nadal ma się dobrze. Bogami maluczkich okazują się przybysze z kosmosu a raczej jeden, okrąglutki przybysz, pogrążony w wielowiekowej drzemce. Kanwą kultu są wyśpiewywane narracje, w tle majaczy, jakżeby inaczej, starożytna piramida, a strażnicy uważani za półbogów są zaledwie przedstawicielami obcych ras. Właśnie, Przemku, którego Dziadziusia wolisz?

Przemek: Zdecydowanie Jedenastego Dziadziusia, bo od czasu lektury Lemowego Solaris dziwnie jestem uprzedzony do inteligentnych planet. Ale to ciekawe, że wspomniałaś o Danikenie, bo mnie z kolei z entuzjastów UFO przyszedł na myśl H.P. Lovecraft. Stary Bóg, któremu trzeba śpiewać, bo jak się zbudzi, to nas zje? Czy tylko w moich uszach pobrzmiewało słynne „Nie umarło, co zdolne na wieczność lec w łoże/A śród dziwnych eonów i śmierć skonać może”? Kultyści żarłocznej planety mają nawet specjalny oddziałek krypnych, nie do końca ludzkich istot… Jeszcze co do struktury odcinka – wielu recenzentów, z których wynurzeniami zapoznałem się w Internecie, zwracało uwagę na podobieństwo The Rings of Akhaten do End of the World, pierwszej międzygwiezdnej przygody Rose z Dziewiątym Doktorem. Znamienne, że i tam, i tu mamy do czynienia z ostatnim z Władców Czasu przygniecionym ciężarem wspomnień, tyle, że wtedy Doktor wybrał oglądanie śmierci i destrukcji na skalę kosmiczną, a tu, szukając ucieczki w kolorowym targowisku obcych, znajduje je niejako wbrew sobie. Cóż, życie.

Pirjo: Życie w środowisku mocno uproszczonym, bo wątpię w wiarygodność przedstawionego świata. Mogę się mylić, ale podstawy ekosystemu Akhaten wydają mi się niewystarczająco przemyślane. Najpierw widzimy miejsce przypominające kurort – świetna, Star Wars’owa scena w kantynie – i dowiadujemy się że nowe, fajne, osobiste wspomnienia mają swoją psycho-cenę, funkcjonują jako waluta. Potem, że mała dziewczynka, która sama z siebie nic praktycznie nie przeżyła wyuczona została setek „kołysanek”, zapewne do znudzenia znanych bóstwu. Jako osoba nie ma na razie nic do zaoferowania; Królowa jest dzieckiem i to dzieckiem lokalnym. Jeśli bóstwo pożąda nowości, czy nie lepiej byłoby karmić je opowieściami turystów? Dieta z w kółko wyśpiewywanych skonwencjonalizowanych narracji zdaje się jałowa. Nie ma w niej treści, to puste kalorie i potencjalnie samobójcza strategia.

Przemek: Może Pan Planeta po prostu nie dba zdrowie? Jest bez wątpienia jedną z ludzkich przywar, iż lubimy te piosenki, które już znamy. Niechęć do eksperymentów i uparte trzymanie się znanych smaków, choć te dawno się już przejadły, jest nagminne nawet wśród młodzieży, cóż więc się dziwić, że podobnie konserwatywną dietę stosuje liczący miliony lat starzec.

Pirjo: O którym starcu mówimy? O „baby”, czy o Jedenastym?

Przemek: O tym nieco bardziej przy kości. Jeśli już wskazujemy na to, co w odcinku wybrzmiało fałszywą nutą, przyznam się raczej do głębokiej konfuzji, w jaką wprawiła we mnie cała fabuła. A więc bestia w piramidzie nie była Starym Bogiem, lecz jego budzikiem? Czemu w takim razie Bóg się zbudził? Dziewczynka błędnie zaśpiewała? Obudził się sam, nękany głodem? Budzi się podczas każdego rytuału? Być może nieuważnie oglądałem, ale nawet po drugim seansie mam wrażenie, że nie do końca rozumiem, co wokół czego się tu kręci.

Pirjo: No jak to, przecież kręcą się pierścienie, te planetarne i ten nieduży, srebrny na palcu Clary.

Przemek: Istotnie. No, to w zasadzie tyle, jeśli chodzi o fakty – teraz pora na domysły.

Teorie spiskowe!!!

 

Fot. BBC

Fot. BBC

Pirjo: Och, od czego zacząć! Może od książeczki o podróżach? Jedyną postacią z atrybutem w formie książki była jak dotąd River. Nie ja pierwsza zwrócę uwagę na podobieństwa w konstrukcji tych bohaterek. A może to coś więcej niż wyczerpanie twórcze Moff’a? Może Clara jest w jakiś sposób genetycznie związana, spokrewniona, splątana….albo inaczej, może nosi ślady rodzinnego podobieństwa do Amy czy Melody/River? Pomyślmy o wszystkich karkołomnych naruszeniach ciągłości, o nieprawdopodobieństwach! Nie zdziwiłabym się, gdyby Clara okazała się być osóbką związaną z czasoprzestrzennymi nadużyciami doktora, konsekwencją jego zabaw-bez-zabezpieczenia. Tak wiele było niemożliwości w ostatnich sezonach, że równie dobrze coś by się z tego mogło…urodzić.

Przemek: Intrygujące! Boję się jednak dalszej serialowej gry kartą „River”, bo ta pani z damy treflowej dawno już stała się w talii jokerem, który każdy wątek rozwiąże lub przynajmniej zasupła. A skoro już doszukujemy się koligacji rodzinnych z postaciami już znanymi, może warto spojrzeć w nieco inną stronę? Moją uwagę zwróciło w tym odcinku rzucone niby mimochodem, pół żartem, pół serio zdanie, że TARDIS nie lubi Clary. Co bardziej uważni widzowie pamiętać mogą, że ostatnią osobą, której TARDIS okazała niechęć, był nieśmiertelny kapitan Jack Harkness, a niechęć ta okazała się tak wielka, że Doktorowa małżonka uciekła przed abominacją aż na koniec wszechświata. W kontekście tego, że Jack także był wymysłem Moffata, rodzi się pytanie: czy i Clara jest dla TARDIS czymś nienaturalnym, jakimś wykroczeniem przeciw przyrodzonemu porządkowi rzeczy? Trudno nie spostrzec, że każda wersja panny Oswald dąży nieświadomie do tego, by upodobnić się do wszystkich pozostałych. Towarzysząca nam teraz dzierlatka ma już zawód opiekunki niczym Clara wiktoriańska, a w poprzednim odcinku zyskała umiejętności obsługi komputera godne Clary Daleka. Czyżby była jakimś rodzajem stałej kosmologicznej? Czy gdyby jej zabrakło, wszechświat wyciekłby przez dziurkę po Clarze niczym woda z wanny?

Pirjo: Może Clara jest drugim TARDISem? Czy posunęłam się za daleko?

Przemek: W miłości, na wojnie i w spekulacjach wszystkie chwyty dozwolone.

Pirjo: Właśnie to próbuję powiedzieć. Nagromadzenie, kumulacja, spiętrzenie. Czy Clara nie jest aby przemyślnie skonstruowaną pułapką na Doktora, zbyt perfekcyjną, by mogła być prawdziwa? Może nasłał ją któryś z jego odwiecznych wrogów? Czy ta zagadka nie wybuchnie aby naszemu podstarzałemu amantowi w twarz, pogrążając go ostatecznie w mrokach egzystencjalnych cierpień i czyniąc postacią jednoznacznie tragiczną?

Przemek: Aktualne to i ważkie kwestie, ale myślę, że – na całe szczęście! – ktoś nad Doctorem Who jako całością czuwa i że nawet Moffatowi nie uszłoby płazem wywrócenie herosa na nice. Cóż, okaże się niebawem! A tymczasem już za tydzień Zimna wojna

Nota końcowa:
Pirjo: dobry z plusem.
Przemek: j.w.

Doctor Who
S07E07: The Rings of Akhaten
emisja: 6.04.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Koniecznie przeczytaj, co na ten temat mówią Aldonna i Artur!

← Poprzedni odcinek (Aldonna i Artur)
← Poprzedni odcinek (Marek N)
Następny odcinek (Aldonna, Artur i Przemek) →

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)