Smakowity kąsek (Hannibal, premiera: S01E01)

Smakowity kąsek (Hannibal, premiera: S01E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Artur: Zasiadając do oglądania Hannibala trochę się obawiałem, że dostaniemy zwykły police procedural z Lecterem na dokładkę. Powinienem był chyba jednak zaufać Brianowi Fullerowi (który stworzył między innymi świetne Pushing Daisies) – wygląda na to, że procedural to tylko rama, na którą naciągnięto fascynującą opowieść, w której centrum znajduje się nie tylko nasz ulubiony kanibal, ale też Will Graham, postać co najmniej równie fascynująca. Zanim zagłębimy się w szczegóły: jakie wrażenia wywołał u Ciebie pierwszy odcinek?

William: Tak jak i Ty, spodziewałem się trochę poważniejszej wersji serialu Elementary, ale niczego poza tym. Zostałem mile zaskoczony. Nie chcę mówić „hop” przed przeskoczeniem rekina, ale zapowiada nam się produkcja godna swojego tytułu. Will Graham nie istnieje tylko po to, żeby Hannibal wypadał przy nim dobrze, jak to było z Watsonem w książkowych przygodach Sherlocka Holmesa. Jest indywidualnym, ciekawym bohaterem, napisanym w odświeżonym stylu:  genialny jak House i Lightman, ale w ciekawy, niespotykany dotąd sposób.  Za to Lecter… no właśnie. Co Lecter?

Fot. NBC

Fot. NBC

 

Artur: Nietypowość Willa, o której wspominasz, wynika chyba z tego, że porusza się po nieco innym obszarze niż bohaterowie pokroju House’a czy Lightmana. Z jednej strony jest on Fachowcem, jak oni, z drugiej – posiada zdolność odczuwania. Cały jego geniusz opiera się na zdolności do zgłębienia obszaru, który np. House w sobie tłumi. To pochwała irracjonalności i emocjonalności, z reguły deprecjonowanych w tego typu produkcjach, choć tutaj jednocześnie jawi się ona jako obszar straszny. W końcu „gdy rozum śpi, budzą się demony”. To chyba wyraz lęku przed zrozumieniem drugiego człowieka, obawa, że kiedy poznamy motywy jego działania, okaże się, że on ma słuszność, a my nie. Wygodniej jest oceniać z zewnątrz, bo wtedy nie narażamy się na to ryzyko. Chyba tego właśnie boi się przyjaciółka Willa, chociaż wypowiada swoje obawy w bardzo oględny sposób – nie chce, żeby Will, stojący na skraju ciemności, „za bardzo się zbliżył” do jej jądra.

W tym jądrze znajduje się właśnie Lecter (chociaż, co ciekawe, w tym odcinku nie ma żadnego ostatecznego potwierdzenia, tylko sugestie). Dystyngowany, obdarzony świetnym gustem (fantastycznie się ubiera!) i wieloma talentami, ale jednocześnie w wykonaniu Madsa Mikkelsena głęboko niepokojący. Zwłaszcza w scenie terapii, gdzie przypomina… no właśnie, lwa krążącego po pokoju. Nie mam pojęcia, w jaki sposób on pomaga swoim pacjentom. Ale mimo to, co ciekawe, z Willem stopniowo nawiązuje kontakt pełen… sympatii? Jakaś więź się w każdym razie między nimi pojawia, ze strony Lectera można chyba wręcz mówić o grze, bo szanowny doktor podejmuje w tym odcinku kilka działań co najmniej zastanawiających (na przykład ostrzeżenie mordercy). Jak myślisz, co próbuje osiągnąć?

Fot. NBC

Fot. NBC

 

William: Jądro ciemności to jedna sprawa, ale myślę, że doktor Alana Bloom nieświadomie chce zbliżyć się do jądra Willa, jednego, drugiego i tego, co jest pomiędzy nimi. Troska, jaką wyraża o jego zdrowie, jest jak najbardziej uzasadniona, ale kogo oni chcą oszukać? To ładna, biała kobieta w serialu, gdzie głównym bohaterem jest ładny, biały mężczyzna (któremu przydałby się fryzjer albo chociaż grzebień do włosów). Will to człowiek żyjący pod olbrzymią presją, wobec której jest bierny, bo nie może z tym zrobić NIC. Jest widzem w cyrku swojego umysłu, liczącym na to, że klaun nie wybierze go jako pomocnika przy którymś z występów. To jest to, co Alanę w nim pociąga: kiedy dwóch mężczyzn pojedynkuje się o dziewczynę, ta zawsze wybierze pokonanego, chyba, że ów pokonany nie żyje. Przykład – Pamiętnik Bridget Jones.

Co do samej postaci Lectera – zgadzam się w stu procentach. Mikkelsen przyłożył się do otrzymanego zadania i świetnie wyważył swojego bohatera. Widzimy w nim Hannibala, jakiego stworzył Hopkins, ale jednocześnie jest oryginalny. Bardzo dobra robota. Niech go tylko nie pokazują z profilu, ma coś nie tak z podbródkiem. Jest nieprzeciętnie inteligentnym, wykształconym człowiekiem z dobrym gustem kulinarnym (Willowi śniadanko smakowało, jak by nie patrzeć), zmagającym się z problemami durnych ludzi – widzimy niemal znudzenie na jego twarzy podczas sesji terapeutycznej. Potrzebuje rozrywki, wyzwania, adrenaliny! Potrzebuje godnego przeciwnika do gry. Wierzy, że jest lepszy od innych, władza nad losem swoich ofiar umocniła jego ego. Tutaj pojawia się Graham, człowiek o równie wielkim intelekcie zmagający się ze swoimi demonami, jak niegdyś Hannibal. To oczywiste, że się z nim utożsamia. Rozpoczyna więc grę niczym Antonio Banderas w Zabójcach, chce mieć świadomość tego, że jest najlepszy, nie do rozgryzienia. Zgadzasz się ze mną w tej kwestii, czy może widzisz to inaczej? Może Hannibal chce zostać powstrzymany?

Fot. NBC

Fot. NBC

 

Artur: Nie, Hannibal nie wygląda na takiego, co chce być złapany. To modelowy przykład tropu Wicked Cultured – wyrafinowany, a jednocześnie łamiący jedno z najbardziej podstawowych tabu naszej kultury (a może nie? to niedopowiedzenie to świetny zabieg, bo niby doskonale wiemy, kim Lecter jest, ale na ten moment jeszcze nie do końca). Will jest partnerem w tej rozgrywce – bo chyba można spokojnie założyć, że to Lecter był zabójcą-naśladowcą? – ale chyba też czymś więcej. Projektem. Wydaje mi się, że Lecter próbuje go wybadać, przekonać się, czy jest w nim materiał na kogoś takiego, jak on sam. Dlatego informuje mordercę, że FBI już do niego jedzie: Will musi wejść w sam środek akcji, ubrudzić sobie ręce dosłownie, we krwi ofiar, i metaforycznie, zabijając Hobba. Koszmary, które – jak widzieliśmy – już go męczą, będą chyba tylko przybierać na sile. Tymczasem doktor Alana (która faktycznie chyba będzie wkrótce love interest) i Jack Crawford starają się Willa chronić przed grożącą mu ciemnością. Czeka nas, jak sądzę, zabawa w przeciąganie liny, zobaczymy, kto okaże się silniejszy.

William: Tak jest. Lecter zachowuje się jak dziecko, które dostało nową zabawkę i pierwsze, co robi, to rozkręca ją na części. Stawia Willa w niecodziennej sytuacji i sprawdza, jak się zachowa. Zbiera dane, podszczypuje. Kiedy zbuduje pełen profil psychologiczny, zacznie się prawdziwa zabawa. Sądzę, że Hannibal będzie próbował ułożyć sobie Willa, jak Will układa sobie psy – jako nieuchwytny morderca będzie doprowadzał go do granic szaleństwa, a jako współpracownik będzie zwodził. Myślę, że w ten sposób chce przeciągnąć swoją ofiarę na ciemną stronę mocy, zerwać łańcuchy z jego wewnętrznych demonów i patrzeć, jak świat płonie.

Chciałbym jeszcze poruszyć kwestię strony wizualnej serialu. Scenarzyści ciekawie przedstawili nam sposób myślenia Willa. W serialu Criminal Minds bohaterowie wizualizują sobie scenę morderstwa i wymieniając się uwagami, krążą wokół mordercy i ofiary. Graham robi podobnie, tylko wciela się oprawcę i sam dokonuje zabójstwa – to wyjątkowe podejście. Odpowiednie światło, zwolnione tempo i cofana taśma dają wrażenie, że w głowie Willa dzieje się coś niesamowitego, mistycznego niemal.

Równie ciekawa atmosfera towarzyszy nam, kiedy na ekranie dominuje Lecter. Dystyngowany bohater pracuje w równie chłodnym i charakterystycznym miejscu. Na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku, ale podejrzewam, że nie czułbym się komfortowo w tym gabinecie. To królestwo Lectera, jego Lwia Skała. Co ciekawego możesz powiedzieć o wspomnianych wcześniej posiłkach doktora? Może ze mną jest coś nie tak, ale wyglądały apetycznie.

meat

Fot. NBC

 

Artur: Zdecydowanie apetycznie, przyznam to nawet ja, choć mięsa nie jadam. To dla mnie jeszcze jeden wyrazisty symbol maski, jaką nosi na razie tytułowy bohater – eleganckiego, dystyngowanego i niebywale utalentowanego, bo przecież tak nam się w tym odcinku prezentował, ale chyba też samego serialu (choć w innych scenach nie brakowało przecież malowniczych rozbryzgów posoki). Zaczynamy powoli, z klasą, i może lekką nutką niepokoju. Na krwiste ochłapy przyjdzie jeszcze pora.

Hannibal
S01E01: Aperitif
Emisja: 4.04.2013

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

William Fine: czyli Avada – z łaciny – „ten, co dobrze składa”. Chłopak nigdzie, chłopak znikąd. Nie ma serialu, o jakim nie słyszał, a jeszcze mniej jest takich, których nie widział. Od niedawna odkrywa świat amerykańskich superbohaterów i rapu. Lubi gotować i powinien być nauczycielem historii. Zawieszony między chęcią posiadania wiedzy a niechęcią do jej pozyskiwania.

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)