Fot. HBO

I forbid you to die (Game of Thrones, S03E01–02)

Artykuł zawiera spoilery.

Fot. HBO

Fot. HBO

Na początek dobra wiadomość – ktoś z HBO czyta Pulpozaura. Ktoś, kto przeczytał uważnie mój poprzedni tekst o GoT, zrobił rzetelne notatki, wsiadł w wehikuł, cofnął się w czasie do etapu pisania scenariusza trzeciego sezonu i wymusił zmiany. Nie znam siły „frakcji porno”, więc nie zamierzam obwieszczać triumfu przedwcześnie, ale dwa pierwsze odcinki nowego sezonu stanowią rzetelną podstawę do usunięcia z okołoserialowych materiałów tagów soft porn oraz boring pointless scenes. No ale. Po kolei.

Jestem z tych, którzy czytali. Nie piszę tego po to, by budować na tym jakieś wątpliwie poczucie wyższości – raczej o uczciwość względem czytelnika. Oglądanie Gry o Tron jako ekranizacji prozy Martina jest po prostu doświadczeniem całkowicie odmiennym od oglądania Gry o Tron jako serialu fantasy i warto zdać sobie z tego sprawę możliwie wcześnie, oszczędzając wszystkim nieporozumień. Pisząc o kolejnych odcinkach nie będę unikał zestawiania serialu z powieścią – byłby to z mojej strony sztuczny zabieg. Lojalnie ostrzegam też lodowców – nie zamierzam spoilerować, ale mam dość liberalną definicję tego, czym jest spoiler, a subtelne (w założeniu) nawiązania do rzeczy Mających Nastąpić mogą się okazać pokusą nie do opanowania. Dobra, koniec disclaimerów. Siedem Królestw czeka.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pierwszy odcinek sezonu całkiem zgrabnie zarysował osie konfliktów, które będą nabrzmiewać przez kilka następnych tygodni. Jon vs. Mance Rayder (a więc poniekąd Jon vs. Jon – mazgajska mimika Kita Harringtona może nieco zepsuć ten wątek, ale chyba zdążyłem już przywyknąć), Tyrion vs. własna rodzina, Robb Stark vs. „wojna nie jest dla chłopców”, Davos vs. Melisandre, Daenerys vs. zdegenerowana cywilizacja – to tylko niektóre z nich. Dark Wings, Dark Words to niespieszna kontynuacja tej ekspozycji. Teoretycznie zdążyliśmy już doskonale poznać metody narracyjne scenarzystów. Zaskoczeń niby brak, ale po obfitującym w dłużyzny i chybione sceny sezonie drugim to „jakość wykonania” okazuje się być zaskoczeniem. Nie powiedziałbym, że jest wartko, o nie. Jest natomiast konsekwentnie i wciągająco, no, może z wyjątkiem uroczej, ale „pustej w środku”, sceny Tyriona z Shae i nieco zbyt enigmatycznej (miło, że chociaż raz w tę stronę) sceny torturowania Theona. W dużej mierze jest to efekt wyjątkowo brzemiennego w przełomowe i wstrząsające wydarzenia materiału książkowego – podzielam zdanie ogromnej rzeszy entuzjastów Sagi Pieśni Lodu i Ognia na temat Nawałnicy Mieczy (tak, to jest najlepszy tom; tak, śmierć Eddara zostanie zdetronizowana w kategorii „WHAT THE FUCK I WANNA CRY I HATE YOU GEORGE”). Mimo to jednak nie zamierzam wydzierać scenarzystom całego splendoru. Może nawet uda im się sprawić, że zatęsknię za cyckami.

Fot. via graphjam.com

Fot. via graphjam.com

Skoro wspomniałem już o sadze, warto dodać, że twórcy serialu kontynuują swoją całkiem interesującą metodę ekranizacji, która w znacznej mierze polega na pokazywaniu scen w książce nieobecnych, lecz przedstawiających wydarzenia dziejące się poza bezpośrednim polem widzenia bohaterów powieści. Zdarzenia wspominane, przywoływane, opisywane w listach, dorozumiane. To podejście może złościć wielu fanów sagi, ale przecież dość skutecznie przykuwa do ekranu. Wiemy co będzie dalej, ale nie wiemy jak zostanie nam to pokazane. Kanoniczne momenty i dialogi przeplatają się co rusz z tymi stworzonymi przez scenarzystów, lecz przecież dotyczących wydarzeń równie kanonicznych. Wilk syty i owca cała. Przeważnie.

Są jeszcze zmiany. Te prawdziwe zmiany. Węzeł gordyjski. „Nieczytaci” już nie ogarniają (i to zupełnie nie z winy swoich możliwości intelektualnych – naprawdę w pełni ich rozumiem), fani sagi złoszczą się, że wycięto i uproszczono zbyt wiele. Bóg z nimi, jedni i drudzy mają poniekąd rację. Mnie znacznie mocniej działają na nerwy wątki dodane lub dziwacznie zmienione. Nie mam już najmniejszej ochoty wracać do tematu Ros, więc na warsztat wezmę sobie małżeństwo Robba Starka. Będę sączył jad powoli, dziś tylko sygnalizuję temat. Ba, zamierzam nawet dać scenarzystom szansę. Ich szanse są nikłe w starciu z moim gniewem, ale kto wie. Będę twardy, ale sprawiedliwy. Jak Stannis.

Fot. HBO

Fot. HBO

Wynudziliście się? Świetnie. Teraz będzie top 5 odcinka. Wszyscy lubią topy, tak pozyskam wasze serca.

5. Krótka rozmowa Jona z Mancem (długo musiałem zastanawiać się, skąd znam tę mordę – patrz obrazek poniżej). Jedna z pierwszych okazji do przyjrzenia się strukturze i celom Dzikich. I kolejny krok w ich demitologizacji, która w przeciwieństwie do większości demitologizacji jest faktycznie ciekawa.

Fot. HBO

Fot. HBO

4. Strzała spadająca na Gorącą Bułkę, czyli szacun za pokazanie kunsztu łucznika inaczej niż poprzez strzelenie strzałą do strzały w środku tarczy.

Fot. HBO

Fot. HBO

3. Roose Bolton. Michael McElhatton to kolejny aktor, który sprawia, że serialowy odpowiednik postaci wydaje się znacznie sympatyczniejszy niż książkowy oryginał. Kiedy w poprzednim sezonie wycięto go z wątku Aryi, zastępując Tywinem Lannisterem, obawiałem się, że będzie to postać całkowicie w serialu zmarginalizowana. Na szczęście nie. Podkreślono nawet jego znaczenie, czyniąc go głównym doradcą Króla Północy. Doskonale. Będzie się działo.

Fot. HBO

Fot. HBO

2. Lady Olena. Kolejna doskonale obsadzona rola (internet postulował oczywiście Maggie Smith, ale przy całym moim oddaniu – dajmy też innym starym babom pograć!) i kapitalna scena otwierająca arcyciekawy wątek. Bądźcie czujni.

1. Reedowie. OK, ich pojawienie się nosi wszelkie znamiona sytuacji określanej potocznie mianem „z dupy”. Nie przedstawiono ich jak należy, w drugim sezonie, więc scenarzyści musieli trochę pokombinować. Wyszło średnio, ale początkowe wątpliwości szybko znikają. Thomas Brodie-Sangster niespodziewanie wyrasta na czarnego konia rewelacyjnej przecież obsady i – odwrotnie niż w książce – jego Jojen Reed przyćmiewa nieco nie tylko swoją siostrę, ale właściwie wszystkich wokół. Trudno być tajemniczym, nie będąc jednocześnie demonicznym. Młody aktor z łatwością rozbije te nałożone na siebie klisze i z niecierpliwością czekam na rozwój wątku Brana, który – przyznajcie – raczej wszystkich nudził.

obrazek9

Jest fajnie, jest dobrze, nadal może być lepiej. To jeszcze ciągle nie jest serial na miarę powieści, ani nawet na miarę swoich najlepszych momentów. Daję 4+ i cieszę się, że na następny odcinek mogę czekać, a nie tylko ~czekać.

Fot. HBO

Fot. HBO

Game of Thrones
S03E01: Valar Dohaeris, emisja: 31.03.2013
S03E02: Dark Wings, Dark Words, emisja: 7.04.2013

Katon
W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.