Fot. The CW

Piekło – Niebo (The Carrie Diaries, finał: S01E13)

Artykuł zawiera spoilery.

Za nami ostatni odcinek sezonu. Jaki to był sezon i jaki serial? Otóż klasyczny, dość zachowawczy i w swojej formule staroświecki. W stylu najlepszych produkcji lat 90., z tym że czas, także ekranowy, poszedł do przodu, wymagania widzów się zmieniły i nie wystarczy już wiernie powielać nastolatkowego kanonu. Choć Pamiętniki Carrie dzielnie walczyły o swoją tożsamość, to zdarzało się, że serial wpadał na mielizny, by się tam zatrzymać na dłużej. W gruncie rzeczy oceniam go jednak jako obiecujący. Brakowało, owszem, luzu, który mógłby się pojawić, gdybyśmy mieli okazję bliżej poznać bohaterów, otrzaskać się z nimi. Wydaje mi się, że gdyby twórcy mieli możliwość pogłębić wątki i zdecydować się na spójniejszą wizję proponowanego świata, dostalibyśmy rzecz lżejszą (i nie mam na myśli komediowej konwencji, a swobodę konstruowania historii) i pełną wyczuwalnego, lecz zbyt mało dotąd eksponowanego uroku. Ale i tak nie było źle jak na produkcję, która wystartowała jako odprysk kultowego Seksu w Wielkim Mieście, z którym absolutnie nic nie ma wspólnego, czyli jako „coś, co wydaje się być czymś innym, niż rzeczywiście jest”. Po takiej konfuzji ciężko przekonać do siebie publiczność.

Fot. The CW

Fot. The CW

W odcinku finałowym nie spełniają się, niestety, nasze marzenia o szczęśliwym pogodzeniu głównej pary. Carrie rozpacza po rozstaniu z Sebastianem, w tle snują się najbardziej przejmujące piosenki dekady, a wierne koleżanki próbują jakoś rozweselić bohaterkę, ale to tylko pozory dramatu. Zerwanie tuż przed szkolnym balem to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić typowej nastolatce, lecz nie tak niezwykłej, ambitnej do granic obsesji i samodzielnej ponad wiek osóbce jak Carrie. Wydawałoby się, że wiemy wszystko o odcinkach w tym stylu, ale „Pocałunek na pożegnanie” zaskakuje. Żadna z głównych postaci nie dociera na prom, a tytułowa bohaterka ostatecznie wybiera Manhattan, zarówno w noc balu, jak i później, gdyż, jak się dowiadujemy, spędzi lato, pracując jako recepcjonistka w Interview i pomieszkując u Larissy.

Fot. The CW

Fot. The CW

Dostajemy co prawda wyszarpujący nam serca z klatek piersiowych moment, kiedy Sebastian przychodzi przeprosić – a przecież to nie on zawinił! Moment, w którym podaje Carrie swoje serce na talerzu, gorące i rozedrgane, i odsłania się całkowicie. Jest jeszcze wyznanie miłości, tym razem w obie strony, ale czy dziewczyna mówi szczerze? Wyraz twarzy Sebastiana, gdy wreszcie słyszy wymarzone I love you, boli niczym znienacka wymierzony policzek, bo rozumiemy, że ten stan komfortu nie może trwać długo. Słowa Carrie : I love you so much my heart hurts – są obosieczne i nie pozostawiają złudzeń. Na dłuższą metę bohaterce nie podoba się niemożliwa do opanowania gonitwa myśli i uczuć, jakie wywołuje w niej ten młodzieniec; dręczy ją niedający się pogodzić dualizm między szkolnym życiem a otwierającym się na oścież dorosłym światem, do którego Sebastian z całą pewnością nie pasuje. Carrie nie lubi cierpieć ani dostosowywać się do kogokolwiek. Jedyną wadą Sebastiana jest to, że pozostaje nastolatkiem, uczniem, i taka jest jego perspektywa patrzenia na życie.

Fot. The CW

Fot. The CW

Każda z przyjaciółek przechodzi w odcinku własną próbę. Rodzice Mouse nie wiedzą o istnieniu Westa, wymagają od córki, by związała się z kimś z ich „rasy” i poszła na bal z wybranym przez nich chłopcem. Policjant Simon przedstawia Maggie swoją słodziutką narzeczoną, przez co dziewczyna czuje się okropnie i zaczyna się zupełnie serio rozsypywać. Tom nadal spotyka się z Deb, ale boi się powiedzieć dziewczynkom – straciły matkę niespełna rok temu i uważa, że jest za wcześnie na wprowadzanie nowej osoby do rodziny. Dziewczyny odkrywają jednak jego sekret i nie są jakoś specjalnie przeciwne temu, że ojciec „randkuje”. To przecież daje im obydwu swobodę, jakiej nigdy nie miały. Dla Dorritt jest to swoboda spędzania czasu z Millerem. Carrie czuje się dziwnie, widząc, że jej zwykle skwaszona siostra zrobiła się uśmiechnięta i pogodna, bo wrażliwy chłopak skutecznie pacyfikuje młodą buntowniczkę. Poruszona jego zabiegami Dorritt wybucha płaczem. – Gdy umarła mama, nie płakałam, byłam jak ogłuszona, dopiero teraz czuję. Poczułam się szczęśliwa. Jestem gotowa. Jestem gotowa na to, by czuć – mówi.

Fot. The CW

Fot. The CW

Mamy też coming out. – Dlaczego nikt nie chce być ze mną, co robię źle, co jest nie tak – pyta wzburzona Maggie. – Walt woli chłopców niż dziewczęta – wyjaśnia prosto z mostu Sebastian. Maggie biegnie więc, nie myśląc, na oślep, jak to ona, i krzyczy na wszystkich w dinerze, oskarżając Carrie o ukrywanie ważnej prawdy i Walta o nieszczerość. – Nie wierzę, że cię kiedykolwiek kochałam, mdli mnie na twój widok, pedale – mówi do byłego chłopaka, raniąc go. Tematem potańcówki jest niebo, lecz wydaje się, że dostajemy raczej piekło na ziemi. Każda z dziewcząt znajduje swoją wymówkę, by uniknąć imprezy.  Po wielu perypetiach Mouse wybiera Westa, choć wie, że rodzice tego nie zaakceptują. Taniec w barze z szafą grająca w tle – to bezcenny, bo jedyny taki bezbłędnie romantyczny moment odcinka. „Heaven” Bryana Adamsa jest muzycznym niebem.

Carrie, jak to ona, ucieka do miasta na pożegnalną imprezę Larissy i zabiera nieodłącznego Walta. Walt i Bennett – chciałabym wiedzieć, co dalej. Rozstajemy się z tą parą w chwili, która w lustrzany sposób odbija ich dawny pocałunek, tylko że teraz na ulicy jest dzień, nie noc, i to Walt całuje. A Bennett mówi – nie wolno. Jesteś niepełnoletni, musimy poczekać. Uciekając do NY, Carrie umyka od skomplikowanej relacji z Sebastianem, a ten, jak zwykle, zapija smutki w barze. I tam trafia na Maggie. Zdesperowaną, smutną, bezmyślną. Maggie, która nie chce być sama. A on – no cóż, jest pijany. Dochodzi do pocałunków.

Fot. The CW

Fot. The CW

– Kochana, związek to ciężka praca, a nie nieustanne szczęście. Z dawnego życia wzięłam tylko to, że jestem księżniczką – tłumaczy Larissa w najbardziej intrygującej scenie odcinka – a nie to, że uciekłam z Ghany w wieku czternastu lat, by uniknąć małżeństwa z tamtejszym księciem, kuzynem matki.

Od razu mamy ochotę dowiedzieć się jeszcze więcej o tej bohaterce!  – Kocham Sebastiana, bo on stawia mi wyzwania – zdaje sobie sprawę Carrie i choć raz to ona biegnie za ukochanym. Ale jest już zbyt późno. Sebastian pogrążył się w mroku poczucia winy i w alkoholowym oparze, a Maggie prostolinijnie wyznaje przyjaciółce  wszystko, niszcząc tym samym ostatnie wątłe szanse na pogodzenie młodych kochanków.

vlcsnap-2013-04-15-23h10m22s160

Ciężko jest odpuścić sobie ludzi, w których się zainwestowało czas i energię. Maggie trafia do bardzo ciemnego miejsca, czyli w ramiona wykorzystującego ją policjanta. Carrie opuszcza Sebastiana, zostawiając w ciemnym miejscu nas, publiczność. Jeśli to koniec serialu, to jest wiele rzeczy, których będzie mi brakować. Miękkiego, charakterystycznego głosiku Carrie, płynącego z offu, rozpoczynającego i podsumowującego każdy odcinek. Rozterek i dylematów Maggie, obserwowania jej trudnego rozwoju. Nieskrępowanego chichotu Mouse i oszczędnych, ukradkowych uśmieszków Dorritt. Superfajnego taty bohaterek. Szalonej Larissy, rubasznej Deb i wszystkich postaci, które nie zdążyły rozwinąć skrzydeł i osobowości, a przecież mogłyby. Pozostawiamy je trochę drewniane i sztywniackie, nie bardzo spójne i niezbyt konsekwentnie prowadzone, ale z olbrzymim potencjałem, bo pomysł na serial jest bardzo dobry. Brakowało mi równowagi między zwykłym życiem a nowojorską bajką, niektóre więzi międzyludzkie przyjmowaliśmy na słowo honoru, ponieważ nie wynikały z tego, co widzimy na ekranie. Czy to możliwe że Tom w jednej chwili stał się liberalny wobec córek? Czy Carrie i Sebastian robią coś razem poza pocałunkami i niefortunnym imprezowaniem? Czy staż w redakcji to czysta przyjemność i zero obowiązków? Brakowało wyraźniejszego osadzenia w konwencji, odnalezienia swojej ścieżki, właściwych proporcji między humorem a dramatem. Innymi słowy, im wszystkim przydałby się porządny, pełnowymiarowy sezon numer dwa. Przygotowany na spokojnie, bez zbędnego fermentu, z miejscem na oddech, na chwilę zadumy, na tlen, na rozmowy i przygody. Na drobiazgi, które dopieszczają obraz.  A także, oczywiście, będzie mi brakować mojego rozchybotanego psychicznie i małomównego ulubieńca, czyli Sebastiana-o-strzaskanym-sercu ;)

Fot. The CW

Fot. The CW

Na koniec – brakować mi będzie tej niedzisiejszej, staromodnej, solidnej formuły. Serialu, w którym odcinki są ładnie podpisane tytułami, wątki klasyczne i prowadzone bardzo konwencjonalnie, ale równocześnie – w niektórych przypadkach – pogłębione i niejednoznaczne, dotykające spraw prawdziwych i ważnych. Być może to za mało i produkcja vintage nie nadaje się dla masowej publiczności. Ale w kategorii teen drama jest to jak na razie najlepszy serial 2013 roku.

The Carrie Diaries
S01E13: Kiss Yesterday Goodbye
emisja: 08.04.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.