Szkielety z TARDISowej szafy (Doctor Who, S07E10)

Szkielety z TARDISowej szafy (Doctor Who, S07E10)

Artykuł zawiera spoilery.

Aldonna: Nie mogę się powstrzymać: sukienka Clary z tego odcinka trafi pewnikiem między ulubione cosplayowe stroje fanek Doktora!

Fot. BBC via raggedycaps.tumblr

Fot. BBC via raggedycaps.tumblr

Przemek: Prawda, słodka ta sukienka. Skoro nerdzimy, to powiem, że mnie z kolei jako fana SF zachwyciła zamrożona w czasie eksplozja silników. Śliczności. Było na co popatrzeć w tym odcinku, oj, było – co nam zresztą obiecano w tytule. Wycieczka w głąb TARDIS! Co was zachwyciło najbardziej?

Artur: Poza sukienką? Chyba raczej pomysły niż widoki. Tych ostatnich oczywiście nie brakowało – eksplodujący silnik, biblioteka (ile bym dał za taką bibliotekę!)… – ale szczególnie przypadły mi do gustu echa pokoju kontrolnego, „drzewo”, z którego można wyhodować dowolne urządzenie, zawirowania czasoprzestrzenne.

No i bohaterowie drugoplanowi, uwikłani we własny dramat, rozgrywający się niejako przy okazji, a jednocześnie zgrabnie nawiązujący do głównego problemu odcinka – sekretów. Sekrety stanowią zagrożenie dla życia bohaterów. Jeden z braci nie wie, że tak naprawdę jest człowiekiem. Clara nie zna swojej przeszłości/przyszłości. Sytuacja kryzysowa to moment, który wymusza wręcz ujawnienie prawdy, konieczne i oczyszczające. O ile jednak Van Baalenowie wychodzą z opresji jako rodzina, Doktor po zresetowaniu czasu wrócił chyba do trzymania rzeczy w tajemnicy. Ciekawe, czy jeszcze się na tym sparzy.

Aldonna: Myślisz, że naprawdę wychodzą z opresji? Wracają do punktu wyjścia, tu się zgodzę (zachowują życie); jeden z braci przejawia przebłysk ludzkich odruchów (coś wynoszą z przygody); ale nie poszłabym aż tak daleko z optymizmem, żeby uznać, że ich wątek skończył się szczęśliwie lub żeby rzeczywiście nazwać ich rodziną.

Jak dla mnie problem z Van Baalenami – przynajmniej na początku – leżał w nieco innym rejonie, gdzieś bliżej pokazywania nam, jak straszliwą pułapką, jak przerażającym błędem jest ignorancja. Bo właśnie taki był obraz dopełniających drużynę bohaterów: wpadli, nie przyjrzeli się, tu rozgięli, tam nacięli, tego urąbali kawałek, a tamtego całą ścianę, głusi na prośby i groźby, nieczuli nawet na próby przekupstwa. Ludzka głupota, chciwość, ignorancja w najgorszym wydaniu.

Fot. BBC via raggedycaps.tumblr

Fot. BBC via raggedycaps.tumblr

Wspomniałeś o drzewie stworzenia (ha!): ta scena. Właśnie ta scena zrobiła na mnie największe wrażenie, nie tylko przez biblijną paralelę (na podobne kulturowe zapożyczenia jestem ostatnio trochę może nawet przeczulona), nie tylko przez zjawiskową wizualność, ale właśnie przez ilustrację zachowań i cech charakteru. U Van Baalenów (właściwie jednego z nich) – tej wspomnianej ignorancji, zupełnego zaniku zdolności do jakiegokolwiek zadziwienia światem, przesłoniętego ślepą przecież chciwością, pychą sięgającą granic. U Doktora z kolei – bezsilności, jednak pewnego braku wyczucia, jak zachowa się ten konkretny typ człowieka, który po otrzymaniu od Doktora szczegółowego objaśnienia, przed czym oto stoi nie przejmie się niesamowitością i niemożnością pojęcia cudowności, ale bezrefleksyjnie sięgnie po piłę i urżnie sobie jej kawał.

Przeraził mnie ten odcinek, ale czymś innym niż się spodziewałam: nie zimną twarzą Doktora – zimną twarzą człowieczeństwa. Zadrżałam.

Artur: Jest w zakończeniu kilka sugestii, że bracia jakoś się pogodzili i rzeczywiście stanowią teraz rodzinę (kwestia: Maybe I’ve got some little, tiny bit of decency; zdjęcie rodzinne, na początku przedarte na pół, pozostawiające tylko dwóch braci stojących z ojcem, na końcu przedstawiające wszystkich). Ale rzeczywiście masz rację, najbardziej uderzająca była chciwość Gregora – bo to ona chyba była powodem „żartu”, prawda? (Plus zazdrość o stanowisko kapitana po śmierci ojca). Strasznie trudno było sympatyzować z tym bohaterem, tym bardziej, że jego postępowanie nie miało żadnego uzasadnienia. Po prostu był szują. Ale za to późniejsza próba ratunku brata mogła dzięki temu wybrzmieć o wiele mocniej. Dla mnie to jeden z najlepszych wątków pobocznych w tym sezonie.

Na razie mamy więc sporo pozytywnych wrażeń, a czy jest coś, co nam się nie podobało?

Przemek: Tym razem ja pozwolę sobie na żale: żal mi, że ze znakomitego pomysłu wyciśnięto odcinek ledwie dobry. Wnętrze TARDIS może kryć dowolne cuda, więc twórców ograniczała jedynie wyobraźnia – i to jej najwyraźniej zabrakło. Basen, teleskop, kołyska, biblioteka… Tak, tak, bardzo to wszystko miłe, ale gdzie tu fantazja? Gdzie obrazki rodem z Eschera, gdzie krypność rysunków Gigera, gdzie niemożliwe geometrie jak z Lovecrafta i szalone wynalazki? Może spodziewałem się zbyt wiele, ale nawet grafika promująca odcinek więcej miała w sobie radosnego obłędu niż to, co się znalazło na ekranie! Gdyby oceniać technologię Władców Czasu tylko po tym odcinku, można by stwierdzić, że poza statkami większymi w środku, encyklopedią w butelkach i drzewem do produkcji machin w zasadzie nic nie wymyślili.

Fot. BBC via burntbythegallifrays.tumblr

Fot. BBC via burntbythegallifrays.tumblr

A szkoda, bo potencjał był. Duże wrażenie zrobiło na mnie Oko Harmonii oraz przejawiające się w różnych punktach odcinka dziwne czasoprzestrzenne skutki uszkodzenia TARDIS. Bądź co bądź, nieludzka, wręcz boska jest to technologia, ciekawie więc było obserwować, jak niska ludzka chciwość z nią zderzona daje efekty dość straszne. Czy wami też wstrząsnęło wyjaśnienie, kim są kręcące się po statku zombie? To chyba mój ulubiony motyw z całego odcinka.

Aldonna: „Wstrząsnęło” to jednak w moim przypadku niedobre słowo. Raczej… rozczarowało. Tak, wiem, takie chwile, jak ta, kiedy okazuje się, że coś pozornie odległego jest czymś bardzo nam bliskim (jak tu: niby nieznana istota, a przecież ktoś właśnie doskonale nam znany – do tego z o wiele bliższej linii czasowej niż można by szacować, gdyby nawet ktoś wpadł podczas seansu na właściwą ścieżkę domysłów) powinny właśnie wstrząsać, ale tym razem jakoś to na mnie nie zadziałało.

Fot. BBC via rosetylear.tumblr

Fot. BBC via rosetylear.tumblr

Rozczarowanie zaś mieściło się nie tyle w przestrzeni samego rozwiązania, co tego, czym się zombie nie okazały. Roiło mi się, że się oto dowiemy, co takiego w czeluściach nieskończonego statku Doktor trzyma (pamiętacie kazus Carrionites?), a i chyba po obejrzeniu trailera odniosłam wrażenie, że taki właśnie charakter będą miały te dziwne, krwiożercze istoty. I szkopuł chyba w tym, że ta początkowa impresja wydała mi się o wiele lepszym pomysłem niż ostateczne rozstrzygnięcie – choć to rzecz gustu i nie będę się upierać.

Bo widzicie, spodziewałam się znów mrocznej strony Doktora. Coś tam w tej kwestii mimo wszystko dostaliśmy…

Fot. BBC via fordprefects.tumblr

Fot. BBC via fordprefects.tumblr

Artur: Coś tak – moment, w którym Doktor uruchamia proces samozniszczenia TARDIS (patrząc wstecz wiadomo było, że tego nie zrobi, ale mimo to wypadł bardzo przekonująco). I niemal patologiczną nieufność (wynikającą, miejmy nadzieję, ze szlachetnej w gruncie rzeczy chęci ochrony Clary).

Mnie przeszkadzało w tym odcinku coś innego, mianowicie pewna… martwota TARDIS. Jak zauważył Przemek, pełne popuszczanie wodzy fantazji nie zawsze popłaca, najczęściej wóz nadal toczy się utartymi koleinami – a tutaj dodatkowo sprawiło to, że nasza ukochana maszyna została zredukowana do roli – no właśnie, środka transportu (choć zaawansowanego technicznie). Kiedy ostatnio zajrzeliśmy (a raczej Rose zajrzała) do serca TARDIS, stało się to:

Tym razem co prawda mieliśmy zagrożenie w postaci gwiazdy na granicy przemiany w czarną dziurę, ale przyznacie chyba, że to nie to samo, co uzyskanie wglądu w Wir Czasu oraz niczym niemal nieograniczonej mocy (przynajmniej dopóki mózg człowiekowi wytrzymuje)? Wiadomo, decyzja o pokazaniu czegoś, co do tej pory było ukryte i cudowne, musi skutkować pewnym zawodem u widowni, ale mimo wszystko zastanawiam się, czy nie dało się tutaj zrobić czegoś więcej – niekoniecznie na skalę The Doctor’s Wife, bo nie ma sensu się powtarzać po odcinku tak doskonałym – ale chciałbym więcej oznak tego, że TARDIS jest żywą istotą.

Aldonna: Prawda? Ciekawe z tego punktu widzenia – jeśli chodzi o żywość TARDIS – są kwestie wypowiadane przez jednego z braci. Póki myślimy, że jest androidem, emocjonalny kontakt ze statkiem jest prosty do wyjaśnienia, ale jednocześnie wspiera to, o czym mówisz: dominujące w odcinku spojrzenie na TARDIS jak na maszynę. Dopiero kiedy okazuje się, że Tricky to jednak człowiek, czuć lekką zmianę tonu; też scena urwania owocu z drzewa maszyn daje nam odczuć istotowość TARDIS, ale to bardzo krótkie momenty.

Fot. BBC via since1969.tumblr

Fot. BBC via since1969.tumblr

Z różnych miejsc, których pokazania się spodziewaliśmy, rzeczywiście czekałam na basen, choć nie było na dobrą sprawę na co :-). Ale biblioteka, a tam, na honorowym miejscu: historia Time War. Ach, ileż bym dała, żeby i to wydali, jak Summer Falls! Nigdy chyba nie zazdrościłam tak Clarze, jak w tym momencie, gdy ma okazję przekartkować ów tom – i znaleźć w nim to imię. Czyli nie dość, że ono naprawdę istnieje, to jeszcze jest na tyle proste, że Clara przyjęła je bez zaskoczenia?

Przemek: Intrygujące w kontekście finału wydaje się, że Clara poznała imię Doktora – i nie była nim wstrząśnięta. Jej stonowana reakcja bardzo mnie zastanowiła, bo sugeruje, że dla laika jest to po prostu słowo jak każde inne. Czyżby kontekst pól Trenzalore, gdzie Imię ma paść, był aż tak istotny? A może to jakaś zupełnie niejasna wskazówka co do tożsamości Clary? Nie mogę się zresztą pozbyć przeczucia, że skoro z losów Amy wiemy, że podróżnik w czasie pamięta nawet wtedy, kiedy zapomina, skasowane resetem wydarzenia tego odcinka mogą jeszcze okazać się ważne.

Fot. BBC via petitnoire.tumblr

Fot. BBC via petitnoire.tumblr

Aldonna: Clara: Salvage of a Lifetime, to by dopiero był piękny tytuł czegoś. Do Doktora w tym odcinku dociera wreszcie, że nawet wykręcając Clarę jak ściereczkę nie wyciśnie z niej ni kropli tego, czego w niej nie ma: niczego ponad zwykłą, ludzką naturę. Moment olśnienia, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że nawet postawiona pod ścianą, Clara nie będzie umiała odpowiedzieć mu na dręczące go od pierwszego spotkania pytanie o własną niemożliwą naturę, a dalsze nagabywanie tylko dalej ich od siebie odsunie… Było to ładne. Chyba wreszcie opuszcza mnie zeszłotygodniowa frustracja i zaczynam się godzić z serwowaną nam kreacją Clary.

Nie mogłam się jednak oprzeć wrażeniu, że Doktor nie ma teraz w TARDIS towarzyszki – ma cenny ładunek. I chyba to jednak uzasadnia moje dotychczasowe utyskiwania.

Artur: W pełni się zgadzam. Ciągle mam (dziwne na tym etapie) poczucie, że tych dwoje słabo się zna – może to wynik tych wszystkich sekretów i niewiadomych? – i w związku z tym niepokoją mnie momenty, kiedy Doctor ściska Clarę albo dotyka jej twarzy, ona sama też wydaje się nie do końca rozumieć „szaleńca z budką”, ale chyba w tym odcinku uczyniono wreszcie jakiś krok naprzód. I mam nadzieję, że po wyjaśnieniu wszystkich złowrogich i jakże tajemniczych tajemnic, będziemy mogli oglądać tę dwójkę w pełni zgraną. A na razie… cóż, czekajmy na odpowiedzi.

Doctor Who
S07E10: Journey to the Centre of the TARDIS
emisja: 27.04.2013

Aldonna Pikul: człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumaczka, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

← Poprzedni odcinek
Następny odcinek →

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)