That's brutal (Metalocalypse, S01-04)

That’s brutal (Metalocalypse, S01-04)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Oto Dethklok – najlepszy i najpopularniejszy metalowy zespół świata! Herosi ciężkiego grania, którzy swoją piekielną muzyką potrafią porwać tłumy i zarobić miliardy. Grupa posiada rzesze fanatycznie oddanych fanów, a także jest potęgą gospodarczą (pod względem PNB niedawno wyprzedzili Belgię).

Na wokalu – Nathan Explosion, bas obsługuje niewyraźnie mówiący, niezbyt bystry William Murderface, a na perkusji gra Pickles – doświadczony miłośnik alkoholu i narkotyków. Do tego dochodzi dwóch gitarzystów ze Skandynawii: wirtuoz wiosła Skwisgaar Skwigelf i uroczo dziecinny Toki Wartooth. Każdy z bohaterów jest unikalny, obdarzony wyrazistymi cechami charakteru, a także sporą liczbą fobii, namiętności i ułomności. Jak to często bywa przy tego typu produkcjach, zarysowani są bardzo grubą krechą – ich charaktery są przejaskrawione, a zachowania przesadzone. Nie można tego uznać za wadę – jak najbardziej mieści się to w konwencji dzieła i wywołuje mnogość zabawnych sytuacji.

Fot. Adult Swim

Fot. Adult Swim

Mimo całej sławy i splendoru, członkowie grupy są dosyć zagubionymi ludźmi, słabymi, borykającymi się z masą problemów dnia codziennego. Żyjąc w złotej (metalowej) klatce problemem staje się dla nich zrobienie zakupów czy umówienie się z dziewczyną, która nie należy do ich groupies. A bywa i tak, że muzycy muszą zmierzyć się z o wiele poważniejszymi problemami. Takimi na przykład jak walka z trollem.

Świat Metalocalypse jest pokręcony i zdegenerowany. To niby  nasza rzeczywistość, ale przedstawiona w bardzo, bardzo krzywym zwierciadle, doprawiona sporą dawką szaleństwa oraz rozkosznej makabry. Nawiedzany przez liczne kataklizmy, potwory i ciemne moce, zwiastujące nieuchronnie nadciągającą metalokalipsę. Trup ściele się gęsto, ludzie padają jak muchy i nikt się tym za bardzo nie przejmuje – fani zespołu przed każdym koncertem podpisują oświadczenie, że za ich śmierć podczas występu Dethklok nie ponosi odpowiedzialności. A za kulisami czai się Trybunał – tajna organizacja, zdająca się mieć spory wpływ na losy świata. Kierowana jest przez tajemniczego (i demonicznego) pana Salacię. W skład tej grupy wchodzą też m. in. generał Crozier, Senator Stampingston oraz przypominający Aleksandra Dugina, Vater Orlaag.

Fot. Adult Swim

Fot. Adult Swim

Tak groteskową rzeczywistość zamieszkują równie dziwaczne postaci. Paradoksalnie i mimo pewnych odchyłów, to nie główni bohaterowie są tam najbardziej odklejeni. Na pewno nie przy takich osobnikach jak np. Doktor Rockso, uzależniony od kokainy rockandrolowy klaun lub fanatyczni religijnie rodzice Tokiego.

Fot. Adult Swim

Fot. Adult Swim

Na pierwszy rzut oka przygody Nathana i jego kolegów to spełnienie mokrego snu każdego metala – w tym serialu wszystko jest metalowe (nawet tort – ozdobiony polewą z rtęci),  ciężkie łojenie to najpopularniejsza muzyka na świecie, a wiele lokacji wygląda jak żywcem wzięte z okładek płyt. Panowie muzycy żyją sobie w swojej olbrzymiej posiadłości/twierdzy, znanej pod nazwą Mordhaus. Zamek wyposażony jest we wszelkie udogodnienia – basen, jacuzzi, sale rozrywkowe itd. Potrzebami artystów zajmuje się armia zakapturzonych służących, którzy oprócz zwyczajnych robót domowych zajmują się również ochroną, przygotowywaniem koncertów oraz karaniem ludzi kradnących muzykę zespołu z internetu. Do tego dochodzi multum nawiązań do muzyków, zespołów i mitów narosłych wokół sceny rockowo-metalowej. Sami bohaterowie też są wzorowani na istniejących reprezentantach tego nurtu.

Fot. Adult Swim

Fot. Adult Swim

Jednak już po kilku minutach seansu można zorientować się, że twórcy sobie bezczelnie (choć nie bez sympatii) drwią z całej metalowej subkultury i związanej z nią estetyki. Nie oszczędzają nikogo – równo jadą po muzykach, fanach, producentach. Szydzą z całego medialnego szumu zbudowanego wokół muzycznych celebrytów i obrazu przemysłu muzycznego. I robią to w naprawdę dobrym, brutalnym stylu.

Projekty postaci oraz ich otoczenia są całkiem niezłe – bardzo mroczne i „metalowe”, jednak sama animacja nie jest nadzwyczajna. Za to głosy podkładane pod postacie stoją na bardzo wysokim poziomie. Większość bohaterów przemawia za pomocą dwóch panów ­Brendona Smalla i Tommy’ego Blachy, którzy robią to tyle udanie, że każdą postać bez trudu można rozpoznać słuchając jej wypowiedzi. Dodatkowo w serialu udzielają się też znani aktorzy, m. in. Mark Hammill i Malcolm McDowell. Nie brakuje gwiazd muzyki. Wśród nich można usłyszeć takie sławy jak Devin Townsend, Mike Patton, George „Corpsegrinder” Fisher czy King Diamond. A w czwartym sezonie występuje Werner Herzog. Ten Werner Herzog.

Warto zaznaczyć, że poza animacją zespół Dethklok naprawdę istnieje. Dotychczas ukazały się trzy albumy (Dethalbumy) zbierające piosenki z serialu oraz premierowe kompozycje. W studiu na kapelę składają się: Brendon Small (twórca serialu), Gene Hoglan (Death, Strapping Young Lad) i Bryan Beller. Na koncertach wspierają ich Pete Griffin i Mike Kenneally.

Fot. Adult Swim

Fot. Adult Swim

Metalocalypse jest bardzo dobrą produkcją. Piekielnie zabawną i bezpretensjonalną. Twórcy zręcznie rozłożyli akcenty między elementami humorystycznymi i poważniejszymi (choć nie zbyt poważnymi). Poszczególne odcinki to nie tylko zbiór gagów, ale zgrabnie opowiedziane, zajmujące historie, przedstawione w dosyć oryginalnej estetyce.

Zdecydowaną większość epizodów można oglądać w dowolnej kolejności. Główny wątek niby jakiś istnieje, jednak zarysowano go bardzo słabo, zwykle pojawia się dopiero na koniec każdej serii i nie ma wielkiego wpływu na kolejne części. Wyjątek stanowi ostatni sezon, kończący się potężnym cliffhangerem. Wypada jednak obejrzeć wszystkie odcinki (a skoro już się ogląda, to można to zrobić we właściwej kolejności), Metalocalypse przez cały czas trzyma równy, wysoki poziom. Po 61 odcinkach serial wciąż jest świeży i zabawny, a twórcy w dalszym ciągu potrafią widza zaskoczyć.

Fot. Adult Swim

Fot. Adult Swim

Nie trzeba słuchać metalu, żeby dobrze bawić się przy Metalocalypse. To pomaga, ale nie jest konieczne. Oczywiście, widzowi nie zainteresowanemu tym typem muzyki umknie wiele smaczków i prawdopodobnie będzie się nudził przy wstawkach muzycznych, ale jeśli tylko lubi czarny (niczym odbyt Szatana) humor, to powinien docenić przygody Nathana Explosiona i jego wesołej gromadki.

Metalocalypse
komedia, animacja
Adult Swim, USA, 2006-

Jerzy Łanuszewski
Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Jerzy Łanuszewski

Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Latest posts by Jerzy Łanuszewski (see all)