Moffata poznaje się po tym, jak kończy (Doctor Who, finał: S07E13)

Moffata poznaje się po tym, jak kończy (Doctor Who, finał: S07E13)

Artykuł zawiera spoilery.

Fot. BBC via notagingeryet.tumblr

Fot. BBC via notagingeryet.tumblr

Aldonna: Mój Boże, popłakałam się. Och, River.

Artur: Ja prawie. Tak bardzo chcieliśmy się dowiedzieć, kim jest Clara – no i trzeba było finału, żeby się dowiedzieć, że Clara jest bardzo, bardzo odważną dziewczyną.

Przemek: Tak. Jej, bardzo jestem zadowolony.

Pirjo: To był spójny, konkretny i satysfakcjonujący odcinek. Miał sens jako epizod, dobrze podsumowywał sezon a także, jak się zdaje, był finałem na miarę 50-lecia. Poczułam ulgę, zamiast nowych pytań uzyskując wreszcie trochę odpowiedzi.

Aldonna: I wśród nich ta, która miała być najważniejszą: kim jest tajemnicza, pojawiająca się w różnych chwilach w przeszłości Doktora dziewczyna? W trakcie seansu przez głowę przebiegały mi różne myśli na temat Clary i jej tożsamości – po pierwszej scenie byłam prawie pewna, że Oswin okaże się jakąś sztuczną hybrydą cech różnych towarzyszek, zresztą nawet teraz, z meta punktu widzenia, nie wykluczam, że właśnie tak ją fabularnie skonstruowano (i może dlatego nie tylko wywoływała zalew różnych teorii na temat swej natury – już to Susan, już Jenny, River… – ale też irytowała wielu fanów i twórców teorii spiskowych?). Do samego końca nie mogłam się też zdecydować, czy kompilacja klipów z czasów różnych Doktorów i wkomponowana w to Clara to hit czy kit. Koniec końców nostalgia wygrała, postanowiłam cieszyć się rocznicowym rokiem i już się więcej nie czepiać przebitek z przeszłości.

Fot. BBC via riversongsmelody.tumblr

Fot. BBC via riversongsmelody.tumblr

Fot. BBC via riversongsmelody.tumblr

Fot. BBC via riversongsmelody.tumblr

Wracając do Clary: przez chwilę bałam się, że rzeczywiście spełnią się przewidywania wiążące ją z River, no i faktycznie coś takiego nam się przydarzyło. Nie wiem do końca, jak działało mentalne połączenie między dwiema bohaterkami (i dlaczego kiedy ustało, to ustało na dobre) – być może po prostu tego nie wyłapałam – ale poczułam, jakby ktoś do mnie puszczał oko. Zabawne, spełniła się teoria, którą napotkałam w komentarzach do artykułu na Den of Geek kilka tygodni temu; więc jednak nie są te tajemnice tak nieprzeniknione, jak chciałby Moffat.

Artur: Myślę, że to dobrze o nich świadczy – najczęściej te, które da się przewidzieć (choćby i po długim namyśle), mają większy sens fabularny (jak pochodzenie River czy Pierwsze Pytanie w zeszłym sezonie), w momencie, gdy zaczyna się kombinowanie, jak to zrobić, żeby nikt się nie domyślił, zaczynają się też poślizgi.

Przebitki były moim zdaniem bardzo zgrabnie zrobione, ich ocena zależała tylko od tego, jak zostanie uzasadniona obecność Clary – i została uzasadniona bardzo ładnie. W internetach sporo można znaleźć opinii, że Amy jako towarzyszka była dosyć bierna, o Oswin chyba nie można tego powiedzieć, cała jej tajemnica w tym sezonie wzięła się z dokonania bardzo odważnego wyboru, wyboru ratowania Doktora, którego cała linia czasowa została zainfekowana przez Wielką Inteligencję.

Fot. BBC via mizubelle.tumblr

Fot. BBC via mizubelle.tumblr

Też nie do końca rozumiem działanie więzi psychicznej – może na końcu River usunęła się z biblioteki? Tak to odebrałem, patrząc na pożegnanie naszej ulubionej archeolożki z Doktorem (może w końcu ktoś przemyślał sprawę i doszedł do wniosku, że wieczność w matriksie to nie do końca szczęśliwe zakończenie dla tej bohaterki).

Aldonna: No właśnie, jak nie ruszało mnie emocjonalnie nic, co działo się z Clarą – tak przy nieoczekiwanym pojawieniu się River po prostu pękłam. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tak bardzo brakowało jej wątkowi zamknięcia, że to niewybrzmiałe stosownie „do widzenia” jest pustą, czarną plamą gdzieś w Doktorowym uniwersum, dramatycznie domagającym się zamknięcia po wydarzeniach The Angels Take Manhattan. Przecież postać River bez Pondów traci wiele ze swojego sensu, zwłaszcza po finale szóstej serii. Tymczase staje przed nami Doktor, który nie jest w stanie stanąć w konfrontacji z własnymi uczuciami, Doktor, któremu Melody Pond przypomina tak wiele, że jej widok jest równie nieznośny jak myśl o tym, że mogłoby jej nie być. Już nawet nie romantyczność jest tu kluczowa (miło, swoją drogą, przełamana jedną trafną kwestią; i jednocześnie jakże inna od tego, co było między Dziesiątym i Rose!), ale emocjonalna waga całej sceny. Rozmawialiśmy kiedyś o tym, że Doktor zachowuje się, jakby nie przeżył żałoby po Amy i Rorym – dziś zobaczyliśmy, że nie pozwolił sobie na ból pożegnania z River Song.

Fot. BBC via maidmargaery.tumblr

Fot. BBC via maidmargaery.tumblr

Te mroczne dni, spędzane widocznie w wiktoriańskim Londynie, w towarzystwie Vastry, Jenny i Straksa… pojawiły się też dziś inne wzmianki na temat punktu, od którego w drugiej połówce siódmego sezonu startuje Jedenasty. Temat żałoby wydaje mi się przebijać spod wszystkich przygód drugiej połówki sezonu, poza The Snowmen i The Name of the Doctor w zasadzie nie wywoływany na pierwszy plan. Ale Doktor nie zapomina, spycha najwyżej co mroczniejsze historie głębiej i głębiej – tylko że miejsce w tej studni powoli się kończy i ciemna strona Doktora dopływa coraz bliżej powierzchni, co oglądaliśmy i komentowaliśmy w zakończonej właśnie serii i co swą kulminację miało w ostatniej – gorącej! – minucie dzisiejszego odcinka.

Przemek: Bardzo mi się podobały wszystkie odpowiedzi, które padły w tym odcinku – miały sens, nie były wydumane i dostaliśmy ich wystarczająco wiele, a to Moffatowi nie zawsze wychodzi. Clara wklejona w sceny ze starymi Doktorami – cudo! (Chociaż już słyszę huk wyrzucanych przez okno telewizorów – jestem przekonany, że spora grupa fanów uznała to za profanację). Po jej wstępnym „I was born to save the Doctor” bałem się trochę, tak jak ty, Aldonno, że nasza dzielna towarzyszka okaże się jakimś sztucznym konstruktem. Na szczęście zrobiono to znacznie lepiej i Clara została Niemożliwą Dziewczyną z wyboru. Ech, co też ten cały Doktor ma takiego w sobie, że prawie obcy mu ludzie zaraz są gotowi poświęcać zań życie?

River, hm… Na pewno trafione i wzruszające było jej pojawienie się w tym odcinku – może nie odczuwałem jakoś szczególnie braku tej bohaterki na ekranie, ale fakt, że była to River biblioteczna, umarła, ocalona i porzucona, przydał odcinkowi słodko-gorzkiego posmaku. Dobrze, że po trzech z okładem sezonach, długich spojrzeniach, niezręcznych pocałunkach i ślubie Moffat przestał się wreszcie cackać i mogło paść na ekranie słowo „love”. Tak, potrzebne było to pożegnanie, ta zgoda Doktora na odejście River już na zawsze, bo choć nie wątpię, że bez problemu możemy jeszcze kiedyś ją spotkać (wibbly-wobbly, timey-wimey), to z pewnością River bezcielesną widzieliśmy po raz ostatni. Biedna River. Biedny Doktor. Biedna Clara. Wszyscy biedni…

Fot. BBC via godandbeautifulperi.tumblr

Fot. BBC via godandbeautifulperi.tumblr

Pirjo: Zauważyliście, że prawie wszyscy w tym odcinku płaczą? Clara, River, Doctor, nawet Jenny? Madame Vastra też pewnie miała w oczach łzy, patrząc na znikające gwiazdy… To łzy bólu, a najmocniej cierpi Doktor, cierpi, ponieważ jest zmuszony zaprosić „do środka”, do swojej strefy prywatnej i intymnej, do swojej – było nie było – otwartej rany znacznie więcej osób, niż by chciał. Osób, o które się troszczył i chętnie im pomagał, ale na własnych warunkach. Osób, z którymi nie miał ochoty się żegnać, ponieważ mogłoby go to zaboleć. Nie raz zwracaliśmy uwagę na dystans, z jakim Doktor odnosił się do Clary, widać było też pewną pobłażliwość w stosunku do „milusińskich” z wiktoriańskiej Anglii. Do czasu. W krytycznym momencie Clara skacze do środka jestestwa Doktora, a ten nie może już stosować uników. Nie otrzymaliśmy może odpowiedzi na tytułowe pytanie, ale wiele innych pytań otrzymało swoje wyjaśnienie, pytań, które Doktor próbował wcześniej zatuszować. A wszystko to ma związek z naruszeniem szczelnej dotąd granicy, jaką wyznaczał i kontrolował nasz bohater. Podoba mi się ta liminalna symbolika: otwarte drzwi grobowca, ale otwarte wbrew woli i intencji. Nurkowanie w głąb czasoprzestrzennej blizny, będące decyzją Clary, podjętą przy słabym sprzeciwie cierpiącego Doktora. Doktor traci kontrolę, przekazuje ją innym bohaterom, daje się uratować: przynajmniej do pewnego momentu jest obezwładniony, pokonany.

Czas na nieśmiertelny dział: czego dowiadujemy się w tym odcinku? O Clarze: prawie wszystkiego. A o Doktorze? Coś mi się zdaje, że najczęściej wyszukiwana fraza po zakończeniu tego odcinka to: Valeyard.

Fot. BBC

Fot. BBC

Artur: To było pierwsze, co mi przyszło do głowy: Valeyard. Tajemnicza mroczna strona Doktora, która ujawnia się gdzieś między dwunastym a ostatnim wcieleniem. Później pomyślałem jednak o czymś innym: skoro he’s me, but he’s not the Doctor, to czy jest możliwość, że to przeszłe wcielenie, nie liczące się w oficjalnym kanonie Doktorów – ponieważ zrezygnowało z tego imienia – ale odpowiedzialne na przykład za zakończenie Wojny Czasu? To by tłumaczyło, skąd Jedenasty Doktor go zna (bo nawet Doktor nie zna swojej przyszłości). A jeśli tak by było faktycznie, to otwierałoby to bardzo ciekawe możliwości, bo również Valeyard musiałby się pojawić raczej prędzej niż później.

Pirjo: Skoro jest mroczna strona, czy istnieje też strona jasna? A jeżeli tak, to jak ona wygląda? Stara dobra szkoła psychoanalityczna domagałaby się wprowadzenia tu dla równowagi elementu utopijnie wręcz pozytywnego. Jeśli nie boicie się spojlerów, wspominał co nieco o tym John Hurt (spoilers!).

Przemek: Powiem, że po pierwszym obejrzeniu finałowej sceny miałem wrażenie, że usłyszeliśmy o The Hurt Doctor (tak, internet już docenił symbolikę) mało, ale po obejrzeniu drugim zmieniłem zdanie. Wiemy sporo. Wiemy, że imię „Doktor” to obietnica złożona samemu sobie i wszechświatowi: zapewne obietnica pomocy i ratowania. „Doctor. The word for healer and wise man, throughout the universe”, jak stwierdziła kiedyś River. Wiemy też, że w którymś momencie Doktor złamał dane sobie słowo, a zarówno sposób, w jaki nam to powiedziano, jak i fakt, że Clara znalazła imię Doktora w Historii Wojny Czasu, sugerują, że mogło faktycznie chodzić o zniszczenie tak Daleków, jak i Władców Czasu. Tematu Valeyarda nawet nie chcę dotykać, jeszcze więcej niewiadomych. Ha, nie ma to jak porządna zagadka!

Pirjo: Zagadka jest przednia, ale nie bądźmy bezkrytyczni. Cmentarz do którego niektóre postacie magicznie „przeskakują”? Grobowiec, tajemniczy Lord, mroczne cząstki duszy Doktora… czy tylko ja miałam delikatne uczucie déjà vu? Gdyby odcinek nie był tak dobry, zaczęłabym ironizować!

Przemek: Wow, nie, zaraz, chwila, tego już za wiele. Moja biedna głowa.

Artur: Mnie uczucie déjà vu ogarnęło na widok Whispermenów, bo ogromnie przypominają wcześniejsze Moffatowskie potwory i mają ciągoty do rymowanek, które pojawiały się też pod koniec szóstego sezonu. Tym razem nie zamierzam jednak narzekać na wypalenie Moffata jako scenarzysty, bo ograniczona ilość pomysłów wyszła odcinkowi na dobre – dzięki temu dwie tajemnice znalazły w pełni satysfakcjonujące wyjaśnienia i nic nas przy tym nie rozpraszało, chociaż jeśli rozpatrywać odcinek jako całość, to był on zaskakująco spokojny (momentami niemal antyklimaktyczny, jak przy otwarciu głównej komory grobowca) i stanowił właściwie rozbieg przed listopadem. Ale znów – nie będę tego twórcom poczytywał za złe, bo taki pomysł wymaga rozbiegu, a odpowiedzi, które uzyskaliśmy, były świetne. Nie wspominając już o gigantycznej TARDIS-grobowcu. Totalny opad szczęki.

Fot. BBC via walkingonfire.tumblr

Fot. BBC via walkingonfire.tumblr

Aldonna: Prawda? Symboliczne rozbicie szybki w oknie jako potwierdzenie, że Doktor naprawdę jest pochowany w swojej TARDIS, nie w jakimś monumencie o jej aparycji, to jest właśnie ten rodzaj symboliki, który bardzo silnie do mnie przemawia. Podobnie jak wieczyste pożegnania z bohaterami na cmentarzu. Moment odkrycia znajomego imienia na nagrobku jest przepełniony emocjami nie tylko w Doctorze Who, ale tu, w przypadku (wydawałoby się, niemożliwej) River, po emocjach, jakie przeżywaliśmy we wrześniu, nabiera dodatkowej siły.

Zaś jeśli idzie o Szepczących: o ile ich aparycja jest rzeczywiście interesująca, o ile naprawdę lubię wszystkie momenty, gdzie stare, angielskie rymowanki brzmią jak zaklęcia albo pozornie absurdalne świadectwa o dawnych dziejach – to zgadzam się z Arturem, nie zaskakuje mnie sposób ich skonstruowania. Ale też nie przeszkadzają mi: są fabularnym środkiem doprowadzenia Doktora na pola Trenzalore, na pewno nie tak potężnym, jak alians z The Pandorica Opens, ale wystarczająco skutecznym. Przecież to nie ich mamy się bać: to, co przerażające leży za zamkniętymi drzwiami grobowca. Czy mogę w tej chwili zauważyć jeszcze, że TARDIS-grobowiec kryje linię czasu Doktora w kokpicie… Jedenastego?

Teraz pora na wyznania: ile razy zdążyliście już obejrzeć zamykającą scenę finałowego odcinka?

I tak oto, po Festiwalu Doktora i skomentowaniu dla was drugiej połowy siódmego sezonu Doctora Who, oddalamy się tymczasem do innych seriali, aby odpocząć po tych wszystkich emocjach i spekulacjach. Do zobaczenia w listopadzie!

Fot. BBC via minirorschach.tumblr

Fot. BBC via minirorschach.tumblr

Fot. BBC

Fot. BBC

Doctor Who
S07E13: The Name of the Doctor
emisja: 18.05.2013

Aldonna Pikul: człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumaczka, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

← Poprzedni odcinek

Wielogłos

Kolektywny głos Pulpozaur.pl!

Latest posts by Wielogłos (see all)