Self-made man (Mr Selfridge, S01)

Self-made man (Mr Selfridge, S01)

Artykuł zawiera spoilery.

Mówiąc najprościej, Mr Selfridge to całkiem udane skrzyżowanie Mad Men i Downton Abbey. Z tego pierwszego bierze ciężar gatunkowy, wyraziste, ale nigdy kryształowe postacie, sposób prowadzenia narracji, pełen polityki, nostalgii, intryg, małych i wielkich tragedii; z drugiego: styl, konwencję, czasy. Mamy więc do czynienia z serialem skrojonym na potrzeby fanów wymienionych telewizyjnych produkcji. Serialem bardzo bogatym, sprawnie napisanym i nad wyraz starannie zrealizowanym. Zaczyna się może nieco sztucznie (na kilometr czuć, że ktoś pragnie się z premedytacją wpisać w popularny nurt wielowątkowych dramatów kostiumowych), ale już po kilku odcinkach, gdy postacie i ich historie nabierają rumieńców oraz głębi, czujemy, że przygody pana S. wciągają nas coraz bardziej, a jego los – zaczyna obchodzić.

Fot. ITV

Fot. ITV

Kim on jest? Otóż jest Amerykaninem w Londynie, nuworyszem, ekscentrykiem próbującym wkręcić się w wiktoriańsko – edwardiańskie sfery wyższe przy pomocy swoich pieniędzy i smykałki do interesów. Wizjonerem, który, choć potrafi być bezwzględny, a jego duszę obciąża wiele mrocznych tajemnic, nieskutecznie topionych raz za razem w hazardzie i alkoholu, cały czas ma w sobie także rozmarzone dziecko i jak lunatyk trzyma się dziecięcych marzeń. Tak, to jest właśnie klasycznie angielska i mocno ambiwalentna definicja ekscentryzmu. Doskonale wiemy, że gdyby bohater nie umiał tych swoich marzeń spełnić czy bardziej dosłownie – sprzedać z zyskiem, byłby godnym politowania szaleńcem. Skoro jednak w szaleństwie tkwi metoda, jest tolerowany.

Fot. ITV

Fot. ITV

Harry Gordon Selfridge to postać historyczna, twórca istniejącego do dziś imperium, które zapoczątkowała pełna rozmachu budowa w samym sercu londyńskiej Oxford Street oraz powstanie pierwszego luksusowego i tak dużego domu handlowego: Selfridges.  Historyczne są postacie, które „w kolejnych odcinkach” zaprasza do swojego sklepu geniusz promocji: tancerka Anna Pavlova, sir Arthur Conan Doyle, Louis Blériot, Ernest Shackleton, a nawet sam król Wielkiej Brytanii, Edward VII. Poznajemy, niczym w Downton…, pracowników sklepu, od szefostwa po tragarzy czy ekspedientki, i śledzimy ich skomplikowane losy.

Mamy rok 1908. Patrząc, jak rozkwita budynek przy Oxford Street, obserwujemy zmianę obyczajową i ekonomiczną, której na prowincji jeszcze wtedy nie widać. Spróbujcie wyobrazić sobie dom handlowy z ofertą skierowaną do pań. Co tam znajdziemy? Ubrania? Skądże. W tamtych czasach nie istniało coś takiego jak seryjna produkcja ubiorów ani pojęcie rozmiarówki. Wywrotowa idea powstających seryjnie „ubrań na sprzedaż, gotowych do noszenia” dopiero raczkowała. Stroje zamawiano u krawca, a większość, szczególnie tych uboższych, kobiet doskonale i samodzielnie radziła sobie z igłą.

Na ekranie oglądamy więc postępującą zmianę. W asortymencie sklepu są apaszki, rękawiczki, kapelusze, później peleryny, a wreszcie, ostrożnie, choć i tak w aurze skandalu, pojawiają się ubrania w kilku rozmiarach oraz dostępna na miejscu usługa „dopasowująca”.

Fot. ITV

Fot. ITV

A co z kosmetykami? Pudry i róże kojarzą się z półświatkiem i z – mówiąc oględnie – niezbyt szanowanymi aktorkami wodewilowymi. Pan Selfridge robi wszystko, by ten stereotyp przełamać, dwoi się i troi, żeby zareklamować nowe produkty i ugruntować ich wizerunek jako pożądanych i eleganckich. Kremy czy pudry były do tej pory sprawunkami, które nabywało się dyskretnie, najczęściej u aptekarza; pachnidła zaś kryły się w skromnych aptecznych buteleczkach, a w domach – w przepastnych szufladach i mrokach damskich buduarów.

Wywrotowy Amerykanin nie dość, że stoiska z kosmetykami i perfumami ustawić każe na wprost wejścia – gdzie mogły i musiały je widzieć obydwie, równie zgorszone płcie – to jeszcze lansuje własną linię szykownych perfum, genialnie, niczym Don Draper, odwołując się do wspomnień z dzieciństwa i do zapachu konwalii, kojarzącego się mocniej z matką i domem niż z uwodzicielkami spod ciemnej gwiazdy. Analogii między panami jest zresztą więcej, ale o tym za moment. Na razie wróćmy do działu promocji i reklamy.

Fot. ITV

Fot. ITV

Harry Selfridge poważnie traktuje kwestię sklepowych wystaw, przykuwających wzrok i stanowiących wizytówkę całego biznesu, więc jako pierwszy zatrudnia do tej pracy ekspertów, którzy z prozaicznej witryny uczynią dzieło sztuki. Jako pierwszy szuka gwiazd, które reklamowałyby jego produkty. W chwilach kryzysu wpada na pomysł organizowania sezonowych wyprzedaży oraz przecen, pozwalających na konkurowanie z depczącym mu po piętach, tańszym Woolworthem. W sklepie wydziela przestrzeń na kawiarnię, w której klienci mogą spędzić czas pomiędzy zakupami. Te wszystkie pomysły, praktyki znane nam do znudzenia z dzisiejszych galerii i centrów handlowych, są wprowadzane po raz pierwszy i każdorazowo szokują londyńczyków. Świetną przeciwwagą dla bohatera jest tu jego do szpiku angielski księgowy, odwodzący go od szaleństw, choć nigdy skutecznie. Mr Selfridge rzadko myli się w interesach. Jest prawdziwym, amerykańskim pionierem.

Fot. ITV

Fot. ITV

Nowości dobrze sprzedają się w sklepie, ale w zewnętrznym świecie wciąż mocno się trzyma tradycyjny porządek, znany nam z wspomnianego tu kilkakrotnie Downton… Selfridge przybył do Anglii z całą rodziną, kupił elegancki dom. Nie chce być postrzegany jako kupiec, z którego usług korzystają możni, chce stać się równy swoim klientom, wkupić się do klasy wyższej. Mamy więc sporo okazji, by oglądać konserwatywny, elitarny i zamknięty dla obcych świat angielskiej arystokracji i przyglądać się, jak gdzieniegdzie pod wpływem pieniądza pojawiają się na tym monolicie dogodne dla naszego bohatera pęknięcia.

Trudniejsze od prowadzenia wielkiego domu handlowego okazuje się bowiem wprowadzenie nastoletniej córki na – hermetyczne, zadufane – salony. Na drugim planie toczą się, jak w dawnych powieściach, „sezony”, podczas których należy bywać, zapraszać, być zapraszanym, przepędzać czas na zbytkach i konwencjonalnych rozrywkach. W tle mamy wciąż  potrzebne do życia jak powietrze zastępy osób z klas niższych: liczne służące, nianie, krawcowe, majordomusów, odźwiernych, szoferów; mamy bezlitosne konwenanse, przykładowo pracownikom sklepu nie wolno być w związku ze sobą nawzajem – romanse w pracy zostają surowo zakazane.

Fot. ITV

Fot. ITV

Powoli, lecz z impetem w tym interesującym świecie o swoje miejsce walczyć zaczynają sufrażystki, przebijają się karierowicze tacy jak nasz bohater. Poznajemy silne kobiety w coraz krótszych spódnicach i z własnym zdaniem; kobiety, które nie boją się pracy, odpowiedzialności ani nawet kary za swoje wolnomyślicielstwo. Idziemy także z duchem epoki (oraz z duchem Downton…), czego przykładem jest ukazana tu w bardzo ciekawy sposób moda na spirytyzm. Oglądamy wspaniale wystylizowane miasto, mnie szczególnie poruszyły ślicznie sfilmowane zakupy na Spitalfields Market. Selfridge, kreatywny, rozedrgany, jak na Draperowskiego bohatera przystało, miewa romanse, które niewiele znaczą, a jego eteryczna żona przeżywa w sezonie pierwszym jeden, lecz za to poważny fling z młodym malarzem, poznanym w National Gallery.

Fot. ITV

Fot. ITV

Serial, bardziej niż liniową opowieścią, jest portretem epoki i przedstawia postacie z różnych środowisk i grup, od arystokratów i klasy średniej po artystyczną bohemę i społeczny margines. Skupia się jednak, podobnie jak Mad Men, na losach pary bohaterów, których łączy specyficzna więź. On jest wpływowy i żonaty, ustawiony w życiu, ale niespokojny duchem, ona zaś uboga i zdolna. On, niczym Pigmalion, dostrzega jej potencjał, daje szansę, zatrudnia młodą i niedoświadczoną kobietę w swojej firmie i pozwala jej się wykazać. Zaczyna ją szanować, a ona jego, awansując szybko i zasłużenie. Tej pary raczej nie zwiąże romans, ale nie da się zaprzeczyć, że jest tu i uczucie i porozumienie. Brzmi znajomo?

Fot. ITV

Fot. ITV

Przeniesioną w czasy edwardiańskie Peggy Olson jest Agnes Towler, dziwna dziewczyna, która w przeciwieństwie do Peggy ma tę wadę że… pozostaje olśniewająco piękna. Wadę? Piękna i młoda to kombinacja niebezpieczna dla „okaziciela”, gdyż mówimy o czasach, w których ładna panna stanowi towar, a sytuacja kobiet nie jest tak dobra jak w Ameryce lat 50-tych. Tam, gdzie pan Selfridge widzi talent i potencjał, inni mężczyźni dostrzegają hipotetyczną żonę lub kochankę, a w każdym z tych przypadków: swoją przyszłą własność.

I jest ta niebezpieczna Agnes pokazywana przy pomocy bardzo ładnych symboli, jak przyciągające wzrok czerwone rękawiczki, czerwony kapelusz, czerwony szal. Niezwykle skromna, nieświadoma własnego uroku i wrażenia, jakie robi na ludziach, rzuca się w oczy z powodu swych „naturalnych predyspozycji” niczym seksualny wykrzyknik. Wszyscy za nią szaleją. To najgorszy rodzaj uwodzicielki, sami przyznacie. Totalnie niewinna, ale mimochodem niesamowicie prowokująca. W świecie pełnym korupcji, zdrad i walk o władzę niedoświadczona dziewczyna stanowi niezwykłą pokusę. Panu Selfridgeowi przypomina jego samego z dzieciństwa – on też miał trudnego ojca. Jak on, jest wolnym duchem, wydaje się delikatna, ale nie pozwala, by ktokolwiek jej rozkazywał. I choć wikła się w romans z kolegą z pracy (pozdrowienia dla Peggy!), nie sądzę, żeby cokolwiek powstrzymało ją przed zrobieniem kariery.

Fot. ITV

Fot. ITV

O względy Pięknej rywalizują co najmniej dwaj adoratorzy. Pierwszy to ambitny, gładki w obejściu i dość prostolinijny kelner Victor – który sam w sobie też jest pokusą, szczególnie dla znudzonych pań z wyższych sfer. Trochę elegancik, trochę cwaniaczek, ma w sercu „specjalne miejsce” dla Agnes i potrafi się zdobyć na romantyczny gest, ale widziałby dziewczynę raczej w konwencjonalnej roli żony. Przynajmniej tak wygląda sytuacja na początku. Victor uczy się szybko i kto wie, może w drugim sezonie to on okaże się prawdziwym królewiczem?

Jego bezpośrednią konkurencją jest Francuz, przyjaciel szefa, niejaki Mr Leclair; „fairy prince from a story book”, jak mówi sama Agnes,  która od zalotnika dostaje różową, a potem już czerwoną apaszkę. I to ona całuje go pierwsza. Bo gdy trzeba, jest odważna. I czasem robi dokładnie to, na co ma ochotę.

Fot. ITV

Fot. ITV

Wśród najciekawszych postaci serialu prym wiedzie Lady Mae, kobieta z wyższych sfer, potężna i wpływowa postać, niezwykle samodzielna. Każde jej pojawienie się na ekranie elektryzuje. Nigdy nie wiadomo, co się zdarzy. Z jednej strony to dama sprawnie poruszająca się w świecie arystokracji, dusza towarzystwa, lubi angażować się w ciekawe projekty, kontrolować otoczenie, wiedzieć wszystko o wszystkich. Widzi siebie w roli mecenasa i muzy, wspomaga Harry’ego w drodze na szczyt. Często dosłownie ratuje życie ludziom, którzy ją zainteresują lub zachwycą ale – i tu przechodzimy do drugiej strony jej osobowości – jeśli ktoś jej podpadnie, potrafi być niebezpiecznym wrogiem, tym groźniejszym, że mężczyźni tego świata nie doceniają kobiet i nawet nie przyjdzie im do głowy, że niewiasta mogłaby być od nich mądrzejsza. Innymi słowy, lepiej mieć Lady Mae po swojej stronie. Nie ma problemu z własną kobiecością, a najlepiej portretują ją: słowo „nienasycona”, wypowiedź Victora: „You don’t believe in me, you believe in getting your way”  i to zdjęcie:

Fot. ITV

Fot. ITV

Inną, smutną, lecz ciekawą bohaterką jest szefowa działu mody w Selfridges, Josie, istna siła spokoju. Kobieta anielsko cierpliwa i patologicznie skłonna do wybaczania, ale w świecie mężczyzn to nie zawsze popłaca. Przez kilkanaście lat kochanka nieszczęśliwie żonatego Rogera. „I gave you my child-bearing years” mówi do niego, gdy ten zostaje – nareszcie – wdowcem. Ma nadzieję na ślub, ale nic z tego, wieloletni adorator myśli praktycznie, chce mieć dzieci i na drugą żonę wybiera młodziutką ekspedientkę, załamanej Josie proponując, by pozostała jego kochanką. Czy to będzie kropla, która przepełni kielich? Czy Josie uda się odzyskać poczucie własnej wartości? Zrobić karierę? Zemścić się? A może nawet, mimo „podeszłego wieku”, czyli okolic czterdziestki – spotka na swojej drodze miłość?

Fot. ITV

Fot. ITV

Jak widzicie, serial pełen jest skomplikowanych postaci, dramatycznych historii i opowiada o barwnych czasach w sposób, w jaki do tej pory nie dane nam było na nie spojrzeć. Nie jest to serial wybitny, ale powstało na razie tylko dziesięć odcinków i stąd nadzieja, że druga seria będzie miała więcej polotu i oryginalności. Na pewno do czynienia mamy z przyjemną dla oka rozrywką, wartościową szczególnie dla wielbicieli „opowieści z epoki” i z okazją do miłego spędzenia czasu między – notabene – sezonami ulubionych seriali.

Warto na koniec podkreślić, że napędową siłą produkcji jest sam Harry (w tej roli Jeremy Piven), radosny i mroczny, porywczy i współczujący. Tę postać najbardziej chcemy rozgryźć, choć nie jesteśmy w stanie jej polubić.

Fot. ITV

Fot. ITV

Odcinek piąty, czyli centrum pierwszej serii, skupia się na Harrym i najlepiej pokazuje skomplikowane wnętrze bohatera, operując znaną z Mad Men stylistyką halucynacji/wizji. Selfridge to niezwykły człowiek, skrojony na miarę swoich czasów, pionier, mężczyzna pełen kontrastów, z pomysłami, które w spętanej konwenansami Anglii wydają się niemożliwe do przeprowadzenia, ale zrealizowane często okazują się sukcesem. Kariera czy rodzina to, jak się okazuje, dylemat nie tylko młodych, ambitnych panien. W oczekiwaniu na sezon drugi można z angielską powściągliwością  powiedzieć zarówno o serialu, jak i o naszym tytułowym ekscentryku, że „gdy jest dobry, jest bardzo, bardzo dobry, lecz gdy jest zły – jest okropny.”

Mr Selfridge
Drama, Period drama
ITV, UK,  2013–

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na naKrypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.