Istota Światła, istota Ciemności (Carnivale)

Istota Światła, istota Ciemności (Carnivale)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Groza w serialu to niełatwa rzecz. Mało jest produkcji, które potrafiłyby w równym stopniu widza przestraszyć i zaciekawić. A w inteligentny sposób przedstawić metafizyczną niesamowitość to już naprawdę wyższa sztuka. Znam dwa seriale, którym się to udało. Oba zostały skasowane po dwóch sezonach. Pierwszym z nich było Miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha. Drugim – Carnivale Daniela Knaufa.

Fot. HBO

Fot. HBO

Carnivale to wędrowny cyrk, wesołe miasteczko i galeria osobliwości w jednym, przemierzające Stany Zjednoczone doby Wielkiego Kryzysu. Załogę jarmarcznej karawany stanowią m. in. sparaliżowana wróżka, której wizje przekazuje ucząca się fachu córka, ślepy mentalista Lodz, jego kochanka – kobieta z brodą, syjamskie bliźniaczki, rodzina Dreifussów, zapewniająca rozrywki dla dorosłych, człowiek-jaszczur oraz wielu innych, równie nietypowych osobników.

Kieruje nimi tajemniczy, nie pokazujący się pracownikom Zarząd. Jego rozporządzenia przekazuje karzeł Samson, odpowiadający również za kontakty z otoczeniem. W pewnym momencie swoich wojaży, na środku pustyni natykają się na niejakiego Bena Hawkinsa – młodzieńca obdarzonego niezwykłymi mocami i nawiedzanego przez niepokojące senne wizje. Chłopak dołącza do wesołego miasteczka – zostaje jednym z jego szeregowych pracowników. Pozostali robotnicy i artyści cyrkowi zwracają uwagę na niezwykłe podobieństwo Bena do człowieka, który kiedyś z nimi podróżował, Henry’ego Scuddera.

Fot. HBO

Fot. HBO

Tymczasem w innej części Stanów Zjednoczonych żyje mężczyzna, doświadczający podobnych wizji, co Ben. To wielebny Justin Crowe, szanowany kapłan kościoła metodystów. Jak się dość szybko okazuje, losy obu dżentelmenów są ze sobą bardziej powiązane niż mogliby przypuszczać. Jeden z nich jest awatarem Istoty Światła, drugi – Istoty Ciemności (co nie przekłada się dokładnie na dobro i zło). Obaj są kontynuatorami długich linii tychże wcieleń, które od zarania dziejów toczą między sobą walkę. Żaden z nich nie jest w pełni świadom swoich mocy ani roli, jaką ma odegrać. Stopniowo odkrywają, czym są w rzeczywistości, z każdą wizją znajdują się bliżej poznania prawdy o sobie i o tym, co ma nastąpić.

Na pierwszy rzut oka Ben Hawkins nie nadaje się na głównego bohatera. To raczej antypatyczna postać – małomówny, burkliwy – do innych odnosi się z niechęcią, widać wyraźnie, że boi się ludzi i mało komu ufa. Trudno go też nazwać tytanem intelektu.

Fot. HBO

Fot. HBO

Jego antagonista, brat Justin jest zupełnie inny. Charyzmatyczny kaznodzieja, doskonale dogadujący się z przedstawicielami wszystkich warstw społecznych. Szybko zbiera wokół siebie rzesze wyznawców i pomocników, nieświadomych rzeczywistego celu duchownego.

Daniel Knauf stworzył spójną i wiarygodną mitologię swojego świata. Podstawą jest chrześcijaństwo, ale chrześcijaństwo bardzo apokryficzne, uzupełnione silnymi wpływami gnostyckimi, manichejskimi i hinduistycznymi. Moce, którymi posługują się bohaterowie mają jasny biblijny rodowód – część przynależna jest Chrystusowi i prorokom, inne są pochodzenia demonicznego.  Dodatkowego smaku dodają liczne odwołania do symboliki tarota. Niektóre Arkana mają swoje odzwierciadlenie w określonych scenach, inne odnoszą się do poszczególnych postaci. Praktyka wróżenia również jest obecna w serialu – niektóre postaci mają dar przepowiadania przyszłości z kart. A gdzieś w tle przewijają się nawet Templariusze – w wyemitowanych odcinkach nie odgrywają znacznej roli, ale po sposobie przedstawienia ich w serialu można przypuszczać, że w kolejnych sezonach przewidziano dla nich coś większego.

Fot. HBO

Fot. HBO

Carnivale nie jest łatwym serialem. Wymaga od widza skupienia i określonej wrażliwości. Nie daje odpowiedzi na tacy. Zmusza do zastanawiania się nad pewnymi kwestiami, ponownego obejrzenia wszystkich odcinków i wyłapania drobnych wskazówek, które Daniel Knauf przez cały czas podrzucał, a także przegrzebania internetu w celu znalezienia odpowiedzi na najbardziej palące pytania.

W zamian za włożony wysiłek umysłowy dostaje się 24 odcinki pełne tajemnic i pociągającego mroku. Knauf wykreował wspaniałą historię, gdzie bardzo romantyczna niesamowitość miesza się z wizjami końca świata oraz koszmarem brutalnej codzienności. Umieszczenie w centrum serialu cyrku wraz z całą jego kiczowatością i tandetą daje znakomity kontrast z tym, co rzeczywiście niezwykłe, groźne, niewytłumaczalne.

Wątki nadnaturalne są osadzone w twardej rzeczywistości. Mimo że nastrój przesiąknięty jest niesamowitością, to nie zaniedbano przedstawienia obyczajowego tła całej. Wędrujące miasteczko rozrywki spotyka na swojej drodze różnych ludzi. Niektórzy z nich odnoszą się do kolorowych nomadów życzliwie, inni z rezerwą, a spora grupa osób uważa ich za typy spod ciemnej gwiazdy, siejących zgorszenie i deprawujących młodzież. Poprzez interakcję z nimi, a także przedstawiając relacje wewnątrz cyrkowego mikrokosmosu pokazano wiele elementów właściwych sytuacji społecznej tamtych czasów.

Fot. HBO

Fot. HBO

Pod względem realizacji Carnivale nie ma sobie równych. Scenografia jest niezwykle dopieszczona i zachwyca bogactwem szczegółów. Precyzyjnie oddano estetykę tamtych lat – ubrania, bibeloty, afisze cyrkowe – wszystko jest takie, jak być powinno. Serial utrzymany w szaro-buro-sepiowej tonacji, idealnie oddaje atmosferę lat ’30 – poszczególne sceny przypominają nieco wyglądem stare fotografie. Osadzenie akcji na pustynnych, wręcz apokaliptycznych terenach podkreśla nastrój oczekiwania na nadchodzące wydarzenia. Te odczucia potęguje przepiękna, nastrojowa muzyka Jeffa Beala (znanego również ze ścieżki dźwiękowej Rzymu). Jego melodie, bazujące częściowo na muzyce niższych warstw tamtego okresu – country i bluesie tworzą znakomite tło do wszystkich scen – zarówno tych mrocznych, przedstawiających ponure wizje , jak i tych pokazujących życie codzienne.

Aktorzy grający w serialu zostali starannie wyselekcjonowani. Ich fizjonomie są bardzo podobne do postaci widocznych na zdjęciach z tamtego okresu. Nie ma wśród nich wielkich gwiazd – najpopularniejszym z nich jest chyba Michael J. Anderson, ulubiony karzeł Davida Lyncha, ale trudno znaleźć w produkcji aktora, który grałby źle.

Fot. HBO

Fot. HBO

Carnivale jest wspaniałym widowiskiem – soczystym, miejscami okrutnym i od początku do końca (?) fascynującym. To prawdziwa uczta dla popkulturowego ducha, doskonale kreująca atmosferę tajemniczości, subtelnego mroku i dziwnego mistycyzmu. Wyemitowane dwa sezony zamykają pierwszy cykl z planowanych trzech. Szanse na kontynuacje są niewielkie.

Carnivale
horror, drama
HBO, USA, 2003-2005

Jerzy Łanuszewski
Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Jerzy Łanuszewski

Ponownie student. Mimo ukończenia prestiżowego liceum z tradycjami, nie osiągnął sukcesu w życiu. Jeszcze. Może kiedyś mu się uda. Dąży do wielkości absorbując książki, komiksy i ruchome obrazki. A czasami (bardzo czasami) prowadzi bloga: dziwne-eony.blogspot.com.

Latest posts by Jerzy Łanuszewski (see all)