She might be dead, but she's still pretty (Buffy the Vampire Slayer)

She might be dead, but she’s still pretty (Buffy the Vampire Slayer)

Artykuł zawiera spoilery.

Geneza Buffy jest wszystkim chyba dobrze znana: Joss Whedon przyjrzał się typowej bohaterce pierwszej sceny każdego horroru, ślicznej i pustogłowej blondynce, tej, co wbiega po schodach zamiast uciekać z domu, tej, która nigdy nie dzwoni na policję, ale za to idzie sprawdzić, co to za tajemniczy hałas, do piwnicy nawiedzonego domu, zbudowanego na starym cmentarzu Indian, podczas gdy radio jak oszalałe nadaje komunikaty o zbiegłym seryjnym mordercy…

Joss Whedon przyjrzał się tej dziewczynie, która w jakimkolwiek innym scenariuszu skończyć musiałaby w kałuży krwi, i zadał sobie oraz nam pytanie: co, jeśli to nie ona powinna obawiać się potwora? Co, jeśli potwory powinny obawiać się jej?

Fot. nurfherder.tumblr.com

Buffy rozpoczęła swój żywot jako film kinowy, o którym większość widzów już nie pamięta – i dobrze. Scenariusz Whedona został prawie doszczętnie ogołocony z subwersywności i elementów horroru oraz sprowadzony do poziomu cukierkowego kampu. Koncept pozostał: blond cheerleaderka Buffy (Kristy Swanson) pod opieką Obserwatora (Donald Sutherland) stawia czoła armii wampirów (dowodzonych przez Rutgera Hauera). Wszystko się niby zgadza, ale film był płaską komedyjką, o której słuch powinien zaginąć.

Serial na podstawie tego filmu nie miał prawa powstać; Hollywood nie jest specjalnie znane z dawania drugiej szansy, a już na pewno nie jeśli chodzi o filmy i telewizję z tak zwanego gatunku (słowo, na którego dźwięk wzdragają się głosujący na nagrody Emmy). A jednak.

W połowie sezonu w 1997 roku, WB rozpoczęło emisję dwunastu odcinków pierwszego sezonu Buffy the Vampire Slayer. Nikt nie wietrzył wielkiego sukcesu: agent Whedona błagał go, żeby nie angażował się w projekt; przyjaciele Sarah Michelle Gellar, obsadzonej w roli tytułowej Pogromczyni, ze współczuciem zapewniali ją, że na pewno znajdzie lepszą rolę w następnym sezonie telewizyjnym.

Mało kto spodziewał się, że serial przetrwa więcej niż tych dwanaście odcinków, a co dopiero doczeka się siedmiu sezonów, uwielbienia fanów, uznania krytyków, a także całej dyscypliny akademickiej poświęconej „Buffy studies”. Całkiem nieźle jak na blondynkę, która tradycyjnie powinna była zginąć w pierwszych scenach.

W tym roku mija 10 lat od finału Buffy, a mimo tego serial nie wydaje się tracić na popularności: dzięki DVD i video streamingu jest on dostępny dla nowych widzów, nie mówiąc już o silnym i zaangażowanym fandomie. Trudno omówić wszystkie powody, dla których Buffy od lat cieszy się taką popularnością, ale jest kilka, których nie sposób pominąć.

Fot. www.muchmusic.com

Szkoła średnia jako piekło.

Buffy i jej przyjaciele uczęszczają do szkoły średniej w Sunnydale, która całkiem przypadkowo stoi na Wrotach Piekieł i stanowi epicentrum wszelkiej nadnaturalnej aktywności (przynajmniej w tej części Stanów – drugie Wrota Piekieł podobno znajdują się w Cleveland), dostarczając Buffy coraz to nowych wrogów do pokonania i coraz to nowych przeszkód na jej drodze do normalnej szkolnej egzystencji. Buffy Summers bowiem nie pragnie niczego więcej, jak tylko w spokoju pójść na studniówkę. Niestety, w jej przypadku będzie to raczej droga po trupach.

Scenarzyści zręcznie przedstawiają szkołę z piekła rodem – dosłownie – ale taką, w której bez kłopotu odnajdzie swoje problemy każdy nastoletni widz. Banda uczniów z upodobaniem dręcząca innych? Opanowani przez ciemne moce i przeobrażeni w hieny. Konflikt pokoleń? Podjudzani przez demona rodzice próbują spalić swoje dzieci na stosie za czary. Sterydy nadużywane przez drużynę pływacką? Zamieniają zawodników w potwory z czarnej laguny. Chłopak, z którym straciłaś dziewictwo, zamienił się w dupka? To z powodu cygańskiej klątwy i dlatego, że stracił duszę. Widzowie z satysfakcją obserwowali, jak co tydzień Buffy zatapiała kołek w sercu ucieleśnień ich własnych problemów.

Późniejsze sezony, kiedy członkowie Scooby Gangu nieco dorośli, nie były już tak zgrabne w swej metaforze: piekłem stał się college, a potem dorosłe życie – ale też i formuła serialu odeszła się już wtedy od typowego Potwora Odcinka.

Moment przełomowy w Buffy następuje pod koniec pierwszego sezonu, w finale zatytułowanym Prophecy Girl. W odcinku tym dochodzi do kulminacji rozgrywającego się do tej pory głównie w tle wątku Mistrza – starożytnego wampira uwięzionego w podziemiach Sunnydale, który próbuje się ze swojego więzienia wydostać. Giles, Obserwator i opiekun Buffy, odczytuje starożytne proroctwo, z którego wynika, że kiedy Mistrz się uwolni, Buffy musi umrzeć.

Prophecy Girl jest emocjonalnym kamieniem milowym, zwłaszcza w scenie, w której szesnastoletnia Buffy histerycznie reaguje na treść proroctwa. Dla wielu widzów to moment, kiedy z prostego, sympatycznego serialiku o nastoletniej pogromczyni wampirów, Buffy przeobraża się w serial, który złamie ci serce – i to niejeden raz.

A było to jeszcze zanim Whedon wyrobił sobie reputację seryjnego mordercy.

Fot. www.juxtapost.com

W Sunnydale nikt nie jest bezpieczny. Fani Whedona już dawno przyzwyczaili się, że bezpieczniej byłoby nie przywiązywać się do postaci – często nawet fakt bycia głównym bohaterem ich nie ratuje – ale do kreacji Whedonowskich niestety nie da się nie przywiązać. Tak jak główną siłą Pogromczyni okazują się często jej przyjaciele (ku zdumieniu kolejnych wrogów – Pogromczyni z rodziną i przyjaciółmi? To łamanie zasad!), tak i główną siłą serialu stają się postaci. Whedon bierze stereotypowych bohaterów gatunku – cheerleaderkę, nerda, smęcącego wampira na drodze do odkupienia – i daje im nowe życie. I co najważniejsze, pozwala im zmieniać się, rozwijać i dojrzewać. Biorąc pod uwagę, że wiele innych seriali wydaje się trzymać bohaterów w lodówce, żeby broń Boże nie zaburzyć serialowej formuły, która odniosła sukces – fantastyczny rozwój postaci w BtVS wcale nie jest taki oczywisty.

Whedon, mimo swojego obecnego kinowego sukcesu (bijący rekordy blockbuster The Avengers i niszowy czarno-biały szekspirowski Much Ado, nakręcony w czasie urlopu we własnym ogrodzie), zawsze wydawał się stworzony dla telewizji (mimo że często telewizja nie wydawała się stworzona dla niego, let’s talk about Fox…). Syn i wnuk serialowych scenarzystów, zaczynał od pisania odcinków dla sitcomów takich jak Roseanne i poprawiania scenariuszy filmowych; Whedon często powtarza, że chciał pokazać, iż telewizja nie jest gorsza, że nie jest pomniejszym medium wobec filmu. Pragnienie to zaowocowało serią rewolucyjnych epizodów, które od tego czasu często były imitowane, z lepszym lub gorszym efektem.

Po pierwsze, Once More With Feeling, legendarny odcinek musicalowy. Nie był to ani pierwszy, ani ostatni odcinek serialu, w którym bohaterowie zaczynali śpiewać i tańczyć, ale pozostaje on jednym z absolutnie najlepszych – z piosenkami napisanymi przez Whedona, ze zręczną grą konwencją, z muzycznymi numerami, które są idealne dla każdej z postaci.

Po drugie, Hush. Od początku serialu Whedon zbierał pochwały za tzw. „Buffy-speak” – żargon pełen popkulturowych nawiązań i neologizmów. Co rzadziej wspominane, ale nie mniej ważne – „Buffy speak” nie jest uniwersalny dla postaci; każda ma swój charakterystyczny sposób mówienia, tak, że nawet na papierze z łatwością odróżnimy tekst Xandera od wypowiedzi Gilesa. Whedon był tak często chwalony za swoje dialogi, że w końcu napisał odcinek, gdzie tych dialogów nie ma – gdzie do Sunnydale przybywają złowrodzy Gentlemen, którzy odbierają wszystkim mieszkańcom głos. Czterdzieści minut ciszy pozostaje do dziś jednym z najlepszych odcinków czegokolwiek i kiedykolwiek, uznanym nawet przez nagrody Emmy (które ciągle jednak nie wiedzą, co zrobić z sci-fi i fantasy).

Po trzecie, The Body. Niezmiennie wymieniane jako jedno z największych osiągnięć Buffy, The Body jest tym odcinkiem, którego nikt nie chce oglądać po raz drugi. BtVS często traktuje się jak serial lekki i mało poważny (czasami słusznie), ale w tym wypadku dostarcza on widzom fenomenalne studium śmierci i rozpaczy, które aż boli, kiedy się je ogląda.

Po czwarte… może nie, bo gdyby wymieniać najlepsze odcinki Buffy, tkwilibyśmy tu do premiery drugiej części Avengers.

fot. The WB & UPN

Dziesięć lat po finałowym odcinku, i po kilku anulowanych serialach po drodze, Whedon zachował koronę króla geeków, jednocześnie odnosząc mainstreamowy sukces z ekranizacją komiksów. Ale ani on sam (pisząc kolejne sezony Buffy, teraz w formie komiksów, czy zapraszając swoich ulubionych aktorów do coraz to nowych projektów), ani fandom nie zapomina o blond cheerleaderce, przed którą powinny uciekać wszystkie potwory. Buffy zdobywa coraz to nowe pokolenia fanów. I słusznie.

Buffy the Vampire Slayer

Supernatural drama/Action/Horror

The WB & UPN, USA, 1997–2003

Joanna Kucharska

Człowiek-katarynka, z opinią na każdy temat. Urodzona w Krakowie, żyje przed ekranem. Uzależniona od kawy, musicali i złych żartów słownych. Czasami pisze, częściej przeklina migający kursor. Porzuciła hatewatchowanie na rzecz hope-watchingu, bo zdrowiej dla psychiki.