„Exterminate!” – o Dalekach w pięciu punktach

„Exterminate!” – o Dalekach w pięciu punktach

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

„To tylko w połowie roboty. We wnętrzu każdego z tych pancerzy jest żywy, bulgoczący nienawiścią guz!” – Doktor, Death to the Daleks.

Fanom szeroko pojętej fantastyki Daleków przedstawiać nie trzeba. Zamknięci w stalowych zbrojach zmutowani i genetycznie zmodyfikowani zdobywcy, którzy w kółko skrzeczą o eksterminacji są może mniej znani niż Imperialni Szturmowcy, Yautja czy Xenomorphy, ale na dobre zadomowili się w popkulturze (podobnie zresztą jak ich odwieczny – dosłownie – adwersarz, Doktor z planety Gallifrey). Pojawiają się w wypowiedziach, słowach piosenek, tu i ówdzie migną na ekranie, ktoś zacytuje ich okrzyk bojowy. Co może sprawiać, że „solniczki” – jak się ich czasem nazywa – są aż tak lubiane?

Fot. BBC

Fot. BBC

5. WYGLĄD

Pamiętam jak dawno temu, gdy jeszcze Doctorem Who interesowałem się średnio, dowiedziałem się jak nazywają się jego wrogowie. Nazwa ta spodobała mi się bardzo i – nie wiedzieć czemu – umyśliłem sobie, że zapewne są to jakieś straszliwe, zakapturzone humanoidy, które strzelają z broni laserowej. Gdy wreszcie ujrzałem osławionych Daleków nie kryłem rozczarowania. Kubeł na śmieci przykryty kopułą, tu przepychaczka do sedesu, tam mieszadło od miksera, do tego jakieś kontrolki. Jak takie coś ma niby być groźne? Przecież to już nawet kosmici z Święty Mikołaj pokonuje Marsjan są straszniejsi! A potem miałem wreszcie okazję zobaczyć ich w akcji. I odechciało mi się śmiać czy narzekać. Pozwolę sobie zacytować Trilbee’ego, jednego z moich ulubionych doktorowych recenzentów – tylko w Doctorze Who udaje się sprawić, byś bał się przepychaczki (nawet jeśli wcześniej kpiłeś i pytałeś czy Dalek Cię nią possie). Może przesadzam, bo Daleków aż tak się nie boję, ani serialu zza kanapy nie oglądam, ale jednak doceniam tak ich samych, jak i ich prosty, acz ekstrawagancki wygląd, który początkowo budzi uśmieszek, by w pewnym momencie stopić go na dobre. Przez lata pojawiały się pewne delikatne zmiany (mieliśmy nawet „Daleków Power Rangersów”), ale generalny koncept pozostaje ten sam.

Fot. BBC

Fot. BBC

4. GŁOS

Od dziecka uwielbiam skrzeczenie przez wokoder. Może to zasługa Transformerów, może Marszu Robotów z Podróży pana Kleksa… Dalekowy (daleki?) skrzek jest wprost fenomenalny i – jakkolwiek zabrzmi to dziwnie – mógłbym go słuchać cały dzień. Odpowiednio podwyższony głos, dzielenie wyrazów na sylaby i ich skandowanie – to jest to. Swego czasu wolałem głębokie, przytłumione głosy innych etatowych wrogów Doktora, Cybermenów, ale umówmy się – głos Cybermena mógłby być głosem dowolnego robota /cyborga. Głos Daleka jest jedyny w swoim rodzaju.

3. FILOZOFIA

„Dalekowie nie są źli. Oni mają zwyczajnie proste umysły” – argumentował w rozmowie z Doktorem stwórca „solniczek”, Davros, w historii Genesis of the Daleks. Właśnie te proste umysły nakazują Dalekom postępować tak, by eksterminować wszystko co nie jest Dalekiem i co zagraża ich istnieniu. Podejście takie, pozornie genialne, jest przyczyną zguby – najpierw samego Davrosa, który zapomniał, że ani on, ani jego żołnierze nie są Dalekami, a potem kolejnych ras, które miały pecha wejść Dalekom w drogę. Przy wszystkich makiawelicznych, wielopoziomowych planach rozmaitych złoczyńców prostota jest odmianą, do tego bardzo dobrze korespondującą z takimi elementami jak wspomniany wyżej wygląd.

Fot. BBC

Fot. BBC

2. GENEZA

Chcę tutaj wrócić do wspomnianego wyżej Genesis…, gdzie zgłębiamy historię powstania Daleków, znaną już wcześniej z pierwszej opowieści z nimi (The Daleks z Williamem Hartnellem), która ulega tutaj pewnej modyfikacji. Rasa zmutowanych poetów i filozofów Dalów staje się tutaj rasą Kaledów, pozaziemskich nazistów, którym marzy się najpierw dominacja nad planetą Skaro, a potem – gdy Doktor nieopatrznie wyjawia jak wielkim zagrożeniem staną się powstający w laboratoriach Dalekowie – nad całym kosmosem. Genesis… z Tomem Bakerem w roli Władcy Czasu polecam wszystkim – mroczny, duszny klimat, krajobraz przed, w trakcie i po bitwie, ciężkie wojenne kostiumy oraz nutka grozy, gdy Daleków na ekranie jest jeszcze bardzo mało, ale już samo ich wspomnienie budzi u widza niepokój.

1. NIEZNISZCZALNOŚĆ

Niemal każda inkarnacja Doktora ma moment, w którym z niedowierzaniem stwierdza, że Dalekowie powinni być pokonani. Nieważne ile razy pilot TARDIS doprowadziłby do ich klęski, Dalekowie powracają – zawsze gotowi do walki, zawsze niebezpieczni, zawsze stający na drodze Doktorowi, zmuszając go do podejmowania bardzo trudnych decyzji. Nawet straszliwa w skutkach Wojna Czasu nie zakończyła ich podbojów, wywołując u Doktora żal, iż doprowadził do zagłady swojej rasy na próżno. To, co Steven Moffatt zrobił w Asylum of the Daleks budzi moje zastrzeżenia (nie będę spoilerował – kto oglądał, ten wie, o co mi chodzi, kto nie – niechaj obejrzy), ale liczę, że w nadchodzących odcinkach uda się z sytuacji jakoś sensownie wybrnąć.

Fot. BBC

Fot. BBC

Na koniec wrzucam link do krótkiego fragmentu odcinka Doomsday, który w zasadzie mógłby spokojnie zastąpić powyższą listę, również wyjaśniając co w Dalekach jest takiego fajnego.

Maciej Gaździcki
Miłośnik popkultury, szeroko pojętej fantastyki i historii. Uwielbia kreskówki, w których są lasery, miecze, roboty, kosmici, stróże prawa, agenci, wojownicy, imperatorzy, superbohaterowie i superzłoczyńcy. Co do seriali, to można powiedzieć, że lubi te z takimi samymi elementami, co w kreskówkach, ale tak naprawdę to jest skłonny sięgnąć po wszystko z dobrymi fabułą, aktorstwem i klimatem. No i regularnie wraca do polskiej klasyki.

Maciej Gaździcki

Miłośnik popkultury, szeroko pojętej fantastyki i historii. Uwielbia kreskówki, w których są lasery, miecze, roboty, kosmici, stróże prawa, agenci, wojownicy, imperatorzy, superbohaterowie i superzłoczyńcy. Co do seriali, to można powiedzieć, że lubi te z takimi samymi elementami, co w kreskówkach, ale tak naprawdę to jest skłonny sięgnąć po wszystko z dobrymi fabułą, aktorstwem i klimatem. No i regularnie wraca do polskiej klasyki.