Fot. Sky1

Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze (Mad Dogs, premiera: S03E01)

Artykuł zawiera spoilery.

No to się chłopaki wpakowali.

Początek drugiego sezonu Mad Dogs mnie nie porwał. Jeśli cała twoja fabuła opiera się na tym, że bohater podejmuje idiotyczną decyzję, to można powiedzieć tylko jedno: „przemyśl swoją fabułę”. I to właśnie sobie pomyślałem, kiedy Woody zignorował wskazówki kolegów, wybierając prom, który miał naszą ekipę przewieźć do Hiszpanii, a zawiózł ich na Ibizę. Tym razem obywa się bez tego rodzaju głupot, chociaż nadal trudno powiedzieć, że to, co oglądamy, trzyma się kupy.

No bo skąd właściwie nasze „wściekłe psy” wzięły się w więzieniu pośrodku pustyni? Nie do końca wiadomo, choć założyć trzeba, że pieniądze nie trafiły tam, gdzie miały. Czy gangster Mackenzie faktycznie zamierzał puścić naszych bohaterów wolno? Czy może ktoś po drodze dokonał wrogiego przejęcia konteneru? Pytania pozostają, zresztą, jak już wspominałem, udzielanie odpowiedzi nie jest mocną stroną tego serialu.

Rick

Fot. Sky1

Mocną stroną jest za to piętrzenie dziwności, absurdów, przepiękne ujęcia – i tego dostajemy mnóstwo. Woody w klatce; Rick podłączony do wykrywacza kłamstw; Bax w pustym, białym pomieszczeniu, próbujący zabić muchę. Wszystko ma nam zakomunikować jedną rzecz: to miejsce jest zdrowo pogrzane. I dobrze się na to patrzy; znów bez znaczenia jest, że metoda przesłuchania kompletnie nie ma sensu. Że wszelkie próby złamania całej czwórki do niczego się nie przydają, bo przesłuchaniu zostaje poddany tylko Rick, a zadający pytania wszystko wiedzą, bo mają w końcu zdjęcia – nie pytajmy, jak zrobione – ukrywania trupa i wyrabiania narkotyków.

Później bohaterowie na powrót się spotykają. Przez chwilę, obserwując ich niezwykle ciepłe powitanie, można mieć złudzenia, że stosunki w grupie się zmieniły, że rozłąka i groźba – trudno właściwie powiedzieć czego – uczyniła ich bliższymi niż do tej pory. Ale jednak nie. Szybko wracamy do zwykłych niesnasek, tym razem między Quinnem i Baxterem. Przerywa je pojawienie się Mercedes, która zapewnia dużą dawkę humoru. Dziewczyna, drobniejsza niż każdy z chłopaków i twardsza niż oni wszyscy razem wzięci (nic dziwnego, grająca ją Jaime Winstone to córka Raya Winstone’a), szybko ustawia ich do pionu – sprowadziwszy wcześniej do parteru. Scena, w której funduje Quinnowi „mokrego Willy’ego” jest wspaniała. Przy okazji dostarcza jakże potrzebnej ekspozycji. Dzięki niej dowiadujemy się wreszcie, kto prowadzi tajemnicze więzienie. Gangsterzy? Nie! To brytyjski rząd wysyła kłopotliwych obywateli na bezterminowe pustynne wakacje. Guantanamo much?

Mercedes

Mercedes – hajlajt pierwszego odcinka. Fot. Sky1

Na szczęście Mad Dogs nie zagłębiają się za bardzo w komentarze do problemów współczesnego świata – i słusznie. Jest to tylko efektowny chwyt pokazujący, że nasi junacy wkopali się naprawdę, naprawdę głęboko i znikąd nie uzyskają pomocy. Poczucie kompletnego zagubienia szybko narasta – doskonale wyczuwamy, że stąd chłopcy mogą nie wyjść szybko, jeśli w ogóle. Uwydatnia się także ich niekompetencja – założenie, że Mercedes to kret, który ma zdobyć ich zaufanie podstępem, jest bardzo rozsądne, ale sposób, w jaki decydują zachować milczenie jest tak żenująco nieporadny, że aż śmieszny.

Po kolejnej dawce niepokoju – żołnierze w środku nocy wywlekają Ricka z celi – nadchodzi czas na spotkanie z zarządem. Myślałem, że Rick odegra w tym wszystkim większą rolę, że pozostali przestaną mu ufać, wezmą go za szpiega, ogarnie ich powszechna paranoja, a wszystko to będzie elementem gry prowadzonej przez strażników. Ale nie. Pomyłkę udało się wyjaśnić – bohaterowie początkowo wzięci za gangsterów zostali oczyszczeni z zarzutów i po krótkich negocjacjach mogą wracać do domu. Zaskoczyło mnie to; przewidywałem po zakończeniu drugiego sezonu, że nie tyle nie będą mogli, co nie będą chcieli wracać. A tu proszę.

… To się nie mogło tak skończyć, prawda?

Rick i Baxter

Fot. Sky1

Jazda przez pustynię zostaje przerwana z powodu (zaplanowanej?) awarii – i wkrótce potem ktoś zaczyna strzelać. Na szczęście zarządca więzienia ratuje chłopakom skórę (ucieczka piechotą przez pustynię nie potrwałaby długo). Staje się jasne, że trzeba przygotować jakiś nowy plan. I ostatecznie jednak wychodzi na to, że tak bardzo się nie pomyliłem.

W końcu bowiem okazuje się, że bohaterowie, aby uniknąć śmierci z rąk zabójców wynajętych przez CIA, rozpoczną nowe życie pod fałszywymi nazwiskami. Cel podróży: Afryka Południowa. Od tego momentu rozpoczyna się ciąg scen, które stanowią o racji bytu tego serialu (są jeszcze ładne widoki, o których już wspominałem): stawia się przed kamerą czwórkę świetnych aktorów, razem albo osobno, i pozwala im grać. Mamy świetną scenę pożegnania, nasuwającą skojarzenia z otwierającymi pierwszy sezon nagraniami – każdy może wykonać jeden telefon do domu, żeby powiedzieć, że już nie wróci. Doceniam ciężar tej sceny, kiedy wyobrażam sobie, jak to musi brzmieć z drugiej strony: „Cześć, kochanie, przepraszam, że nie dzwoniłem; niestety już nie wrócę”. Co powiedzieć w takiej sytuacji? Jak? John Simm i Philip Glenister – jak zwykle zgryźliwy i szorstki – sprzedają tę scenę bez problemu.

Quinn

Fot. Sky1

Po ostatnich pożegnaniach „wściekłe psy” wyruszają w drogę. Lot i wymyślanie nowych imion to akcent humorystyczny, potrzebny po łzach wylanych wcześniej. A na koniec jeszcze jedna bomba, bo okazuje się, że każdy będzie musiał pójść w swoją stronę – na lotnisku czekają cztery taksówki. O ile jeszcze chwilę wcześniej, podczas ceremonii nadania imion, dało się wyczuć pewną ekscytację wywołaną perspektywą rozpoczęcia nowego życia (bo trochę o to im chodziło od początku, od kiedy zdecydowali się przywłaszczyć sobie trzy miliony euro, prawda?), to rozstanie przebiega w zdecydowanie minorowym nastroju. Pierwszy odchodzi Quinn – najbardziej samodzielny i zmęczony resztą towarzystwa. Potem Baxter. I Woody. Tylko Rick uparcie próbuje utrzymać grupę razem i ze łzami w oczach prosi Woody’ego, żeby pozwolił mu jechać ze sobą – tym razem Mark Warren ma okazję zagrać nieoczekiwanie wrażliwą stronę swojego raczej antypatycznego bohatera. Ale w końcu i on musi wsiąść do własnej taksówki. Zostaje pustka.

I tak oto rozpoczyna się dla naszych bohaterów nowy rozdział. Ten odcinek jest dość powolny, chyba specjalnie rozciągnięty, żeby zakończyć sceną rozstania. Widać też wyraźne próby powrotu do tego, co stanowiło o sile pierwszego sezonu, niektóre bardziej trafione, inne mniej (jak mały tubylec, który chyba ma nawiązywać do Tiny’ego Blaira). Mimo to gra aktorska stoi niezmiennie na wysokim poziomie, a wydarzenia z premiery otwierają bardzo ciekawe możliwości. Jestem ciekaw, jak potoczą się losy bohaterów w nowych miejscach – i co ich na nowo połączy.

Rick na lotnisku

Fot. Sky1

Mad Dogs
S03E01: Episode 1
emisja: 04.06.2013

Artur Nowrot: czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na Wysznupanych. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).