Wampiryzm mistyczny (Hemlock Grove, S01)

Wampiryzm mistyczny (Hemlock Grove, S01)

Artykuł zawiera spoilery.

Powiedzcie, z ręką na mocno bijącym, ludzkim sercu: kiedy ostatnio tak naprawdę baliście się wampirów? Kiedy  paraliżowała was obcość bestii w skórze owcy i mieliście ochotę krzyczeć ze strachu za każdym razem, gdy on – krwiopijca – pojawiał się na ekranie? Próbowaliście krzyczeć, ale nie mogliście wydobyć z siebie dźwięku?

Jeśli chcecie, żeby wampiryzm znów był dla was czymś mrożącym, emanacją zła i dziwności, koniecznie obejrzyjcie Hemlock Grove. Ten serial to horror z wampirami.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Myślałam, żeby porównać rzecz do American Horror Story, bo poziom makabry podobny, ale o ile w American… groza to raczej wybujałe fantazje na temat wszystkiego, co budzi dreszcz, a fabuła jest rozmyta i meandryczna, żeby nie powiedzieć pretekstowa, tutaj, jak to w serialach Netfliksa, mamy scenariusz poukładany starannie niczym skarby w pudełeczku. Pełen rygor. Mordercza pedanteria. Nie przesadzę, mówiąc, że liczy się każda scena, każda postać, a może nawet każda jedna wypowiedź. Poszlaki leżą harmonijnie rozłożone przed nami, niczym wachlarz albo świeża talia kart, a sceny budzące przerażenie okazują się koniec końców również scenami, które dokądś fabularnie prowadziły.

Myślałam też, żeby przyrównać ten serial do True Blood, ale Czysta krew jest w zestawieniu z Hemlock… wyłącznie żartem, ledwie zabawą konwencjami, komedyjką. Dzielą ze sobą chyba tylko kompozytora muzyki.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Dlatego najbardziej skłonna jestem przyrównać nastrój Hemlock… do mojego ulubionego Lśnienia z Jackiem Nicholsonem. Klimat niepokoju i narracja, w której nawet codzienność emanuje grozą. A wszystko jest nieodwołalnie, śmiertelnie poważne. Szczerze mówiąc, opowiedziana tu historia tak mnie zauroczyła, że trudno mi ją w ogóle skrytykować. Wiecie, sceny, w których rodzina siedzi przy stole i spożywa kolację, gawędząc o pogodzie, a atmosferę można kroić nożem. Sceny, w których znajoma sypialnia okazuje się miejscem tak obcym i wrogim, że nagły lęk zwala nas z nóg, paraliżuje, i to bez użycia jakichkolwiek efektów specjalnych. Taka formuła jest zasługą współpracy pisarza Briana McGreevy’ego, który inspirował się filozofią Angeli Carter (mówiącej mniej więcej tyle, że temat wampiryzmu czy wilkołactwa WCALE się nie wyczerpał, uległ tylko głupiemu spłyceniu w mediach), i Eli Rotha, człowieka o mrocznej duszy, twórcy choćby filmów z cyklu Hostel, przyjaciela Davida Lyncha i Quentina Tarantino.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Hemlock Grove to małe, dziwne miasteczko. Rzeka płynie tu w złą stronę, nienaturalnie;  migrujące ptaki zawsze się gubią. Ktoś morduje młode dziewczęta i każdorazowo dzieje się to przy pełni księżyca. Wiemy, że sprawcą jest postać z obsady, ale nie wiemy, kto. Tkwimy w stuporze, wrzuceni w klasyczny kryminał z dreszczykiem. Rozwiązanie leży przed nami, obnażone, widzimy je, lecz nie umiemy dostrzec. Mamy swoje mocne i słabsze podejrzenia, twórcy grają na naszych sympatiach, antypatiach i emocjach, ale niczego nie możemy być pewni.

Cykl podejrzeń i pułapek na widza zaczyna się już w pierwszej scenie, gdy drapieżnik własną krwią znaczy ramię ufnej ofiary, by ją potem łatwiej znaleźć, w środku nocy. I brutalnie zamordować. Lecz czy na pewno to był on? Nasze początkowe przekonanie szybko się rozmywa, blednie, gdy poznajemy kolejne osoby dramatu. Każda z nich ma sekrety, bo przecież dowolny człowiek postawiony w odpowiedniej sytuacji byłby skłonny do przemocy i zbrodni. „I think that we all have it in us, some worse than the others” – mówi jeden z głównych bohaterów, Peter. I nie można się z nim nie zgodzić.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

I choć domyślamy się, że historia poruszać będzie temat wampirów, nie wiemy, jaki to będzie wampiryzm, bo w przeciwieństwie do bawiących się z widzem w ciuciubabkę seriali, gdzie nikt z mieszkańców niby-prawdziwych miasteczek nie oglądał Zmierzchu, nie czytał Anne Rice, tu popkulturowa wiedza o krwiopijcach jest powszechna. W jednej z pierwszych scen młoda bohaterka ocenia swojego rozmówcę jako wilkołaka tylko na podstawie kilku cech jego wyglądu i zachowania, takich jak zarost czy identyczna długość palców serdecznego i środkowego – bo jak każda nastolatka oczytana jest w paranormalnych romansach. Wie swoje. Tym samym dotychczasowe, nie-straszne już rekwizyty zostają przekreślone. Co zostaje? Zostaje przemoc, krew, nieśmiertelność. I obcość. „Wolf is pretty nasty, I prefer sexy man-beast” – nabija się z wspomnianej nastolatki Peter, który zresztą nie zaprzecza ani nie potwierdza podejrzeń o wilkołactwo i w związku z tym szybko staje się obiektem plotek i szykan ze strony strwożonych tubylców. Szczególnie, że z pochodzenia jest Cyganem. Jest, jak mówią niektórzy, „brudny”.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Klisze potraktowane są z ironią: wampiry mieszkają w wielkiej rezydencji (przypominającej hotel „Panorama” z Lśnienia, z niekończącymi się korytarzami, wzorzystą tapetą i wypolerowanymi, drewnianymi balustradami), wilkołaki w przyczepie stojącej na granicy posesji. Główny wampiryczny bohater, Roman Godfrey, to nastolatek, pozujący na współczesnego Steve’a McQueena. „It took me 17 years to accomplish this look” – wzdycha, gdy zaborcza mama, Olivia (świetna Famke Janssen), usiłuje go namówić na zmianę garderoby. Jego najbliższą przyjaciółką jest jasnowłosa kuzynka o nieco zwichrowanym umyśle i urodzie anioła, czyli owoc zakazany, choć między tą parą czuć niepokojące, erotyczne napięcie. Oboje chodzą do lokalnej szkoły, wkrótce Letha w tajemniczych okolicznościach zachodzi w ciążę. Sama twierdzi, że to było niepokalane poczęcie, zdaniem ojca raczej psychogenna amnezja w następstwie gwałtu. Zbieramy te nieprawdopodobne informacje, ale jako że klisze zostały już na samym początku zdemaskowane, nie wiemy, czego się spodziewać. Kto jest kim, jak co działa, co może być prawdą, a co okaże się głupim przesądem. Nie wiemy. Musimy odkryć, odcyfrować, dokonać rekonstrukcji i rewizji. Zbudować sobie całkiem nowe uniwersum.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Dowiadujemy się, że możliwe są krzyżówki: Roman jest zatem synem kogoś-w-rodzaju wampirzycy oraz śmiertelnika, i znajduje się jeszcze przed przemianą (lecz czymże jest owa przemiana?) a jego siostra, Shelley… och, to prawdziwy koncepcyjny twist. Bo tak naprawdę jedyna osoba, o której wiemy, że potworem (czyli naszym mordercą) na pewno nie jest, to ta, która na zewnątrz wygląda jak monstrum.  Nie bez powodu ma na imię Shelley, to oczywisty trop. Kiedyś Shelley umarła, potem zmartwychwstała dzięki „zapasowym częściom”, zdaje się więc „potworem Frankensteina”, a w rolę Frankensteina wciela się lekarz pracujący w tajemniczym Instytucie Godfreya. Spytacie może, jak się nazywa? Otóż: doktor Pryce ;)  Tak, tak, nie ma przypadków w szkatułkowej konstrukcji. Nie ma też żadnych loose ends w tej opowieści.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Pan doktor zainteresowany jest sztucznymi roślinami, które przyciągnąć mają prawdziwe pszczoły. Lubi zatem hybrydy. Shelley to jego koronne dzieło, fosforowa dziewczyna będąca ćmą i motylem zarazem, światłem, choć ubiera się na czarno. Jedyna nastolatka w miasteczku, o którą nikt się nie martwi, nikt nie obawia się, że zostanie zaatakowana przez bestię. Dysponuje nadludzką siłą fizyczną, ale w środku jest krucha i delikatna. To sprawia, że mocno jej współczujemy. Za jej przyczyną w serialu pojawia się charakterystyczna dla powieści gotyckich epistolarność, a wszystko to poprzez listy czytane na głos i prowadzony nieomal „na ekranie” pamiętnik. Innym przyczynkiem do takiej właśnie, zapośredniczonej, warstwowej i klasycznej narracji jest nagrywany – wypowiadany na głos – dziennik pana doktora. Niczym agent Cooper w Twin Peaks, które zresztą Hemlock Grove nieco przypomina, doktor Pryce rejestruje swoje przeżycia i dokumentuje naukowe eksperymenty na kieszonkowym dyktafonie. Ciekawe, czy ma na imię Vincent?

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Hemlock Grove to jednak przede wszystkim opowieść o prawie-wampirze i pół-krwi-wilkołaku, których łączy trudna przyjaźń i którzy próbują wspólnie rozwikłać tajemnicę morderstw dokonywanych w miasteczku. I jest inaczej niż zwykle. Bo więcej ich łączy niż dzieli. Roman ma ciężarną kuzynkę, Peter też ma  kuzynkę, tyle że czarownicę. Obaj żyją na marginesie szkolnego ula. „Baby bump and teen wolf”, jak ich lekceważąco opisują koleżanki Christiny, naszej sprytnej czytelniczki vampire fiction. W pierwszym sezonie nie dowiadujemy się zbyt wiele o nadnaturalnej naturze bohaterów. Tyle tylko, że wilk odbiera sygnały ze świata (poprzez prorocze sny), a wampir umie wpływać na świat (dominacja, lecz jedynie do pewnego stopnia). I jeszcze, że symbolicznym sensem obu tych gatunków jest transformacja. Dlatego wampiry lubią się z wężami, a wilki cyklicznie zrzucają skórę. Wilki to odszczepieńcy, włóczędzy, Cyganie. A folklor, tak jak rytuały, traktowany jest tutaj z dużą powagą.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

I pojawiają się nam przeróżne smakowite konteksty. Zakon Smoka, krucjaty, podziemia  Godfrey Institute, powracający w wielu ujęciach Uroboros: wąż zjadający własny ogon, symbol przemiany. Chrześcijaństwo, ale nie takie jak zwykle w popkulturze, wyśmiane i niewiarygodne, tylko pełne majestatu, silne, mistyczne. Prawdziwa moc boska i korzenie sięgające w głąb czasu. „Bóg nie chce, byśmy byli szczęśliwi, lecz żebyśmy byli silni” – powtarza się nam niczym mantrę. A magia, prawdziwa magia? Och, pojawia się w Hemlock… i przysięgam, potrafi być obrzydliwa. Przede wszystkim zaś wymaga czegoś więcej, znacznie więcej niż wyrecytowania kilku zdań po łacinie. Rytuały natomiast są diabelsko skomplikowane i domagają się specjalistycznej, a nie naiwnej wiedzy. Okazują się piękne i okrutne. Ofiara jest prawdziwą ofiarą. Boli. Czasem wystarczy przyjaciel. I kot, który ci ufa…

Bo to, co oglądamy na ekranie, to już nie są klisze, lecz potężne symbole, które się w międzyczasie wytarły. Hemlock Grove przywraca im blask. W każdym z wysmakowanych, onirycznych lub brutalnych obrazów kryje się wewnętrzny sens, spójność i zamysł. Wąż, wypuszczony ze szkolnego terrarium podczas potańcówki. Wichrowe wzgórza czytane na zajęciach w klasie. Pocałunek uczennicy z martwą dziewczyną. Rozkopywanie świeżych grobów. Cytaty z Biblii, brzemienne znaczeniem. Przejmująca scena, w której szeryf usiłuje bronić własnego domu i znajdujących się w nim córek. Ten sam szeryf, który później wariuje z rozpaczy. Christine, młoda pisarka, siwiejąca z dnia na dzień. Takie wydarzenia, jak te w miasteczku Hemlock Grove, powodują u zwykłych ludzi szaleństwo. A u widzów – palpitacje wzburzonego serca.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Co jeszcze pamiętam? Przemianę w wilkołaka, czyli towarzyszącą serialowi na wielu poziomach metamorfozę, która nigdy jeszcze nie wyglądała tak strasznie i tak boleśnie. I dawno nie miała w sobie tyle sensu, bo wilkołak dosłownie zrzuca z siebie ludzką skórę, rodzi się wychodząc ze swojego „łona” i jako pierwszy posiłek spożywa własne mięso.

Związek pacjentki i terapeuty… w którym on jest człowiekiem, a ona uzależnioną emocjonalnie bestią. Jest też wuj Norman: rycerz, wzór szlachetności, podgryziony i pokonany przez zakusy wiedźmy. Złamany bohater, heros ze skazą. Są doskonałe, niegłupie dialogi. „Dlaczego myślę, że po części rozmawiasz ze mną dlatego, że lubisz to, jak na ciebie patrzą ludzie, gdy ze mną rozmawiasz?” – pyta Romana Peter. I jak zwykle ma rację!

Pamiętam moment, w którym przyjaciele na chwilę przestają być przyjaciółmi. Odcinek z Białą Wieżą, ósmy, kluczowy, pełen halucynacji, z hipnotyzującą muzyką. To moment tytułowego katabasis, czyli rytualne zejście do świata podziemnego, do otchłani, by tam wykonać zadanie albo zmierzyć się z niebezpiecznym przeciwnikiem. Dla bohatera narkotyczny sen stanowi także szansę poznania prawdy o sobie samym. O tym odcinku można by napisać co najmniej magisterkę. „Destroy the dragon before this fire burns you alive” – doradza bratu senna Shelley, która w świecie marzeń jest śliczną, normalną dziewczyną. Wypluwanie srebrnej łyżeczki, znaku szlachectwa. Spotkanie z wujkiem-psychiatrą, który kroi mózg.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Rozkrawa mózg bohatera i sypie słowami mądrości, umożliwiając kontakt z jungowskim „starcem”. Jak brzmi objawienie płynące czerwoną strużką z głębin podświadomości? Otóż brzmi prosto, ale sensownie, jak wszystko w tym serialu. „Too much of the animal disfigures the civilized human being, too much culture makes a sick animal” – obwieszcza szwajcarski psycholog, odbicie odbicia, wizerunek na ekranie tabletu, sen we śnie.

„Experience is a writer’s material” tłumaczy z kolei Christina, dziewczynka, która lubi pocałunki. Lubi też węszyć, zaglądać, gdzie nie trzeba, wtykać nos do najciemniejszych, najmroczniejszych, niebezpiecznych dziur. Nie chce dorosnąć, chce dorosnąć. Ciężko jest być nastolatkiem. Szczególnie w Hemlock Grove.

Co jeszcze? Wśród postaci warto zwrócić uwagę na kolejnego z braci Skarsgård, w roli Romana występuje bowiem Bill. Brat Erica z True Blood i Flokiego z Wikingów jest chyba najładniejszy i ma najdelikatniejszą, najbardziej subtelną urodę z całej gromadki.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Na koniec powiem tyle: domyśliłam się, kto zabija i jak złożą się części w zawikłanej układance.  Wydedukowałam to z „modus operandi” sprawcy i ze stylu prowadzenia narracji, a także z licznych, choć bardzo subtelnych kulturowych i popkulturowych odniesień. Być może nie dla każdego będzie to równie jasne jak dla mnie, osobiście znam kilku zaskoczonych widzów. Ale to, że się trafnie domyśliłam, ani trochę nie zaćmiło przyjemności oglądania. Bo nie idzie o to, kto zabił, ale o całą opowieść, pełną intrygujących i wciąż nie rozszyfrowanych postaci i wątków.

Choć zakończenie jest raczej smutne (czego się spodziewać po horrorze?) dawno tak bardzo na nic nie czekałam, jak czekam teraz na drugi sezon Hemlock Grove.

Fot. Netflix

Fot. Netflix

Hemlock Grove
Horror/ supernatural drama
Netflix, 2013–

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na naKrypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.