Klęska urodzaju (True Blood, S06E02)

Klęska urodzaju (True Blood, S06E02)

Artykuł zawiera spoilery.

W zeszłym tygodniu nie narzekałam na nadmiar wydarzeń i zwrotów akcji – wiadomo, premiera, trzeba jakoś rozruszać imprezę, rozkręcić towarzystwo, nadać tempo. Ale w odcinku drugim problem się zaostrzył i stał nieco irytujący: zmian i nowych wątków pojawiło się tak wiele, że doprawdy ciężko za nimi nadążyć.

fot. HBO

fot. HBO

Na początek twist, który zaskoczył nawet patologicznie podejrzliwą mnie: otóż domniemany Warlow okazał się być dziadkiem Jasona i Sookie, czyli sojusznikiem, nie zagrożeniem. Zawsze mnie cieszy, gdy serialowe rodzinki powiększają się zamiast redukować pod wpływem strasznych i brutalnych zagrożeń, więc ten wątek przywitałam z sympatią. Wreszcie coś co będzie trzymać rodzeństwo razem i zepnie w spójną, sensowną całość!  A w dodatku – i tu już wchodzimy w kategorię Jazda Po Bandzie – okazuje się że dziadek nie jest takim sobie zwykłym staruszkiem ani nawet szeregową wróżką: jest królem Fae. Sookie w związku z tą logiką podkręcania wszystkiego awansuje na nowo – odkrytą księżniczkę (way to go, girl!). A w tle tym mocniej rysuje się dramatyczna wojna z Warlowem; rodzinna, krwawa, epicka i rozpisana na pokolenia.

Patrzę i oczom nie wierzę. Czy naprawdę musieli zrobić z Sookie uberpotężną „fairy princess”? Nie mogli pozostawić bohaterki w spokoju, jako nieco skrzywionej magicznie, ale jednak ludzkiej, zwyczajnej, dzielnej dziewczyny, pracującej w barze, dbającej o swój śliczny biały domek, romansującej, wpadającej w tarapaty, lecz zawsze rozsądnej, ostrożnej, z głową na karku? Cóż, prawo eskalacji. Waga całego świata spoczywa teraz na jej ramionach, jesteś naszą ostatnią nadzieją, Obi Wan. Księżniczka to najwyraźniej wojownicza, bo posiada, jak się okazuje, moc, która działa niby kieszonkowa super nova, choć – tu nieśmiała radość –  jest to fajerwerk jednorazowego użytku. Gdy dziewczyna go użyje, najlepiej przeciw odwiecznemu wrogowi jej rodu, przestanie być Fae (tak, proszę!). Póki co dziadziuś naucza Sookie, jak się posługiwać mocami, nie tracąc życiowej energii. Gdzie byłeś przez te wszystkie sezony, dziadziusiu? Wstydź się!

fot. HBO

fot. HBO

Równolegle wampir Bill przeżywa fantomowy ból gnębionych przez upgrade’owaną ludzkość wampirów i z tego żalu oraz wszechogarniającego cierpienia wpada w śpiączkę, w Domenie Snu wysłuchując mętnych przepowiedni Lilith. Gdy on brodzi w gęstych, krwawych majakach, biedna córeczka Jess świruje, próbując ocucić papę.

Jessica wzywa… hmm, posiłki. W dobrej wierze. I całkiem miła pani, zaprzyjaźniona wyraźnie z wampirami i chętnie służąca im jako przekąska, potraktowana zostaje przez pogrążonego w malignie Billa dosłownie jak woreczek na krew. Opróżniony do dna. Albo lepiej, jak tubka pasty do zębów. Krew wyciska się sama i wskakuje wprost do buzi spragnionego. To efektowna scena, przyznaję. Zszokowana Jess zakopuje zwłoki w ogródku i modli się o rychłe przebudzenie Billa. Znów mamy przełamanie konwencji. Modlitwa to urocza, naiwna – przynajmniej w świecie True Blood – reakcja na lęk. A jednak Bill budzi się i zdaje sobie sprawę z nowo nabytej mocy. Tak, on też ma nową zabawkę!  Sookie jest księżniczką, a Bill – nieledwie bogiem! Znów są siebie warci! Nasz mroczny lider dowiaduje się mianowicie, że potrafi przewidywać nieodległą przyszłość. W sam raz, by jej zapobiegać! A jest czemu przeciwdziałać, jest czemu….

fot. HBO

fot. HBO

Eric, który niestety zostaje w tyle ze swoimi oldschoolowymi mocami i niezmienionym, ironicznym stosunkiem do rzeczywistości, mozolnie odzyskuje podkopany autorytet, regeneruje pewność siebie i przygotowuje drużynę do wojny z ludzkością. Jego ścieżka krzyżuje się z poznanym w premierowym odcinku gubernatorem. Poznajemy córeczkę gubernatora – zgrabną i ładniutką, co od razu prowokuje pytanie, kiedy ona się rozbierze i przed kim? Eric odwiedza gubernatora od razu wpadając w pułapkę, co uświadamia nam, że ludzie obserwowali bacznie gatunek krwiopijców i wyciągali praktyczne wnioski z tego, co widzą.

Znają moc wampirzego glamour i noszą specjalne soczewki, pozwalające uniknąć mentalnej dominacji. Nauka przeciw nadnaturalnym mocom! Władają też bronią, która rzeczywiście potrafi zagrozić nieśmiertelnym. Nie są już bezbronnymi owieczkami. Ale najwyraźniej nie wiedzą wszystkiego. Nie zdają sobie sprawy, że niektóre potężne i stare wampiry potrafią latać i to na przyspieszeniu. Ericowi udaje się więc wykiwać ochroniarzy gubernatora i umknąć pogoni, przynajmniej tym razem. Ludzie nie wiedzą też, jak świetne, wręcz legendarnie skuteczne są wampiry w dyscyplinie „uwodzenie młodych dziewcząt”…

Odpowiedź na pytanie „kiedy ona się rozbierze?” jest w sezonie szóstym prosta: rozbierze się jeszcze w tym samym odcinku. Dotyczyło to nowej kochanki Alcide’a, dotyczy córki gubernatora, gdyż Eric odstawia motyw z „Draculi” i uwodzi współczesną Lucy, niczym mgła wfruwając przez okno do jej panieńskiej sypialni.

fot. HBO

fot. HBO

Zagubiony i nieszczęśliwy Sam Merlotte zapoznaje grupę młodych śmiertelników zainteresowanych „coming outem” supernaturali wszelkiej maści i – rzekomo – pomocą im. Na czele tego stowarzyszenia stoi całkiem przystojna, wyszczekana dziewczynka, Nicole. Jest to osóbka, powiedziałabym, w typie Sama: walczy idealistycznie o przegraną sprawę. Ciekawe, jak szybko zobaczymy ją nago? Jak myślicie? Za tydzień? Niestety, ciąg nieszczęść dotykających zmiennokształtnego właściciela knajpki nie kończy się, wyjątkowo nieprzyjemne w tym odcinku wilkołaki zabierają mu małą Emmę – a tajemnicza Nicole o włosach jak sprężynki wszystko starannie filmuje. Po co? Dlaczego?

fot. HBO

fot. HBO

Wróćmy do Sookie, bo wrócić trzeba, cóż, to jedna z moich ulubionych postaci. Wracając zatem, napisać muszę, że kiedy Sookie budzi się w babcinej pościeli, świeża, jak nowo narodzona, widać wyraźnie, że mimo „księżniczkowania” wszystko jest na swoim miejscu. Ta sama bohaterka, co zwykle, w tym samym miejscu startowym. A wtedy następuje słynna już scena-z-teasera, czyli heroina poznaje chłopca-wróżkę w tarapatach i wiedziona wrodzonym instynktem pomocy słabszym natychmiast zabiera go do swojego domu, by go opatrzyć, uleczyć, wzmocnić. I to też jest kojące, obserwacja, że niektóre rzeczy się nie zmieniają. Że w tym całym bałaganie znaleźć można jednak coś stałego. A męska wróżka ma na imię Ben. Cóż, był Will, będzie Ben. Fair enough. Welcome to Louisiana.

Podsumowując, akcja odcinka jest tak poszatkowana, że nie da się go opisać inaczej niż wymieniając poszczególne, niepowiązane między sobą wątki. Nie sprzyja to angażowaniu w narrację ani wzrostowi napięcia. True Blood żeruje na moim sentymencie i głęboko zakorzenionej sympatii do poszczególnych postaci, ale nie wyobrażam sobie, by sezon szósty mógł przyciągnąć nowego widza. Natłok bezsensownych zdarzeń, które mają nas oszołomić, zamydlić oczy – niestety nie zamydla zbyt skutecznie i męczy zamiast bawić. Zobaczymy, co będzie dalej.

Zabawna scenka: Wątek szeryfa i jego wróżkowych czworaczków. Choć opinie są na ten temat podzielone, mnie się akurat podoba. W mroczniejącym i wznoszonym na coraz wyższe levele dyskursu serialu przydaje się coś lekkiego, dla odmiany.

Nadzieja na przyszłość: w kolejnym odcinku powrócić ma Sarah Newlin, a może także jej zwampirzony, o ile dobrze pamiętam, eks-mąż i eks-pastor, Steve. Jeśli ktokolwiek ma szansę upiec z tej niewyraźnej pulpy placek, to tylko ona!

True Blood
S06E01: The Sun
emisja: 23.06.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na naKrypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.