Love and Warlow (True Blood, S06E03–04)

Love and Warlow (True Blood, S06E03–04)

Artykuł zawiera spoilery.

Dwa kolejne odcinki za mną. Zacznijmy może od optymistycznie, od plusów. Co było dobre? Otóż: momenty były. Jakie momenty? Które? Proszę uprzejmie:

– Jessica przebrana za pilną studentkę z erotycznej fantazji, doskonale i z wielką radością odgrywająca swoją rolę. W tym sezonie jeszcze nie widzieliśmy jej takiej, zbytnio utknęła we wcieleniu domatorki, córeczki wampira Billa, odzianej w piżamkę i z włosami zaczesanymi w warkocz. Cieszy mnie, że nadal potrafi pokazać pazurki, zadziałać na własną rękę, a także, że umie się czasem umalować i ubrać wyzywająco, podkreślić swoje atuty. Bo to przecież bardzo ładna dziewczyna. Propsy i specjalna wzmianka należą się też Jess udającej „młodszą nastolatkę” w scenie sklepowej. Way to go, girl! Wyczuwalne nutki fałszu oraz desperacja w głosie, ale koniec końców – udało się.

Fot. HBO

Fot. HBO

– Fairy Grandpa, w swoich ekscentrycznych strojach i z  rozwianym włosem, paradujący w świetle dnia, przecinający łąkę za łąką, pobocze za poboczem, las za lasem. Odklejony od rzeczywistości, cudowny. Nie da się ukryć, że takiej postaci jeszcze w serialu nie mieliśmy. To ktoś z zupełnie innej bajki. Oby został na dłużej!

– Erotyczny – znowuż! – sen Jasona o Benie. Dla Jasona nie ma rzeczy niemożliwych ani granic żenady nie do przekroczenia. Uśmiałam się jak już dawno mi się nie zdarzyło. A później kompromitacja przed dziadkiem, ponowne odtworzenie gejowsko-wampirzej wizji. Fanfary!

– Eskapada podlotków, czyli szybko dojrzewających córek szeryfa, przebranych w ciuszki cioci Arlene. Ten wątek zachwyca mnie swoją świeżością i absurdem, a dziewczęta, choć tak niewiele o nich wiemy – nie mają nawet imion! – są dla mnie ciekawsze i bardziej charakterystyczne niż regularne postacie. Mam nadzieję, że przeżyły ostrą imprezę w domu Billith i przyjaźń z Jessicą nie będzie ich kosztowała życia…

– Wątek Erica i jego nowej wampirzej córeczki, Willi. Jej przemiana miała w sobie odpowiednią dozę magii, głębi i… wyrachowania. Wszystko działo się bardzo szybko, ale ja i tak mam pod powiekami kompletną wizję dzielnej i niewinnej dziewczyny wykradzionej przez wampira wprost z panieńskiej sypialni, potem widzę ich oboje w trumnie, niczym w małżeńskim łożu, ona w bieli on w czerni, zaloty, pocałunki, jej pragnienie. Później na cmentarzu, nocna koszula – strój panny młodej, przełamany pierwszą krwią, splamione prześcieradła, ból. Zamiast obrączki: mały, złoty krzyżyk. I przemiana, przebudzenie w całkiem nowy świat, a wokół pnie się, żywy i fascynujący nocą „Dziki Ogród” Lestata. To wszystko zawarte na niezwykle małej przestrzeni, skondensowane, narysowane obrazami, kliszami i na skróty, bez komentarza. Muszę powiedzieć, że intryguje mnie ta dziewczyna i jej historia.

Fot. HBO

Fot. HBO

Tyle plusów. Cała reszta niestety: fatalna, trudna do przełknięcia. Na wilkołaki nie da się już patrzeć, a Alcide stracił resztki mojej sympatii. Perypetie Sama denerwują, nie ratuje go nawet wierny kompan Lafayette, który jest na ekranie niemal nieobecny. Wątek obozu koncentracyjnego dla wampirów wydaje się pomysłem ciekawym – a także idące za nim postawienie śmiertelników w roli „głównego villaina sezonu” i prawdziwego zagrożenia – ale jakoś nie czuję sposobu, w jaki się on realizuje na ekranie. Sarah i Steve Newlin – za mało czasu ekranowego, by móc coś powiedzieć na ich temat, choć Sarze do twarzy w czerwonym. Pam i Tara stały się nudne. Zmagający się z Kompleksem Boga Bill okazał się okropnie nudny. Ben zrobił się niemożebnie sztampowy, pomimo że znamy go dopiero od trzech odcinków i mimo rewelacji na temat jego natury i celów. Rewelacje spływają po mnie i wsiąkają w ziemię, nie zostawiając śladu.

Fot. HBO

Fot. HBO

W tej części historii broni się tylko rodzeństwo Stackhouse, Jason dzięki temu, że… jest Jasonem i utrzymuje wysoki poziom na którym ta postać zawsze była odgrywana, oraz Sookie, która także, w tej całej zawierusze, pozostaje sobą. Jej odpowiedź na pytanie dziadziusia, czemuż to nie boi się śmiertelnego niebezpieczeństwa pod tytułem Warlow, ujęła mnie za serce. Boję się, dziadku, ale sobie radzę. Nie pamiętam kiedy ostatnio znajdowałam się w sytuacji, która nie byłaby stanem zagrożenia. Oto moja codzienność. Bogowie, najstarsze wampiry, postacie z kart (mocno apokryficznej) Biblii, każdy chce mnie zabić, zjeść lub wykorzystać.

I gdy widzę ją, spokojnie sprzątającą resztki szkła z rozbitej szyby czy szczątki potłuczonych talerzy z podłogi; podłogi, z której nie raz i nie dwa zmywała ślady krwi – własnej, cudzej – ale zawsze pochylała się, żeby je posprzątać i przywrócić światu porządek, czuję empatię i zrozumienie dla tej postaci. Sookie przetrwała już tyle nadnaturalnych zagrożeń, że w zasadzie widzimy, wiemy, że to ona ma rację, nie przejmując się aż tak jak jej deus-ex-machina objawiony Dziadziuś Król. Trzymając panikę w ryzach. Atakując, zamiast się tylko bronić. Wykorzystując swoje kobiece i „wróżkowe” wdzięki. Zachowując własny punkt widzenia.

Rodzeństwu doskonale zrobił powrót do domu. I serialowi. Ale to są plusy wyszukiwane trochę na siłę, bo fabuła – cóż, fabuła tonie z odcinka na odcinek w napływającym falami i coraz głębszym bezsensie.

Fot. HBO

Fot. HBO

Special Features: przegląd najciekawszych strojów z ostatnich odcinków znaleźć można TUTAJ. Sama bym tego lepiej nie ujęła…

Najważniejsze cytaty: w tej edycji działu o cytatach nie znajdziecie zbyt dużo zabawy słowem ani radości. Będzie natomiast patos. Dużo patosu.

Miejsce trzecie: Sookie, mówiąca: “I can barely remember the last time I wasn’t in danger. Danger, it’s a fact of life for me.”

Miejsce drugie: Rozmowa o (nieświętej pamięci) klubie Fangtasia. Eric, próbujący sprawę zbagatelizować: “It’s just a bar, Pam”, na co pierworodna córka odpowiada „Not even you believe that.” Warto zauważyć, że także klub faerie przestaje istnieć a stary dobry Merlotte’s nie należy teraz do najprzyjemniejszych miejsc w okolicy. Wojna nie sprzyja rozrywkom…

Miejsce pierwsze: Ben do Jasona (we śnie, podszytym wampirzą krwią) “You haven’t done this before, have you? Just relax — do it like you’d do yourself.”

True Blood
S06E03: You’re No Good, emisja: 30.06.2013
S06E04: At Last, emisja: 07.07.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.