fot. E4

Bad influence (Skins Redux: Fire, pt. 2 – S07E02)

Artykuł zawiera spoilery.

Fot. E4 via liquid-lavender.tumblr

Fot. E4 via liquid-lavender.tumblr

To Effy: the most fucking together person I’ve ever met.

Wiecie, jakie mam wspomnienie z sezonów 03 i 04? Najpierw zachwyt postacią Effy, poznawanie jej, zastanawianie się, jaki ma czy będzie miała wpływ na życie ludzi dookoła, jak potoczy się jej historia; potem zdziwienie, że cały sezon (najpierw jeden, potem drugi) skupia się w aż takim stopniu na niezaprzeczalnie ciekawej, ale jednak tylko jednej z postaci (co jakoś nie pasowało do założenia o ensemble cast; w moim wspomnieniu proporcje są zachwiane, mogę się mylić); wreszcie – podirytowanie jej nadmiarem i tym, jakie decyzje podejmuje i jak bardzo sobie nie radzi. Od miłości od pierwszego wejrzenia, przez niepewność bliższego poznania, po odrzucenie i – po latach – sentymentalne wspominanie starych, dobrych czasów początkowej fascynacji.

Fire doskonale powtarza ten schemat.

Femme fatale

Mielenie w głowie tekstu przewodniego dla całej serii Redux (Time changes everyone) może nie jest najoryginalniejszym sposobem na oglądanie epilogu, ale pokusa była zbyt silna; popłynęłam z prądem, wybaczcie. Konkluzja jest – w rezultacie – z tego oglądania tak banalna, że aż się skrzywiłam; bo napisać, że koniec końców Effy nic się nie zmieniła*, to nic nie napisać. I nie wiem teraz, czy krzywić się bardziej na siebie (za brak analitycznej odkrywczości i ogólny niedobór krytycznej ambicji), czy zrzucić na scenarzystów, którzy mi tę mądrość wyszukaną serwują. W ładnym opakowaniu, przyznaję, ale to jednak ta sama, znana doskonale historia w pigułce.

Fot. E4 via nevermind-blog.tumblr

Fot. E4 via nevermind-blog.tumblr

I znów chłopiec o zbyt małej sile charakteru topi się w oczach panny Stonem. I znów przegrywa nierówną walkę z panem o silniejszej (choć płaskiej) osobowości, do którego Ef przyciągają chyba tylko nawet jak na nią trudno zrozumiałe cechy: pozycja w firmie, moc, piękne mieszkanie, jakaś iluzja sukcesu. A do tego to partner taki, że przedstawienie go przyjaciołom jest niezręczne i stresujące.

Może i tym razem nie powstaje żaden przedziwny, toksyczny trójkąt, wysysający życie ze wszystkich stron (kto nie pamięta: mówię o Freddiem, Cooku i Effy), a przy okazji i z otoczenia; ale dostajemy w tych dwóch epizodach dość dowodów, że panna Stonem nie zatraciła bynajmniej skłonności do przesuwania ludzi w swym życiu niczym pionów na planszy. Cel uświęca środki, płakać będę potem (albo i nie).

Fot. E4 via irmalovisa.tumblr

Fot. E4 via irmalovisa.tumblr

Zresztą podejście Effy do otoczenia niczym do jakiejś instalacji, na którą długo patrzy się w milczeniu, a potem zimno ocenia, też nie jest widzom obce. Effy makler giełdowy, niby jedna z wielu, a jednak z jakiegoś powodu czuje się ponad masą (bardziej doświadczonych, znających się na rzeczy) współpracowników. Effy ciężko pracująca, więc stawiająca się na pozycji tej, która za Naomi podejmuje decyzję o wyprowadzce z przytulnego mieszkania do zimnego penthouse’u. Effy z życiem układającym się, więc oceniająca decyzje innych ludzi dookoła. Effy sędzina.

Effy rozkapryszony dzieciak. Effy nieradząca sobie z żadnym kryzysem (nigdy sobie nie radziła), wytrącona z równowagi przez dawną partnerkę obecnego (na chwilę) partnera.

Nie umiem Effy współczuć. Nie umiem nie myśleć o tym, że sporą część zguby sama na siebie sprowadza, wiecznie ciążąc ku autodestrukcji; że choć na piękne oczy można wiele, to jednak nie wszystko ujdzie na sucho. To samo o niej myślę teraz, co kiedyś, gdy w lesie zmagała się z poczuciem winy po szarpaninie z Katie. Patrzę i nie chcę współodczuwać.

Przynajmniej nikt w konkluzji wątku Effy nie ginie.

Emily slept here

Fot. E4 via katherinesexy.tumblr

Fot. E4 via katherinesexy.tumblr

Gasnące niby w tle historii Effy życie Naomi to jeden z okrutniejszych żartów, jakie przyszły do głowy scenarzystom Skins. Nie było dotąd generacji bez ofiar, czy nie będzie i fragmentu Redux bez powodu do łez? Rozwój postaci Naomi w trzecim i czwartym sezonie był o wiele bardziej imponujący niż cokolwiek, co prezentowała sobą Effy Stonem. Zmaganie z dylematem zaprzeczonej seksualności, rodzący się wojujący feminizm (kto pamięta kampanię wyborczą i bezsilne szarpanie się populizmu z merytorycznymi argumentami?), bronienie się przed miłością. Jedna z najmądrzejszych bohaterek, jakie widział Bristolski college.

Fot. E4 via naomilie.tumblr

Fot. E4 via naomilie.tumblr

Fot. E4 via naomilie.tumblr

Fot. E4 via naomilie.tumblr

Pokonana przez chorobę, niezdolna do wykonania jakiegokolwiek ruchu, zdana na przyjaciółkę, która sama nie wie, co powinna zrobić, rozdartą między priorytetami. A jednocześnie w pierwszej scenie pokazaną jako osiągająca sukces w absurdalnej dziedzinie stand-up comedy – mimo porażki w poprzedniej części. Cóż za symbolika! Jak nie dać się wciągnąć w myślenie spod sztandaru „a co by było, gdyby miała więcej czasu”?

Proporcje między wątkami jednej i drugiej dziewczyny podkreślają, kto jest prawdziwym bohaterem podwójnego odcinka; sprawiają też, że jakoś nie staczamy się przy oglądaniu w nieuniknioną chyba przy wysunięciu raka na pierwszy plan depresję. Nie znaczy to, że brak okazji, by ogarnął nas bezbrzeżny smutek; wszystkie problemy Effy (choć nie są małego kalibru) wydają się miałkie wobec pustych od płaczu oczu wezwanej niemal zbyt późno do Londynu Emily.

Fot. E4 via vasha-gadost.tumblr

Fot. E4 via vasha-gadost.tumblr

Mamią mi oczy wizualami, tonę w widokach Londynu, w zapierających dech w piersiach kadrach. Pokusili się realizatorzy o symbolizm i powiem szczerze, że raz im wyszedł, a raz nie. O ile jeszcze w poprzednim odcinku dałam się przekonać przebitkom z klubu, o tyle tu już przy montażu scen sukcesów na giełdzie, seksu i opływającej w blichtr imprezy z okazji sukcesu (i seksu) miałam dość.

Fire zostawia mnie samą sobie, do tego z mieszanymi uczuciami, zupełnie jak finałowy odcinek drugiej generacji. Trochę w pół zdania, nie pokazując na ekranie wszystkiego, choć zapowiadając, co się wydarzy. Ciekawe, jakie wspomnienie na temat tego epilogu przywołam za kilka lat.

Tymczasem na waszych ekranach już po pierwszej części Skins: Pure z Cassie w roli głównej – na ten temat pobajam po emisji części drugiej, bo coś czuję, że trudniej będzie mi się pogodzić z kanonicznym rozstrzygnięciem… Miałam w głowie całą historię Cassie w NYC!

Skins Redux
S07E02: Fire pt. 2
emisja: 8.07.2013

* Znalazłam jedną zmianę! W Redux nie ma dragów.

Aldonna Pikulczłowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumacz-amator, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.

← Poprzedni odcinek
Następny odcinek →

Aldonna Pikul

Człowiek–organizacja, technokracja i spełnianie życzeń! Chy­ba wy­na­la­zła spo­sób na na­gię­cie cza­so­prze­strze­ni i jej do­ba na pew­no nie ma 24 go­dzin. Po­za pra­cą i stu­dia­mi ba­wi się w pi­sa­nie tek­stów w in­ter­ne­tach, mar­nu­je mło­dość czy­ta­jąc fej­sa i rssa, ga­pi się w mo­ni­tor częś­ciej niż za o­kno. Z du­cha re­da­ktor­ka i tłumacz-amator, ży­cio­wo czło­wiek od wszy­stkie­go, niespełniony programista, nie znaj­du­je więk­sze­go szczę­ścia niż z pa­rą dru­tów w rę­kach, mot­kiem weł­ny i do­brą dra­mą w tle.