Fot. Fox

Fringe, czyli inwazja z Drugiej Strony Lustra (Fringe)

Artykuł zawiera spoilery.

 

Fringe 

/frinj/

Adjective:

Not part of the mainstream; unconventional, peripheral, or extreme.

Dawno, dawno temu, kiedy przeczytałem już cały internet dwa razy i nudziłem się jak mops, pomyślałem sobie: „Matoos, ty nieznośnie przystojna bestio, dawno nie oglądałeś jakiegoś fajnego SF. Może pora to zmienić?”. Ponieważ zawsze staram się brać opinie inteligentnych osób na poważnie, usiadłem wnet do szukania interesującego serialu. Jednym z częściej polecanych tytułów było Fringe, a ponieważ jedynym minusem na pierwszy rzut oka okazała się sygnaturka twórcy: JJ Abramsa (nie lubię Lostów, #dealwithit), wziąłem się za oglądanie.

Jeśli ktoś zabrałby się za Fringe na podstawie samego tytułu i spodziewałby się czegoś oddalonego od głównego nurtu telewizji rozrywkowej, zawiódłby się srodze. Fringe, lub jak go nieco spoilerowo nazwano w rodzimych stronach: „Na granicy światów”, prezentuje sobą na pierwszy rzut oka typowy procedural, który świetnie się czuje w schemacie „potwora tygodnia” i nigdy na dłuższy czas od niego nie odchodzi. Po przejściu przez standardowy wstęp w postaci gromadzenia drużyny serial skupia się na losach zespołu Fringe Division, będącego częścią FBI zajmującą się zjawiskami, które przez niewtajemniczonych mogłyby zostać uznane za nadprzyrodzone. Główni bohaterowie mierzą się więc z atakami terrorystycznymi dokonanymi przez hybrydę człowieka i jeżozwierza, wirusem komputerowym, który niszczy mózgi użytkownikom, czy włamywaczami przechodzącymi przez ściany sejfów jak przez mgłę. W tle tych wydarzeń ma jednocześnie miejsce nieco bardziej skomplikowana intryga, wiążąca się z teorią wielu światów i universum istniejącym równolegle tuż przy granicy naszego. Historia potoczyła się w nim nieco inaczej – na przykład podczas zdarzeń z 11 września samoloty nie uderzyły tu w World Trade Center, tylko w Biały Dom. Wygląda na to, że niektóre osoby związane z wojskiem alternatywnego wszechświata, starają się sprowadzić nieszczęście na ten główny poprzez ich połączenie – z katastrofalnym skutkiem.

Jednak koniec końców Fringe Division zazwyczaj staje na wysokości zadania i niweczy plany wysłanników alternatywnego świata. Swoje sukcesy zawdzięcza zatrudnianiu dość… specyficznego wachlarza pracowników i to w ich historiach, charakterach oraz interakcjach tkwi największa zaleta tego serialu. To z ich powodu uważam, że każdy szanujący się fan science fiction powinien obejrzeć przynajmniej kilka odcinków Fringe.

Zespół Fringe zostaje założony w wyniku incydentu z rozpuszczającą ludzkie ciało substancją chemiczną, której działanie zabija partnera młodej agentki sił specjalnych FBI, Olivii Dunham, jednej z protagonistek serialu. Grana przez Annę Torv blond heroina obdarzona pamięcią ejdetyczną staje się silnikiem, który w większości odcinków pcha akcję do przodu. Siła tej postaci leży w tym, jak bardzo zmienia się i rozwija w trakcie trwania serii, zwłaszcza gdy zapoznajemy się z jej wersją z alternatywnego wszechświata. To tu właśnie gra aktorska, która jest moim skromnym zdaniem największym plusem serialu, objawia się najsilniej. Anna Torv, pozornie bez wysiłku, staje się ze sceny na scenę dwiema różnymi osobami.

Jak bum cyk kucyk, przysięgam że Olivia przez cały czas trwania serialu nie ma nigdy w dłoniach dwóch pistoletów. Fot. Fox

Jak bum cyk kucyk, przysięgam że Olivia przez cały czas trwania serialu nie ma nigdy w dłoniach dwóch pistoletów. Fot. Fox

Nieco zamknięta w sobie, odpowiedzialna Olivia zmienia się nagle w brawurową, arogancką i rudowłosą Fauxlivię. Różnią się one od siebie tak kompletnie, że nawet nie widząc twarzy i mając do dyspozycji tylko sposób chodzenia można je bez problemu od siebie odróżnić. A kiedy przychodzi do dalszych odcinków, w których światy zaczynają się przenikać i doppelganger głównej bohaterki zajmuje jej miejsce w naszym świecie, podwójna rola aktorki jest naprawdę godna podziwu; każde zawahanie wynikające z niewiedzy, każdy moment zastanowienia nad sobą i naciągania granicy, do której Fauxlivia jest gotowa się posunąć, jest dla widza widoczny jak na dłoni, pozostawiając przy tym inne postaci w słodkiej nieświadomości. Nie bez powodu za odgrywanie Olivii Anna Torv otrzymała wiele nagród, między innymi trzy razy pod rząd „Nagrodę Saturna” za najlepszą rolę żeńską w serialu telewizyjnym.

Osobą, do której Olivia zwraca się o pomoc w sprawach związanych z nauką, jest profesor Walter Bishop, w rolę którego wciela się John Noble (zapewne znany fanom fantasy z roli Denethora we Władcy Pierścieni). Niby sztampowa postać szalonego naukowca o gołębim sercu zagrana jest w jego wykonaniu z rozmachem i pietyzmem, do którego serialowi aktorzy nas nie przyzwyczaili. W trakcie trwania serii zapoznamy się dokładnie z każdą zmarszczką, będziemy obserwować rodzenie się każdego genialnego pomysłu na jego twarzy i przejmować się każdą troską, która obciąża sumienie Waltera. A jest tych trosk co niemiara, jak okazuje się w dalszych częściach serialu, bo Walter wraz ze swoim współpracownikiem, Williamem Bellem (Leonard Nimoy), jest wynalazcą sposobu przemieszczania się między światami, a także wielu technologii, które w trakcie serialu używane są do popełniania przestępstw przysparzających pracy zespołowi Fringe. W pilotowym odcinku Olivia zajmuje się wydostaniem go z zakładu dla obłąkanych, lecz przez większość czasu Walter zazwyczaj sprawia wrażenie nieszkodliwego staruszka – oczywiście pomijając chwile, kiedy przeprowadza sekcję zwłok jakiegoś potwora, zajadając się przy tym słodyczami, czy testuje kolejną mieszankę ciężkich narkotyków, próbując przygotować koktajl, który pomoże mu się skupić.

Walter ma własne sposoby by przejść na drugą stronę lustra. Fot. Fox

Walter ma własne sposoby by przejść na drugą stronę lustra. Fot. Fox

Mroczne tajemnice kryjące się w jego przeszłości nie pozwalają mu stać się maskotką serialu, jednak nie zmienia to faktu, że jest on ulubioną postacią dużej części fandomu.

Jest jednak osoba, która zazwyczaj potrafi sprowadzić go na ziemię i ukierunkować. Jego syn, Peter Bishop (Joshua Jackson – znany, jak dowiedziałem się z niemałym zaskoczeniem, przygotowując się do pisania artykułu, z Jeziora Marzeń) – wielojęzyczny geniusz i ogólny Renaissance Man serialu. Choć z początku nie przepada za swoim ojcem (nie odwiedził go ani razu podczas pobytu w szpitalu psychiatrycznym), z czasem przekonuje się do niego i razem tworzą zespół, którego nie da się powstrzymać.

How YOU doin'? Fot. Fox

How YOU doin’? Fot. Fox

Joshua niestety jest jednym z najsłabszych ogniw serialu – nie żeby był złym aktorem, ale w porównaniu z resztą obsady wypada dość nijako. Jego wątek zalicza się do najciekawszych – niestety, aby go przybliżyć, musiałbym zanurzyć się w rzece spoilerów, z której pewnie już nigdy bym się nie wydostał. Dość powiedzieć, że szybko staje się on postacią, dookoła której obraca się duża część scenariusza serialu.

Towarzystwa protagonistom dotrzymuje rzesza pomniejszych, choć nie mniej ciekawych i dobrze zagranych postaci. Osób takich jak Astrid, przydzielona przez FBI asystentka Waltera, który zawsze nazywa ją innym imieniem i doprowadza do rozpaczy coraz to nowymi wybrykami. Mamy także Ninę Sharp, prezesa firmy Massive Dynamics, która swój sukces zbudowała na wynalazkach Williama Bella, czy agenta Broylesa – przewodniczącego dywizji Fringe, którego pojawienie się na ekranie moja żona zawsze kwitowała aprobującym pomrukiem.

Jak nie kochać tego przepełnionego uczuciami spojrzenia ;) Fot. Fox

Jak nie kochać tego przepełnionego uczuciami spojrzenia ;) Fot. Fox

Tak jak wspominałem wcześniej, moim zdaniem gra aktorska jest najmocniejszą stroną Fringe, lecz nie znaczy to, że scenariusz można pominąć milczeniem. Autorstwo serialu przypisuje się JJ Abramsowi, ale to Jeffowi Pinknerowi oraz J.H. Wymanowi, autorom scenariuszy do większej części odcinków, zawdzięcza on swój sukces. W zwykłą historię o trudnych stosunkach pomiędzy ojcem a synem wplatają oni liczne wątki science fiction i wydarzeniami każdego odcinka przybliżają widzów do pełnego zrozumienia leżącej u podnóża wszelkich zdarzeń intrygi. Sprawdza się w tym układzie schemat procedurala – każda sprawa jest interesująca sama w sobie i zazwyczaj jej wyjaśnienie poznajemy w tym samym odcinku, lecz w każdej jest też jakiś istotny szczegół, który okazuje się związany z większym spiskiem, śladem którego podążają bohaterowie. Świat przedstawiony szczyci się ponadto dużą ilością przemyślanych szczegółów, zwłaszcza w dziedzinie różnic pomiędzy naszym i drugim światem, co dodatkowo uwiarygodnia oglądane zdarzenia.

Jako że nie wypada pisać samych dobrych rzeczy, muszę szybko wspomnieć o złych stronach serialu – scenariusz niekiedy wydaje się wprowadzać komplikacje tylko po to, żeby rozciągnąć czas trwania sezonu, a scenarzyści lubią nam czasami ni stąd, ni zowąd zaserwować wątek dziejący się w alternatywnej linii czasowej i nie wrócić do niego przez pewien czas bez żadnego wyjaśnienia. Cały odcinek „Lysergic Acid Diethylamide” został przedstawiony jako rotoskopowa animacja i wyjaśnienie tego fenomenu nawet przy dużym zawieszeniu niewiary jest dość naciągane. Efekty specjalne są czasami mało subtelne, zwłaszcza we wcześniejszych sezonach. No i zakończenie można określić, delikatnie mówiąc, jako „rozczarowujące”.

Niemniej jednak, wyłączając ostatni odcinek, byłem zadowolony z poświęconego na oglądanie czasu. Fringe zakończył się w dobrym momencie – zanim bohaterowie zdążyli mi się znudzić, kiedy wciąż ich losy nie były mi obojętne. Z czystym sercem mogę ten serial polecić każdemu fanowi science fiction, ale także osobom które lubią dobrą grę aktorską i scenariusze które pozwalają aktorom się nią popisać.

Do zobaczenia po drugiej stronie.

TL;DR:

Dobre: Gra aktorska, większość scenariuszy, jakość i szczegółowość świata przedstawionego, WALTER.

Złe: Przedumane czasami odcinki, częste skoki pomiędzy niezwiązanymi wątkami, efekty specjalne na początku serii.

Brzydkie: Zakończenie. Och, to zakończenie. Czyżby ogólne przekleństwo prześladujące twory JJ Abramsa?

Fringe
Science fiction/Supernatural drama
Fox, USA, 2008–2013

Paweł „Matoos” Matusiak
Informatyk po trzydziestce, nałogowy gracz i entuzjasta seriali, w wolnych chwilach hobbystycznie oglądający „chińskie bajki”. Stanowczo za często stosuje konstrukcję „Also:”.

matoosela

Informatyk po trzydziestce, nałogowy gracz i entuzjasta seriali, w wolnych chwilach hobbystycznie oglądający “chińskie bajki”. Stanowczo za często stosuje konstrukcję “Also:”.