Vampire magnet (True Blood, S06E07–08)

Vampire magnet (True Blood, S06E07–08)

Artykuł zawiera spoilery.

Z kronikarskiego obowiązku…

…zapiszę tu swoje refleksje na temat ostatnich dwóch odcinków, starając się nie marudzić za bardzo. Choć nie ukrywam, pomyślałam sobie, że gdyby ktoś obwieścił rychłe skasowanie serialu, to nie przeżyłabym tego szczególnie mocno. W mojej głowie historie już się wyczerpały, a przynajmniej takie mam wrażenie, oglądając wysiłki twórców. Po raz pierwszy w przypadku Czystej krwi powstrzymuję zapęd, by przewijać co nudniejsze kawałki.

Miało być jednak o pozytywach, a te także da się odnaleźć. Pojawiają się głównie wtedy, gdy scenarzyści sięgają po motywy klasyczne i znane. Gdy każą starym, dobrym postaciom zatańczyć jeszcze raz. Są świadomi, że fani, niczym przysłowiowe pieski Pawłowa, będą dziarsko klaskać łapkami i ślinić się radośnie. To tani chwyt, ale ja przecież też klaszczę, podskakuję, piszczę. Chwyt działa.  Przebierzmy Erica! Uczeszmy Sookie w kucyki! Podrażnijmy widza wspomnieniem miłości Sookie i Billa! Niech wróci Portia!

True Blood

Fot. HBO

 Najlepsze – z powyższej kategorii – było mgnienie, w którym Eric i Bill planowali wspólne działania. Pisałam poprzednio, że taki team mógłby się okazać niezwyciężony. Pamiętamy ich wyczyny z przeszłości. Pławimy się w tych dawnych gloriach, obrazy rozkwitają nam przed oczami, ale to tylko chwilka, sprytna sugestia, bez konsekwencji dla scenariusza. Bo Eric i Bill nie mogą już „być razem”.

W strefie dla VIPów, czyli na honorowej pozycji moich faworytek, nieprzerwanie królują Sara i Willa – każde ich pojawienie się na ekranie zapowiada niespodziewany zwrot akcji. Sara z wolna opada w szaleństwo i do twarzy jej ze światłem reflektorów, na pierwszym planie, u władzy. Dawno nie mieliśmy na ekranie kobiety-lidera. Dawno nie mieliśmy kobiety pociągającej za sznurki i sterującej złowrogimi działaniami. Nie wspominając już o tym, że w przypadku Sary Newlin w serialu śledziliśmy całą jej karierę, krok za krokiem: wzloty, upadki, rozwój postaci. A Willa? Jest nowa i póki co intrygująca (w przeciwieństwie do pozostałych nowych postaci). Nie jest ani przesadnie naiwna, ani jakoś szczególnie sprytna, dysponuje natomiast zdrowym rozsądkiem i „głową na karku”. To cecha bezcenna.

True Blood

Fot. HBO

Smutne i zabawne – czyli wywołujące emocje – było też oglądanie Arlene pogrążonej w żałobie, pijanej, zbyt głośnej. Powrót do Bon Temps to jedyne, co może uratować ten serial. Słowo daję. Jedyna słuszna droga to droga z powrotem, redukcja skali dramatu i zmniejszenie ilości bohaterów.

W moim najmniej ulubionym wątku sezonu Alcide, wilkołak o gołębim sercu który konsekwentnie próbował zgrywać większego twardziela niż w rzeczywistości, wreszcie dostaje prztyczka w nos. Czemu nie mógł być liderem, będąc sobą? Tego nie rozumiem. Ale może nie chciał się – jednak, po namyśle – zniżać do poziomu bandy degeneratów, których sobie wybrał na towarzyszy? Chwila kotłowaniny, parę gorzkich słów i Alcide wreszcie się ogarnia, wyzwala spod złych wpływów i zaczyna pracować z Samem (jak szybko się pogodzili!), a beznadziejny plotline wskakuje na właściwe tory. Klik!

Co jeszcze z miłych rzeczy? Otóż Jessica, Dama-w-Nieustających-Opałach, znalazła sobie fajnego królewicza. Ta dziewczyna najlepszych wyborów dokonuje pod wpływem stresu, a fatalnych, gdy za dużo myśli. Ciekawe, co na to Bill? Wybaczcie, nie kumam i nie shippuję większości sercowych wyborów Jessiki, w szczególności jej on-and-off  związku z Jasonem. Jeśli miałabym utworzyć ranking, wolałabym ją widzieć z Hoytem, a przede wszystkim mam nadzieję, że nowy kochanek nie zginie zbyt szybko i będziemy mieli okazję go bliżej poznać. Powtórzę: jestem ciekawa, co na to tatuś!

True Blood

Fot. HBO

 Odcinki koncentrują się jednak wokół Sookie, którą czeka trudna decyzja, decyzja moim zdaniem absurdalna. Sookie, jaką znam, nigdy nie byłaby „czyjaś”. Nie oddałaby swojej wolności i niezależności, bez względu na sytuację. Wymyśliłaby alternatywny plan odbicia bliskich z „obozu koncentracyjnego”, wykorzystując swoje kontakty i swoje moce. Nie wierzę w to, co widzę na ekranie, niemniej podoba mi się scena, gdy bohaterka przygotowuje się – w pewnym sensie – na własny pogrzeb. Czyni ostatnią, rozpaczliwą próbę powrotu do dawno utraconej normalności, podrywając Sama. Zastanawia się, jak by to było zrzec się roli „magnesu na wampiry”. Odwiedza rodziców na cmentarzu i widzi, że to miejsce także straciło sens, dopisywana przez lata mitologia okazała się kłamstwem. Nie może skontaktować się z bratem, który jest jedyną osobą skłonną powiedzieć Sookie, że to co robi –  co zrobić planuje – to czystej wody (krwi?) idiotyzm.

Mam cichą nadzieję, że mimo eskalacji motywu wampirycznej Sookie twórcy serialu jeszcze poczekają z radykalnymi zmianami. Proszę…

 

Strój odcinka: wszystkie kreacje Sary. Sukienka we wzorki, czerwony kostiumik, w  którym nareszcie wygląda jak ostra zawodniczka. I na koniec biały kostium z amerykańską flagą.  Miejsce tuż za podium zajmuje różowy, oversize’owy t-shirt Sookie. Ten z aniołkami.

True Blood

Fot. HBO

 Obraz którego nie zapomnę: Pam rozparta na kozetce, wzorowo rozpracowująca swojego terapeutę.

Tani chwyt: Eric w koszuli z żabotem. Oj, nie jest mu do twarzy w mundurku Lestata. Ale można się pośmiać. Powspominać Stare Dobre Czasy.

True Blood

Fot. HBO

Przegięcie: niesmaczna, dosłowna i organiczna śmierć Nory. To nie musiało tak wyglądać, ale najwyraźniej ktoś uznał, że w każdym odcinku potrzebny jest akcent gore, a podkręcenie sceny da lepszy efekt. Hate to break it to you, guys. Nie dało.

True Blood
S06E07 In the Evening, emisja: 28.7.2013
S06E08 Dead Meat, emisja: 4.8.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na naKrypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.