Na krawędzi (Teen Wolf, S03E10–12)

Na krawędzi (Teen Wolf, S03E10–12)

Artykuł zawiera spoilery.

Twórcy Teen Wolfa to mistrzowie cliffhangerów. Ostatnie trzy odcinki skrzyły się od nagłych, dramatycznych zwrotów akcji. Dramatycznych prawdziwie, czyli będących więcej niż tylko chaotycznym przesuwaniem pionków po szachownicy. Stanowiących sprytnie obmyśloną, logiczną strategię. Nie, to nie jest serial, w którym wydarzenia ciężko uzasadnić i jedyne co można zrobić, to poddać się strumieniowi wrażeń, nie niosących już ze sobą żadnego emocjonalnego przekazu (True Blood, anyone?). Nie. W Teen Wolfie postacie są prowadzone konsekwentnie, nie zmieniają stron ani zdania z odcinka na odcinek, mają stałe poglądy co do elementarnych spraw, nie chwieją się jak przysłowiowe chorągiewki na wietrze scenariusza. Dlatego, jeżeli już coś się dzieje, bohater okazuje się być kimś innym niż sądziliśmy albo ujawnia ukryte cele, jest to po pierwsze ogromnym zaskoczeniem, ponieważ zdarza się niezwykle rzadko, a po drugie, możemy niemal natychmiast, cofając się myślą wstecz, odnaleźć sytuacje czy rozmowy w poprzednich odcinkach – ba, czasem nawet sezonach! – które wskazywały na taką ścieżkę. Wskazywały, lecz były na tyle subtelne, że nie domyśliliśmy się prawdy.

Bardzo podoba mi się, gdy twórcy traktują widza i swoją pracę poważnie. Lubię być traktowana poważnie. Mam już dość niespodziewanych i pozbawionych sensu twistów w Czystej Krwi czy Pamiętnikach Wampirów. Innymi słowy, pierwszą rzeczą, którą muszę wyraźnie pochwalić teraz, na półmetku sezonu, jest przytomny, ogarnięty scenariusz ze spójnymi postaciami, ale też bez choćby cienia nudy. Odcinki, o których piszę, to istny rollercoaster wrażeń. Każdy jeden kończy się tak, jakby miał być ostatnim, a potem śrubka zostaje podkręcona. Takie cuda są możliwe tylko w sytuacji, gdy wcześniej postacie, ich role, cele, plany i charaktery nakreślono bardzo przemyślnie.

Znamy tych bohaterów, wiemy, czego się po nich spodziewać; wiemy, czego nigdy nie zrobią. Pamiętamy, gdzie się znajdują ich osobiste granice. Przykładem może być ewolucja postaci bliźniaków z watahy alf. Pierwsze pęknięcia pojawiły się w „jedności” już dawno temu, teraz zobaczyliśmy konsekwencje stopniowych zmian, zmian dawkowanych na marginesie właściwej opowieści. Inny przykład? Twist z ostatniej sceny, czyli wyartykułowane przez Petera marzenie o byciu alfą (teraz i na zawsze), które każe jeszcze raz uważnie spojrzeć na tę postać i podszepty, jakie starał się zaszczepić w chłonnych, młodych umysłach, a tym samym – wskazówki podrzucane przez scenarzystów nam, widzom. Peter niegdyś był villainem, potem, jak się zdawało, wkroczył w sferę szarości, stając się nieomal zaufanym sojusznikiem… a teraz zauważamy, że cały czas dusił w sobie niespełnione ambicje i marzył o odzyskaniu utraconej pozycji. Motywuje go coś, czego nie braliśmy pod uwagę. Ale jest to też coś wynikającego z jego charakteru i świetnie wpisującego się w całość. Zaskakuje, a jednak nie zaskakuje. Dlaczego? Bo jest – trudne słowo, rzadkość w serialach – prawdopodobne. Sensowne, logiczne, pasujące. Brawo!

Teen Wolf

Fot. MTV

Oprócz sensownego scenariusza pochwalić muszę drugą cechę odróżniającą ten serial od supernaturalnej konkurencji: chodzi o ogromną ilość scen akcji i walk wręcz. Może jestem dziwna, ale tego właśnie brakowało mi w opowieściach, które ograniczały się do wilczo-wampirzej bieganiny po mrocznym lesie albo do epickich monologów wieńczonych pojedynczym zamachem kołkiem w serce czy widokiem czaszki rozłupanej gołymi rękami w dziesięciosekundowym ujęciu. Konkretne, bezpośrednie konfrontacje siłowe? Brak. Tymczasem w Teen Wolfie co odcinek dostajemy porcję dobrze zmontowanych,  grupowych starć, ze świetną muzyką w tle; trwających tyle, ile powinny. Trzy minuty? Pięć minut? Czemu nie, proszę uprzejmie. A obserwując bohaterów w sytuacji walki bardziej (niż zwykle) wierzymy, że są wilkołakami lub łowcami. Że walka, wysiłek fizyczny, krew, pot i łzy to jest element ich codzienności. Nikt nie musi nam tego wmawiać, przekonywać nas. Widzimy jak na dłoni wszystkie techniki, taktyki, sprawność i odwagę. Dla mnie to jest zdecydowany atut. „Wilkołactwo” staje się realniejsze. Mocniej osadzone. Nie chodzi w nim o knucie, pałacowe intrygi, przemowy i przechwałki, grożenie, co to ja ci zrobię, gdy cię złapię, lecz o kły i pazury, tutaj oczywiście podane w konwencji glamour.

A skoro już mamy na ekranie organiczne starcia postaci obdarzonych nadludzkimi mocami, nie można zapomnieć, że także śmiertelnicy są w większości inteligentni i szybko adaptują się do zmiennych warunków. Niezwykle podobały mi się wilkołaki na epinefrynie i sposób, w jaki ten pomysł wprowadzono, czyli jako metodę podwyższania Szału i zwiększenia szans w walce. Doskonała była także scena, w której mama Scotta z ofiary stała się aktywną bohaterką, Widzieliście, jak sprytnie wykorzystała defibrylator, by zwalić rozwścieczonego wilkołaka z nóg?

Ale nie chodzi tylko o momenty nieprzerwanej akcji i błyskotliwe zastosowanie rekwizytów. Jest jeszcze trzecia rzecz. Bardzo duże wrażenie zrobiły bowiem na mnie rozmowy toczone między dwójką, a potem trójką „dorosłych” uwięzionych w piwnicy. Tata Stilesa nie odgrywa idioty, przetrawił i zweryfikował zdobytą wiedzę i ma na temat tego, co dzieje się w miasteczku, przeróżne przemyślenia.

W tym serialu nie zobaczymy bezradnych, spanikowanych rodziców, nieprzydatnych bohaterom, zawadzających, głupszych, wolniej łapiących rozwój wydarzeń, pozostających z tyłu. Notorycznie porywanych jako zakładnicy i nigdy niepotrafiących samodzielnie uwolnić się z opresji. Będących dla głównych bohaterów jedynie emocjonalnym obciążeniem. Nie. I dobrze! Bo podkopywanie w serialach autorytetu rodziców zaczęło mnie, szczerze powiedziawszy, nużyć. Nużą mnie także bezrefleksyjnie powielane klisze. Teen Wolf, cokolwiek by o nim myśleć, korzysta z klisz świadomie i bawi się nimi.

Teen Wolf

Fot. MTV

Inną poważną rozmową wciśniętą między ceny akcji, o której warto wspomnieć, bo pogłębiła to, co się na ekranie dzieje, była pogawędka między Jennifer i Derekiem, parą, która utknęła na dłuższy czas w odciętej od zewnętrznego świata windzie. Wymiana zdań podsumowała dotychczasowy przebieg relacji między postaciami i otworzyła nowe konteksty. Pokazała, że Derek nadal jest pod wrażeniem panny Blake, ale także, że już obmyśla plan, jak ją zniszczyć. Uświadomiła nam, że dla Darach przystojny wilkołak to coś więcej niż narzędzie służące do osiągnięcia celu. I że złowroga nauczycielka ma kilka słabych punktów. Ach, tylko czy słabym punktem kobiety zawsze musi być próżność? A motywacją: zemsta za odrzucenie i oszpecenie?

Co jeszcze? To chyba dobry moment, żeby napisać, iż uwielbiam nową czołówkę Teen Wolfa, obraz i muzyka dobrane zostały bezbłędnie. Czołówka momentalnie wprowadza mnie w superbohaterski nastrój. Czuję się, jakbym sama była super-bohaterką! Jest to także okazja, by nadmienić, że zaczęłam ostro shippować pairing Isaac–Alisson.

Czeka nas teraz dłuższy odpoczynek od Teen Wolfa, bo serial wszedł w śródsezonową przerwę. Z niecierpliwością czekam na dalsze przygody Scotta, jego przyjaciół i… pokolenia ich rodziców. Jestem ciekawa, co przygotują dla nas tak uzdolnieni scenarzyści.

Ulubiony dialog:

Who do you think you’re talking to? – pyta bosonoga Kali. – Someone in a desperate need of a pedicure – odpowiada ze stoickim spokojem Lydia.

Najpiękniejsza bohaterka: z całym szacunkiem dla Mrocznych Druidek, ale Lydia w błękitnej sukience i warkoczu była tak cudna, że nie dało się ani na sekundę oderwać od niej wzroku.

Teen Wolf

Fot. MTV

Scena, na którą wszyscy czekali: znów Lydia, brawurowo opanowująca atak paniki, który dopadł Stilesa. One can be smart and pretty at the same time, guys!

Teen Wolf

Fot. MTV

Teen Wolf
S03E10, The Overlooked, emisja: 5.08.2013
S03E11, Alpha Pact, emisja: 12.08.2013
S03E12, Lunar Eclipse, emisja: 19.08.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na naKrypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.