Klub adaptacji Jane Austen

Klub adaptacji Jane Austen

Artykuł zawiera spoilery.

Jest prawdą powszechnie znaną, że każdy szanujący się brytyjski aktor będzie mieć prędzej czy później przynajmniej jedną adaptację prozy Jane Austen na koncie (ewentualnie jakąś jej biografię). Od lat czterdziestych dwudziestego wieku nie było dekady bez przynajmniej jednej (a zwykle przynajmniej trzech) ekranizacji którejś z sześciu ukończonych, „pełnometrażowych” powieści tej autorki, której książki są stale czytane, mimo że nie żyje już od prawie dwustu lat.

W krajach anglojęzycznych Jane Austen uznaje się za jedną z najlepszych i najważniejszych pisarek (i pisarzy) w historii literatury angielskiej; Virginia Woolf wielbiła ją za cięty dowcip, ostrą krytykę brytyjskiego „high-life’u” i parodie modnego w literaturze angielskiej przełomu XVIII i XIX wieku sentymentalizmu, Charlotte Brontë nienawidziła za „zbytnie wyrafinowanie i brak namiętności”. Odwołania do tej prozy można znaleźć zarówno w literaturze czy filmie, jak i w reklamie żelazka. Niedawno jej twarz pojawiła się na banknocie. Pan Darcy od dawna jest dla niektórych ideałem mężczyzny (TU przeczytacie dlaczego). W Polsce, niestety, do Jane Austen przylgnęła etykietka „chick-litu”, częściowo za sprawą tłumaczeń nieradzących sobie z meandrami i poziomami ironii oryginału, częściowo z powodu adaptacji, które filmowane są często na jedno kopyto z innymi klasycznymi powieściami pisanymi przez kobiety (z równie dużą dla nich szkodą): biegi przez wrzosowiska, wiatr we włosach, długie spojrzenia i różowe opakowanie DVD z naklejką „promocja”. Dochodzi do „brontyzacji” Jane Austen, z czego ani sama pisarka, ani żadna z sióstr Brontë nie byłaby zadowolona. Nie twierdzę, że proza którejkolwiek z sióstr B. jest zła – jest po prostu inna, została napisana w innym okresie i odmiennym nurcie literatury brytyjskiej. Wrzucanie ich do jednego adaptacyjnego czy wydawniczego wora pt. „literatura kobieca” okazuje się krzywdzące i dla ich prac, i dla literatury, i dla kina.

Mr. Darcy: Ideal Breeding Material | Źródło: acaffeinatedcoma.wordpress.com

Mr. Darcy: Ideal Breeding Material | Źródło: acaffeinatedcoma.wordpress.com

Poniżej przedstawiam zarys (prawie że dekada po dekadzie) wyraźnie zarysowujących się tendencji w filmowych i telewizyjnych adaptacjach prozy Jane Austen. Ze względu na Wasz czas NIE zamieszczam adaptacji radiowych, teatralnych, książkowych (takich jak Pride and Prejudice and Zombies czy nawet Dziennik Bridget Jones) ani też książek, filmów i seriali, które nawiązują do Jane Austen (takich jak Lost in Austen, Austenland, czy Klub miłośników Jane Austen). Nie wspominam też o licznych filmach biograficznych (w skrócie: Jane Austen Regrets = DOBRA, Zakochana Jane = ZŁA!!!). Do każdej dekady dopasowuję zaledwie kilka przykładów, jeśli chcecie wiedzieć więcej, zapraszam tu. Jako że na współtworzonym przeze mnie blogu narzucamy sobie konieczność określenia, czy film jest DOBRY czy ZŁY, pozwólcie, że i tutaj pozwolę sobie na dorzucenie swojej jakże subiektywnej oceny. Ostrzeganie przed spoilerami powieści sprzed dwustu lat nie ma wielkiego sensu; zakładam, że większość czytelników tego tekstu wie mniej więcej, o co chodzi w Dumie… i w Rozważnej…, jednak powstrzymam się od większych spoilerów, by nie popsuć lektury przygotowującej do oglądania niżej wymienionych dzieł.

Lata czterdzieste wieku dwudziestego

Podczas gdy na świecie szalała wojna, w Hollywood Aldous Huxley (tak, TEN Aldous Huxley) zrobił coś przerażającego z Dumą i uprzedzeniem. Film wyszedł w sumie DOBRY, był tam w końcu Sir Lawrence Olivier (zdecydowanie zbyt uroczy i zbyt miły z niego pan Darcy, jak Greer Garson mogła go nie zechcieć?). Jednak, częściowo za sprawą wojennych oszczędności, przez które wszyscy aktorzy donaszają o pół wieku zbyt współczesne kostiumy z Przeminęło z wiatrem, a częściowo przez bardzo słabe oparcie na oryginale, wyszło coś, co trudno nazwać DOBRĄ adaptacją.

Fot. MGM

Fot. MGM

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych powstały przynajmniej cztery telewizyjne adaptacji Dumy… oraz przynajmniej jedna adaptacja Rozważnej…, niestety żadna z nich nie jest dostępna. Jak będę wpływowa i bogata, to udam się kiedyś do siedzib BBC oraz NBC i zażądam przegrzebania archiwów w celu ich wygrzebania – obiecuję, że napiszę wtedy coś zgryźliwego o tych adaptacjach dla Pulpozaura. Przypomnę, że przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych to okres pierwszej świetności, a także popularności seriali kostiumowych produkcji BBC, którego najlepszymi przedstawicielami są niezwykle popularne (i nadawane również w PRL) adaptacje Galsworthy’ego (Saga rodu Forsythe’ów) i Trollope’a (Palliserowie).

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte

Podczas tych dwudziestu lat powstawały adaptacje wszystkich sześciu „głównych” powieści Jane Austen, najczęściej w formie seriali lub filmów telewizyjnych. Choć teraz sposób gry aktorskiej, widoczna momentami niskobudżetowość oraz okropne fryzury mogą się wydawać przestarzałe, adaptacje te zwykle są wierne i solidnie zrobione, choć z wiekiem uzyskały dodatkowy element komiczny. Kilka przykładów poniżej:

Duma i uprzedzenie (1979): porządna i przyjemna adaptacja, przyćmiona przez hit z 1995 roku. Elizabeth Garvie jest bardzo dobrą Elżbietą, choć David Rintoul wypada lekko zombiakowato, zwłaszcza w porównaniu z Colinem Firthem. Może to dlatego, że nie wskakuje do jeziora.

Wiele twarzy pana Darcy'ego

Wiele twarzy pana Darcy’ego

Mansfield Park (1983): sześcioodcinkowy, do bólu wierny miniserial. Teraz może wydawać się śmieszny i nudnawy, ale niestety do tej pory jest to i tak najlepsza adaptacja tej DOBREJ powieści, mimo że powstały jeszcze dwie. To jedyna wersja, która nie stara się na siłę „uciekawić” głównej bohaterki. Ciekawostka nr 1: brata głównej bohaterki gra tu młodziutki Johnny Lee Miller. W 1999 roku wcielił się w głównego (ciapowatego jak cholera) bohatera Mansfield Parku, a przed paroma laty zagrał protagonistę w najnowszej adaptacji Emmy. Ciekawostka nr 2: główną, choć nudną (zwłaszcza po wyeliminowaniu książkowych opisów i jej myśli) bohaterkę – Fanny – zagrała Sylvestra Le Touzel, która w 2007 roku wcieliła się w panią Allen w Opactwie Northanger.

Wszystkie twarze Mansfield Park – niestety, jeszcze nie powstała naprawdę DOBRA adaptacja...

Wszystkie twarze Mansfield Park – niestety, jeszcze nie powstała naprawdę DOBRA adaptacja…

Northanger Abbey (1986): to jest tak ZŁE, że aż śmieszne, choć nie da się wytrzymać na raz więcej niż dziesięć minut. Co tu dużo mówić, gitarowo-elektryczne brzmienia, fatalny scenariusz, dołożenie dodatkowych bohaterów, dość ZŁA gra aktorska (z wyjątkami) i ogólne modyfikacje oraz usunięcie komizmu tej chyba najśmieszniejszej książki Austen – a do tego w roli jednego z moich ulubionych bohaterów literackich obsadzono Petera Firtha (który nie ma wiele wspólnego z Colinem). W kilku filmach nie przeszkadzał mi zupełnie, choć grał jedną z najbardziej znienawidzonych przeze mnie postaci w Tess. U Polańskiego miał może i anielską buzię (grał gościa imieniem Angel), jednak zdążył się przez te parę lat zestarzeć i jako spieczony na róż blondyn, który mógłby spokojnie odgrywać jakiegoś ciapowatego nazistę w ‚Allo! ‚Allo!, za diabła nie pasuje do roli – to tak, jakby w pana Darcy’ego wcielił się Toby Jones.

No i jak to może być DOBRE?

No i jak to może być DOBRE?

Lata dziewięćdziesiąte, czyli wielki BOOM na Jane Austen

Tak naprawdę to za datę największego boomu na adaptacje Jane Austen należy uznać rok 1995. Wtedy to powstały trzy najważniejsze i (według mnie) NAJLEPSZE adaptacje Jane Austen:

Fot. Columbia Pictures

Fot. Columbia Pictures

Rozważna i romantyczna (1995), reżyseria: Ang Lee, scenariusz, główna rola i Oscar: Emma Thompson. Jest i Hugh Grant, czyli główny amant lat dziewięćdziesiątych, i młodziutka Kate Winslet w pierwszej tak wielkiej roli (świetnie zagranej), jest przyszły doktor House plus z tuzin aktorów, którym dane się było spotkać na planie Harry’ego Pottera (w tym Snape i Umbridge). Thompson zrobiła coś nie do pomyślenia: postarzyła wszystkich, wycięła połowę postaci, usunęła jedną z kluczowych scen w książce – jednak jakimś cudem udało jej się w doskonały sposób zachować humor i klimat powieści tak, że jest to nie tylko bardzo DOBRY film, ale i bardzo DOBRA adaptacja.

Fot. Columbia Pictures, źródło: hughlaurie.net

Fot. Columbia Pictures, źródło: hughlaurie.net

Duma i uprzedzenie (1995): jedna z najbardziej kultowych produkcji austenowych. Sześć odcinków, w każdym Colin Firth. Gdyby nie ten serial, nie mielibyśmy Dziennika Bridget Jones. Nie zapomnijmy jednak o świetnym aktorstwie kobiecym: Jennifer Eyle jako Elżbieta, Anna Chancellor jako Caroline Bingley oraz Alison Steadman jako niezastąpiona pani Bennet przeniosły z kart książki to, co najlepsze u ich bohaterek. DOBRY film, DOBRA adaptacja.

 

Fot. Columbia Pictures, źródło: hughlaurie.net

Perswazje (1995): najmniej znana z tych trzech adaptacji, a szkoda, bo moim zdaniem nie dość, że DOBRA i ładna, to w ogóle najlepszy z filmów, o których dziś piszę. Na moje zachwyty niestety chyba nie ma miejsca, ale możecie je przeczytać tu. Ciekawostka: jedna z sióstr głównej bohaterki grana jest przez Sophie Thompson, siostrę Emmy, która rok później pojawiła się jako panna Bates w Emmie (wersja kinowa).

 

tumblr_l7sj0luxqq1qzu6rfo1_500

Nie należy też zapomnieć o odcinku amerykańskiego serialu o psie, któremu się wszystko kojarzy z klasykami literatury światowej: Wishbone. W 1995 wyszedł odcinek pt. Furst Impressions (Duma… miała nosić tytuł First Impressions). Tak, pan Darcy to pies, a reszta bohaterów – ludzie mówiący ze złym brytyjskim akcentem.

W roku 1996 powstały aż trzy adaptacje Emmy. Jedna, z Gwyneth Paltrow oraz Ewanem McGregorem w przerażającej peruce, jest może i DOBRA, Jeremy Northam okazał się bardzo fajnym panem Knightley, ale moja niechęć do odtwórczyni głównej roli trochę psuje mi zabawę. Za niedocenianą, a lepszą uważam drugą adaptację – z Kate Beckinsale i Markiem Strongiem. Trzecia, NAJLEPSZA, to modernizacja Emmy zatytułowana Clueless, która przenosi akcję powieści do liceum dla bogatych dzieci w Los Angeles (świetna rola Alicii Silverstone, a do tego młody Paul Rudd). Nieskończone źródło prześmiesznych cytatów i wspaniała parodia filmów high schoolowych.

Fot. Paramount Pictures

Fot. Paramount Pictures

Podsumowując, w latach dziewięćdziesiątych adaptacje Jane Austen zaczęły częściej przybierać formę filmu. Poza różnie rozumianą wiernością oryginałowi ważnym elementem stały się piękne ujęcia. Mansfield Park z 1999 roku zapowiada trend na przyszłą dekadę: dużo ujęć z góry i dołu oraz zmiany w stosunku do książki mające przyciągnąć jeszcze więcej osób przed ekrany.

Pierwsza dekada wieku XXI

W roku 2003 powstały dwie modernizacje Jane Austen. Obie „kontrowersyjne”, obie lekkie, śmieszne i moim zdaniem DOBRE, zwłaszcza jeśli się dobrze zna książkę oraz poprzednie adaptacje i można wyłapywać nawiązania. Pierwsza to wersja mormońska, Pride and Prejudice: a Latter-Day Comedy, która przenosi akcję powieści do uniwersyteckiej miejscowości w Utah. W tym filmie zobaczycie najwierniejsze przedstawienie pana Collinsa. Druga wersja, Bride and Prejudice, to Bollywood na eksport. Ashwaya Rai jest hinduską wersją Elżbiety, a pan Darcy dziedzicem hotelowego imperium z Kalifornii. Piosenki, taniec i zabawa.

W dziesięć lat po kultowym serialu Duma i uprzedzenie doczekała się kolejnej adaptacji. Film Joe Wrighta zjednał Jane Austen nowych fanów, ale też podzielił dotychczasowych. Część zachwycała się pięknem kinematografii, inni wybrzydzali na zmiany i na prosiaka w domu Bennetów. Na www.pemberley.com, świetnym portalu poświęconym „all things Austen”, do dziś panuje zakaz porównywania adaptacji Dumy…, gdyż dochodziło do bardzo ostrych wymian zdań na temat tej najnowszej. Mnie się ów film niezbyt podobał. Pomijając historyczne niezgodności, ciągle skrzywioną twarz Keiry Knightley oraz rozmemłanego i cierpiącego Darcy’ego, mamy tu do czynienia ze sztandarowym przykładem „brontezacji”: deszcz, spacery we mgle, wpatrywanie się w przestrzeń i zbytni sentymentalizm. Rozumiem, że film może być uznawany za DOBRY (choć nie przeze mnie), ale adaptacja to ZŁA.

Po wielkim sukcesie najnowszej Dumy… ITV wraz z BBC wzięły się do roboty i powstały nowe filmy telewizyjne oraz seriale. Do końca dekady sfilmowano, z lepszym lub gorszym skutkiem, wszystkie sześć powieści. Każda z nich jest ładna, część DOBRA, część ZŁA. Ujęcia z różnych stron to już norma. Oto krótkie ich recenzje:

Perswazje (2007): ZŁY film. Wycięcie najpiękniejszego listu miłosnego w historii literatury angielskiej, najobrzydliwszy pocałunek w historii telewizji angielskiej, kaleka odzyskująca nagle władze w nogach i biegająca jak szalona po Bath – zmarnowana szansa. Co gorsza, przez to, że twórcy Perswazji zajęli na kręcenie Bath, znacznie lepsza adaptacja Opactwa Northanger musiała powstawać w Dublinie (choć trzeba przyznać, że Dublin dobrze gra Bath).

Opactwo Northanger (2007): DOBRE – tego można się było spodziewać po autorze scenariusza, Andrew Daviesie, tym samym, który zaadaptował kultową Dumę i uprzedzenie. Parę poważniejszych odstępstw od książki, ale całość wypada uroczo. Poza tym nie umiem się oprzeć uśmiechowi J.J. Feilda… Ciekawostka nr 1: J.J. Feild ponownie przywdział galoty à la moda czasów Regencji w (inspirowanej filmami na podstawie Jane Austen) adaptacji książki Austenland. Ciekawostka nr 2: Carey Mulligan gra tu cudownie złą osobę. Jest to druga odtwarzana przez nią postać omawianej tu autorki – w 2005 roku Carey wcielała się w Kitty Bennet.

Fot. Paramount Pictures

 

Mansfield Park (2007): ZŁE. Nie tragiczne, ale to nie Mansfield Park. Ciekawostka: główny bohater (pastor) dwa lata później zagrał w Emmie innego pastora, tym razem trochę bardziej obleśnego.

Rozważna i romantyczna (2008): DOBRY serial. I dobry, i ładny. Dzięki swej długości mógł poruszyć wątki pominięte w filmie Anga Lee. Kontrowersyjny początek i podkreślenie mrocznych wątków książkowych to bardzo dobre posunięcie.

Emma (2009): DOBRY serial, choć odcinki nierówne – koniec lepszy niż początek, kilka aż śmiesznych błędów historycznych („I want to be off to Europe as soon as I can book a ticket”). Jonny Lee Miller po raz trzeci u Jane Austen. Dumbledore ojcem Emmy.

Nasza dekada
Fot. The Lizzie Bennet Diaries

Fot. The Lizzie Bennet Diaries

Na rok 2013 jedyne adaptacje Jane Austen powstały w nowatorskim formacie serialu sieciowego „paravlogowego” z rozbudowanym zapleczem w postaci twitterów i tumblrów bohaterów. O bardzo DOBRYM, 100-odcinkowym serialu The Lizzie Bennet Diaries napisała na Pulpozaurze Joanna Kucharska (o, TU). Wersja ta doczekała się (średniego) spin-offu nawiązującego do niedokończonej powieści Austen pt. Sanditon, a w październiku rusza nowa, vlogowa adaptacja Emmy.

Prognoza

No i co dalej? Trudno powiedzieć. Myślę, że adaptacje literatury (oraz seriale w ogóle) powoli przejdą do Internetu. I dobrze – forma krótkich, parominutowych odcinków, które można oglądać „w prawdziwym czasie”, jest świetna, tańsza w produkcji i w odbiorze od „zwykłych” filmów. Równocześnie w przygotowaniu są różne produkcje na duży i mały ekran inspirowane Austen, takie jak paradokumentalna adaptacja Dumy i uprzedzenia (Jane Austen Handheld), Austenland czy ekranizacja wspomnianej Pride and Prejudice and Zombies. Mimo to wątpię, by oznaczało to „śmierć” bardziej kanonicznych i tradycyjnych wersji. Mało prawdopodobne jest, by BBC czy Hollywood zrezygnowało ze skarbu, jakim jest proza Jane Austen.

Fot. Columbia Pictures

Fot. Columbia Pictures

P.S. Tak jak Morris Zapp, bohater Zamiany Davida Lodge’a, chciał napisać „ostateczną” monografię Jane Austen, tak autorce niniejszego artykułu marzy się, by kiedyś stworzyć boleśnie długą (dwanaście godzin na książkę) serię adaptacji jej powieści.

Karolina Rybicka

Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.

Karolina Rybicka

Jako Rybka tworzy pół duetu odpowiedzialnego za bzdury na http://dobryfilmzlyfilm.wordpress.com/. Trochę tłumaczy, chociażby co to jest to dziwne coś, co właściwie studiuje. Uwielbia seriale BBC (zwłaszcza kostiumowe) i literaturę dziecięcą. Fascynują ją modernizacje klasyki literatury. Zajadle gra w Scrabble, lubi wracać do kochanych książek i filmów oraz bazgrać po sprzętach złotym pisakiem.