Fot. ITV

Dynastia II, czyli dlaczego jaramy się operą mydlaną. Część I (Downton Abbey)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Karty na stół wyłożyłem już w podtytule, bo i nie jesteśmy na kolacji u Lorda Grantham, nie ma potrzeby przesadnie się krygować. Oglądamy operę mydlaną, moi drodzy. Nie może być co do tego żadnych wątpliwości, gdyż kiedy czekamy na kolejny odcinek, w głowie łomoczą nam pytania tak podobne do tych, jakie nasi rodzice i dziadkowie zadawali sobie, kiedy pustoszały ulice, place i domy towarowe, bo wszyscy pędzili na seans Niewolnicy Isaury. Czy będą w końcu razem? Czy wyzdrowieje? Czy jaśnie pana faktycznie czeka bankructwo? Czy wielka miłość przetrwa próbę więziennych krat?

Źródło: foodista.com

Źródło: foodista.com

Błagam. Co jest z nami nie tak? Dlaczego ekscytujemy się serialem pozbawionym wielkich tajemnic, wartkiej akcji i szokujących salt moralnych, a to całkiem solidnie wyposażonym w cały zestaw cech klasycznej soap opery, gatunku, z którego zwykle tak lubimy się śmiać?

Że kostiumy, epoka, ładne stroje, świetny montaż i plejada wspaniałych brytyjskich aktorów, to fakt, ale spójrzcie sobie w oczy w lustrze. To wątłe wyjaśnienie. Kostiumowe opery mydlane nadal są równie mydlane, a już przywoływany klasyczny przykład Niewolnicy Isaury potwierdza moją tezę. Oczywiście Downton Abbey nie traktuje epoki pretekstowo, o nie. Nie dam się jednak wciągnąć w dyskusje o kostiumach (tak, staranne), czy też – Boże uchowaj – starych samochodach (tak, dostojne i eleganckie).

Źródło: quickmeme.com

Źródło: quickmeme.com

Unik – proszę, kto jest negatywnym bohaterem naszej ulubionej opery mydlanej? Thomas, powiecie. Potem zastanowicie się przez chwilę i jako ludzie o pewnej dozie uczciwości intelektualnej zaczniecie dukać nieśmiałe „ale” i „nie do końca”, by wreszcie wyksztusić z siebie oczywistość – Thomas nie jest negatywnym bohaterem serialu Downton Abbey. Nigdy nim oczywiście nie był.  Zawsze zbyt głęboko uwikłany we wszystkie wspólne sprawy, zawsze zbyt dobrze usprawiedliwiony swoim, ostatecznie rzecz biorąc, nieszczęśliwym losem. Zdradzę wam sekret. Downton Abbey świetnie obchodzi się bez negatywnego bohatera. Nie ma ani jednego.

Nie jest to nasze odkrycie kluczowe, raczej ważny krok na drodze do bliskiej konkluzji. Jeśli oglądamy kilkadziesiąt odcinków wypełnionych po brzegi bohaterami, z których wszyscy są względnie sympatyczni i każdego z nich można polubić, może to oznaczać tylko jedno – ktoś napisał całe mnóstwo rewelacyjnych postaci. Nie trzy. Nie pięć.

Wiele. Każda z nich puszczona w ruch, każda przygotowana do dziesiątek, setek możliwych konfiguracji emocjonalnych. Dodajmy do tego horyzontalnego diagramu niemal nieskończonych interakcji wymiar wertykalny, jakim są ramy arystokratycznej rzeczywistości i podminujmy go niepewnością, jaką niosą zmiany cywilizacyjne, które nastąpiły w Wielkiej Brytanii w trakcie I Wojny Światowej i tuż po niej. To zwyczajnie musiało się udać. Problemem większości oper mydlanych są bohaterowi napisani na tyle słabo i schematycznie, że w stosunkowo krótkim czasie ilość naturalnych oraz interesujących kombinacji emocjonalnych między nimi się wyczerpuje. Zaczynają się siostry bliźniaczki i wyprawy do Mołdawii. Absurdalne i w żaden sposób niezwiązane z bohaterami zwroty akcji, przytrafiające im się bez jakiegokolwiek klucza psychologicznego czy choćby dramaturgicznego. Beka.

Tyle że nauczyliśmy się umiejscawiać przyczynę naszego zażenowania w samych typowo mydlanych tematach. Downton Abbey powinno odrzeć miliony ludzi na całym świecie z tego rodzaju złudzenia. Chcemy wiedzieć, CZY ONI WRESZCIE BĘDĄ RAZEM i trzymamy się za ręce w trakcie kolejnej kłótni lady Mary z Matthew, błagając Boga o ślub. Chcemy, bo ich kłótnie mają sens. Ich miłość ma sens. Prestidigitator przygotował dla nas wyjątkowo prostą sztuczkę: pilnuje, żeby rzeczy trzymały się – pardon, Ladies and Gents – kupy.

Źródło: quickmeme.com

Źródło: quickmeme.com

Czy zatem nie zasługuje na nasz podziw? Ależ zasługuje tym bardziej! Postacie w Downton Abbey zostały naszkicowane często kilkoma prostymi pociągnięciami węgla (szkice węglem? chciałem jakoś pozostać w klimacie epoki) – rzecz w tym, że są to pociągnięcia mistrzowskie. Trafne, przyciągające uwagę, rozpoznawalne w świetle dostępnych nam stereotypów, a jednocześnie przekraczające ramy tych stereotypów w sposób niezwykle lekki i bezpretensjonalny. To rodzaj quasi-mozartowskiego daru – tak pisać postacie. Każda stworzona jakby zupełnie bez wysiłku, każda odnosząca się do naszych wyobrażeń i przekraczająca je, każda obciążona zestawem wad zupełnie naturalnych i codziennych, każda wreszcie wzbudzająca sympatię, współczucie bądź sympatię wraz ze współczuciem.

Źródło: freethoughtblogs.com

Źródło: freethoughtblogs.com

Próbuję znaleźć jakąś analogię. Wyjaśnić poprzez przykład. Znaleźć odpowiednią miarę dla spektakularności triumfu, z jakim mamy do czynienia. Próbuję i bardzo szybko jestem zmuszony wykroczyć poza świat seriali. Poza świat filmu. Mogę jednak fikcyjnie pozostać na angielskiej ziemi, przywołać Dickensa i nie obawiać się gromu z nieba.

Wy zaś możecie spokojnie delektować się emocjami dotąd zawłaszczanymi przez emerytowane miłośniczki kiepskich oper mydlanych. Zostały odzyskane dla całej ludzkości.

Źródło: server2.itsuv.net

Źródło: server2.itsuv.net

W części drugiej: poprę przedstawione powyżej tezy subiektywnym rankingiem pięciu najbardziej interesujących postaci Downton Abbey wraz z błyskotliwymi wyjaśnieniami.

Downton Abbey
period drama
ITV, UK, 2010–

Katon
W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.

Katon

W ucieczce przed realiami własnego zawodu zajmuje się muzyką, filozofią, religią, kulturą i popkulturą. Ma niezasłużoną opinię prowokatora. Nagrywa, bloguje, spamuje, zbliża się do trzydziestki.