Fot. Fickle Fish Films

Przeszłość to inny kraj – nostalgia w serialach kostiumowych

Artykuł nie zawiera spoilerów.

„Zachęcam moich gości do odrzucenia wszystkiego, co nowoczesne”, mówi Jane Seymour w Austenland, tegorocznym filmie o zaskakującej (i prawdziwej) gałęzi turystyki – obejmującej podróże nie tylko w czasie i przestrzeni, ale także przekraczanie ram rzeczywistości.

Podróż do Austenland to bowiem przeniesienie się do świata pana Darcy’ego i pułkownika Brandona. To bale i spotkania przy herbacie, piękne suknie i posiadłości, to obietnica romansu i intrygi. Bohaterka Austenland, grana przez Kerri Russel, wykupuje najtańszy pakiet wakacyjny, więc przybywa do pięknego domostwa jako uboga sierota, ale przecież skończyło się to całkiem nieźle dla Jane Eyre czy Fanny Price, więc niezrażona pokojem w skrzydle dla służby planuje zaręczyć się przed końcem historii.

http://www.youtube.com/watch?v=36nk3NEyCLU&w=560&h=315

Austenland być może pokazuje ekstremalny przypadek literackiej turystyki, ale kto z nas nie pragnął na chwilę przeniknąć do świata ulubionej powieści? W Londynie oferują nam zwiedzanie domu Sherlocka Holmesa czy Hogwartu, w Nowej Zelandii możemy odwiedzić Shire, w całej Wielkiej Brytanii możemy, jak austenowska bohaterka, odwiedzać domy arystokracji.

Austenland proponuje jednak coś więcej – Jane nie tylko zwiedza świat ulubionych powieści, ale staje się też częścią historii, jaką mogłaby napisać Austen. Jej wakacje to nie tylko kostiumowy LARP i odgrywanie roli, którą zrzuci jak halkę i gorset po upływie kilku dni – Jane chce wrócić do domu nie z pocztówką i pamiątkami, ale z nieco innym souvenirem – narzeczonym. W domyśle: z nowym życiem, trochę bardziej na modłę Elizabeth Bennet.

Obok ekranizacji austenowskich (opisanych wyczerpująco przez Karolinę) filmowcy (i nie tylko) lubują się w rozbijaniu w drobny mak czwartej ściany Pemberley. Zaczynając od piętrzących się warstw meta w Dzienniku Bridget Jones, poprzez paralele pomiędzy postaciami Austen a miłośnikami jej powieści w Jane Austen Book Club, aż po bohaterkę Lost in Austen, która wkracza do Longbourn przez portal w swojej łazience, zamienia się miejscami z Elizabeth Bennet i używa swojej znajomości Dumy i uprzedzenia, by praktycznie zhakować nową rzeczywistość (jej priorytetem jest inspirowane przez miniserię z 1995 roku namówienie Darcy’ego do kąpieli w jeziorze).

Fot. BBC

Nieprzypadkowa wydaje się wyraźna chęć czytelniczek do fizycznego, namacalnego zanurzenia się w świecie Austen połączona z wielką popularnością ekranizacji jej powieści. Czasy Jane Austen stają się przedmiotem glamoryzacji i nostalgii – piękne kostiumy, wnętrza, posiadłości. Widzowie mają tęsknić za tym „lepszym” światem – światem bez pośpiechu, bez telefonów komórkowych, z „prawdziwymi gentlemanami”. Czy ty też nie masz ochoty wejść do świata Austen (być może przez portal w łazience lub trochę bardziej prozaicznie: przez wykupienie biletu na samolot)?

Jednocześnie jednak tak jak nakłania się nas do podziwiania przeszłości – delikatniejszych, piękniejszych czasów – tak samo nakazuje się nam potępiać prymitywne poglądy na więzi społeczne. Fanny Bennet jest wyśmiewana za obsesję na punkcie matrymonialnych prospektów córek, Charlotte Lucas za małżeństwo z rozsądku i dla komfortu materialnego. Ich postawy spotykają się z delikatną krytyką – utemperowaną zrozumieniem – u Austen, ale dopiero ekranizacje sprowadzają je do cech godnych wyśmiania. Elizabeth Bennet z kolei chwalona jest już w trailerze filmu z 2005 roku jako „kobieta wyprzedzająca swoje czasy” – czy to największy komplement, jaki można wygłosić na cześć tej skądinąd uroczej bohaterki? Być może wyjaśnia to popularność unowocześnionych ekranizacji Austen.

Fot. The Lizzie Bennet Diaries

Glamoryzacja przeszłości przy jednoczesnym ciepłym poczuciu wyższości wobec mniej cywilizowanych czasów nie jest oczywiście domeną li i jedynie ekranizacji Austen, znakomita większość seriali i filmów kostiumowych oddaje się tej praktyce. W ostatnich latach zwłaszcza seriale przedstawiające Amerykę w latach 50. i 60. wypłynęły na powierzchnię, pokazując nam kobiety na skraju depresji, ale za to w prześlicznych sukienkach i kraj u progu  koniecznych społecznych rewolucji, ale za to cechujący się bezbłędnym stylem. Twórcy produkcji telewizyjnych i kinowych prześcigają się w podkreślaniu, że czasy Austen, Brontë, czy Dona Drapera były naprawdę piękne i że słusznie za nimi tęsknimy. Piękne – wydają się mówić – ale na wakacje. Przecież nie chciałbyś tam żyć.

Joanna Kucharska
Zawodowo ogląda seriale. Jeszcze jej za to nie płacą, ale pracuje nad doktoratem na temat seriali internetowych, więc prawie prawie. W międzyczasie hate-watchuje większość seriali, które ogląda i pasywno-agresywnie udziela się na tumblerze.

Joanna Kucharska

Człowiek-katarynka, z opinią na każdy temat. Urodzona w Krakowie, żyje przed ekranem. Uzależniona od kawy, musicali i złych żartów słownych. Czasami pisze, częściej przeklina migający kursor. Porzuciła hatewatchowanie na rzecz hope-watchingu, bo zdrowiej dla psychiki.