Fot. ITV

Nowe życie w starych murach (Downton Abbey, premiera: S04E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Pochmurne niebo, bezlistne, nagie drzewa, noc nad posiadłością – taką czołówką powitał mnie czwarty sezon Downton Abbey i wiedziałem od razu: wesoło nie będzie.

Fot. ITV

Fot. ITV

Choć minęło już tyle czasu – dziewięć miesięcy dla nas, sześć dla bohaterów – żałoba trwa nadal. Należę do widzów, którzy nie śledzą stron z serialowymi nowinkami, a choć spojlerów się nie boją, to nie szukają ich też jakoś specjalnie, więc dla mnie śmierć Matthew była szokiem równie wielkim, jak dla jego bliskich. Długo nie mogłem się otrząsnąć. Lady Mary też nie może.

Spójrzmy prawdzie w oczy: to musiał być – i jest – odcinek poświęcony przede wszystkim jej. Owdowiałej lady Mary Crowley, samotnej matce nowo narodzonego dziedzica rodu i spadkobiercy majątku. Jej bólowi, rozpaczy, smutkowi, wściekłości, oschłości, zmęczeniu. Kiedy widzimy ją w tym odcinku po raz pierwszy, jest zaledwie cieniem tamtej dawnej, przedsiębiorczej, dumnej kobiety. Nie znaczy to bynajmniej, że widać po niej jakąkolwiek słabość. Przeciwnie: cierpienie uczyniło lady Mary jeszcze ostrzejszą. Jeszcze twardszą. Jeszcze mniej przystępną. Zmieniło w milczącą królową Krainy Śmierci, obojętną na wszystko i wszystkich, nawet własne dziecko.

Fot. ITV

Fot. ITV

Ale przecież to tylko fasada. Bo dowody na to, ile gniewu i bólu kryje się pod tą lodową maską, przychodzą co chwila. Dość spojrzeć w oczy lady Mary, gdy spostrzega, że jej siostra czyta walentynkowy liścik. Dość posłuchać, jakim tonem odpowiada wiernemu Carsonowi, gdy ten zdobywa się na odwagę, by zasugerować jej, iż powinna na nowo zainteresować się życiem. Ona przecież nie chce życia. Zapiekła w swojej długiej żałobie, zakamieniała w milczącym cierpieniu, woli trwać w śmierci. Godzinami wpatrywać się w okno, nie opuszczać pokoju, nosić wyłącznie czarne suknie. I wpada w złość, ilekroć ktoś próbuje wydobyć ją z otchłani samotności, w jaką wpędziła ją rozpacz.

Być może to niezbędna część procesu godzenia się ze stratą: wycofanie się z życia, jakby pragnęło się dołączyć do tego, kto odszedł. Bo Isobel cierpi podobnie. Tyle tylko, że gotowa jest przyjąć troskę i życzliwe słowo lady Edith, gdy ta przychodzi z wizytą – i to wystarcza, by w toku odcinka stopniowo zaczęła wydobywać się z dołka. Jej energiczna natura nie może długo znosić bezczynności. Isobel musi działać, walczyć z przeciwnościami losu, być dla kogoś ważną i potrzebną. To silniejsze od niej, silniejsze nawet od bólu po stracie jedynego syna. Więc choć czuje się taka słaba, za namową pani Hughes bierze pod swoje skrzydła kogoś jeszcze słabszego, chorego i samotnego pana Grigga – a wtedy ponownie odnajduje w sobie siłę. Ładny i wzruszający był to wątek: oglądałem go z ogromną przyjemnością.

Dwie kobiety, dwie żałoby. Może potrzeba odwagi, która przychodzi z wiekiem, by zmierzyć się z ogromem własnego cierpienia tak, jak zrobiła to w tym odcinku Isobel. A może to charakter i wychowanie lady Mary nie pozwalały jej przyznać się do słabości? Ród Crawleyów nie słynie z otwartego wyrażania uczuć.

Fot. ITV

Fot. ITV

A przecież poza zranioną duszą Mary, w mikrokosmosie Downton, życie toczy się nadal. Pan Molesley bezskutecznie poszukuje pracy, służba w dzień roboczy upija się w pubie, pani O’Brien chyłkiem wymyka się nocą, skuszona ofertą dalekich podróży przez Susan Flintshire… Nieco nudny wątek walentynkowy wraz z tajemnicą liściku do Daisy można było moim zdaniem poprowadzić lepiej, ale i tak stanowił miłą przeciwwagę dla scen z lady Mary, podobnie jak rozegrany z właściwą Downton Abbey finezją uroczy wątek nowego lokatora, jakim stał się w kuchni posiadłości elektryczny mikser. Twórcy serialu zdają się rozumieć, że kipiąca od burzliwych emocji ludzka zupa jest nam w tej chwili potrzebna, byśmy poczuli, że nie wszystko w tym domu umarło, więc mieszają zawzięcie w garnku, raz po raz wyławiając wielką łyżką coraz to nowe składniki. Najsmaczniejszym kąskiem okazał się chyba nieoczekiwany powrót Edny, z którą wiążę spore nadzieje, jeśli idzie o plątanie i knucie. Ech, panie dziejku, jak za dawnych, dobrych czasów… Intryga Thomasa mająca na celu zaszkodzenie nowej niani też przypomniała mi miło podobne wątki jeszcze z pierwszego sezonu. Brakowało mi tego klimatu!

Fot. ITV

Fot. ITV

Ale wróćmy do lady Mary, bo to przecież jej odcinek. Uważam za ciekawe, że tym, co w końcu stopniowo przywróciło ją życiu, była kwestia zarządzania majątkiem. Lord Grantham, kierując się (jak to on) szeroko pojętym wyższym dobrem, to jest zarazem finansami i dobrym samopoczuciem córki, usiłuje w tym odcinku odsunąć Mary od podejmowania jakichkolwiek decyzji w kwestii pieniędzy, argumentując – słusznie zresztą – że prawo i tak przyznaje jej zaledwie symboliczną część spadku po mężu. Ale Branson do spółki z Carsonem, Bogu dzięki, wiedzą lepiej: lady Mary musi znaleźć sobie zajęcie, musi się czymś zainteresować, a skoro tak, to jest obowiązkiem tych, którzy się o nią troszczą, aby mniej lub bardziej delikatnie motywować kobietę do działania. I choć początkowo Mary odpowiada Carsonowi wyjątkowo ostro, a następnie podczas kolacji gwałtownie odżegnuje się od spraw majątkowych, szybko przekonuje się, że aktywny udział w tym przedsięwzięciu może mieć zbawienne skutki dla jej zdrowia psychicznego. Nie można nosić żałoby bez końca – i w tym odcinku odetchnąłem z ulgą dwukrotnie. Raz, gdy lady Mary rozpłakała się wreszcie w ramionach Carsona, pozwalając sobie na ból i słabość potrzebne, by wyzdrowieć. Drugi raz – gdy w finalnej scenie porzuciła wreszcie czarne suknie i znów, kolorowa, ambitna, stanowcza, włączyła się w życie Downton.

Koncząc moje refleksje na temat trudnej drogi, jaką przebywa na ekranie lady Mary, chciałbym jeszcze tylko wspomnieć o niepośledniej roli, jaką odegrała w tym wątku Violet. Jej szokująco szczere „kocham cię” skierowane do wnuczki raz jeszcze podkreśliło, że kiedy idzie o kryzysy emocjonalne, nie ma to jak babcia.

Fot. ITV

Fot. ITV

Co jeszcze? Za dużo by wymieniać. Mnóstwo dobrego było w tym odcinku: nowe Downton Abbey wciągnęło mnie z siłą, jakiej się nie spodziewałem. Czuję, że to będzie dobry sezon. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę o kwitnącym romansie lady Edith, jednakże ten wątek nie poruszył mnie na tyle, bym miał ochotę zgłębiać temat. Jeśli o miłości mowa, wolę uśmiechnąć się z rozczuleniem i rozpromienić na widok Anny oraz Mr Batesa. Ojej, jak ja im kibicuję. Nic dziwnego, że w jednej z pierwszych scen odcinka Anna zapala lampy, rozjaśniając ciemne i ponure Downton: taka przecież jest jej funkcja w tym domostwie. Wnosić odrobinę światła.

Fot. ITV

Fot. ITV

A młody dziedzic, panicz George? No cóż, na razie jako półroczny berbeć czeka na swoją porę, by wstrząsnąć światem. Bycie symbolem nowego życia i nadziei na przyszłość to spora odpowiedzialność jak dla tak młodego arystokraty. Nie żądajmy od niego póki co więcej.

Downton Abbey
S04E01: Episode One
Emisja: 22.09.2013

Przemek Zańko: czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.