Fot. DreamWorks

Telewizja próbuje nas zabić

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Fot. Discovery Channel

Fot. Discovery Channel

„Dzieci, nie próbujcie tego w domu!” – ostrzegają w każdym odcinku Pogromców mitów Jamie Hyneman oraz Adam Savage. I mają świętą rację, bo kierowanie się w życiu wiedzą zaczerpniętą z telewizji to zazwyczaj prosta droga do zostania laureatem Nagrody Darwina. Nie bez kozery Alfred Hitchcock stwierdził, że film to życie, z którego wymazano plamy nudy: twórcy ekranowej rozrywki nieustannie naginają rzeczywistość tak, by stała się dla nas bardziej atrakcyjna, a to bywa ryzykowne. O ile bowiem człowiekowi, który, zamknięty w areszcie, dowie się nagle, że wcale nie przysługuje mu jedna rozmowa telefoniczna, grozi co najwyżej przykre zaskoczenie, o tyle w kwestiach związanych z zagrożeniami życia i pierwszą pomocą telewizyjne kłamstewka mogą mieć tragiczne konsekwencje. Dlatego, aby ostrzec czytelników Pulpozaura, prezentuję przy wsparciu TvTropes krótkie zestawienie najczęściej spotykanych, a zarazem najniebezpieczniejszych serialowych faktoidów, czyli pseudo-faktów. Strzeżcie się! STAŁA CZUJNOŚĆ!

Miejsce 5: Odłóż broń!

Fot. CBS

Fot. CBS

Co robi policjant, gdy trzymający kogoś na muszce bandyta wygłosi takie żądanie? Wiadomo – odkłada pistolet na ziemię, podnosi ręce do góry i zaczyna negocjować. W Criminal Minds, które ostatnio pasjami oglądam, robią to nieustannie nawet agenci FBI, a oni chyba znają się na rzeczy. W końcu najważniejsze w takiej sytuacji jest ocalenie życia zakładnika, więc pierwszym logicznym krokiem wydaje się uspokojenie uzbrojonego przestępcy…

Błąd! W rzeczywistości stróżów prawa i profesjonalnych negocjatorów uczy się, by nigdy nie przestawali celować w napastnika. Opuścić broń to jak na widok zbliżającego się w ciemnej uliczce zbira z nożem wyrzucić za siebie gaz pieprzowy: człowiek nie tylko dobrowolnie pozbawia się jedynej szansy obrony, ale w dodatku wręcz zachęca bandytę, by wpakował mu kulkę. Bo dlaczego nie, skoro droga wolna?

Miejsce 4: Spokojnie, to tylko uderzenie w głowę

Fot. ABC

Fot. ABC

Zabijanie jest złe, wie to każdy heros. Ale czasem zachodzi przecież paląca konieczność, by jakiegoś drania unieszkodliwić i wyłączyć z rozgrywki – a kula w łeb załatwiłaby to w mgnieniu oka… Na szczęście już dawno odkryliśmy, że równie skutecznie działa ogłuszenie! Bohaterowie Zagubionych tak pokochali tę metodę, że stosowali ją w co drugim odcinku. Wystarczy wszak raz a dobrze rąbnąć przeciwnika w głowę czymś twardym (co wrażliwszych – choćby pięścią), by ten bez czucia osunął się na ziemię. A co najlepsze, jest to zabieg całkowicie bezpieczny! Widzieliście kiedyś w serialu, żeby pozbawiony w ten sposób przytomności bohater miał z powodu ciosu jakiekolwiek problemy ze zdrowiem? No dobrze, od czasu do czasu zdarzy się amnezja, ale to przecież nawet lepiej…

Niestety, w rzeczywistości ludzie uderzeni w głowę mają brzydką skłonność do dwóch przykrych dla uderzającego reakcji: albo natychmiast oddają, albo umierają. Okazuje się bowiem, że wbrew pozorom mózg jest dość istotnym organem i kiepsko znosi uszkodzenia. Cios dość silny, by odebrać przytomność, u żywego człowieka prawie na pewno wywoła śmiertelnie groźny krwotok wewnętrzny lub równie niebezpieczne pęknięcie czaszki. Uch, chyba nie warto.

Miejsce 3: Musimy wyjąć pocisk!

Fot. The CW/The WB

Fot. The CW/The WB

Klasyk. Odkąd pierwszy serialowy (a wcześniej – filmowy) bohater dostał kulkę, wiemy, że jedynym ratunkiem dla takiego nieszczęśnika jest czym prędzej wydobyć pocisk z rany. Dotyczy to zresztą nie tylko postrzałów, ale wszystkich obiektów, które wbiły się w człowieka: gałęzi, stalowych prętów, szrapneli po eksplozji… Ciała obce nie bez kozery tak się nazywają. Nawet jeśli do dyspozycji ma się tylko rozgrzaną nad zapalniczką pęsetę i zardzewiały gwóźdź, trzeba koniecznie dokonać amatorskiej operacji i ocalić towarzysza. To chyba logiczne?

Ano, nie. Nawet co bardziej realistyczne seriale medyczne, o kursach pierwszej pomocy nie wspominając, przestrzegają: nie usuwaj ciała obcego! Z kawałkiem ołowiu czy plastiku w ciele można w większości przypadków żyć latami, a grzebanie niesterylnymi paluchami w ranie to prosta droga do zakażenia. Co więcej, po usunięciu wbitej gałęzi czy pręta może się nagle okazać, że obiekt ten jak korek zatykał uszkodzoną tętnicę, z której teraz krew sika jak człowiek po ośmiu piwach. Może lepiej kulę w ranie – dosłownie – przeboleć? No, chyba że – jak w Smallville – mamy do czynienia z pociskiem kryptonitowym, który trafił Supermana. Wtedy faktycznie lepiej wyjąć.

Miejsce 2: Bohatera – prądem?!

Fot. Fox

Fot. Fox

O nie! Serce pacjenta przestało bić! Trudno o kryzys zdrowotny bardziej dramatyczny, nic więc dziwnego, że seriale medyczne korzystają z niego na potęgę. House, Scrubs, Grey’s Anatomy Dobrze, że jesteśmy w szpitalu, i to amerykańskim – pielęgniarka raz-dwa wtacza specjalny wózek, podaje lekarzowi uchwyty, a ten pociera je prędko i przystawia do piersi chorego. „Clear!” – woła i zaraz aplikuje wstrząs, który ciska nieszczęśnikiem do góry jak lalką, a potem, niczym piorun doktora Frankensteina, przywraca na wpół umarłego do życia. Uff. Kryzys zażegnany, defibrylator znowu błysnął!

Taaaaak… Jest tylko jeden problem: defibrylator tego nie potrafi, bo wcale nie do tego służy. Nie przywraca bicia serca – on je zatrzymuje. A mówiąc dokładniej, robi to w lekarskich rękach wtedy, gdy normalny rytm uderzeń ulega zakłóceniu. Arytmiczne czy nierównomierne skurcze mięśnia sercowego są bardzo groźne dla zdrowia, stąd taki błędny rytm trzeba natychmiast zastopować, a potem ponownie „uruchomić” serce przy użyciu lekarstw i masażu. Żaden znający się na rzeczy medyk nie będzie używał defibrylatora do rażenia prądem zatrzymanego serca – bo to tak, jak topielcowi wlewać do ust herbatę. Raczej nie pomoże. A skoro już o tym mowa…

Miejsce 1: To nie my toniemy

Fot. NBC

Fot. NBC

Ach, Słoneczny patrol. Pamela Anderson, David Hasselhoff, drinki i romanse, morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew… no i tonący. Bardzo wielu tonących. Pożyteczny był to serial, bo nie dość, że w latach 90. dostarczał pożywki fantazjom erotycznym sporego odsetka polskich nastolatków, to jeszcze nauczył nas tego i owego w temacie ratownictwa. Dzięki produkcjom takim jak ta wiemy, jak zachowuje się człowiek idący na dno: krzyczy, wymachuje rękami, co chwila znika pod powierzchnią, rozchlapuje wokół siebie wodę. Możemy wypatrywać tych oznak niebezpieczeństwa, wygrzewając się na molo lub rzucając piłką. Kto wie, ile żyć uratowała ta wiedza?

No cóż, prawdopodobnie ani jednego. Bo o tym, jak naprawdę wygląda tonięcie, miałem okazję przekonać się jako dziecko na własnej skórze: jest ciche, szybkie i prawie niezauważalne. Walcząc rozpaczliwie, żeby złapać oddech, wciągany pod wodę, wołać o pomoc mogłem co najwyżej oczami – i gdyby nie czujny ratownik, Pulpozaur byłby dziś uboższy o bardzo wiele tekstów. Taka strata dla świata! Na szczęście wyrwano mnie z zimnych palców kostuchy, bym mógł zaświadczyć: nie wierzcie serialom! Pod wodą nikt nie usłyszy waszego krzyku.

Przemek Zańko

Czło­wiek! Ży­je w wie­lu miej­scach, z cze­go Tu i Te­raz sto­sun­ko­wo naj­rza­dziej. Pi­sze, że­by mu gło­wa nie pęk­ła, co przy jej o­bec­nych roz­mia­rach wy­da­je się cał­kiem moż­li­we. We wszy­stkich świa­tach rów­no­leg­łych jest fi­zy­kiem, w tym – nie wie­dzieć cze­mu – po­lo­ni­stą. Je­go hob­by to pi­sa­nie wstę­pów do BN-ek do włas­nych, jesz­cze nie­na­pi­sa­nych po­wieś­ci, a cza­sem, od nie­chce­nia, pu­bli­ko­wa­nie o­po­wia­dań. Fan GTA i Su­per­ma­na. Król hip­ster­ów. Fu­tu­ro­nau­ta.