Fot. Showtime

Spiski, przecieki, układy (Homeland, premiera: S03E01–02)

Artykuł zawiera spoilery.

Końcówka drugiego sezonu Homeland wywróciła świat serialu do góry nogami. Pozbyliśmy się głównych i pobocznych złych, Brody został wrobiony w podłożenie bomby i zdemaskowany jako terrorysta, a CIA – oraz cała Ameryka – otrzymały potężny cios. Zaczynając oglądać trzeci sezon, zastanawiałem się, jak twórcy sobie teraz poradzą. Wiadomo, że status quo nie można utrzymywać w nieskończoność; jednak radykalna zmiana formuły może serial albo odświeżyć, albo popsuć.

Po dwóch początkowych odcinkach… ciągle się zastanawiam, jak to będzie. Zaczynamy bowiem co prawda dwa miesiące po wybuchowym finale, ale bohaterowie ciągle mierzą się z jego konsekwencjami w życiu zawodowym i osobistym.

Problemy kadrowe i piarowe CIA skrupiają się na biednym Saulu. „I didn’t ask for the job. I never wanted the job” – mówi skrajnie wyczerpany żonie. Przez dwa sezony mieliśmy okazję przekonać się, że to prawda: zarządzanie CIA to polityka, a Saul wytrawnym politykiem nie jest (w przeciwieństwie na przykład do świętej pamięci Davida Estesa). To człowiek, dla którego najbardziej liczy się prawda, który lubi trzymać się na uboczu i robić swoje, a po pracy zajadać krakersy z masłem orzechowym. Teraz musi zająć miejsce na szczycie, w blasku reflektorów, w dodatku pod ostrzałem komisji śledczej. Widzimy w pierwszym odcinku, jak go to paraliżuje. Nie potrafi podjąć decyzji co do przeprowadzenia akcji odwetowej, nie potrafi poradzić sobie z przeciekami do prasy, nie potrafi wreszcie postawić kroku naprzód w relacjach z żoną (scena w sypialni: jakże symboliczna! Saul staje się niemal Królem-Rybakiem). Ostrożność zamienia się w bezradność.

Dar Adal

Fot. Showtime

Na szczęście/nieszczęście Saul ma przyjaciela o aparycji (i funkcji fabularnej) diabełka unoszącego się nad ramieniem. Strasznie się cieszę, że dostaliśmy więcej Dar Adala, bo po pierwsze w Homeland mało jest tak opanowanych, pewnych siebie postaci z poczuciem humoru, po drugie – stanowi świetną przeciwwagę dla Saula. Bo Dar Adal jest kimś, kto powinien rządzić w CIA, a jednocześnie kimś, kogo zdecydowanie na miejscu szefa nie chciałbym widzieć. To wytrawny gracz, nieco makiaweliczny, bezlitosny – człowiek, który wie, co trzeba zrobić, i zdecydowanie się przed tym nie zawaha. To on wskazuje na konieczność przeprowadzenia akcji odwetowej, która poprawi wizerunek CIA w mediach. I Saul ulega, podobnie jak ulega w kwestii Carrie. Z jednej strony dostrzegam siłę konieczności, z drugiej boję się, że Saul przejdzie na ciemną stronę mocy.

Na ciemną stronę mocy nie przejdzie za to na pewno Peter Quinn, który przy okazji premiery cementuje swój status jako badass motherfucker, a jednocześnie pokazuje kręgosłup moralny z adamantium (i klatę w początkowej, na razie chyba niewyjaśnionej scenie z bombą na zamrażarce – o co chodzi???). Mieliśmy już w poprzednim sezonie odmowę zabicia Brody’ego i późniejszą pogawędkę w sypialni Estesa, która właściwie wprost powiedziała widzom, za kogo Quinn się uważa („I’m the guy who kills bad guys”) – teraz dochodzi do tego scena zabicia dziecka, właściwie łatwa do przewidzenia od momentu, w którym widzimy dzieciaka po raz pierwszy w samochodzie. Mniej przewidywalne (i niezwykle satysfakcjonujące!) było dla mnie to, że w drugim odcinku Quinn odwiedza Carrie w szpitalu, a potem ucina sobie pogawędkę z Saulem. To miło, że Carrie ma kogoś, kto jej sprzyja, a konfrontacja z szefostwem wskazuje, że być może w którymś momencie Quinn wystąpi przeciwko CIA (na przykład jeśli podejrzenia Carrie się potwierdzą). Zobaczymy, co to będzie, na razie podoba mi się kontrast między Quinnem i Saulem – obaj musieli naruszyć swój kodeks etyczny, ale ten pierwszy wyszedł z tego zdeterminowany, żeby odejść, gdy tylko to będzie możliwe. Drugi nagina swoje zasady wobec konieczności. Ciekawe, czy coś z nich zostanie.

Peter Quinn

Fot. Showtime

A skoro wspomniałem o Carrie… Spodziewałem się, że w trzecim sezonie zobaczymy ją silną, zwartą i gotową, pracującą nad własną teorią dotyczącą zamachu w tajemnicy przed wszystkimi. Powinienem był pewnie zdawać sobie sprawę, że w rzeczywistości zobaczymy coś zupełnie innego.

Odstawienie lekarstw przyniosło niezłe skutki pod koniec pierwszego sezonu – ściana pełna szalonych notatek pozwoliła wyjaśnić częściowo motywy Abu Nazira. Teraz jednak sytuacja wygląda zgoła inaczej, potrzebne jest opanowanie i powściągliwość, których bohaterce brakuje nawet wtedy, gdy zażywa lit. Nic więc dziwnego, że wpada w kłopoty przed komisją (i jej niezwykle zawziętym przewodniczącym) oraz szefostwem w CIA. Najgorsze zaś jest to, że staje się coraz bardziej podejrzliwa i nawet tych, którzy próbują jej pomóc: ojca, siostrę, Quinna (działania Saula są o wiele bardziej dwuznaczne), podejrzewa o złe zamiary. W ten sposób trafia ostatecznie do szpitala w stanie, w którym nie zrobi za wiele. Co z tego, że lepiej jej się myśli, jeśli zraża do siebie wszystkich i ściąga sobie na głowę CIA, które za wszelką cenę próbuje ją uciszyć? Nawet wielka korkowa tablica ze sznurkami niewiele w tej sytuacji pomaga – nie wiemy, co się na niej znajduje, i czy jest to cokolwiek warte. Mam nadzieję, że Carrie szybko wyjdzie i się pozbiera. W końcu trzeba złapać nowego villaina, udowodnić niewinność Brody’ego, no i znaleźć tego przeklętego kreta w CIA. Aż dziw bierze, że nikt się jeszcze za to porządnie nie wziął, skoro takie szkody wyrządza szkodnik uprzykrzony.

Notatnik Carrie

Hello, my name is Inigo Montoya…” | Fot. Showtime

Dekonspiracja Brody’ego i jego późniejsza ucieczka sprawiły, że wątek pozostałych członków rodziny toczy się w zupełnym oderwaniu od intryg i rozgrywek politycznych wypełniających resztę odcinków. Co nie znaczy, że dzieją się rzeczy nieciekawe. Jessica staje się o wiele mniej irytująca, nawet Chris przestaje być Najmniej Potrzebnym Dzieckiem w Telewizji (choć nadal spodziewam się, że w którymś momencie wejdzie do swojego pokoju i już nie wyjdzie).

W centrum uwagi staje Dana – chyba moja ulubiona członkini rodziny (pomijając Nicholasa), nawet jeśli scenarzyści zupełnie nie potrafili jej pisać w drugim sezonie. Dziewczyna dołącza do grupy homelandowych kobiet, które podjęły próbę samobójczą. Właściwie trudno jej się dziwić, patrząc na to, jakim zainteresowaniem mediów cieszy się rodzina, a jeszcze trudniej, wspominając ostatnią rozmowę Dany z ojcem – Nick tylko jej przyznał się do zamiaru popełnienia zamachu w pierwszym sezonie i jednocześnie zapewnił, że już nic podobnego nie planuje. Oglądanie później nagrania to ją musiało zaboleć najbardziej. Tym bardziej cieszę się, widząc, jak odzyskuje chęć do życia (i zyskuje nowego chłopaka), a także jak w łazienkowej rozmowie z matką obie przechodzą jakieś katharsis, dochodzi do porozumienia, więcej: do zrozumienia córki przez matkę. Bo Jessica zawsze przecież chciała i chce dobrze dla swojej rodziny, jej główny problem polega na tym, że nigdy nie jest jej dane dowiedzieć się, na czym polega problem, dlatego wszelkie jej próby pomocy nastawiają pozostałych członków rodziny przeciwko niej. Teraz, kiedy główny kłamca zniknął (nie wiem, kiedy powróci na ekran, a tym bardziej do Ameryki, ale mam nadzieję, że w którymś momencie będzie mógł się skontaktować z córką), atmosfera się oczyszcza i dwie kobiety nawiązują jakąś więź.

Dana i Jessica

Fot. Showtime

I chyba w tej scenie kryje się sedno tych dwóch odcinków: po tragedii z końca sezonu każdy z bohaterów zamknął się we własnym świecie. Żeby można było zacząć odbudowywać wszystko to, co zostało zburzone, trzeba najpierw nawiązać porozumienie. W kontraście do Dany i Jessiki mamy Carrie i Saula – którzy nie spotykają się nawet raz i stają ze sobą twarzą w twarz dopiero na końcu, kiedy wszystko, co było między nimi, jest już zniszczone, kiedy jedyne słowa, jakie mogą paść, to wymamrotane z trudem: „Fuck… you… Saul”.

Carrie i Saul

Fot. Showtime

Myśli niepozbierane

– Majid Javadi, „Czarodziej”, ma być chyba nowym głównym złym po śmierci Abu Nazira. Jestem ciekaw, czy uda się uczynić z niego postać równie enigmatyczną i złowieszczą, co z poprzedniego łotra. Nawet jeśli tak, to musi chyba minąć sporo czasu.
– Głównym złym może się też okazać kret, ale musiałby to być ktoś, kogo już znamy, żeby taki zwrot akcji wywoływał odpowiednie emocje. Szanse Saula niestety ciągle rosną.
– Nowa analityczka w chuście na głowie zapowiada się na ciekawą postać, choć lekka paranoja związana z kretem w CIA każe mi się zastanawiać, jakie sekrety skrywa. Na pewno jednak będzie wsparciem dla Saula, jeśli Quinn odejdzie i zacznie pomagać Carrie.

Homeland
S03E01: Tin Man Is Down, emisja: 29.9.2013
S03E02: Uh… Oh… Ah…, emisja: 6.10.2013

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).