Fot. FX

Trzeci rozdział antologii (American Horror Story, premiera: S03E01)

Artykuł zawiera spoilery.

American Horror Story powraca do telewizji z nowym, trzecim sezonem zatytułowanym Coven i po nawiedzonym domu oraz szpitalu psychiatrycznym nadszedł czas na skupienie się na szeroko pojmowanej magii, ze szczególnym naciskiem na wiedźmy oraz czarownice. Potencjał zatem, a także liczba możliwych inspiracji, ponownie ogromne. Wydaje się, że serial ma duże szanse utrzymania poziomu poprzednich dwóch sezonów, pomimo tego, że pierwszy odcinek, Bitchcraft – zgodnie z zapowiedziami twórców – utrzymany został w dużo lżejszym i mniej mrocznym klimacie niż Asylum, chociaż pierwsza scena wcale na to nie wskazywała.

W niej to cofamy się do Nowego Orleanu pierwszej połowy XIX wieku i od razu widzimy nową twarz w obsadzie, a mianowicie Kathy Bates, która wciela się w Madame Delphine LaLaurie (niesamowicie kojarząca mi się z carrollowską Królową Kier, którą, notabene, Bates parę lat temu zagrała). Bardzo szybko okazuje się, że przedstawiono nam sadystkę torturującą z lubością swoich niewolników, których krew wykorzystuje do prób zatrzymania wpływu postępującego czasu na własną urodę. To, co działo się na strychu LaLaurie, godne jest najlepszych scen poprzednich dwóch sezonów – ciemno, ciasno, okaleczeni Murzyni z zaszytymi oczami i ustami, a na koniec wstrząsający akt nałożenia byczej głowy na szarpiącego się niewolnika oraz Bates opowiadająca z upodobaniem o Minotaurze jako ulubionej postaci mitologicznej. Potem natomiast pojawiła się czołówka, która – mówiąc kolokwialnie – pozamiatała i jak zwykle jednocześnie fascynuje i niepokoi.

Fot. FX via fionagoddess.tumblr.com

Fot. FX via fionagoddess.tumblr.com

Fot. FX via fionagoddess.tumblr.com

Fot. FX via fionagoddess.tumblr.com

I to w zasadzie były najmroczniejsze momenty premierowego odcinka trzeciego sezonu, co nie oznacza, że reszta stała na niskim poziomie, choć, jak to w pierwszych epizodach bywa, akcja dopiero się zawiązuje, a my poznajemy świat przedstawiony i jego centralne postacie. W tym główną bohaterkę, Zoe (Taissa Farmiga), która okazuje się wiedźmą z dość mało przydatną mocą – zabijania mężczyzn, z którymi uprawiała seks – i która trafia do specjalnej szkoły dla czarownic. Obok niej na ekranie pojawiają się: Fiona, najpotężniejsza (póki co) wiedźma serialu, która zamierza nauczyć młode adeptki, jak wykorzystywać swoje moce (w tej roli oczywiście Jessica Lange, bo któż by inny?); Cordelia (Sarah Paulson), córka Fiony, z którą pozostaje w wyraźnym konflikcie, z własnym wyobrażeniem, jak należy szkolić dziewczęta; a także pozostałe uczennice: Madison (Emma Roberts), młoda aktorka z mocą telekinezy; Nan (Jamie Brewer), z umiejętnością jasnowidzenia czy raczej widzenia więcej niż inni, oraz Queenie (Gabourey Sidibe), jak to sama określiła – „żywa lalka voodoo”. Przez moment przewinął się również Evan Peters jako zwyczajny chłopak, Kyle, ale jak zwykle scenarzyści go nie oszczędzili i wygląda na to, że jego postać znowu zostanie ciężko doświadczona przez los.

Fot. FX

Fot. FX

Póki co mamy więc skromny mariaż Harry’ego Pottera z serialem Charmed, a gdzieś w tle także przedsmak tragicznego love story pomiędzy Zoe a Kyle’em. Do tego postać grana przez Taissę Farmigę wyrasta na narratora całości poprzez komentowanie gdzieś w tle świata wokół i dzielenie się całkiem znośnymi refleksjami. Klimat zatem rzeczywiście dużo lżejszy niż rok czy dwa lata temu, ale to jeszcze nie musi być zarzut (poza tym Asylum naprawdę momentami stawało się ekstremalnie niepokojące). Sami twórcy zapowiadali, że Coven to opowieść o miłości nastolatków w świecie czarownic, ale to przecież jeszcze nie oznacza, że temat zostanie pokazany w sztampowy sposób. Pamiętając, jak ukazano relację Violet-Tate w pierwszym sezonie (w których przecież wcieliła się ta sama para aktorska), jestem przekonany, że nie raz scenariusz nas zadziwi.

Fot. FX

Fot. FX

Na to zresztą czekam w kolejnych odcinkach, bowiem w Bitchcraft niewiele sytuacji faktycznie zaskakiwało czy było nieklarownych. Poczucie zagubienia fabularnego, niezrozumienia tego, co się dzieje na ekranie, tak często obecne w Asylum, na razie nie istnieje. Podobnie zresztą jak klimat grozy i napięcia – póki co łączy się on wyłącznie z wątkiem Madame LaLaurie – ale i w osobach skonfliktowanej matki z córką drzemie spory potencjał, więc czekać tylko, aż zostanie on wykorzystany. Jedynie poziom groteski i makabry pozostał równie wysoki – śmierć dwóch mężczyzn po seksie z Zoe, cały wątek nowoorleański czy moc Madison – to właśnie tego typu plastyczność scen powoduje, że wobec American Horror Story nie przechodzi się obojętnie. Razić może jedynie pewna zauważalna sztuczność części efektów specjalnych. W Coven jednak będzie ich więcej niż w Asylum oraz Murder House i najwyraźniej budżet serialu nie pozwala na zbyt duże szaleństwa, chociaż myślę, że nie powinno to znacznie wpłynąć na odbiór całości.

Fot. FX

Fot. FX

W kolejnych odcinkach można się spodziewać, że fabuła przestanie być tak bardzo linearna i rozwinie się kilka nowych wątków, niewykluczone, że w różnych liniach czasowych – to w końcu jeden ze znaków rozpoznawczych serialu. Liczę również na sensowne wykorzystanie bogatej tematyki wiedźm i czarnoksięstwa. Już w pierwszym odcinku przewinęły się wzmianki o Salem, paleniu na stosach, miotłach, warzeniu dziwnych mikstur, a to przecież zaledwie czubek góry lodowej, więc w ciągu kilku następnych tygodni czeka nas z pewnością jeszcze więcej takich elementów. W dodatku część z powyższych aluzji wspomniana została z wyraźną ironią, co cieszy, bo pozwala sądzić, że po raz kolejny znane od lat motywy rodem z horroru zostaną potraktowane z szacunkiem, ale i nastąpi ich odświeżenie.

Pierwszy odcinek trzeciego sezonu najlepszego obecnie (a może i w ogóle) serialu grozy zaczął się spokojnie. To już nie ten duszny klimat zagubienia i zagrożenia, co w Asylum, ale i nadzwyczaj trudno byłoby przeskoczyć tak wysoko zawieszoną poprzeczkę. Coven idzie zatem w innym kierunku, co wcale nie oznacza, że gorszym. I chociaż nie spodziewałem się aż takiego złagodzenia atmosfery, to wszystko jeszcze przed nami. Tym bardziej, że nie zatrudnia się w takim serialu Kathy Bates po to, by uczynić z niego ugrzeczniony romans z elementami nadprzyrodzonymi w tle.

Fot. FX via mockinjayvevo.tumblr.com

Fot. FX via mockinjayvevo.tumblr.com

American Horror Story
S03E01: Bitchcraft
emisja: 9.10.2013

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.