Fot. FX

Między życiem a śmiercią (American Horror Story, S03E02)

Artykuł zawiera spoilery.

I się zaczęło. Względnie lekki i przystępny nastrój z premierowego odcinka już w drugim ustąpił miejsca klimatowi, który jest dla serialu charakterystyczny – makabra, enigmatyczność, zadziwianie widza, niepokojące sceny. Nadal oglądamy opowieść o współczesnych czarownicach, z których część to nastolatki, ale najwyraźniej ton odcinkom przestała nadawać hogwarcka Księga zaklęć, a zaczął Necronomicon.

W Boy Parts widzimy kontynuację i następstwa wydarzeń z premiery – po wypadku autokaru Zoe wciąż nie może się otrząsnąć po śmierci Kyle’a, Madison zgrywa cyniczną i twardą dziewczynę, której nic się nie stało na imprezie, policja sprawnie łączy fakty i wypytuje nastolatki, co mają wspólnego z incydentem, a Fiona dalej szuka sposobu na zatrzymanie procesu starzenia. Dodatkowo Cordelia ma problemy z zajściem w ciążę, a także poznajemy bliżej Misty (Lily Rabe), w poprzednim odcinku zaledwie wspomnianą, która dysponuje mocą wskrzeszania i sama niejako odrodziła się w płomieniach (scenarzyści naprawdę lubią bawić się historiami bohaterów, w Asylum postać grana przez Lily Rabe została skremowana).

Fot. FX

Fot. FX

Wszystko to w stylistyce zapoczątkowanej przed tygodniem, ale z coraz wyraźniejszym luizjańskim klimatem (bagna i aligatory aż się prosiły o wykorzystanie w fabule), a także śmielszymi i bardziej zaskakującymi elementami. Na uwagę zasługują przede wszystkim dwie sceny – obie związane z uprawianiem czarnej magii.

W pierwszej z nich prym wiodą Madison i Zoe, które nie tylko idą w ślady Wiktora Frankensteina, ale również eksperymentują ze wskrzeszaniem. Korzystając z wykradzionej kartki z pradawnej księgi zaklęć, przywracają do życia Kyle’a (w zasadzie z niego jedynie głowa została). Lata obcowania z kulturą nauczyły nas, że efekt tak niezgodnego z naturą aktu, sprzeniewierzającego się porządkowi świata i Bogu (choć na razie trudno wyczuć, jak rozpatrywać kwestię Boga w Coven), z reguły traktowany jest jako wynaturzenie. Wskrzeszone (bądź stworzone) postacie spotykają się z wrogością i odrzuceniem, a same charakteryzują się zagubieniem, kryzysem tożsamości, nierzadko reagują agresją na spotykane przez nich przeciwności. Scenarzyści idą tym tropem i pierwsze, co robi Kyle po wskrzeszeniu, to dusi mężczyznę i generalnie daleko mu do sympatycznego chłopaka z pierwszego odcinka. Potem pod wpływem Zoe nieco łagodnieje, ale powstaje pytanie, czy to tymczasowe, czy gwałtowna natura jednak w nim pozostanie, a relacja z młodą czarownicą najeżona będzie problemami.

Fot. FX via porcelainwitch.tumblr.com

Fot. FX via porcelainwitch.tumblr.com

Fot. FX via porcelainwitch.tumblr.com

Fot. FX via porcelainwitch.tumblr.com

W drugiej scenie skupiającej się na zastosowaniu czarnej magii mamy Cordelię z mężem i ich próbę poczęcia potomka. Czarownica po wątpliwościach związanych z wykorzystaniem niebezpiecznych zaklęć ostatecznie decyduje się z nich skorzystać i razem z partnerem uprawiają seks w dość okultystycznej scenerii – w płonącym okręgu, pośród palących się świec, z dziwnymi symbolami i rekwizytami (w tym żywy wąż). Już w pierwszym odcinku zaakcentowano, że Cordelia ma równie dużą moc, co matka, ale jej nie wykorzystuje. Czyżby początek zmian na tym polu? Odprawiony przez nią rytuał stawia ponadto jeszcze jedno pytanie, tożsame zresztą z wątpliwościami związanymi z Kyle’em – czy dziecko poczęte w wyniku użycia czarnej magii będzie normalne, takie jak wszystkie inne? Tym bardziej, że do tej pory w American Horror Story przewinęło się parę niemowlaków i z dwóch z nich wyrośli Antychryst oraz psychopata.

Fot. FX

Fot. FX

Zasadniczo więc mitologia sezonu w bardzo przyjemny sposób się poszerza. W dwóch powyższych scenach mieliśmy wykorzystanie krwi do użycia zaklęć, mazanie okultystycznych symboli, inkantowanie niezrozumiałych formuł (które brzmiały raz łacińsko, raz semicko), usypywanie kręgu z popiołu (soli?), stereotypowe starożytne księgi czarów spisywane jeszcze na pergaminie w iście kaligraficznym stylu. Ponadto w odcinku trochę szerzej spojrzano na magię voodoo i jej przedstawicielkę, Marie (Angela Basset), a jednocześnie poznaliśmy nieco historycznego tła świata przedstawionego (a to zawsze dobrze świadczy o dziele) oraz dowiedzieliśmy się, że odmienne „frakcje” czarownic pozostają ze sobą w konflikcie od lat. To natomiast dobrze wróży na kolejne tygodnie.

Nie zapomniano również o Madame LaLaurie i problemie śmiertelności oraz szukaniu metod zapobiegania jej, a także nie porzucono wątku minotaura, czym zostałem zaskoczony. Ponadto nieco pogłębiono specyfikę zdolności młodych uczennic – Queenie i Nan. Pierwsza może każdemu wyrządzić krzywdę używając własnego ciała, a druga słyszy myśli innych i nawet nie potrzebuje do tego widzieć danej osoby, czy mieć świadomość, że ona gdzieś w pobliżu się znajduje.

Fot. FX

Fot. FX

Póki co dzieją się zatem dobre rzeczy w Coven. Klimat wciąż lżejszy niż Asylum, ale już czuć tę swoistą mieszankę niepokoju wywołanego zaskakującymi scenami, elementów gore, plastycznego i naturalistycznego pokazania deformowania ciała, przełamywania tabu i poniekąd także prób szokowania widza. Wszystko jednakże w charakterystycznej dla serialu stylistyce, gdzie część elementów trudno traktować poważnie, a część wywołuje autentyczne poczucie dyskomfortu. Poza tym w tym sezonie, w przeciwieństwie do poprzedniego, zapowiada się, że pojawią się wątki do chwilowego wytchnienia i uśmiechu, bo taka wydaje się póki co historia Misty – jej dążenie do znalezienia towarzyszy, swoista beztroska oraz afirmacja życia wskazują, że na razie nic dramatycznego jej nie czeka (ale z drugiej strony po Murphym i Falchuku można się już wszystkiego spodziewać). Przy tym nie sposób nie uśmiechnąć się na jej sugestię, jakoby Stevie Nicks była czarownicą.

Coven nadal wygląda obiecująco. Drugi odcinek już dał poważne podwaliny pod cały sezon i zapoczątkowanych zostało sporo intrygujących wątków. Czeka nas interesująca interakcja pomiędzy Fioną a Madame LaLaurie, a jednocześnie po ponad 150 latach odżywa konflikt między tą drugą a Marie, w który z pewnością zaangażuje się w jakiś sposób także Fiona. Zoe czeka odpowiedzialność za wskrzeszenie Kyle’a, a uczucie między nimi zgodnie z przewidywaniami zapowiada się nietuzinkowo. Mamy wreszcie Cordelię i następstwa jej czarnomagicznego rytuału. Przed nami zatem smakowite i soczyste odcinki i jeśli klimat z Boy Parts zostanie co najmniej utrzymany w następnych tygodniach, będzie naprawdę dobrze.

American Horror Story
S03E02: Boy Parts
emisja: 16.10.2013

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.