Zeitgeist (Downton Abbey, S04E03–05)

Zeitgeist (Downton Abbey, S04E03–05)

Artykuł zawiera spoilery.

Żałoba minęła, w garderobie pań królują fiolety i zgaszony kolor liliowy, czas zatem wyprawić przyjęcie, albo i od razu dwa! Pora wrócić do życia! Odwiedzić wielkie miasto! Zaszaleć, stracić głowę, flirtować ile wlezie, kraść pocałunki, kręcić piruety na parkiecie popularnego klubu i w nobliwym salonie!

Downton Abbey

Fot. ITV

Odnoszę wrażenie, że kolejne rozdziały Downton… dotyczą w związku z tym bardziej towarzyskiego rozkręcania się rodziny i ogólnie zmian społeczno-modowych niż jakichkolwiek znaczących, fabularnych intryg. Transformację widać z odcinka na odcinek, przyjmuje ona formę gwałtownego rozluźnienia – ubrań i obyczajów. Suknie stają się miękkie, opływające sylwetki, zdobione w graficzne wzory, śmielsze. Od razu widać, że skończyła się poprzednia epoka. Jej echa dostrzec można tylko w mundurkach starszyzny i w relikcie mijającej właśnie ery, czyli na przyjęciu dla skostniałej w dawnej formie arystokracji. Przyjęciu, na którym biedny Branson tak uroczo ogrywa swoje zagubienie, zakłopotanie i dyskomfort, że aż boli na to patrzeć, a słynna diva poproszona zostaje o biesiadowanie we własnym towarzystwie, gdyż nie wypada, by jadła przy jednym stole z jaśniepaństwem.

Zresztą Branson staje się symbolem dynamicznie morfującego świata, ostatnim może ucieleśnieniem granic. To, czy należy do świata „na dole” czy „na górze”, stopniowo przestaje mieć znaczenie, choć na razie biedaczek męczy się niczym przysłowiowe masło rozsmarowane na zbyt wielu kanapkach. Nierozważny romans z lisiczką Edną, szantażystką, intrygantką i karierowiczką – zwieńczony jest zwróceniem się o pomoc, jakby nie było, do „pałacowej’ służby. Widzimy więc, komu ufa. O porady w sprawach etykiety zgłasza się jednak do lorda Granthama. Wiemy, kogo skrycie podziwia. Rozmawia z hrabiną, rozprawia z lokajami. Nić porozumienia łączy go z owdowiałą Mary. Ale nic nie jest w stanie ukoić rozdarcia. W pewnej chwili – chcę wierzyć, że to moment paniki, lecz może to również Duch Czasów, działający z całym swym impetem – rozważa nawet ucieczkę z miejsca tak trudnego do oswojenia, czyli podróż w stronę Nowego Świata; do Ameryki, która radykalną zmianę ma już za sobą i jest w związku z tym na wskroś nowoczesna.

Downton Abbey

Fot. filmreviewonline.com

Wątki romansowe i romantyczne, choć przydano im odpowiednią dozę tragedii i choć namnożyło się ich w kolejnych odcinkach sporo, nie wydają się zbyt ciekawe, powiedziałabym nawet, że mnie nużą. Są sztampowe i nie poruszają żadnej struny w sercu wyposzczonym oczekiwaniem na nowy sezon i nową, najwyższej jakości dramę.

Lady Mary ma kolejnego absztyfikanta, ale mimo że przejażdżki konne po posiadłości są wspaniałe – ten biały koń, Mary siedząca bokiem, jak dama, kawaler w tweedach, nasza heroina po raz pierwszy od śmierci Matthew pozwalająca sobie na śmiech, na radość, nawet na pocałunek – to jednak mam wrażenie, że oglądamy teatralny spektakl, rzecz bez ducha, relikt czasów przebrzmiałych. Pozory romantyzmu nadawane aranżowaniu małżeństw, by je można było łatwiej przełknąć. Koniec końców przyjaciel  z lat dziecięcych oświadcza się Mary w bibliotece Downton –how cliche! Miejsce urocze, lecz całość mało romantyczna, a Mary jest bardziej zakłopotana niż poruszona propozycją. Wymuszony pocałunek tylko podkreśla jej dystyngowany chłód.

Cieszę się, że mało wyrazisty kawaler zniknął z widoku tak szybko jak się pojawił, ale nie ma się co oszukiwać, rezydencja w Downton to prawdziwy kąsek, więc będą kolejni. A panienka Mary nie jest tak nieczuła, jak by się mogło wydawać. Zobaczymy, czy komuś uda się skraść jej serce?

Downton Abbey

Fot. ITV

Lord Grantham powoli przekonuje się do konkurenta do ręki Edith, mimo wątpliwej czystości intencji tegoż. Zaślepiona dziewczyna, pragnąca, by ktoś ją wreszcie pokochał i gotowa na wielką miłość, jaka była udziałem sióstr, ulega i poddaje się namiętności do zamężnego, starszawego jegomościa. Ten jednak zapada się pod ziemię. Czy uciekł z własnej woli, dostawszy to, czego być może pragnął najbardziej, czy też przydarzyło mu się coś strasznego? I dlaczego rozwiązanie tej zagadki zupełnie mnie nie ekscytuje? Och, wolałam Edith przyuczającą się do roli szofera i Edith dziennikarkę, przysięgam. Edith biegająca „za chłopakami” rozczarowuje i zawstydza. Czemuż, ach czemuż nie weźmie się do spółki z siostrą za zarządzanie majątkiem?

Nieustępliwy pan doktor znów podrywa starszą panią Crawley, ale ona, ślepa na zakusy leciwego amanta, bez reszty pogrąża się w ulubionej pracy charytatywnej, skłonna pomóc każdemu, wbijać łokcie pod żebra i wsadzać nogi między futrynę a drzwi. Niezwykłe jest, i sprytne ze strony scenarzystów, że postać najbardziej postępowa i o najszczerszym sercu uczyniona została w serialu osóbką tak antypatyczną. Nieprzyjemna osobowość przyćmiewa chwalebną treść uczynków. Zauważyliście to? Genialny zabieg.

Downton Abbey

Fot. ITV

Mamy sporo muzyki, wiele okazji do flirtu. Tańce przy gramofonie. Karty, hazard, poker, gry karciane także w kuchni, operowa diva wyśpiewuje Pucciniego, czemu przysłuchują się grzecznie usadzeni w fotelach mieszkańcy rezydencji (dawne, nieomal przebrzmiałe czasy), a w kolejnym odcinku rozrywkę zapewnia artysta z innego, nowszego uniwersum (świeżo odpakowane z folii, elektryzujące czasy), czyli czarnoskóry wokalista jazzowy. Tu tańce odbywają się w stylowym klubie i szansę na śmiały podryw ma panienka Rose, wpadająca oczywiście w ramiona kontrowersyjnego śpiewaka (skandal!).

Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że miłosne tragedie omijają downstairs. Gwałt na Annie (i jego reperkusje) to jeden z bardziej dyskutowanych wątków sezonu, a do tego wątek, moim zdaniem, zupełnie niepotrzebny, zbędny. Takie przysłowiowe „skakanie przez rekina”, tyle że w meloniku i z monoklem. Anna i Bates wycierpieli swoje, więc stawianie przed tą parą kolejnych dramatycznych wyzwań wydaje się nieprawdopodobne, a gdy coś jest nieprawdopodobne, wyłączam się i przestaje mnie to obchodzić. Dlatego nieszczęście, jakie się przydarzyło jasnowłosej pokojówce, a także spiski, sekrety i zabiegi podjęte, by sprawę zamieść pod kosztowny dywan, wywołało we mnie reakcję odwrotną od zamierzonej przez twórców – irytację zamiast współczucia. Istnieje coś takiego, jak za dużo melodramatu w melodramacie. Coś, co różni Dołęgę-Mostowicza od Heleny Mniszkówny, Anne Rice od Stephenie Meyer, D.H. Lawrence’a od Cecily von Ziegesar.

Downton Abbey

Fot. ITV

Podsumowując, doznaję głębokiego rozczarowania pseudofabułami, w które nie umiem się emocjonalnie zaangażować. Anna i gwałt, Rose i egzotyczny kochanek, niczym powtórka z Lady Mary i jej niesławnego Turka. Najciekawszy plot natury sercowej to dla mnie prostolinijna rywalizacja Daisy i Ivy. Nie taki oczywisty, bo zwyczajny i przez to prawdziwy. Team Daisy! Team Daisy!

Sprawy służby nadal wydają mi się ciekawsze niż rozterki „państwa” na salonach. Może dlatego, że są niewymuszone i nie ograniczają się wyłącznie do romansów? Wciągnął mnie motyw kucharskiej kariery Alberta i jego wyprawy na rekrutację do Ritza, zaciekawiła kwestia jednego z wieloletnich najemców ziem należących do Downton. Podoba mi się kiełkująca intryga Thomasa (level up! ) i jeszcze wspaniała rozmowa Thomasa z Edną, ta na schodach. Świetna była puenta ciągnącej się od paru odcinków sprawy Molesleya – Molesley pracował kolejno jako dostawca i kelner, lecz gdy tylko pojawiła się szansa powrotu do porządnej pracy, odrzucił ją, unosząc się zupełnie niepotrzebną, lecz na swój sposób z(a)rozumiałą dumą. Scena rozmowy z Carsonem (niemalże przewracającym oczami) czyni tego bohatera jeszcze bardziej spoistym, koherentnym, żywym. Widać, że porusza się we własnym, wewnętrznym świecie, odrzucając rzeczywistość, wypierając to, co mu się przydarzyło. Widać, że cierpi.

A ja lubię patrzeć, gdy oni cierpią. Gdy cierpią naprawdę, nie na niby. Gdy nie wydaje mi się, że są pociągani za grube sznurki mydlanej konwencji. Opera, moi drodzy, opera indeed.

Downton Abbey
S04E03: Episode Three, emisja: 29.09.2013
S04E04: Episode Four, emisja: 13.10.2013
S04E05: Episode Five, emisja: 20.10.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.