It worked (Homeland, S03E03–04)

It worked (Homeland, S03E03–04)

Artykuł zawiera spoilery.

Wszystko nabrało o wiele większego sensu.

Pisałem ostatnim razem, że akcja trzeciego sezonu Homeland skupia się przede wszystkim na konsekwencjach zamachu, że na razie mamy do czynienia z mozolnym przestawianiem figurek na planszy, by można było rozpocząć nową grę o ukaranie sprawców, dowiedzenie niewinności Brody’ego i tak dalej. Takie poczucie towarzyszyło mi również podczas oglądania trzeciego i czwartego odcinka i nie ukrywam, że zaczynało być powoli nużące. Poświęcanie jednej trzeciej sezonu na wstęp do właściwej akcji zakrawa na marnotrawstwo. Okazało się tymczasem, że owszem, rozliczamy się z konsekwencjami, ale gra od dawna jest w toku.

Do sceny, która zmieniła wszystko, co zobaczyliśmy w tych czterech odcinkach, jeszcze dojdziemy. Zacznijmy od Tower of David.

Ci, którzy czekali na powrót Nicholasa Brody’ego powinni być usatysfakcjonowani, bo Brody wreszcie wraca na ekrany (choć tylko po to, by znów zniknąć). Jego historia, zajmująca przeważającą część odcinka (mija pół godziny, nim akcja przenosi się do Carrie), obraca się wokół konfliktu między dwoma przeciwnymi sobie potrzebami: wolności i bezpieczeństwa, których konflikt świetnie opisał Erich Fromm w Ucieczce od wolności. W tym konkretnym przypadku wynik konfliktu jest przesądzony, bo Brody jako domniemany i poszukiwany na całym świecie terrorysta wymaga ochrony absolutnej, która wiąże się z całkowitym odebraniem wolności.

Brody w Caracas

„Gdzie jest Brody?” | Fot. Showtime

Brody’ego znajdujemy w Wenezueli i w nie najlepszym stanie, bo półprzytomnego i z raną postrzałową. Otwarcie in medias res to zawsze dobry pomysł (ale jeśli ktoś jest NAPRAWDĘ ciekaw, co się działo z sierżantem przez te dwa miesiące i jak doszło do postrzału, może po pierwsze obejrzeć prolog, po drugie ściągnąć sobie i posłuchać darmowego audiobooka czytanego przez Damiana Lewisa; ja wysłuchałem i okazał się zaskakująco dobry, choć nie do końca wiem, co myśleć o tak dobitnym opisaniu uczuć Brody’ego – taki wgląd we wnętrze bohatera jest niezwykle cenny, ale jednocześnie nie wiem, czy potrzebny, skoro nie znalazł się w serialu).

Wracając do Wenezueli. Brody trafia do podziemnego garażu, gdzie tajemniczy człowiek wyciąga z niego kulę. Widz jest przy tym równie skonfundowany, jak sam Brody – nie wiemy, dokąd trafił, ani w czyich jest rękach, czy powinniśmy się cieszyć, czy raczej martwić.

Czas na wyjaśnienia przychodzi później, gdy Brody dochodzi już do siebie. Okazuje się, że trafił do Caracas, a konkretnie: do Wieży Dawidowej, wieżowca zamienionego w gigantyczny slum, który, choć istnieje naprawdę, to nadaje całemu odcinkowi nieco odrealniony klimat przypowieści. Głównym opiekunem zbiega jest w tym miejscu El Niño, najemnik mający dług wdzięczności u Carrie. Brody może się więc czuć bezpieczny, chociaż ma pełne prawo wybrzydzać na towarzystwo (doktor-pedofil to zdecydowanie nie najlepszy kompan).

Bezpieczeństwo nie oznacza jednak szczęścia i sierżant, gdy tylko dochodzi do siebie (z pomocą Esme, córki El Niño – już w scenie, gdy chodzą razem po wieżowcu i uczą się języków łatwo przewidzieć, w którą stronę podąży ten wątek; dość powiedzieć, że dziewczyna też pragnie wolności i trudno jej się dziwić), zaczyna kombinować nad wyruszeniem dalej. Pierwszy problem to brak paszportu, zgłoszony El Niño i szybko rozwiązany: złodziej zostaje pochwycony i bezceremonialnie zabity. To lekcja dla Brody’ego: utrzymanie go przy życiu może kosztować życie każdego, kto się z nim zetknie. Poza tym dowiadujemy się, że Wieża jest dla niego „przystankiem końcowym”. Ucieczka nie doprowadzi go do sielankowego domku na odludziu, gdzie – jak się chyba przyzwyczailiśmy – uciekinierzy pędzą spokojne życie wypełnione kontemplacją otaczającej ich przyrody i drobnym kłusownictwem; ucieczka to powrót do sytuacji z początku serii (najpierw symboliczny, później zupełnie dosłowny) – zakopanie w najgłębszej i najciemniejszej dziurze, jaką można znaleźć.

Brody i El Nino

Fot. Showtime

Nic dziwnego, że Brody nie ustaje w próbach wydostania się z Wieży. Nadzieją staje się pobliski meczet – nie wiem, jak dokładnie przebiega w tym momencie rozumowanie Brody’ego, czy liczy na sztywną moralność imama, który bezwarunkowo udzieli pomocy muzułmaninowi, czy jest tak przeświadczony o swojej niewinności (słusznie, w końcu jest niewinny), że spodziewa się, że uda mu się o niej przekonać również innych. A może w ogóle nie myśli, może jest tak zdesperowany, że chwyta się każdej szansy.

Dość powiedzieć, że mu się nie udaje. Imam co prawda go przyjmuje (i pozwala wziąć prysznic, co z pewnością wywołuje u Brody’ego natychmiastowe opuszczenie gardy), ale jest to tylko pułapka, bo do łazienki bez pukania wpadają żołnierze i wywlekają nagiego uciekiniera do salonu. „Nie jesteś muzułmaninem. Jesteś terrorystą” – mówi imam, który okazał się do głębi przyzwoitym człowiekiem.

Zabicie żołnierzy, imama i jego żony przez ludzi El Niño to druga, o wiele dobitniejsza lekcja dla Brody’ego, który najwidoczniej nie zrozumiał pierwszej. Protektor a jednocześnie strażnik niedoszłego uciekiniera nie zamierza jednak więcej ryzykować i sięga po drastyczne środki, by go zatrzymać. W ten sposób podróż Brody’ego zatacza pełne koło, bohater ponownie trafia do ciemnej celi, w dodatku toczony wyrzutami sumienia. Chyba trudno mu się dziwić, że pozostawiony sam na sam ze strzykawką wybiera ucieczkę w narkotyczne delirium, choć wcześniej dzielnie opierał się namowom doktora Grahama.

Brody

Fot. Showtime

Wątek Carrie w Tower of David toczy się równolegle do wątku Brody’ego, twórcy chcą, byśmy sytuacje dwojga bohaterów postrzegali jako analogiczne. Carrie czuje się dobrze dzięki lekom i uważa, że może opuścić szpital, dlatego próbuje – zbyt desperacko i natarczywie, z czego sama momentalnie zdaje sobie sprawę – skontaktować się z Saulem, przekazać mu, że już będzie grzeczna i zatańczy tak, jak jej zagrają. Ale Saul milczy, pojawia się za to tajemniczy prawnik, który kusi obietnicą wolności. Carrie jednak odtrąca tę wolność, dopatrując się w niej (jak pokaże kolejny odcinek – słusznie) przynęty, na którą próbują ją złapać siły wrogie Ameryce. Bohaterka wybiera zamknięcie i oczekiwanie na łaskę Saula.

Saul okazuje się jednak mściwym bożkiem, który mimo żalu wyrażonego w końcówce S03E02 załatwia dokumenty z Ministerstwa Sprawiedliwości pozwalające dalej trzymać Carrie w zamknięciu mimo pozytywnych opinii jej lekarzy.

W tym momencie widz ma już prawo być wściekły na Saula, który wydaje się nie tylko niepotrzebnie okrutny, ale i głupi – swoim postępowaniem konsekwentnie wpycha Carrie prosto w łapy prawników, którzy z wielką chęcią załatwiają najpierw dwadzieścia cztery godziny zwolnienia, żeby „tylko się spotkać”, a następnie oferują całkowitą wolność i sowite wynagrodzenie, jeśli Carrie pozwoli podłubać sobie w mózgu i przekazywać tajemniczemu klientowi informacje o działaniach CIA. Na przykład dotyczące tego, jak udało im się namierzyć jego sześciu „partnerów biznesowych”.

Carrie i Paul Franklin

Fot. Showtime

Omawianie dalszego ciągu w tym duchu nie ma chyba sensu – spójrzmy lepiej na to, co się dzieje przez pryzmat ostatniej sceny. Bo oto Carrie zgadza się na propozycję (stawiając przy tym warunek: od tej pory chce się spotykać bezpośrednio z klientem), a potem rusza prosto (no, nie całkiem prosto, bo zajmuje jej to pięć godzin) do Saula. Nikt się chyba nie spodziewał, że Carrie zdradzi; spodziewałem się już raczej, że zaproponuje dawnemu mentorowi przyjęcie roli potrójnej agentki. Okazało się jednak, że oboje są o krok przede mną i wszystko jest od dawna zaplanowane. „It worked, Saul” – mówi Carrie i wszystko nabiera o wiele większego sensu (przede wszystkim Saul), choć jednocześnie można czuć lekki zawód. Homeland do tej pory świetnie operował ironią dramatyczną – widz wiedział więcej niż bohaterowie i stąd brało się napięcie. Game On stosuje taktykę o wiele częściej używaną: bohaterowie wiedzą więcej niż widz, co pozwala wprawdzie widza zaskoczyć, ale jest też wyjściem dużo łatwiejszym.

Mimo to jestem zadowolony, bo wszystko poskładało się w całość. Twórcy Homeland mają Plan i to jest dobre. CIA zaczyna wywabiać Czarodzieja, a sam Czarodziej ma teraz siedzibę w Wenezueli, więc jest szansa, że prędzej czy później ktoś zajrzy do Brody’ego.

Carrie i Saul

Fot. Showtime

Myśli niepozbierane

– Ciągle nam się opowiada, jaki to potężny jest Javadi. Myślę, że już pora, żeby zaczął działać, jeżeli mamy się nim zacząć przejmować. Ciekawi mnie historia między nim i Saulem, może na tym dałoby się coś ugrać.
– Fakt, że Saul nakazuje Farze trzymanie wszystkich informacji w tajemnicy sugeruje, że wreszcie zdał sobie sprawę z tego, jakim zagrożeniem jest obecność kreta w CIA. Czy jego też będą próbowali wywabić?
– Po raz kolejny otrzymujemy wgląd w uczucia Dany względem ojca: scena przy jednostce sprawia, że mam jeszcze większą nadzieję, że Brody prędzej czy później, w taki czy inny sposób będzie miał szansę skontaktować się z rodziną albo chociaż jakoś się zrehabilitować (może pośmiertnie?).
– Dowiadujemy się też, że chłopak Dany być może zabił swojego brata. Nawet jeśli okaże się, że to nieprawda, łatwo przewidzieć kryzys zaufania między dwojgiem zakochanych, zaostrzony jeszcze przez ból Dany spowodowany zdradą ojca. Wygląda na to, że Dana może dość szybko stać się broken bird.

Homeland
S03E03: Tower of David, emisja: 13.10.2013
S03E04: Game On, emisja: 20.10.2013

← Poprzedni odcinek

Artur Nowrot

Czło­wiek-i­ma­gi­na­cja! U­ro­dził się na Gór­nym Śląs­ku, miesz­ka w Kra­ko­wie – cho­ciaż lu­bi czys­te po­wie­trze. Chło­nie książ­ki, ko­mik­sy i se­ria­le, a wra­że­nia­mi dzie­li się tu­taj i na blogu Wysznupane. Re­da­gu­je i tłu­ma­czy. Jed­no ży­cie mu nie wys­tar­cza, więc naj­chęt­niej wy­myś­la his­to­rie (do ich spi­sy­wa­nia już się mu­si zmu­szać).