Martwe kwiaty (Grimm, premiera: S03E01)

Martwe kwiaty (Grimm, premiera: S03E01)

Artykuł zawiera spoilery.

Premiera trzeciego sezonu Grimm miała w sobie wszystko to, co dobra premiera mieć powinna. Symetryczną, wielowątkową konstrukcję, wartkie tempo, satysfakcjonujące rozwikłanie cliffhangera z końca poprzedniego cyklu, widowiskową katastrofę oraz galerię lubianych postaci, pokazanych od najlepszej strony.

Grimm

Fot. NBC

W odcinku ładnie splatają się dwie równoległe historie – ostatni rytuał dzielący Adalind od z dawna wymarzonego odzyskania mocy i akcja ratunkowa przyjaciół Grimma, próbujących sobie poradzić z apokalipsą zombie oraz odzyskać ciało porwanego detektywa.

Zacznijmy od dzielnego Nicka. W sezonie drugim zostawiliśmy naszego bohatera w rękach wroga, w stanie bliskim śmierci, a geograficznie – w drodze na lotnisko i prawdopodobnie dalej, do odległej, groźnej Europy. Pierwszy odcinek kończy się katastrofą samolotu (Nick zostaje po właściwej stronie granicy) i ucieczką Grimma, który jest chwilowo Złym Grimmem, przypominającym bestie, jakie jeszcze niedawno bezlitośnie tępił. To naturalna kolej rzeczy, można powiedzieć, zbliżanie się i stapianie antagonisty ze ścigającym go protagonistą. Batman zawsze będzie mlecznym bratem Jokera, prawda? Oglądamy więc Nicka odkrywającego mroczną stronę swej nadnaturalnej siły, dotąd używanej ostrożnie i rozważnie. Odnajdującego przy okazji – jak w każdym mocniejszym doświadczeniu – nowe, potężne moce które przydadzą mu się po – niewątpliwym – ocaleniu i powrocie do normalności.

Przyjaciele tytułowego bohatera mają pełne ręce roboty, a problem z szalejącymi w dokach nieumarlakami satysfakcjonująco spełnia funkcję epickiej akcji i dynamicznej przygody w przestrzeni miejskiej; dzięki walkom i pościgom dostarczając dawki emocji koniecznej, by premiera wyróżniała się pośród zwykłych odcinków. Nowa wersja drużyny w obliczu niebezpieczeństwa doskonale się sprawdza – kapitan nie ma problemu, by współpracować z Wesen, Juliette wykorzystuje wiedzę medyczną, żeby zmienić konsystencję odtrutki na zombifikację z płynnej w gazową i dzięki temu szybko oraz skutecznie leczy zarażonych. Hank i Wu sprawnie radzą sobie w kryzysowej sytuacji. Nawet bez wsparcia Nicka zespół jest zgrany i ogarnięty, decyzje podejmowane szybko i pełne polotu. Taki potencjał będzie im zapewne potrzebny w kolejnych odcinkach, gdyż nie ma się co oszukiwać, skoro wszyscy są już gotowi i po tej samej stronie, metaplot zacznie w tym sezonie odgrywać znacznie większą rolę, napięcie wzrośnie, a stawki w grze będą coraz wyższe.

Grimm

Fot. NBC

Z zapowiedzi na nowy sezon, wyemitowanej po pierwszym odcinku, możemy się domyślać powrotu mamy Nicka (podoba mi się, że zamiast na potęgę wprowadzać nowych bohaterów, twórcy wracają do tych, których znamy i rozwijają słabiej zarysowane postacie), z dużym prawdopodobieństwem dowiemy się, jak wygląda dziecko Adalind (biedactwo…), będziemy też świadkami rozłamu między kompanami – Nickiem i Monroe; konfliktu, który być może zakończy – oby nie! – ich piękną przyjaźń. Oznacza to zmianę dynamiki w drużynie i cieszy mnie, że stanowiący dotąd opokę Monroe może się okazać problemem, a Juliette dostanie szansę, by dla odmiany „służyć” jako fabularny side-kick . Scenarzyści mniej pracowici mogliby zamrozić ją na wieczność w pozycji ofiary, damy w opałach cyklicznie wymagającej ratowania. Ale nie, Juliette się zmienia. Nie tylko ona zresztą. Postacie nie są konwencjonalne, a ich charakterystyki nie zostały dane „raz na zawsze”. Zmiany zachodzą stopniowo, bohaterowie ewoluują i wszystko można uzasadnić, dlatego, choć skłonni do zmian, pozostają żywi i wiarygodni. Oby tak dalej!

Wątek Adalind domaga się głębszej refleksji. Bohaterka pojawiła się w serialu już na samym początku, trafiając na scenę w charakterze „potwora odcinka”, przerysowanej czarownicy, która miała sprawić nieco kłopotów, zanim zostanie pokonana i zapomniana. Okazała się jedną z ważniejszych postaci sezonu i zaczęliśmy szczerze jej nie znosić po tym, jak potraktowała Hanka i jak paskudnie postąpiła z Juliette. Adalind przez długi, długi czas była postacią jednowymiarową – jednowymiarowo złą, dodajmy, nawet jeśli paskudna mamusia odrobinkę łagodziła jej wizerunek – i za swoje podłe uczynki zapłaciła wysoką cenę, mianowicie Nick pozbawił ją magicznych mocy. Stać się na powrót śmiertelnikiem to gorsze niż sama śmierć, ale Adalind okazała się postacią twardą, sprytną i ostrożną. Od tamtej pory napędza ją chęć zemsty i przekonanie, że utracone moce do niej wrócą, bo się jej należą, i że musi je odzyskać – za wszelką cenę. Najsłabsza ze wszystkich bohaterek – ciałem, nie duchem! –miała w zanadrzu plan B, a może i C.

Wykorzystując swe kobiece wdzięki i naturalne, nie-magiczne moce uwodzenia, zaszła w ciążę z księciem (nie wiadomo do końca, z którym z dwóch braci…), żeby w ten sposób uzyskać punkt przetargowy w rozmowach z potężnymi wiedźmami, które śmiertelniczkę w każdej chwili mogłyby zmieść z powierzchni ziemi jednym nonszalanckim zaklęciem. Ale Adalind się nie dała. Wiedziała, że tylko czarownice mogą przywrócić jej moc. I gdzieś tam, pomiędzy romantyczną alkową a leżem kolejnej Hexenbiest, między upokorzeniami, niebezpieczeństwami, trudną sztuką dyplomacji i uników, zaczęłam Adalind lubić. Nie jest przecież trudno sprzyjać komuś, kto stracił wszystko, upadł na dno, a jednak nie poddaje się i małymi kroczkami, samodzielnie, nie oglądając się na nikogo, dąży do celu. Czy Adalind się zmieniła? Czy w konfrontacji z Nickiem, swoim długotrwałym wrogiem, okaże ludzką twarz? A może jednak wróci teraz na utarte ścieżki niezróżnicowanego knucia i niszczenia, just because she can?

Grimm

Fot. NBC

W premierowym odcinku oglądamy triumf Adalind i ironicznie przez nią traktowany ostatni akord – skutecznego, choć męczącego i krwawego – rytuału. Adalind nareszcie odzyskuje moce i jest znów czarownicą. Odzyskuje moce – ale w jakim stylu! Styl ten, prześmiewczy, zblazowany i zdystansowany, to całe przewracanie oczami, wytykanie śmiesznostek w skostniałej konwencji – znanej nam przecież z rozlicznych seriali – tylko ociepla wizerunek wiedźmy w moich oczach. Pokazać wieloetapowy, ostateczny rytuał w klimacie śmiertelnej powagi byłoby niczym więcej jak sztampowym nudziarstwem, jakiego w supernaturalnych produkcjach mamy na pęczki. Tymczasem Adalind Schade nadaje bladej formie koloryt, i dlatego – kibicuję jej. Jest moją ulubioną czarownicą. Gdy usłyszeliśmy „You have been accepted, now you have to gather the dead flowers”, ja parksnęłam śmiechem, a ona przewróciła oczami.

Moim cichym marzeniem jest, by w pewnym momencie Adalind stała się ważnym graczem na europejskiej scenie, ale graczem sprzyjającym raczej Renardowi niż Erykowi, czyli pośrednio – Nickowi. A nawet jeśli zdecyduje się dbać wyłącznie o własne interesy, to i tak z przyjemnością będę na nią patrzeć. Ponieważ ma teraz osobowość, której na początku nie miała. Jestem ciekawa, dokąd zaprowadzą ją nadchodzące zmiany i jak wysoko będzie potrafiła się wspiąć. Co więcej, jestem bardziej ciekawa Adalind niż Nicka.

Grimm

Fot. NBC

Trzeci sezon zaczyna się tak udanie, że pozostaje tylko powiedzieć: Grimm to serial znajdujący się w bardzo dobrym momencie swojego rozwoju; oryginalny, oparty na mocnej podstawie, z kompleksową mitologią i pełnokrwistymi bohaterami. Wiadomo, że nie przemówi do każdego, bo porusza się w specyficznej konwencji bajkowego procedurala okraszonego dużą dawką humoru i pulpowej grozy, ale fanom nadnaturalnych produkcji, którzy jeszcze się z Grimm nie zetknęli, a szukają czegoś świeżego i niesztampowego – gorąco polecam!

Grimm

S03E01, The Ungrateful Dead, emisja: 25.10.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.