Fot. FX

A kto umarł, ten… nie żyje? (American Horror Story, S03E04)

Artykuł zawiera spoilery.

Halloween już na tyle mocno zakorzeniło się w amerykańskiej kulturze, że wiele seriali emituje odcinki kręcone specjalnie pod to święto obok bożonarodzeniowych (albo i kosztem ich). American Horror Story przez swoją tematykę aż się prosi o pójście tą drogą i, podobnie jak w pierwszym sezonie, w epizodzie halloweenowym dzieje się dużo w kilku różnych wątkach, a w efekcie dynamika serialu może się zmienić, choć dopiero w przyszłym tygodniu przekonamy się, czy tak faktycznie będzie.

Fot. FX

Fot. FX

W ostatnim odcinku cieszy, że akcja nie zwalnia i niesnaski między Fioną a Marie, ledwie zarysowane w poprzednim tygodniu, teraz już nabierają kształtów i z konfliktu błyskawicznie przeradzają się w wojnę, w której najwyraźniej wszystkie chwyty dozwolone. Obudzenie martwych bowiem i wykorzystanie ich jako broni to naprawdę niekonwencjonalne podejście do sprawy. Dodajmy do tego, że wśród chodzących trupów mamy córki Madame LaLaurie, a fabuła staje się jedynie jeszcze bardziej pokręcona i przyciągająca uwagę.

Poza tym niesamowicie podoba mi się fakt, że rzucono trochę światła na historię waśni między przedstawicielkami magii, nazwijmy ją, „wiedźmowskiej” a magii voodoo, a także dowiedzieliśmy się czegoś więcej na temat struktur tej pierwszej. Zawsze uwielbiałem retrospekcje i wszelkie wzmianki na temat przeszłości świata przedstawionego, czy to w literaturze, czy w telewizji, a w czwartym odcinku Coven wreszcie dostajemy tego całkiem sporo. Biedny Denis O’Hare, znów wcielający się w mężczyznę zakochanego w bohaterce Jessici Lange, wypowiedział prawdopodobnie swoje jedyne słowa w tym sezonie, ale przynajmniej postać Spaldinga nabrała wreszcie jakichś cech, stała się żywsza i zauważalna na ekranie. Nie zmienia to jednakże ogólnej charakterystyki męskich bohaterów Coven, którzy są nie dość, że w mniejszości, to jeszcze zdeformowani, niemi lub bezwolni (choć mąż Cordelii trochę zamieszał pod tym względem) i stanowią całkowite przeciwieństwo silnych, niezależnych, energicznych i przywódczych kobiet.

Fot. FX via pandawhale.com

Fot. FX via pandawhale.com

Jedną z nich poznaliśmy trochę lepiej – w końcu dowiedzieliśmy się bowiem, kim była czarownica, która w pierwszym odcinku przyprowadziła Zoe do szkoły Cordelii. Myrtle, wróg Fiony jeszcze z czasów ich młodości, wyraźnie pokazała, że zadry z przeszłości nie tak łatwo zapomnieć, a urazę można długo chować w sercu. Niesatysfakcjonujący ją wynik przesłuchania wskazuje na to, że zapewne jeszcze ją w serialu zobaczymy i znowu spróbuje się pozbyć swojej największej rywalki lub zdyskredytować ją, a to zapowiada emocjonujące odcinki. Fiona bowiem nie tylko będzie musiała poradzić sobie z wrogą jej Myrtle, ale także zmierzyć się z magią voodoo oraz jej przedstawicielką, a nie możemy również zapominać o Cordelii, która mogła nie powiedzieć jeszcze ostatniego słowa. W dodatku nie jestem przekonany, że to na pewno koniec wątku Madison – przypominam, że dzięki Marie martwi wstali w tym odcinku ze swoich grobów.

Fot. FX via bellamorilla.tumblr.com

Fot. FX via bellamorilla.tumblr.com

A skoro już o tym mowa. Scena z zombie z jednej strony mnie zaskoczyła, a z drugiej należało się jednak tego spodziewać od pierwszego odcinka – w końcu mamy do czynienia z voodoo, a co najbardziej się z tym kojarzy? Oczywiście „ożywianie” czy też reanimowanie zmarłych. Mimo że nigdy nie należałem do wielkich fanów nieumarłych, to spodobało mi się owo posunięcie scenarzystów, a okoliczności Halloween jedynie dodają rzeczy smaczku. Pojawienie się ich w tym sezonie wydaje się naturalne i chociaż raz widzimy na ekranie przyczynę obecności nieumarłych (w pozostałych produkcjach zombie zazwyczaj po prostu… są). Notabene, afrykańskość i szamanizm wylewające się z ekranu podczas rytuału przeprowadzonego przez Marie oraz sposób prowadzenia kamery, oświetlenie i muzyka po raz kolejny wręcz hipnotyzują. W dodatku uświadomiłem sobie, jak wiele jeszcze motywów grozy i istot zostało do wykorzystania przez Murphy’ego i Falchuka. Na fali wciąż niesłabnącej popularności wampirów można się spodziewać, że i im poświęcone zostanie pięć minut (a może cały sezon?), ale niestety musimy zaczekać z weryfikacją tej hipotezy.

Aby jednak dodać łyżkę dziegciu do tej beczki miodu, muszę stwierdzić, że bardzo średnio wyszło zniknięcie Kyle’a, a dokładniej – rozwinięcie wątku jego i Zoe. Tydzień temu odcinek zakończył się drobnym cliffhangerem, zaś w tym nie poświęcono im nawet pięciu minut. W dodatku trochę pokazano, że zniknięcie chłopaka nie w pełni obeszło Zoe, która właściwie przeszła nad tym do porządku dziennego. Oczywiście – działy się ważniejsze rzeczy, a młoda czarownica była potrzebna w szkole, ale dało się to rozwiązać zgrabniej. Swoją drogą – jej nieobecność w placówce, która miała się nią zaopiekować, jakoś nie obchodzi ani jej opiekunów, ani znajomych. Rozumiem, że nastolatki mają dla siebie czas wolny i starsze czarownice nie kontrolują każdego ich kroku, niemniej samowola, jakiej Zoe się dopuściła najpierw z Madison, a później sama, podaje w wątpliwość zasadność pozostawiania kogoś pod opieką Cordelii. Możliwość przeprowadzenia czarnomagicznego rytuału i odwiedzenia na luizjańskich bagnach kogoś tak oryginalnego jak Misty, podczas gdy oficjalnie ma się nad głową opiekuna, trochę przypomina Hogwart – nie trzeba się ruszać z zamku, by napotkać trójgłowego psa, bazyliszka czy wilkołaka.

Fot. FX

Fot. FX

To jednak na tle kolejnego bardzo dobrego odcinka jedynie drobiazg, a przynajmniej na razie, chociaż mam nadzieję, że nie rozrośnie się do większych rozmiarów. Wszystko zależy od tego, jak wątek Kyle’a będzie kontynuowany. Na razie prowadzony jest niespiesznie, ale to dobrze, szczególnie że inne wydarzenia nabrały dużego przyspieszenia. Twórcy American Horror Story już trzeci rok umiejętnie stopniują napięcie i tempo akcji, wiedząc doskonale, że mają jedynie (aż?) trzynaście odcinków na cały sezon i z rozwagą należy dawkować sceny zwalające z nóg oraz popychające fabułę do przodu, właściwie je balansując na ekranie z tymi spokojniejszymi. Doskonale rozumieją telewizję i jej prawa oraz oczekiwania widzów. Szkoda, że scenarzyści finałowego sezonu Dextera nie przyswoili sobie tej wiedzy.

American Horror Story
S03E04: Fearful Pranks Ensue
emisja: 30.10.2013

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.