Fot. FX

Witamy po dłuższej nieobecności (American Horror Story, S03E06)

Artykuł zawiera spoilery.

Doczekałem się. Moją wiarę w to, że wątek Madison nie został definitywnie zakończony, nagrodzono jego przyzwoitym (choć nieco spodziewanym) wznowieniem i jeszcze przyzwoitszym przywitaniem nastolatki ze światem żywych.

Fot. FX via kathe-rine.tumblr.com

Fot. FX via kathe-rine.tumblr.com

Powrót Madison cieszy mnie głównie dlatego, że spośród nastoletnich czarownic jest ona chyba najciekawiej napisana. Arogancka i zblazowana, owszem, ale przy tym szalenie interesująca jako postać. Widać to szczególnie wyraźnie w ostatnim odcinku, kiedy to główny ciężar prowadzenia akcji przeniósł się z Fiony na barki młodzieży i wyszło bez fajerwerków. Na tle Madison Zoe, Nan i Queenie wydają się dość bezbarwne, jeśli akurat nie walczą z hordą zombie i w zasadzie dopiero w tym tygodniu sobie to uświadomiłem. Dlatego też z radością zacieram ręce i już czekam na spotkanie wskrzeszonej czarownicy z Fioną (przed którą zresztą jeszcze konfrontacja z Myrtle. Swoją drogą jeśli w tym sezonie utrzyma się takie tempo powrotu martwych w szeregi żywych, to uniwersa komiksowe mogą poczuć się zagrożone).

Fot. FX

Fot. FX

I właściwie obok wątku Misty i każdej minuty, jaką spędziła na ekranie (sposób, w jaki przywraca do zdrowia Myrtle, absolutnie cudowny), zawirowania wokół Madison to dla mnie najjaśniejszy punkt szóstego odcinka. Nie chcę przez to powiedzieć, że był to epizod zły, ale w porównaniu do ostatnich dwóch czuć zdecydowaną zmianę nastroju i ciężaru. Do narracji nie można się przyczepić – panowie scenarzyści po raz kolejny zaskakują powiązaniami między bohaterami, a jednak w wątku Marie i Hanka, męża Cordelii, poczułem zarówno uznanie, jak i rozczarowanie. Uznanie, bo wprowadzenie na scenę łowcy czarownic w XXI wieku to posunięcie co najmniej zaskakujące. Poza tym jego relacja z Marie pokazuje jej strategiczną zapobiegliwość i bezwzględność w konflikcie z wrogą magią. Rozczarowanie, bo liczyłem, że mordercze zapędy Hanka wynikały z jakichś zwichrowanych cech jego charakteru, a nie pracy dla kogoś innego. Do tego w zeszłym tygodniu istniała szansa, że wyłamie się ze schematu męskich bohaterów tego sezonu, którzy są zależni od kobiet, a jak wyszło – wiadomo.

Ten wakat może jednakże jeszcze zająć niejaki Axeman – kolejny w tym sezonie bohater wzorowany na autentycznej postaci. I choć wprowadzenie go do serialu w retrospekcji, a później jako zjawy to udany krok scenarzystów (szczególnie w scenie z Cordelią), to jakoś nie do końca wiem, co myśleć o zakończeniu odcinka. Trzy nastoletnie czarownice tak po prostu przywróciły do życia i przyoblekły w ciało duszę osoby zmarłej przed niemal stu laty? Chyba, że zmartwychwstanie jest tylko tymczasowe albo częściowe. Albo też mamy kolejną wskazówkę, że to Zoe jest następną Najwyższą. Tak czy inaczej liczę, że twórcy serialu rzucą trochę światła na ową kwestię w przyszłym tygodniu. Tym bardziej, że to już drugi wskrzeszony, za którego odpowiada Zoe.

Fot. FX

Fot. FX

Pierwszy natomiast, czyli nieszczęsny Kyle, znowu został potraktowany nieco po macoszemu. Nie dość, że przypadkiem spotyka nastolatkę, to jeszcze nikt się nie wyrywa do opieki nad nim. Do tego od kilku tygodni nic się w tej postaci nie zmienia. Chłopak cały czas cechuje się agresją i nieprzewidywalnością, nie potrafi sklecić prostego zdania i tylko Zoe ma na niego całkowicie pozytywny wpływ, do niej zresztą Kyle instynktownie (lub świadomie, trudno określić) lgnie. Parę tygodni temu wyraziłem zadowolenie z niespiesznego prowadzenia tego motywu, ale już najwyższy czas na zmianę zachowania młodej czarownicy i jakieś konkretne działania, bo póki co relacja nastolatków cierpi najbardziej z powodu mnogości rozpoczętych wątków.

W ostatnim odcinku trochę mi brakowało także magii. W ogóle nie pojawiły się motywy voodoo, zaś Fiona i Cordelia nie korzystały ze swoich mocy. Zamiast nich mieliśmy Zoe, Nan i Queenie z tabliczką ouija, która ani trochę mi do nich nie pasuje. Generalnie do serialu tak, ale moje podstawowe skojarzenie z tym rekwizytem to seanse spirytystyczne, opętane domy, kontakt z „drugą stroną”, a nie magia (ale z kolei powstaje pytanie, czym ona w takim razie jest?). Oczywiście idealnie się to wpisuje w obecne w tym sezonie motywy życia i śmierci, ale wydaje mi się, że ouija nie współgra z dotychczasowym obrazem czarownic. Gdyby to byli inni bohaterowie, bez magicznych mocy – jak najbardziej. Mam zresztą wrażenie, że Fiona potraktowałaby tabliczkę (nawet pomimo tego, że działa) równie ironicznie jak wyciąganie królika z kapelusza parę epizodów wstecz.

Fot. FX

Fot. FX

Nie można powiedzieć, że The Axeman Cometh to odcinek zły, ale jak dla mnie niewiele więcej niż poprawny. Niby dynamiczny, jeszcze mocniej kładący podwaliny pod przyszłą eskalację wielu konfliktów naraz, a jednak zabrakło miejscami dramatyzmu. Wielość wątków zaczyna nieco się odbijać czkawką, co widać na przykładzie Kyle’a czy Madame LaLaurie, której całkowicie zabrakło w tym tygodniu. Nieco porzucono również strach Fiony przed starzeniem się i jej metody zapobiegania temu procesowi (dążenie po trupach do celu), a przecież przez pierwsze dwa tygodnie Coven to ją przede wszystkim napędzało. Poza tym ostatni odcinek pokazał, że gdy Marie i Fiona pozostają jednocześnie w tle i na kimś innym ciąży rola ciągnięcia fabuły, serial troszkę traci. Nie jestem tylko pewien, czy to kwestia tego, że Taissie Farmidze brakuje charyzmy Jessiki Lange, czy może postaci Zoe zadziornego pazura Madison. Liczę w każdym razie, że zarówno aktorka jak i bohaterka jeszcze się wyrobią. Nie zostało na to wprawdzie wiele czasu, ale młodą czarownicę czeka w tym sezonie jeszcze z pewnością ważna rola.

American Horror Story
S03E06: The Axeman Cometh
emisja: 13.11.2013

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.