Fot. FX

Zakulisowe rozmowy (American Horror Story, S03E07)

Artykuł zawiera spoilery.

W porządku, oficjalnie się korzę i przyznaję do błędu. Zoe już nie jest postacią lekko zagubioną, lecz przeistoczyła się w jednego z najważniejszych graczy, który nie ogląda się na nikogo podczas podejmowania decyzji. W naturalny sposób stała się najciekawszą nastoletnią czarownicą w serialu, przejmując tę rolę od Madison, która powróciła do żywych mocno zmieniona (notabene, jej początkowy monolog – wyśmienity). W efekcie przemiany Zoe znacznie zmienia się sytuacja na planszy i układ sił, a przecież nie tylko ona liczy się w rosnących konfliktach.

Fot. FX

Fot. FX

To zresztą motyw przewodni odcinka – rozmowy pomiędzy bohaterami, które jeszcze mocniej kładą podwaliny pod rozwiązanie coraz bardziej zaplątanych i jednocześnie przeplatających się wątków. W tym tygodniu znów postawiono na istotne dialogi kosztem dramatycznych wydarzeń, ale tym razem, w przeciwieństwie do mojego ostatniego komentarza, uważam, że wyszło to naprawdę dobrze i w odpowiednich proporcjach posuwa akcję do przodu. Nawet nie przeszkadza mi znikomy udział magii. Poza tym jakże ważkie to były konwersacje! Zoe i Cordelia, Zoe i Spalding, Marie i Queenie, Queenie i Madame LaLaurie. Do tego interesująco rozwijająca się relacja pomiędzy Fioną a Axemanem, której towarzyszy udana kompozycja na saksofon w tle (w końcu! Od początku brakowało jazzu, to przecież Nowy Orlean). Wprawdzie cały czas sceptycznie podchodzę do kwestii przywrócenia Axemana do życia, ale świetny Danny Huston, który wciela się w tę rolę, sprawia, że przymykam na to oko.

Na drugim biegunie nadal niestety znajduje się wątek Kyle’a. Wreszcie coś się zaczyna w nim dziać, ale wciąż na tle pozostałych prezentuje się nieco biednie. Po świetnym motywie ze wspomnieniami związanymi z wizytą w salonie tatuażu, powróciliśmy do ustalonego już status quo, czyli widzimy chłopaka o ogładzie i zdolnościach artykulacyjnych goryla, dla którego liczy się tylko jedzenie i, od tego tygodnia, seks. W dodatku mam mieszane uczucia względem końcowej sceny sugerującej trójkąt. Mimo wszystko nie za bardzo mi to pasuje do Zoe. Potencjał tego wątku nadal jest jednak duży i liczę, że w końcu nabierze dynamiki, szczególnie że Kyle znalazł się już w szkole Cordelii, a zatem głównym miejscu wydarzeń tego sezonu i nigdzie nie powinien tym razem uciec. Tym bardziej szkoda tego motywu ze względu na Evana Petersa, który niespecjalnie ma szansę wykazania się aktorsko.

Fot. FX

Fot. FX

W ostatnim odcinku pominięto Misty, która trochę wyrasta na wskrzeszacza ex machina i pojawia się w serialu wtedy, gdy potrzeba wykorzystać jej moc. I piszę to przy całej mojej sympatii do tej postaci i jej konceptu, bowiem, podobnie jak w przypadku Kyle’a, wydaje się to trochę niewykorzystanym pomysłem. Ryan Murphy zapowiedział jednak, że jeszcze czeka ją większa rola w odcinkach po Nowym Roku, pozostaje zatem wierzyć i czekać. W tym tygodniu uświadomiłem sobie również, że kompletnie zapomniano o postaci religijnej sąsiadki czarownic. Właściwie wygląda na to, że jej pojawienie się było potrzebne tylko po to, by Madison mogła zaprezentować zdolności pirokinetyczne, a tym samym Fiona poczuła się zagrożona. No i nie zapominajmy, że syn kobiety został poważnie zraniony podczas inwazji zombie, ale nikogo, włącznie z matką, to nie obchodzi.

Fot. FX

Fot. FX

Czepiam się tych szczegółów jednakże chyba tylko z zasady. Nie był to bowiem idealny epizod, a jednak trudno wskazać na jednoznacznie nieudane czy wręcz złe decyzje scenarzystów. Tym bardziej, że jakiekolwiek wady przesłania świadomość konsekwencji tego odcinka. Hank z rozłożonym i czekającym na użycie arsenałem, Cordelia planująca z zimną krwią pozbycie się matki (swoją drogą po jej słowach „It’s simple”, czekałem na „We kill the Batman”. W sumie niewiele się pomyliłem), Queenie zmieniająca strony, wiedza, jaką Zoe wydobyła od Spaldinga (kolejny świetny fragment), niewesoła przyszłość Madame LaLaurie, której autentycznie zrobiło się żal. Mnogość tak ważnych scen w ciągu 45 minut zadziwia. Do tego atmosfera robi się nieco martinowska. Każdy ma własne cele i pragnienia, nikomu nie wyjawia całości swoich intencji, wszelkie sojusze czy przyjaźnie oparte są na kruchym i nietrwałym spoiwie, a jedyna niezaangażowana i bezstronna postać to Nan. W jakikolwiek sposób zostaną zakończone obecne w serialu konflikty, to na chwilę obecną nie wydaje się, by dane rozwiązanie zadowoliło więcej niż dwoje bohaterów. W dodatku nie można być pewnym, czy nie pojawi się ktoś, kto dorzuci swoje trzy grosze i jeszcze bardziej w tym wszystkim zamiesza.

Coven rozwija się w bardzo dobrym kierunku, a duet Murphy–Falchuk stworzył unikatowy klimat, nie zapominając o najlepszych cechach poprzednich sezonów – pogmatwaniu fabuły i dezorientowaniu widzów. Minęła połowa sezonu, a scenarzyści wciąż skutecznie trzymają nas w napięciu odnośnie kierunku, w jakim zmierza akcja. Pozostało tylko sześć odcinków, a nie możemy być pewni niczego. Nie wiem, czy zakończenie usatysfakcjonuje większość oglądających, ale wierzę, że nielicho nas zaskoczy.

American Horror Story
S03E07: The Dead
emisja: 20.11.2013

Piotr ‘Ramzes’ Mrowiec
Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego.

Piotr "Ramzes" Mrowiec

Kiedyś marzył o byciu astronomem, dzisiaj już nie marzy, tylko jest filologiem. Humanista z wyboru, umysł ścisły w sercu. Zawsze z milionem pomysłów do napisania czegoś i zbyt rozwiniętym leniem, by faktycznie to zrobić. Na oglądaniu seriali spędza zdecydowanie zbyt dużo czasu, ale już nauczył się z tym żyć i przyznawać do tego. Ideałem dla niego byłyby podróże po świecie i opisywanie swoich doświadczeń.