Pod górkę z mozołem (Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D., S01E06–08)

Pod górkę z mozołem (Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D., S01E06–08)

Artykuł zawiera spoilery.

Od momentu premiery Agenci SHIELD utracili wielu widzów, zniecierpliwionych średnimi fabułami, mało wciągającą, naiwną akcją operującą wyłącznie kliszami, zmęczonych drewnianym aktorstwem. Ale stopniowo, w drodze od odcinka szóstego do ósmego, coś zaczęło się zmieniać. Oglądalność przestała spadać, a nawet dyskretnie przyrasta. Przypadek? Nie sądzę.

Trzy najnowsze przygody wyglądają tak, jakby ktoś zerwał z oczu czy może z ekranu zasłonę, wydostał się spod tęczowej mgiełki, która dotychczas sprawiała, że epizody skierowane były w zasadzie do nikogo, zbyt dziecinne, by dorośli komiksomaniacy czerpali z nich przyjemność, a jednocześnie za poważne dla dzieci. Na szczęście te czasy, czasy nierówne, niejasne, czasy przemieszanych ze sobą konwencji i rozmytych targetów, próbowania sił – zdają się przemijać.

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.

Fot. ABC

Omawiane odcinki to (jakże konieczny!) fokus na bohaterów, stawianie ich w nietypowych tandemach i sytuacjach po to, byśmy ich mogli wyjąć z szufladki i poddać jeszcze raz ocenie.

Opanowany dotąd, doskonale wytresowany agent Ward staje się – dosłownie – berserkerem i musi się zmierzyć z potężną mocą schowanej w głębi podświadomości traumy. Wycofana z własnej woli na pozycję pilota Melinda May przez mgnienie wraca do roli superbohaterki i widzimy ją we wspaniałej sekwencji walki. Agent Coulson nareszcie wyrzuca z siebie nieco informacji na temat swojej śmierci i zmartwychwstania, widzimy też, że niepokoi go własny stan zdrowia i że boryka się z sennymi koszmarami, które mają formę frapująco idylliczną (i nawiązują do przygód niejakiej Echo). Zabawni i „otagowani” jako para „geeków” Fitz i Simmons okazują się postaciami znacznie bardziej skomplikowanymi, odważnymi jeśli trzeba, ale także zmagającymi się z fobiami, poczuciem winy, świadomymi własnych niedoskonałości. Sceny jak ta, w której Jemma przygotowuje z czułością kanapkę „na drogę” dla swojego towarzysza, czy jak finał odcinka The Well, z Wardem zbywającym zapatrzoną w niego jak w obrazek Skye, a przyjmującym znacznie mniej subtelną propozycję Melindy – to są już ślady Whedona w Whedonie.

Cienie wzruszeń, które pamiętamy z Buffy czy Dollhouse, dylematów, zranień serca, niepokoju rodzącego się gdzieś w głowie widza i niepozwalającego przejść do porządku nad tym, co się stało. Sprawiającego, że o odcinku myśli się jeszcze długo, bo coś w nim uwiera, podskórnie działa, naciska na odsłonięty nerw.

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.

Fot. ABC

Wcześniej, na samym początku, okropnie brakowało Agentom tej subtelności, wieloznaczności, taktu. Brakowało jak powietrza. Teraz powietrze sączy się przez uchylony lufcik. Nie da się jeszcze odetchnąć pełną piersią, ale przestajemy się dusić. Dobre i to!

Bardzo dobrze też, że świat organizacji SHIELD się rozrasta, w odcinku The Hub poznajemy szerszą strukturę, innych agentów, procedury, sposoby działania i myślenia. I że nie jest to świat pastelowy i przyjazny, jak by się mogło zdawać, patrząc na sympatyczną drużynę Coulsona, ale wręcz odpychający, bezduszny, do szpiku biurokratyczny, trzymający się z uporem złych decyzji, zasłaniający protokołem, nadużywający władzy, skrywający tajemnice. Zaczynamy rozumieć, czemu Skye była tak cięta na ponurą korporację. Nie ufamy im za grosz!

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.

Fot. ABC

No właśnie, Skye. To duża sztuka stać się w przeciągu paru odcinków najbardziej znienawidzoną postacią serialu! Bezbarwna i niezbyt koherentna „podwójna agentka” ogromnie działa fanom na nerwy, co wcale nie jest takie złe: niechęć to także emocja, a na hejterstwie zbudowano już niejedną fortunę. Czy jest może na sali ktoś, kto spróbuje stanąć w obronie tej dziewczyny i przyzna, że darzy ją sympatią? Jestem bardzo ciekawa waszych opinii.

Interesujące robią się także rozwiązywane zagadki. Sprzątanie „po Thorze” to odcinek jak do tej pory najprzyjemniejszy. Wspaniały jest Peter MacNicol w roli ukrywającego się na ziemi od setek lat Asgardczyka (narkotyczne wizje z Ally McBeal automatycznie pojawiły się w mojej głowie, gdy tylko go ujrzałam), świetnie pokazani zostali Norwescy poganie (ach, te obowiązkowe długie włosy!), moje serce skradł też leśny strażnik rzewnie płaczący nad wyciętym drzewem.

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.

Fot. ABC

Miło jest zobaczyć Greenwich i tamtejszy uniwersytet. Rozkosznie odwiedzić Sevillę, nawet jeśli buszujemy głównie po starych kościołach. Wątek Jemmy walczącej z tajemniczym wirusem, zamkniętej w klaustrofobicznym wnętrzu laboratorium, też potrafił nieźle przyspieszyć tętno, a finałowy skok – i heroizm Warda, który Fitz okupił ciągnącymi się wyrzutami sumienia – przerzucił nas znów na stronę super-herosów, nie dając zapomnieć, że Agenci to może druga linia frontu, ale mimo wszystko są to sprawnie działający i doskonale wytrenowani bohaterowie akcji.

Jest lepiej. Po prostu – lepiej. I czuję ulgę, pisząc to. Jeśli druga połowa sezonu okaże się co najmniej tak dobra jak ostatnie odcinki, to prognozuję Agentom SHIELD długą, telewizyjną karierę.

Marvel’s Agents of S.H.I.E.L.D.
S01E06: F.Z.Z.T., emisja: 05.11.2013
S01E07: The Hub, emisja: 12.11.2013
S01E08: The Well, emisja: 19.11.2013

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.