Prawie robi różnicę (Almost Human, Premiera: S01E01–03)

Prawie robi różnicę (Almost Human, Premiera: S01E01–03)

Artykuł zawiera niewielkie spoilery.

Na naszych ekranach pojawiła się kolejna z tegorocznych nowości zapowiadanych jako potencjalny wielki hit z pogranicza SF. Almost Human staje więc w szranki z premierami takimi jak Agenci SHIELD czy Sleepy Hollow. I trzeba przyznać, że choć rating premiery nie dorównał osiągom konkurencji, jest to serial obiecujący.

Almost Human

Fot. FOX

Od razu widać, że produkcja bardzo dużo zawdzięcza Blade Runnerowi, korzystając z jego charakterystycznej, nieco onirycznej poetyki. Oglądamy ludne, multikulturowe miasto przyszłości, które jest zarazem futurystyczne i staroświeckie, to vintage rodem ze stylu cyberpunkowego. Widzimy China Town i bary z nudlami, dziwne pojazdy unoszące się nad ziemią, odwiedzamy nocne kluby, brudne zaułki, ślepe uliczki i podejrzane gabinety szemranych naukowców. W tle atmosferę pogłębia muzyka The Crystal Method. Nie wiemy, kto jest kim, jakie tajemnice skrywa, jakie ma motywacje. Prawdziwa tożsamość naszych drogich bohaterów, jak w książkach nestora gatunku, Philipa K. Dicka, wymyka się percepcji.

A skoro Dick, to nie ma nic pewnego, jawa i sen splatają się ze sobą, a halucynogenne wizje są na porządku dziennym. Będzie dużo bólu, cierpienia, gorzkich refleksji nad kondycją świata i człowieczeństwa, naturą dobra i zła, życia i śmierci, oraz nad represyjnymi mechanizmami władzy. Innymi słowy, tym, co dostajemy, jest klasyczna i zarazem szalenie modna dystopia.

Almost Human

Fot. FOX

Obejrzeliśmy zaledwie trzy odcinki, ale to wystarczyło, by pojawiły się teorie spiskowe dotyczące fabularnej tkanki serialu, z których najczęstszą jest ta, że sam (jakże wspaniały!) Karl Urban, czy raczej grany przez niego detektyw John Kennex, główny bohater Almost Human, jest w swej istocie robotem czy też „syntetykiem” – sztucznym tworem w stopniu większym, niż mogłoby się to wydawać i nam, i jemu. I że nie bez powodu tyle się słyszy w serialu o „programowalnym DNA” oraz o długiej śpiączce bohatera i jego problemach z pamięcią.

Skąd ten pomysł? Z jednej strony chodzi pewnie o wspomniane nawiązania do Blade Runnera (wszak jedną z popularnych teorii było zawsze podejrzenie, iż protagonista grany w filmie przez Harrisona Forda jest tak naprawdę replikantem – lecz o tym nie wie), z drugiej o twórcę serialu. J.J. Abrams przyzwyczaił swą publiczność do śmiałych twistów. Zdajemy sobie też sprawę, że imię „John” wskazuje na postać everymana, jednego z nas, czyli „skonfliktowany wewnętrznie” bohater reprezentować będzie troski i obawy zmieniającej się dynamicznie ludzkości.

Almost Human

Fot. FOX

Już w pierwszych odcinkach widzimy, że świat skonstruowany został pieczołowicie i z pomysłem. Mimo ewidentnych i pełnych szacunku ukłonów w stronę klasyki SF jest to dystopia oryginalna, przemyślana, staranna, unikająca wyświechtanych klisz lub serwująca je z wdziękiem i szacunkiem. Pomysły dotyczące kierunku, w jakim poszły rozwój ludzkości i rozbudowa miast, zdobycze technologiczne, przemiany społeczne, wszystko to zrobione jest „z przytupem” i daje do myślenia, a poszczególne koncepcje – frapują.

Terroryści strzelają w twarz policjanta, lecz zamiast tradycyjnego pocisku z lufy wydostaje się gumowata substancja, która zakleja twarz ofiary tak, by mężczyzna nie mógł nic widzieć, krzyczeć ani nawet oddychać. Taki zabieg czyni porwanie niezwykle łatwym. Przestępcy „przebierają się” w hologramy cudzych twarzy, by uniknąć rozpoznania przez system kamer i zrzucić winę za wykroczenie na kogoś innego. Branża porno próbuje nielegalnie pozyskać oryginalną ludzką skórę (wraz z bukietem feromonów i doznaniami dotykowymi) dla swoich seks-botów.

Drugi odcinek, ujawniający taką procedurę, nawiązuje do klasycznych filmów w stylu Narzeczonej Frankensteina z 1935, Les yeux sans visage (1960) czy Gritos en la noche (1962) i podejmuje temat uprzedmiotowienia kobiet oraz narzucania im przeróżnych, w tym seksualizujących, kontekstów, czyniących z nich dosłowne ucieleśnienie męskich fantazji. Nie da się jednak tego uczynić bez przekroczenia granic prawnych i moralnych. Nowoczesność prowokuje, jak widać, do innego typu przestępstw, ale sama przestępczość pozostaje bez zmian, motywacje opryszków to nadal władza, pieniądz, pragnienie sławy czy zemsta. Zachwycają lub przerażają poszczególne rozwiązania, lecz doskonale rozumiemy mechanizm. Serial łączy więc nowe ze starym.

Almost Human

Fot. FOX

Jest pesymistyczną wizją zdegenerowanego świata, ale jest także klasycznym policyjnym proceduralem osadzonym w stylistyce noir. Widzimy miasto ponure, stracone, slumsowe, pełne narkotykowych gangów, nowych i niebezpiecznych używek, handlarzy organami, szalonych naukowców i przestępców z wdrukowaną paranoją. Detektywi, gdyby mogli, nosiliby pewnie prochowce i nerwowo podpalaliby papierosy, wygłaszając przy tym ponure refleksje na temat kondycji świata. Toczyliby filozoficzne dysputy podczas długich godzin spędzonych „na czatach”, w policyjnym samochodzie. Wykonywaliby swoją niebezpieczną pracę bez większego poczucia misji, ponieważ z entropią nie da się skutecznie walczyć, a obaj partnerzy dostali już w przeszłości szczodrą porcję nauczek od losu. Mieliby swoje prywatne wojny, niedokończone sprawy, sekrety napędzające ich działania, podsycające nerwową energię i spędzające sen z powiek.

Tak, jest ich dwóch, a obaj na swój sposób „wyjątkowi”. W tym świecie „organiczny” policjant parowany jest z mechanicznym towarzyszem, który dba o jego bezpieczeństwo. W konkretnym przypadku, który obserwujemy, żadna ze stron duetu nie jest jednoznaczna ani typowa i to pewnie sprawia, że tak dobrze dogadują się ze sobą. Człowiek został poskładany z kawałków po ciężkim wypadku i przywrócony do służby po blisko dwuletniej (i mocno tajemniczej) śpiączce. Jest więc nieco zapóźniony w stosunku do reszty świata i ma ambiwalentny stosunek do technologii, odrzucając na przykład mechaniczną nogę, nie akceptując protezy, która pozwala mu na normalne życie i na powrót do pracy w policji.

Mechaniczny partner, Dorian (Michael Ealy) jest z kolei przedstawicielem starszej, wycofanej już z obiegu generacji humanoidalnych robotów obdarzonych „duszą”, czyli pewnym typem intuicji, pozwalającej kreatywnie łączyć fakty, i w związku z tym manifestującej się na zewnątrz jako „emocjonalność”, zaawansowane zdolności społeczne. Roboty te zachowywały się irracjonalnie – jak ludzie – co zostało uznane za błąd, „bug” systemu i było powodem wycofania modelu z czynnej służby. Z czasem policja zastąpiła je maszynami całkowicie logicznymi i „bezdusznymi”.

Almost Human

Fot. FOX

Para detektywów stanowi więc duet niezwykły. Człowiek ma w sobie wiele mechanicznych, nienaturalnych elementów i kontekstów, a robot wydaje się bardziej ludzki niż ludzie. Nie ma ostrych granic, dychotomia rozpływa się, załamuje, rozwarstwia na wiele aspektów. John Kennex, bez względu na to, kim okaże się w przyszłości, już teraz jest postacią żyjącą tylko dzięki zaawansowanej medycynie i technologii, więc jego niechęć wobec nowoczesności i uparcie tradycjonalistyczna postawa przypominają mechanizm wyparcia.

Dorian, choć cechuje go pogoda ducha, cierpi na kompleks niższości – zdaje sobie sprawę, że jego „reaktywacja po latach” związana jest bezpośrednio z pełnowartościowym, ludzkim detektywem i że w razie śmierci „żywiciela” zostanie wyłączony i zamknięty w magazynie. Nie jest postacią samodzielną, obdarzoną prawami. Jest rzeczą, nie osobą. W tym kontekście nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż ten bohater jest czarnoskóry. Rasistowska klisza bardzo się tu przydaje, podkreśla symbolikę, w obrębie której robot jest nowym „czarnym”. Czymś mniej niż człowiekiem. Człowiekiem „prawie”. A „prawie”, jak wiemy, robi kolosalną różnicę…

W tej sytuacji i przy takim poziomie dyskryminacji – dyskryminacji totalnej, bo ontologicznej – „emocjonalność obiektu” na pewno nie pomaga. Czy mamy tu nowy rodzaj opresji, która niedługo stanie się częścią ludzkiej codzienności? Wcześniej czy później będziemy musieli uregulować nasz stosunek do zaawansowanej technologii, takiej jak humanoidalne roboty. Na poważnie zastanowić się, czy – wraz z agresywnym rozwojem biomedycyny, inżynierii genetycznej i nanotechnologii – istnieje twarda granica między tym, co biologiczne i „naturalne”, a tym, co sztucznie skonstruowane. Czy da się określić poziom zmian i interwencji – choćby procentowy – po którego przekroczeniu człowiek przestaje być człowiekiem? A może sama definicja człowieczeństwa wymaga przetasowania, przeformułowania? Kim jest zatem człowiek?

Almost Human

Fot. FOX

Takie fundamentalne pytania, o definicję człowieczeństwa i o możliwość adaptacji, także „filozoficznej”, do nowej rzeczywistości i zmieniającego się radykalnie środowiska, stawia przed nami Almost Human. A jak na nie odpowie, dowiemy się być może w kolejnych odcinkach.

Almost Human
science fiction, procedural
FOX, 2013–

Pirjo Lehtinen: człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.

Pirjo Lehtinen

Człowiek–inspiracja! Pir­jo uro­dzi­ła się w Hel­sin­kach, lecz o­bec­nie miesz­ka w Kra­ko­wie. W pew­nym sen­sie jest naj­słyn­niej­szą z zu­peł­nie nie­zna­nych au­to­rek. Jej a­wan­gar­do­we o­po­wia­da­nia prze­czy­tać moż­na na Krypnych Opowieściach, a o­prócz te­go w za­sa­dzie nie­wie­le o niej wia­do­mo. Mo­że tyl­ko ty­le, że spo­ro cza­su po­świę­ca na wni­kli­wą wi­wi­sek­cję o­glą­da­nych se­ria­li. Nie­któ­rzy twier­dzą, że jest sza­lo­na. Inni – że słodka.