Pająk w pięciu smakach

Pająk w pięciu smakach

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Amazing Spider-man! Hmm… Let me write that down. That could be big!
Stan Lee, the Janitor, Ultimate Spider-man S01E06

Nie, wbrew pozorom nie chodzi o jedną z pozycji menu w tajskiej knajpie dwie przecznice od waszego domu. Chodzi o danie bardziej dla ducha, niż dla ciała, podane w 5 różnych sosach. Chociaż nadal po sąsiedzku. Przed wami Życzliwy Człowiek-Pająk z Sąsiedztwa! (obawiam się, że „Friendly Neighbourhood Spiderman” brzmi jednak lepiej).

Większość ludzi, których znam, oglądała kreskówki we wczesnej lub późniejszej młodości, potem się z tego „wyrastało”, by następnie ewentualnie powrócić do nich po latach jako osoba dorosła. Ze mną było trochę inaczej – nigdy nie przestałem oglądać kreskówek, jedynie poziom i ciężkość poruszanych tematów zmieniały się z latami. Do wielu tytułów z dzieciństwa zdarzało mi się wracać po latach, z dodatkowym zastosowaniem taktyki dig deeper (dzięki, Internety!). Zaowocowało to odkryciem wielu niesamowitych perełek ze świata animacji, o których przeciętny zjadacz kreskówkowego chleba nie ma pojęcia. Dodatkowo, w związku z tym, że Spider-man jest moim osobistym numerem 1 wśród komiksowych i filmowych superbohaterów, zabierałem się od razu za oglądanie każdego serialu o Pajęczaku, o którym usłyszałem.

Teraz, przy okazji Tygodnia z animacją, nadarza się idealna sposobność, żeby dokonać pewnego zestawienia. Znalazły się w nim serie: Spiderman: The Animated Series (1994), Spiderman Unlimited (1999–2001), Spiderman: The New Animated Series (a.k.a. MTV Spiderman) (2003) i Spectacular Spiderman (2008–2009). Osoby spostrzegawcze (oraz umiejące liczyć do pięciu) pewnie zorientują się, że wymienionych serii jest tylko cztery – spieszę wyjaśnić. Cztery wymienione powyżej adaptacje historii Człowieka-Pająka to te, które znam w całości i na początku zamierzałem pisać tylko o nich. Jednak po dłuższym zastanowieniu postanowiłem dodać do omówienia jeszcze piąty „sos” – klasyczny (nie tylko dlatego, że chciałbym uczynić to zestawienie pełniejszym, ale też dlatego, że klasyczna wersja animowanego Pająka przyczyniła się do powstania jednej z najlepszych serii obrazkowych dowcipów funkcjonujących w Internecie). W związku z tym zapoznałem się pobieżnie z seriami Spiderman Animated Series (1967) oraz Spiderman and His Amazing Friends (1981–1983), które, mimo dzielących je lat są do siebie bardzo podobne. Jest jeszcze jedna niespodzianka. (Nie byłbym sobą, gdybym jeszcze bardziej nie namieszał!) W trakcie przygotowań do pisania tego tekstu trafiłem na kolejną serię (funkiel nówkę), a mianowicie Ultimate Spiderman (2012–) z którą również zapoznałem się pobieżnie i którą też, na ile to będzie możliwe, nie obejrzawszy serii w całości, chciałbym porównać z innymi w tym zestawieniu. (Disclaimer: w związku z tym, że trzech ostatnich wymienionych nie widziałem całych, przy pisaniu o nich mogę czasem palnąć jakąś bzdurę)[1].

A więc, Panie i Panowie, przed Państwem „Pająk w pięciu smakach, ale właściwie to w czterech, chociaż tak naprawdę to w sześciu albo nawet siedmiu”!

Fot. ABC/NBC/Fox/The CW/MTV/Disney XD

Fot. ABC/NBC/Fox/The CW/MTV/Disney XD

Intro

Spider-blood, spider-blood, radio-active spider-blood!
Spiderman: The Animated Series intro

First things first”, czyli zaczynać należy od początku, a na początku było Intro (co prawda czasem mamy przed nim tzw. cold open ale umówmy się, że opening jest na początku). Cokolwiek by nie mówić na ten temat, dobra sekwencja wprowadzająca ma ogromne znaczenie dla całościowego odbioru serii – w baaardzo rzadkich wypadkach serial jest tak dobry, że można wybaczyć twórcom słabe intro. Z drugiej strony zdarzają się takie perełki w tej kategorii, że zapadają w pamięć nawet bardziej niż treść serialu (u mnie tak było z Dexterem, którego drugą serię sporadycznie zdarzało mi się oglądać kiedyś chyba w AXN. Trafiałem przypadkiem na pojedyncze odcinki i nie pamiętam z nich prawie nic, ale czołówka wbiła mi się w pamięć na długo). Ważna jest nie tylko warstwa wizualna, ale także muzyka – czasami przede wszystkim ona. Do tego spójność wewnętrzna, odpowiedniość wprowadzenia do całości odcinka oraz to „coś” niedające się określić, ale pozwalające się zbadać przez rodzące się na widok czołówki wewnętrzne uczucie, które można umieścić w odpowiednim miejscu na skali od „Zaczyna się! Dobry Boże/Buddo/Allachu/Wisznu, tak! Czekałem na to cały tydzień” do „Meh. Serial”.

Zacznijmy wyliczanie – w kolejności od najsłabszych do najlepszych:

Jeśli chodzi o intro nie ma wątpliwości, że zdecydowanie najsłabiej wypada w zestaweniu US – w związku z tym, że tam praktycznie NIE MA czołówki (sic!). Jedyne, co dostajemy, to animacja Marvela (taka, jak we wszystkich ekranizacjach komiksów spod znaku „dużego M” ostatnich lat), następnie znak Ultimate Spidermana, który obrywa pajęczyną, do tego jakieś szczątkowy muzyczny dżingiel. Wszystko to trwa niecałe 10 sekund. Być może taki minimalizm ma swój urok, ale dla mnie raczej nie – pod tym względem jestem tradycjonalistą, wolę kilka fajnie zmontowanych ujęć, skomponowanych z kawałkiem porządnej muzyki. Jak dla mnie – US w kategorii „intro” zostaje zdyskwalifikowany.

Następna w kolejności jest czołówka SaHAF. Uuuugh… Ciężka sprawa. Coś, co zaczyna się całkiem ciekawą animacją pająka do interesującej melodii (jak z amerykańskich seriali kryminalnych lat 60.) zmienia się w… całe mnóstwo ujęć uśmiechniętych Spider-Friends, demonstrację tego, jak meble zmieniają się w centrum dowodzenia, bohaterowie zmieniają w superbohaterów, po czym bez wysiłku pokonują kilku przeciwników na tle psychodelicznych kolorowych świateł, głosu radiowego spikera wymieniającego wszystkich po imieniu i melodyjki jak z amerykańskiego teleranka. Naprawdę ciężki stuff… Nawet Doom zdaje sobie z tego sprawę – jego wykrzywiona gęba zdaje się gdzieś pośród tego wszystkiego mówić „Co ja tu, do cholery, robię…?”

WAT!?, Fot. ABC

WAT!?, Fot. ABC

Na tym tle dużo lepiej wypada Spiderman 1967, który co prawda ma zbliżoną animację, ale jednak dobór ujęć jest dużo strawniejszy dla oka (chociaż sposób, w jaki Pająk skacze z dachu na dach, nogami do przodu, z rękoma przy ciele jakby tańczył „kaczuszki” to niezły mindfuck), logiczniejszy i ogólnie chyba lepiej przemyślany. No i wygrywa oczywiście muzyką – nieśmiertelny hit o tym, że „Spiderman robi wszystko to, co potrafi pająk”,  znany niektórym lepiej z wersji Homera Simpsona o świni, jest tym, co stawia to intro o kilka oczek wyżej niż SaHAF.

W połowie stawki plasuje się intro do MTVS – pomijając animację, która jest… cokolwiek specyficzna, mamy tutaj: dobra, dynamiczną kompozycję ujęć, przedstawienie bohaterów na tle pajęczej sieci, wszystko pod kolory niebieski i czerwony, spójną czcionkę napisów, do tego kawałek fajnej elektronicznej muzy. Całość jest stosunkowo krótka, ale w tym przypadku wypada to raczej na korzyść. Zgrzyta mi tylko mina Petera, gdy na koniec zdejmuje maskę… Jakby poza kadrem ktoś robił mu coś średnio przyjemnego… Trudno mi zrozumieć, co ma to ujęcie znaczyć (ogólnie przypomina trochę Dooma, o którym było wcześniej).

Ostatnia trójka to czołówki pomiędzy którymi długo się wahałem, która jest lepsza. W końcu zdecydowałem się dać drugie miejsce S:TAS i pierwsze – ex aequoSU i SS.

S:TAS znalazłoby się pierwsze w tym zestawieniu, gdybym nie obejrzał wszystkich czołówek jeszcze raz, dla przypomnienia i opierał się tylko i wyłącznie na tym, co pamiętam o kolejnych seriach. Wygrałoby przez sentyment, bo tę serię oglądałem „za dzieciaka” i z tym intro kojarzy mi się Spider-man. Dynamiczne zestawienie świetnych ujęć, gdzie dzieje się wszystko – wybuchy, potwory, mordobicie, skoki, fikołki, wielkie pająki, roboty, kwas i wiele więcej. Do tego na początek to legendarne ujęcie pajęczyny rozwijającej się na czarnym tle, które sprawiało, że człowiek miał pewność, że na najbliższe pół godziny świat poza telewizorem przestaje istnieć. Oł jes! No i oczywiście muzyka… świetny kawałek z elektryczną gitarką i ten riff, który mieszka w mojej głowie od 20 chyba lat: „Ty-ry-ryy-ryy! Tyyyyy-ryyyyy…” No i słowa, które teraz, po latach zmieniły się z „Spider-man, Spider-man, ły-dy-ły-dy Spider-man!” w „Spider-man, Spider-man, radio-active Spider-man!”. To jest moc!

Spiderman 1967, Fot. ABC

Spiderman 1967, Fot. ABC

Dwa pierwsze miejsca wygrywają i muzyką i ujęciami i pomysłem – chociaż styl animacji mają zupełnie inny. Trudno mi było zdecydować, który z nich jest lepszy, właśnie dlatego, że różnią się aż tak. Muzyka w Unlimited ma podobny klimat jak w S:TAS, melodię oparta na riffie gitarowym, do tego ujęcia zmontowane w sposób bardzo komiksowy, tempo momentami zwalnia, momentami przyspiesza, całość daje świetny efekt. Spectacular urzeka pomysłem – kolejne ujęcia z serii ukazane jako zdjęcia w gazecie albo jako oczka pajęczej sieci, no i do tego świetny kawałek, napisany specjalnie na potrzeby intro, ze słowami mówiącymi o Pajęczaku, na wzór klasycznego Spidermana z 1967. Jako całość – super i naprawdę wprowadza w odpowiedni nastrój do oglądania

Pajęcze opowieści

Do you ever SHUT UP?!?
Różni bohaterowie we wszystkich seriach przy różnych okazjach

W tym miejscu zrezygnuję z oceniania konkretnych serii i ustawiania ich w kolejności lepszy-gorszy, w związku z tym, że wszystkie są zupełnie inne. Wszystkie mają też różne rozmiary – od S:TAS, który doczekał się pięciu serii czy Spiderman z 1967 (52 niepowiązane ze sobą odcinki), po MTVS i Unlimited, oba wycofane po pierwszej serii.

Spiderman z 1967 opowiada krótkie historie, na pojedynczy odcinek, czasem nawet na połowę. Nie ma żadnych wątków, które ciągnęłyby się dłużej. Może poza okazjonalnymi flirtami Petera z Betty Brant (pierwotnie ani MJ, ani Gwen Stacy nie były pierwszymi dziewczynami, z którymi kręcił Peter, chociaż to one są częściej wykorzystywane w późniejszych adaptacjach historii Pająka) i jego trudnymi relacjami z J. J. Jamesonem, ale jest to tutaj raczej rodzaj „powracającego gagu” niż stała oś fabularna. Szczerze mówiąc, dużo ciekawsze historie powstały chyba z ujęć z serialu w dyskusjach na 4chanie… Jeżeli chodzi o elementy stałe w serialu – Peter jest studentem (chociaż chyba nigdy nie bywa na uczelni, czasem jedynie odwiedza swoich wykładowców, na których zazwyczaj wtedy przy okazji ktoś napada), pracuje w Daily Bugle na stałe, poza tym – mimo że jest nastolatkiem – narysowany jest jak dorosły facet i taki też ma głos. Dziwne? Dziwne.

SaHAF, Fot. NBC

SaHAF, Fot. NBC

Jeszcze dziwniejszy jest pomysł na SaHAF – Peter mieszka ze swoimi przyjaciółmi, Bobbym Drake’iem (Iceman) i Angelicą Jones (Firestar), po pierwsze dlatego, że razem tworzą ekipę Spider-Friends, po drugie dlatego, żeby taniej było im – wiadomo, studenci – wynajmować mieszkanie, za które płacą razem co miesiąc… ciotce Petera, May. Ciotka najwyraźniej doszła w końcu do wniosku, że wystarczy już utrzymywania darmozjada, więc Pająk płaci jak wszyscy. Mieszka też z nimi szczurowaty pies, który ciągle biega za ekipą i wpada w „śmieszne” tarapaty, wywołujące u wszystkich salwy śmiechu. Do tego Bobby i Peter próbują ciągle rwać Angelicę, wobec siebie są wredni i docinają sobie bez przerwy, ale mimo to przyjaźnią się i „gdy kończy się dzień” cała trójka radośnie podsumowuje wszystkie przygody wspólną salwą śmiechu… Ogólnie wszystko ma klimat mocno w stylu Scooby-Doo. Serio. Zapomniałem dodać jeszcze o pojawiającej się ciągle FU-physics oraz FU-logics – dla przykładu: Green Goblin zrzuca Spider-mana ze swojej lotni nad Central Parkiem, żeby ten nie miał się czego chwycić, Iceman widząc to buduje lodowy most jakieś 5 metrów nad ziemią, a Spidey spada prosto na niego pod katem prostym i… nic mu się nie dzieje. Okazuje się więc, że upadek z ok. 100 metrów na trawę zabiłby Pająka, ale upadek z ok. 95 na twardy lód nie robi mu krzywdy. Do tego mamy np. sytuację w której Kraven porywa Firestar, Iceman i Spider-man, szukając jej, każą psu węszyć trop, który ten niestety gubi przez olej rozlany przez porywacza. Jego nos prowadzi go za to do sklepu „Stan’s Pet Shop”, gdzie Spidey znajduje najnowszy numer Live z Kravenem na okładce, stojącym na tle samolotu i stwierdza, że wie, gdzie ten samolot stoi. W ten sposób odnajdują porwaną. Nie ściemniam.

W Ultimate za to, zgodnie z konceptem Ultimate Marvel, gdzie wszyscy najważniejsi herosi z obszernej stajni Stana Lee stają się doskonalszymi wersjami samych siebie, główną osią fabularną jest propozycja Nicka Fury (w wersji Ultimate jest nim oczywiście animowany Samuel L. Jackson), by Spidey skorzystał ze szkolenia S.H.I.E.L.D.u, którą to propozycję Peter przyjmuje (nie bez wahania). Z drugiej strony Doctor Octopus na zlecenie Normana Osborna przy pomocy różnych najemnych zbirów próbuje dorwać Pająka, by na bazie jego zdolności i technik stworzyć armię pajęczych żołnierzy, których dostanie ten, kto najwięcej zapłaci. Do tego Fury daje Spider-manowi (poza całą gamą nowych gadżetów opracowanych przez inżynierów Tarczy) kolegów do zabawy – teoretycznie żeby trenowali razem, ale w praktyce tworzy drużynę super-bohaterów razem z innymi młodymi bohaterami (w tej wersji Peter chodzi do ogólniaka): Nova, White Tiger, Iron Fist i Power Man, którzy (oczywiście) zostają potem przeniesieni do tej samej szkoły, której dyrektor zostaje zastąpiony agentem Coulsonem, żeby ten miał dzieciaki na oku. Mamy więc superhero highschool drama w wydaniu mocno komediowym – humor jest najsilniejszą stroną serii, czasami niestety przysłaniając wszystkie inne aspekty. Co prawda nie jest to slapstickowy humor, który był obecny w klasycznym Spidermanie, a trochę wyższy poziom (np. całkiem zabawne wewnętrzne monologi, lub teksty rzucane przez „czwartą ścianę” na stop-klatce całego świata wokół, a do tego różne wizje, które miewa Pająk – momentami podobnie absurdalne do tych, które snuł JD w Scrubs). Klimat serii może nie spodobać się tym, którzy lubią historie opowiedziane na poważnie, z nieinwazyjnymi, rzadkimi elementami humoru. Wiele postaci zostało „opowiedzianych” zupełnie inaczej (znaczne zmiany przechodzi np. May Parker), poza tym z tych kilku odcinków, które widziałem, odnoszę wrażenie, że nie jest to seria, którą dałoby się oglądać „cięgiem” – w każdym odcinku nawraca dowcip z niszczeniem billboardu Daily Bugle, w prawie każdym padają w narracji słowa „Hej, jestem Peter Parker, znany także jako Spider-man” i powtórzenie podstawowych informacji o settingu (może dlatego, że seria robiona jest dla współczesnego odbiorcy, który nie potrafi po tygodniu przypomnieć sobie, o czym jest serial, do którego następnego odcinka zasiada?)

S:TAS oglądany z doskoku może wprowadzić w zamieszanie – momentami wydaje się, że każdy odcinek opowiada inną, oddzielną historię, innym razem może się wydawać, że jest to jedna spójna fabuła. W rzeczywistości wewnątrz 65 odcinków mamy kilka pełnych, zamkniętych wątków (poza pierwszą serią, której większość [8 na 13] to pojedyncze odcinki). Neogenic Nightmare ciągnie się przez cały drugi sezon, Sins of the Fathers cały trzeci, Partners in Danger cały czwarty. W trakcie serii Peter jest studentem college’u, pracuje jako freelancer dla Daily Bugle (sprzedając zdjęcia Spider-mana oczywiście), kręci na poważnie jedynie z Mary Jane Watson („face it tiger, you just hit the jackpot!”), na mniej poważnie, przez chwilę, z Felicią Hardy (i to na dwóch frontach – Black Cat, jej alter-ego rwie Spider-mana, kiedy spotykają się czasem na dachach). W serii dzieje się naprawdę sporo szalonych rzeczy (łącznie z zamianą Pająka w supermegazmutowanego Pająka, podróżami między wymiarami, wodnym klonem Mary Jane i spotkaniem z autentycznym Stanem Lee, tym z naszego świata, w ostatnim odcinku). Seria jest jak do tej pory najdłuższą animacją o Spidermanie. Miała podobno być jeszcze dłuższa, niestety twórcy nie dogadali się z szefem Fox Kids, mimo że popularność stała na poziomie emitowanych w tym samym czasie X-Men, Power Rangers i Batman: The Animated Series. Fabularnie S:TAS było naprawdę wciągające i strasznie smutne jest oglądanie ostatnich odcinków ze świadomością, że są ostatnie.
[Spolier alert!!!] Zwłaszcza, że nie wiadomo co z MJ, która <wykonuje otwartymi dłońmi gest ukośnego przesunięcia w bok i w dół[2]> utknęła w alternatywnym wymiarze.[/Spoiler Alert]

S:TAS, Fot. Fox

S:TAS, Fot. Fox

Spectacular Spider-Man przenosi Petera z powrotem do ogólniaka (i to do pierwszej klasy) kilka miesięcy po uzyskaniu super mocy. Peter przyjaźni się z Gwen Stacy i Harrym Osborne’em (który w tej wersji jest strasznym nieudacznikiem, poważnie udręczonym przez wygórowane wymagania ojca, który z kolei szybko zaprzyjaźnia się z Peterem i zaczyna we wszystkim go chwalić. Wiadomo, czym to się musi dla Harry’ego skończyć). Gwen znajduje się od pewnego momentu w centrum romantycznych zainteresowań Petera (chociaż z czasem ten olewa ją dla cheerleaderki, Liz, która w klasycznym uniwersum Spider-mana jest… cóż, nikim ciekawym), pojawia się też Black Cat, która oczywiście leci na Spider-mana, ale nie widzimy jej jako Felicii. Peter i Gwen zostają przyjęci na staż do laboratorium Kurta Connorsa (tak jest, Jaszczura), w którym pracuje także dobry przyjaciel Petera i Gwen, Eddie Brock (tak jest, Venom), tam też przytrafia się wypadek Maxowi Dillonowi (tak jest, Electro). Ogólnie dużo się dzieje wokół tego laboratorium. Czyżby zostało wybudowane na starym indiańskim cmentarzu? Tego nie wiadomo, ale w SS opowieść zachowuje ciągłość przez obie serie. Historie powstania niektórych bohaterów i antybohaterów inspirowane są nie tylko przez klasyczny, mainstreamowy setting komiksu, ale także przez rozwiązania fabularne z różnych er komiksu, przez filmy kinowe (niestety mowa tu o kinówkach z tą chudą łajzą. Fuj), czy przez komiksowe uniwersum Ultimate. Ciekawe fabularnie jest wprowadzenie problemów takich: jak finanse Parkerów (Peter rozpaczliwie próbuje zdobyć zdjęcia Spider-Mana dla Daily Bugle, żeby dołożyć się cioci May do rachunków) oraz kwestii zaufania, przyjaźni i romantycznych stosunków Petera (w końcu chłopak ma 16 lat, trudny wiek, hormony i te sprawy). Niestety Spectacular nie dał rady rozwinąć się poza te dwie serie, bo jego powstawanie nałożyło się niestety z zamieszaniem dotyczącym praw do postaci. Wtedy, gdy miały rozpocząć się prace nad trzecią serią, prawa przejął Disney, który wkrótce zapowiedział prace nad US, który zastąpił SS (produkowane przez Sony).

Skoro już mowa o seriach, których potencjał został zmarnowany przez zbyt szybkie wycofanie, to daleko nie musimy szukać – dwie ostatnie w tym zestawieniu, MTVS i SU, zostały wstrzymane po zaledwie jednej serii każda, co uważam za wielką stratę dla wszystkich fanów Pająka.

MTVS była fabularnie luźno oparta na pierwszym filmie kinowym – co wcale nie dziwi, biorąc pod uwagę, że osiągnął on spory sukces (pomimo tej męskiej mimozy, którą chyba jakiś sabotażysta obsadził w głównej roli oraz drugiej mimozy, którą ten sam wywrotowiec musiał obsadzić jako MJ). Peter i Harry są najlepszymi przyjaciółmi, mieszkają razem w gigantycznym, ekskluzywnym mieszkaniu, do którego wprowadzili się, gdy zaczęli studia. Na ten sam uniwersytet uczęszcza oczywiście MJ, która próbuje odbudować związek z Peterem, ale ma z tym spore kłopoty przede wszystkim przez to, że Pająka ciągle od poważnych rozmów odciągają różni złoczyńcy, którzy swoje złe machinacje wprowadzają w życie zwykle wtedy, gdy na horyzoncie pojawia jasne światełko dla zakochanych. Potem pojawia się dodatkowy problem, bo nasz bohater zaczyna kręcić z inną laską – Indy. Jak to: „kto to jest Indy?” Indira Daimonji, koleżanka Petera ze szkoły. Nie kojarzycie? No właśnie, ja też nie – postać został wymyślona tylko i wyłącznie na potrzeby tej serii. Jest dziwna. Anyways – Harry ciągle wini Spider-Mana o śmierć ojca, Peter jest w ciężkiej sytuacji ze wszystkich powyższych powodów, do tego musi stale walczyć o życie swoje i spokój mieszkańców Nowego Jorku. Seria fabularnie jest bardzo udana, sporo tu cięższych tematów, całość niestety kończy się w momencie, gdy Peter postanawia wyrzucić kostium, „zabić” Spider-Mana i… no właśnie, nie wiadomo. Drugi sezon nigdy nie powstał. Straszna szkoda, między innymi także dlatego, że była to chyba jedyna seria, która opowiadała historię Spider-Mana w trochę bardziej „dorosły” sposób – ludzie tam krwawią i giną naprawdę, strzelają z prawdziwej broni, a nie tylko z laserów (podobno S:TAS był tak krojony przez cenzurę, że Spidey bił przeciwników po twarzy ekstremalnie rzadko, a jeśli pojawia się tam jakaś broń, to tylko laserowa), podrywają się w dość pikantny sposób, zdaje się, że momentami nawet mowa jest o seksie (jeśli nie wprost, to na pewno są sceny w których implikowane jest, że ktoś z kimś gdzieś coś). Niestety, dostajemy tylko cliff-hanger na koniec i musimy sobie jakoś poradzić z pustką, która nam po MTVS pozostaje.

SU, Fot. Fox

SU, Fot. Fox

Na koniec zostaje jeszcze – nieodżałowany – Spider-man Unlimited, która dzieje się… w kosmosie! W tej wersji Peter jest już, zdaje się, dorosły, pracuje dla Daily Bugle i mieszka z Mary Jane, która zna jego sekretną tożsamość. Historia zawiązuje się, gdy prom kosmiczny pilotowany przez Johna Jamesona (syn J. J. Jamesona z Bugle) ma wystartować z misją zbadania Przeciw-Ziemi (Counter-Earth), istniejącej po drugiej stronie układu słonecznego. Pająk próbuje powstrzymać Venoma i Carnage’a przed dostaniem się na pokład promu. Nic z tego nie wychodzi, prom odlatuje z pasażerami na gapę, a Spider-mana obwiniają o sabotaż misji, po tym jak łączność z Jamesonem zostaje przerwana. W wyniku różnych wypadków opinia publiczna jest przekonana o śmierci Pajęczaka, który wykorzystuje zamieszanie, żeby dokonać abordażu promu lecącego na pomoc Jamesonowi. Na miejscu okazuje się, że Przeciw-Ziemia stała się futurystyczną wersją wyspy doktora Moreau, gdzie rządzą zwierzołaki, a ludzie żyją zgnębieni w slumsach. Jak to mówią: „niezła bania”. Trzeba przyznać, że nie jest to typowa historia z Pająkiem. Kolejne odcinki tworzą historię ciągłą fabularnie. Pojawiają się bohaterowie, których w innych wersjach Spider-mana nie było oraz nowe inkarnacje znanych bohaterów, jak np. Green Goblin czy Vulture, nawet Venom i Carnage działają w trochę inny sposób. Do tego Spider-Man ma trochę nowych gadżetów – dzięki nanotechnologii „pożyczonej” od Reeda Richardsa z Fantastycznej Czwórki Spidey zdobywa kilka nowych asów do pajęczego rękawa – jak aktywny kamuflaż czy broń soniczna. I ma fajniutką pajęczą pelerynkę! Szkoda, że serii podcięto skrzydła, zanim miała szansę naprawdę się rozwinąć w coś porządnego. Podobno przez popularność nadawanej w tym samym czasie pierwszej serii Pokemon.

Wykonanie

He-ey, Doc! Looove the new look!
Spider-man, Spectacular Spiderman S01E08

Każda z serii ma swoje plusy i minusy, jeśli chodzi o wykonanie: animację, udźwiękowienie, głosy, wszystko, co tworzy formę, a nie treść serii.

Trudno byłoby rozwodzić się tutaj bardzo szczegółowo na temat wszystkich składników każdego z „sosów”. Zwłaszcza, że tekst rozrasta się już ponad plan. Obraz mówi więcej niż tysiąc słów, więc w dużym (graficznym) skrócie warstwę wizualną poszczególnych serii zobaczyć możecie na kolażach, które zrobiłem („Huzzah” for MS Paint!), a które w tekście zostały rozrzucone dla przyjemniejszego odbioru (osobiście nie znoszę książek, w których wszystkie ilustracje są na jednej wkładce).

Model „nano” z pajęczą pelerynką jest moim zdecydowanym faworytem. | Fot. ABC/NBC/Fox/MTV/The CW/Disney XD

Model „nano” z pajęczą pelerynką jest moim zdecydowanym faworytem. | Fot. ABC/NBC/Fox/MTV/The CW/Disney XD

Z zestawień widać wyraźnie różnice wizualne kolejnych reinterpretacji Pająka – „obłość” CGI w MTVS, „krągłość” SS, nieporadność rysowniczą Spidermana itp. Z drugiej strony nie widać jednak sposobu poruszania się postaci, płynności animacji, naturalności ruchu.

Jedyne co powiem o technice animacji dwóch klasycznych serii tego zestawienia to: „jaja straszne”. W Spidermanie, kiedy Pająk biegnie w stronę „kamery” to tło za jego plecami przesuwa się w bok (WTF?!?). Dodatkowo porusza się jak paralityk… (nie mówiąc już nawet o tym, że ciągle dostaje ciężkie wciry). Dość topornie poruszają się także postaci w MTVS (dlatego pisałem wcześniej o dziwnej animacji), zdaje się, że CGI ma to do siebie, że trudno jest za pomocą komputera zrobić naprawdę naturalnie poruszające się postaci (no, chyba że jest się Tomaszem Bagińskim). S:TAS i SU mają podobny styl, momentami trochę kanciasty, ale ogólnie przyjemny dla oka i dość naturalny (jak na lata produkcji). Najlepiej – według mnie – wypadają w tym wszystkim Spectacular i Ultimate (warto tylko ostrzec, że w Ultimate w animacji widać bardzo silny wpływ japoński. Nie jest to typowe anime, ale jednak – jeżeli ktoś nie przepada za tym stylem, może być rozczarowany). Głównie dzięki dopracowaniu takich elementów jak sposób poruszania się Pająka i innych w trakcie walki, mimika twarzy. Raczej nie powinno to dziwić w związku z tym, że są to produkcje najnowsze.

Jeśli chodzi o dialogi, to mają one charakter typowy dla opowieści o Spider-Manie – poczucie humoru, sposób prowadzenia rozmów – prawie we wszystkich tych wersjach. W każdej widoczne jest to, że scenarzyści się starają. Pisanie scenariusza z dialogami do historii o jednym z najlepszych tekściarzy wśród superbohaterów zobowiązuje (jak dla mnie tylko Wolverine stanowi dla Pajęczaka sensowną konkurencję).

Muzyka

First, let’s set the mood
Christina, MTV Spider-man E07

Jednym z najważniejszych elementów składających się na całościowy odbiór animowanej serii jest muzyka i udźwiękowienie. Nawet jeśli świadomie nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak duży jest na nas jej wpływ. Wybrałem losowo po jednym odcinku wszystkich serii, tym razem skupiając się przede wszystkim na muzyce i dźwięku.

MTVS. | Fot. MTV

MTVS. | Fot. MTV

Zanim nie zwróciłem przy oglądaniu uwagi konkretnie na warstwę muzyczno-dźwiękową nie zdawałem sobie sprawy, że w większości serii cały czas słychać albo muzykę (w przypadku Spidermana, SaHAF i S:TAS jedynie muzykę) albo innego rodzaju tło dźwiękowe. Być może każdy film animowany ma coś takiego. Spróbujcie sami się wsłuchać w tła oglądając następnym razem swoją ulubioną animację.

Na pierwszy ogień idzie Spiderman – cała oprawa muzyczna ma stylistykę zbliżoną do tytułowego theme songu (orkiestrowe kompozycje w klimacie kryminalnych seriali z lat 60.). Kawałki są naprawdę fajne i przyjemne dla ucha, dopasowane do sytuacji w których się je słyszy, do tego jest ich całkiem sporo, ale niestety są czasami zbyt agresywne i zbyt głośne. Być może wynika to z tego, że słaba jeszcze animacja i ubogie tła należało czymś zrekompensować, żeby obraz był w ogóle strawny. Cała reżyseria dźwięku pozostawia wiele do życzenia – momentami robi się straszny hałas, a głosy mieszają z muzyką, która przez większość czasu zajmuje niemalże pierwszy plan, więc pomimo dopasowania, o którym napisałem, dźwięk czasami zdaje się aż krzyczeć „HEEEEJ, TO JEST SCENA AKCJI!!!” albo „PATRZCIE, PATRZCIE, TERAZ BĘDZIE ŚMIESZNIE!” Całościowo dźwięk jest zrealizowany momentami tak słabo, że zupełnie zniechęca do oglądania. Jeżeli chodzi o efekty dźwiękowe poza muzyką, to seria wypada kiepsko. Na myśl znów przychodzi Scooby Doo, dźwięki mają bardzo slapstickowy klimat. Głosy postaci są mało zróżnicowane – wszyscy bohaterowie drugoplanowi mówią tym samym głosem (gdyby zamknąć oczy, to można by uznać, że jest tam tylko jedna postać poza Pająkiem, Betty, May, Jamesonem i przeciwnikami Spider-mana). Do tego z jakiegoś powodu Peter (nastolatek) mówi głosem dorosłego faceta. Rozmowy brzmią jak z Obywatela Kane’a.

Bardzo podobnie jest w SaHAF – kolejne podobieństwo między seriami odległymi o kilkanaście lat. Muzyka ma podobny klimat, do tego dość agresywnie wychodzi na pierwszy plan – nieważne, czy mamy do czynienia ze sceną z dialogami, z walką, czy taką, w której bohater jest nieprzytomny, muzyki nie da się potraktować jako elementu tła. Z głosami postaci jest za to trochę lepiej – raczej nie zdarza się, żeby pojawiający się w tej samej scenie „NPCe” mieli dokładnie ten sam głos. Z kolei jeśli chodzi o efekty dźwiękowe, które towarzyszą rzeczom dziejącym się na ekranie, to są one jeszcze bardziej slapstickowe (praktycznie wszystkiemu, co robi Iceman towarzyszy dźwięk „cułiiingggg!”. Skąd oni kiedyś brali takie odgłosy?). Problemem, który mają obie serie, są jeszcze „pustki” pomiędzy efektami dźwiękowymi – za każdym razem, kiedy coś przestaje się dziać/ruszać/dźwięczeć to odgłos tego czegoś ucina się jak nożem, pozostawiając ciszę pustego studia nagrań (mimo tego, że muzyka gra bez chwili przerwy, są momenty w których zdaje się, że robi się cicho).

SS. | Fot. The CW

SS. | Fot. The CW

W S:TAS muzyka jest dużo mniej zróżnicowana – cały czas słyszy się w niej podstawową melodię z piosenki intro, a przy tym jest tak wysterowana, że stanowi tło, o którego obecności bardzo szybko się zapomina się, równocześnie jednak ciągle nadaje odpowiedni klimat scenom walki czy romantycznym. Dźwięk jest tak ustawiony, że odbiór jest bardzo „gładki”, nie ma zbyt wielu zgrzytów, muzyka nie jest tak inwazyjna jak w starszych seriach, dialogi słychać wyraźnie, a efekty dźwiękowe towarzyszące wydarzeniom z ekranu wydają się dużo bardziej naturalne (co w przypadku strzałów z laserów, snucia pajęczyny, czy dźwięków wydawanych przez superfuturystyczny sprzęt nie jest może odpowiednim słowem). Z pewnością nie wywołują one myśli w stylu: „Co to w ogóle miało być? Skąd oni to biorą?” jak w przypadku serii starszych. Nie ma też „miejsc pustych”, które tak rażą w klasycznym „sosie”. O tym, czy głosy dobrze pasują do postaci, trudno pisać, w związku z tym, że głęboko w mojej podświadomości znajduje się mała cząstka, która powtarza mi ciągle, że są to głosy „jedynie słuszne”.

Spectacular ma dla odmiany dużo skromniejszą oprawę muzyczną – muzyki nie słychać przez cały czas, a nawet wtedy, kiedy jest obecna, to często w postaci minimalistycznych, ambientowych dźwięków tła, a nie pełnych instrumentalnych utworów. Zdecydowanie nie wysuwa się też na pierwszy plan. Zdarzają się jedynie pojedyncze sceny, w których to następuje – zazwyczaj w sekwencjach typu „montaż scen”, rzadziej w trakcie walki. Głosy na tym tle wypadają dość wyraziście, poza tym są zagrane w naprawdę dobry sposób – słychać naturalne emocje tam, gdzie należy – i dobrze dopasowane. Efekty dźwiękowe nie są użyte w sposób wyraźnie zły, ani wyraźnie dobry – po prostu są, do tego stopnia, że nie zwraca się na nie za bardzo uwagi. W przypadku animacji można uznać to niewątpliwie za zaletę.

Tło dźwiękowe SU jest częściowo zbliżone do S:TAS – kompozycje, które słyszymy w trakcie kolejnych odcinków, to wariacje na temat kawałka z intro. Jednak pojawiają się one nie aż tak często – przez większą część czasu dostajemy podkład złożony z ponuro brzmiących, ciężkich, ambientowych dźwięków, które czasem wydają się nieodpowiednie dla wydarzeń, którym towarzyszą. Są one do tego stopnia intensywne, że mocno „zagęszczają” atmosferę serii, sprawiając, że robi się ona dużo mroczniejsza, niż mogłaby być – być może taki był zamysł autorów, być może jest to ich błąd. Z opisywanych serii to w tej muzyka ma największy wpływ na  klimat i całościowy odbiór. Dodatkowo głosy są dużo mniej ciekawie zagrane niż np. w SS. Gama emocji jest dużo węższa, a same postaci wydają się przez to bardzo „drewniane”. Do warstwy efektów dźwiękowych nie można się przyczepić, ale też nie ma za co jej chwalić jak w przypadku serii poprzedniej. Ot, jest. Przyjemnym „oczkiem” puszczonym widzom jest melodia z S:TAS, która pojawia się raz, na samym początku, zanim widzimy intro po raz pierwszy.

Muzyka w MTVS jest szczątkowa – gra tylko wtedy, gdy na ekranie jest „dzianie” (dostajemy wtedy minimalistyczne elektroniczne kawałki w cyberpunkowym stylu), lecz poza tym sporo scen rozgrywa się bez jej udziału, czasem w tle przewijają się dźwięki miasta, hałaśliwej ulicy lub uczelni. Przez to seria jest w odbiorze raczej spokojna, tempo wolniejsze, od czasu do czasu następują zrywy akcji. Aktorzy głosowi są dobrzy (Peter Parker to Neil Patrick Harris!), ale wszystkie dialogi z jakiegoś powodu zagrano tak, jakby bohaterowie siedzieli na kanapie przy piwie w zacisznym lokalu i rozmawiali przy pomocy cichych pomruków. Może dlatego, że seria ma w sobie dużo z teenage/youth romance/relationship drama, może jest to decyzja reżyserów, a może po prostu błąd. Dźwięków tła jest mało, są podobnie minimalistyczne jak muzyka, co dodatkowo podbudowuje efekt kanapowego spowolnienia tempa z krótkimi zrywami pomiędzy.

US. | Fot. Disney XD

US. | Fot. Disney XD

W US również muzyka pojawia się tylko wtedy, gdy mamy „dzianie”, ale w przeciwieństwie do MTVS tutaj zdarza się to co chwila – w związku z mocno komediową formułą serii przejścia od poważnej akcji czy sceny walki do śmiesznego ujęcia lub abstrakcyjnej wizji głównego bohatera następują co chwila, w związku z czym raz za razem w ucho wpada nam innego rodzaju melodia (do tego gdy tylko Peter monologuje przez czwartą ścianę, następuje przerwa). Ten patchwork kawałków w najróżniejszych klimatach z pewnością podbija tempo akcji, co ułatwia całościowy odbiór. Przy czym żaden z nich nie jest kompozycją, która na bardzo długi czas zapadnie wam w pamięć. Melodia ze scen walki (ta z rytmem wybijanym na perkusji według heavy-metalowej zasady „jak się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy”) ma w sobie coś, co przywodzi na myśl inne historie o Spider-manie, ale nie jestem w stanie wytłumaczyć dlaczego. Poza nią muzyka mogłaby się pojawić w dowolnie wybranym innym filmie. Głosy są nagrane w sposób dopasowany do postaci, z dużą ilością dobrze oddanych emocji, ogólnie na piątkę z plusem. Dźwięki tła podobnie, chociaż momentami pojawiają się też śmieszne, slapstickowe wstawki na poziomie klasycznych serii, czego oczywiście nie mogło zabraknąć ze względu na usilne wrzucanie w tym wariancie Pająka dowcipów wszędzie, gdzie tylko się da.

Podsumowując

Sorry, the puns get weak when I’m nearly electrocuted
Spidey, Ultimate Spiderman, S01E07

Kilka słów podsumowania (dla tych, którzy dobrnęli aż tutaj) na temat wszystkich serii. Co najlepiej obejrzeć? Wszystko! Ok. Tylko żartuję – można sobie odpuścić Spidermana z 1967. Dobra, znowu żartuję. Dla kogoś, kto naprawdę chce uznawać się za znawcę tematu obowiązkowe byłoby obejrzenie chociaż kilku odcinków w „klasycznym” wydaniu, chociaż sam wiem najlepiej, że nie jest to łatwe (zaskakująco – SaHAF jest dużo bardziej męczące niż Spiderman). Jeżeli ktoś chciałby ograniczyć się do tylko jednej serii, a nie widział jeszcze żadnej, polecam przede wszystkim S:TAS. Ma w sobie najwięcej elementów klasycznego Człowieka-Pająka, dużo naprawdę dobrych historii, dizajn postaci jest chyba najbardziej neutralny, może unikanie bicia przeciwników po twarzy oraz broń laserowa zamiast prawdziwej trochę rażą, ale mimo wszystko jest to najlepsza pajęcza seria dla kogoś, kto jeszcze się ze Spider-Manem nie „przegryzł”. Tym z Was, którzy pamiętają z dzieciństwa i z sentymentem wspominają S:TAS polecam SU – jest wizualnie bardzo podobna do poprzedniczki, ale ma swoją, zupełnie inną, ciekawą historię, stanowi powiew świeżości, a przy tym jest dość krótka, zostawi spory apetyt na więcej pająka. Jeśli zależy Wam na lżejszym podejściu i dużej ilości humoru to polecam US, tam momentami jest więcej „śmiechów” niż porządnej historii, a przy tym wizualnie zrealizowano ją na naprawdę wysokim poziomie (no i Stan Lee występuje tam woźnym w szkole). Spectacular będzie najlepsza, jeżeli macie już za sobą S:TAS, chcecie obejrzeć porządnie wykonaną serię o Spider-Manie i nie przeszkadza Wam, że historie powstania niektórych postaci są inne niż te, które już znacie. Na koniec polecam MTVS, jeśli nie przeszkadza Wam bardzo nietypowa animacja (swoją drogą podobno najnowszy Batman tak wygląda), lubicie elektronikę jako tło dla filmu i macie ochotę na trochę poważniejszą historię o Spider-manie (tylko ostrzegam! Sporo emocjonalnego drama). Aha, wspominałem, że w tej serii głos pod Petera podkłada Neil Patrick Harris?

To na którego pająka mielibyście ochotę?

[1] Przy okazji, w ramach dłuższej dygresji dla ciekawskich – wymieniam serie (niekoniecznie animowane), na które trafiłem w swoich poszukiwaniach, a które w tym zestawieniu się nie znalazły. Może ktoś zechce kiedyś do nich sięgnąć: Spiderman z 1981 – z tego, co przeczytałem, nie różniąca się wiele od SaHAF; seria live action The Amazing Spider-Man z 1977 – „łuojezusmaria”, obczajcie to intro; seria japońska –huehuehuehuehue tam są nawet wielkie roboty (jakkolwiek uważam się za nieustraszonego odkrywcę Internetów, to oglądając ten serial bałbym się o swoje zdrowie pscyhiczne); Spider-woman.

[2] Dowcip zostanie zrozumiany przez co najwyżej 2 osoby, ale podejrzewam, że obie ten tekst czytają, więc wart jest zachodu.

Maciej „Mr Yoda” Walasek – „chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, jak mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

honourablemisteryoda

„Chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, na co mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

Latest posts by honourablemisteryoda (see all)