To the Batcave! (Batman: The Brave and the Bold)

To the Batcave! (Batman: The Brave and the Bold)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

I’m Batman.”
Batman

W rankingach popularności komiksowych superbohaterów Batman zajmuje zawsze jeśli nie pierwsze, to jedno z pierwszych miejsc. Od bardzo dawna już stworzony przez Boba Kane’a i Billa Fingera Człowiek-Nietoperz jest kochany i uwielbiany na całym świecie. Podobno to dlatego, że przez jego brak nadnaturalnych mocy łatwiej jest się z nim identyfikować (chociaż prawdopodobnie wszystkie oszczędności wszystkich jego fanów nie stanowią nawet połowy majątku Bat-Wayne’a, a niewielu z nich ma prywatnego brytyjskiego kamerdynera oraz zdolności detektywistyczne przewyższające te, z których znany był Mr Holmes). Dzięki swej popularności doczekał się wielu różnych wersji i wcieleń (co do najnowszej jego filmowej inkarnacji, zapowiedzianej przez WB kilka miesięcy temu, to jeszcze nie ucichły głosy protestu, a wiele osób ma wciąż nadzieję, że to tylko żart). Na swojej drodze życia jako postać animowana Batman zaliczył m. in. trzy piękne lata (2008–2011) pod znakiem The Brave and the Bold.

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

Serial, będący kolejną po Batman: The Animated Series (1992–1995), The New Adventures of Batman (1997–1999), Batman Beyond (1999–2001) i The Batman (2004–2008)[1] reinterpretacją postaci Nietoperza opiera się – dla odmiany – na stosunkowo wczesnej („srebrnoerowej„) wersji postaci. The Brave and the Bold była serią wydawniczą DC Comics, która wystartowała w 1955 roku i w której czytać można było o przygodach różnych superbohaterów dobierających się bez żadnego wyraźnego klucza, by wspólnie walczyć z zagrożeniami, których pojedynczo nie byliby w stanie pokonać (w ten sposób powstały zalążki m. in. Justice League of America i Teen Titans). W 59. numerze w serii pojawił się po raz pierwszy Mroczny Rycerz, a od 74. formuła przybrała ostatecznie postać „Batman+XYZ”, co utrzymało się aż do ostatniego, 200. numeru TBATB, wydanego w 1983.

B:TBATB wykorzystuje właśnie ten schemat. Batman w każdym odcinku dostaje do pomocy jednego (lub więcej) spośród superbohaterów świata DC, z którym wspólnie walczy przeciwko wybranemu z superzłoczyńców uniwersum (jednych i drugich – wierzcie mi – jest bazylion), po drodze dokonując niesamowitych wyczynów detektywistycznych, akrobatycznych i sprawnościowych, prezentując swoją badassowość, krusząc niewieście serca i szczęki złoczyńców, siejąc wokół błyskotliwymi one-linerami i sporadycznym „I’m Batman”. Innymi słowy – to, co Bat-fani lubią najbardziej.

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

Seria zawiera w sobie całe mnóstwo elementów klasycznych komiksów superbohaterskich. Między innymi sztuczkę polegająca na umieszczeniu na początku (przed openingiem) krótkiej sceny typu cold open z jednej ze spraw Batmana. Zwykle pokazuje ona moment pokrzyżowania niecnego planu któremuś z przeciwników lub moment ucieczki ze śmiertelnej pułapki. Scena stanowi pewną samodzielną całość, kończy się zabawną puentą i często jest w ogóle niezwiązana z historią, którą dostajemy po czołówce.

Inne klasyczne elementy to np. sekwencje ujęć typu „Kapow! Bang! Blam!” (w których zamiast sceny mordobicia widzimy jedną postać w kilku kolejnych pozycjach zadawania ciosu, drugą w pozycjach przyjmowania owych, a każdej kolejnej klatce towarzyszy muzyczny akcent) oraz samochody i gadżety w kształcie ich użytkowników (praktycznie każdy bohater ma swój pojazd, którego wygląd zewnętrzny od razu zdradza, kto siedzi za kierownicą). To trochę jak w tym starym dowcipie o pogrzebie kardiochirurga, śmiejącym się ginekologu i zrozpaczonym urologu… Ale skoro Batman ma bat-samolot, bat-mobil, bat-arangi a pewnie nawet i bat-kartę kredytową, to jego przeciwnicy też muszą mieć całe arsenały na swój obraz i podobieństwo (przynajmniej według wymogów retro-komiksowego klimatu).

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

W każdym odcinku Batman łączy siły z innym bohaterem i inny zbój jest jego przeciwnikiem, chociaż niektórzy pojawiają się częściej niż inni. Co najciekawsze i  sojusznicy, i wrogowie zaczerpnięci zostali z puli dawniejszych bohaterów historii komiksowych, jedynie rzadko lub na krótko, np. jako postacie tła pojawiają się Ci najbardziej „oczywiści” i najbardziej eksploatowani w filmach i poprzednich kreskówkach (jak Joker, Two-Face, Scarecrow, Poison Ivy czy Penguin z jednej strony oraz Robin, Nightwing, Batgirl a nawet Alfred z drugiej. Wiernego kamerdynera IMO trochę brakuje jako elementu bat-historii, ale z drugiej strony Bruce’a Wayne’a prawie wcale nie widzimy bez kostiumu w B:TBATB). W zamian pojawiają się np. Gentleman Ghost, Kite Man, Clock King, Calendarman, Music Meister czy Baby Face (sic!) oraz Blue Beetle, Plastic Man, Metal Men, Green Arrow, Ace the Bat-Hound, a także wielu wielu innych znanych i nieznanych z DC (dla kogoś takiego jak ja – fana komiksów i kreskówek, ale mającego poza nimi jeszcze jakieś życie osobiste – seanse B:TBATB są zwykle regularnie przerywane na przeszukiwanie Wiki). Dla kogoś, kto ma swoje ulubione postaci wśród drugo- czy trzecioplanowych bohaterów uniwersum, niezłą zabawę może stanowić wyszukiwanie ich w dość częstych scenach „tłumnych”. A wszystkich „mężnych i śmiałych” (według istniejącego tłumaczenia: odważnych i bezwzględnych) w serii pojawia się tyle, że nie pomieściliby się naraz nawet w bat-jaskini. Zwłaszcza gdyby każdy chciał przyjść „+ 1” ze swoim sidekickiem albo nemezis.

Dodatkowego uroku i klimatu dawnych komiksów dodają niektóre odzywki, czy czasem nawet całe dialogi oparte na grach słów związanych z motywem przewodnim danego złoczyńcy. Jak np.:

Flash: This is the last straw, Scarecrow!
Batman: Your Halloween trail of terror dead-ends here!
Scarecrow: Let’s first offer our trick-or-treaters… some candy.

albo:

Something tells me this is just the beginning of Music Meisters evil orchestrations.

so much pun

Wszystkie wyżej wymienione elementy, budujące specyficzny, komiksowy klimat bat-serii mogą być jego najsilniejszą I zarazem najsłabszą stroną. Dla tych, którzy wolą historie opowiadane z pełną powagą, bez miejsca na „puszczanie oczka” i okazjonalny dowcip, ten „sos” może okazać się niestrawny. Dla mnie jest to niewątpliwie zaleta – zwłaszcza, że w dążeniu do zbudowania tamtego klimatu nie ma tutaj nic, co robione byłoby „na siłę”, nie czuje się sztuczności. Bat-mobil zmieniający się w mecha z wielką nietoperzą głową wywołuje raczej uśmiech sympatii niż facepalm. Dodatkowo dialogi, mimo stylizacji na stary komiks i okazjonalnego wspominania o „hammers of justice” mają w sobie cudowną lekkość i naprawdę przyjemne poczucie humoru. Zresztą to ostatnie jest jedną z największych zalet serii. Wielokrotnie śmiałem się na głos słysząc niektóre teksty lejące się z ekranu:

Sherlock: What did I tell you about being an imbecile?
Watson: To… stop?
Sherlock: Precisely

Negative man: Hands off the tin man! He may be an obnoxious anti-social jerk, but he is our obnoxious anti-social jerk!

PlasticMan: Are you seeing what I’m seeing? Cause I’m seeing gorillas… riding pterodactyls… with harpoon-guns… stealing a boat
Batman: It’s Gorilla Grodd
PlasticMan: It’s messed-up, that’s what it is!

Watson: A demon!
Sherlock: He’s a hero! It’s obvious by the bright blue and yellow in his costume. The mask means he must be well known, perhaps a wealthy entrepreneur with ample free time. Square jaw indicates strong lineage – perhaps a doctor’s son? And the bat motif most surely inspired by some childhood trauma. A Masked Bat, perhaps?
Batman: Actually, it’s Batman. Sherlock Holmes, I presume?
SH: How did you deduce my identity so quickly?
BM: The hat.

Powyższe dialogi to tylko maleńka próbka, kilka tekstów na które akurat trafiłem, kiedy dla przypomnienia przed pisaniem niniejszego tekstu oglądałem pobieżnie kilka odcinków pierwszych dwóch serii. Jest tego dużo dużo więcej tam, skąd to się wzięło. Przy tym samo słowo nie jest jedynym narzędziem humoru. Odpowiednio zastosowane pauzy w dialogach, znaczące spojrzenia, kpiący uśmieszek w dobrze wyliczonym momencie – wszystko razem buduje dowcip na poziomie najlepszych komediowych sitcomów.

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

Niektórzy mogą mieć pretensje do twórców serii o to, że gubi się w niej typowy mroczny, ponury klimat opowieści o Nietoperzu, ale oni sami wytłumaczyli się z tego podczas komiksowego konwentu odbywającego się w 5. wymiarze, na który mamy okazje przenieść się w odcinku Legends of the Dark Mite!:

Batman’s rich history allows him to be interpreted in a multitude of ways. To be sure, this is a lighter incarnation, but it’s certainly no less valid and true to the character’s roots than the tortured avenger crying out for mommy and daddy.

Dodatkowym smaczkiem w serii jest muzyka. Mowa tutaj z jednej strony o muzyce użytej w intro, która jest naprawdę świetna – fajny energetyczny kawałek bebop jazzu, który idealnie wciąga w klimat retro (bebop powstał, o ile wiem, jeszcze w latach 40.), a do tego perfekcyjnie komponuje się z animacją czołówki (która sama w sobie jest bardzo dobra – fajny pomysł i dynamiczna animacja stanowią idealny przedsmak do tego, co następuje potem). Poza tym przy okazji scen akcji pojawiają się (poza typowymi kompozycjami z rodzaju „muzyka filmowa na każdą okazję”) jeszcze inne jazzowe kawałki w tym samym, energicznym duchu. Trochę jak w serialach kryminalnych z lat 60. Tych dobrych.

Tym, co mnie wyjątkowo urzekło, jeśli chodzi o muzykę, jest kilka piosenek, które pojawiają się w całej serii – jak Where’s the fun in that śpiewane przez Jokera, któremu Bat-Mite przypadkiem użyczył wszechmocy, „Birds of Prey” w wykonaniu Catwoman, Black Canary i Huntress[2], którego tekst nie powinien był przejść przez cenzurę („sweet mother of innuendos…”) czy całe Mayhem of the Music Meister, gdzie wszyscy bohaterowie zostają zmuszeni do śpiewania przez 70% odcinka (w którym głównemu „zbrodnicielowi” głosu gościnnie użyczył Neil Patrick Harris, szerszej publiczności znany jako Barney Stinson z HIMYM a odrobinę węższej jako Dr. Horrible). Jako ogromny fan musicali nie mogłem się z tego nie ucieszyć. Jaka inna kreskówka o superbohaterach odważyłaby się kazać postaciom śpiewać[3]? (Chociaż z drugiej strony bałbym się usłyszeć jak Wolverine, czy Iron-Man stają przed mikrofonem. For reals).

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

Przy okazji głosów warto wspomnieć o aktorach – obsada jest dobrana naprawdę dobrze (za wszystko odpowiedzialna była oczywiście Andrea Romano – komu jej nazwisko choć raz nie wpadło w oko, ten nie widział chyba nigdy żadnej kreskówki o superbohaterach). Wszystkie głosy – w tym, co najważniejsze, samego Człowieka Nietoperza – pasują do postaci, a przy tym widać, że aktorzy nie odwalają fuszery – dialogi są naturalne, z autentycznymi emocjami, trudno się do czegoś przyczepić (dzięki, Andreo!). Nawet Joker jest całkiem niezły, a jest to trudna rola do „mówienia” – zwłaszcza przy poprzeczce postawionej tak wysoko te kilkanaście lat temu.

Historie opowiadane w B:TBATB są różne – niektóre poważniejsze (przy zakończeniu The Last Patrol niemal płakałem), niektóre sporo lżejsze (The Criss-Cross Conspiracy albo The Bat Divided prawie mnie zabiły śmiechem), a przy tym poziom poszczególnych odcinków jest bardzo równy, nie ma prawie wcale takich, o których z czystym sumieniem można by powiedzieć, że są słabe czy zupełnie nudne. Za to niektóre są strasznie odlotowe. W związku z formułą serii Batman spotyka ciągle kolejnych bohaterów (nie tylko tych super-), wśród nich również tak odległych od typowych „kręgów”, w których obraca się Mroczny Rycerz, jak: Merlin i Morgana, Sherlock Holmes i Watson, Doom Patrol czy Jonah Hex. Poza tym przenosi się w czasie i między wymiarami, lata w kosmosie, używa tybetańskich technik podróży poza ciało, spotyka dinozaury, zdobywa supermoce, pożycza zdolności innych superbohaterów i prezentuje przy tym bogatą garderobę najróżniejszych ubiorów, przebrań i kostiumów, której nie powstydziłaby się najmodniejsza celebrytka, a wszystko po to, by po raz kolejny ocalić świat/Gotham/ludzkość/inną planetę lub miasto (niepotrzebne skreślić). Czego można chcieć więcej?

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

No właśnie, czego? Próbując podejść do kwestii w miarę bezstronnie, zacząłem zastanawiać się nad tym, co innym może w tej serii nie pasować – moje jedyne zastrzeżenie dotyczy tego, że nietoperze uszka w kostiumie są odrobinę za krótkie (co może świadczyć o tym, że jestem bezkrytyczny… ale według mnie to po prostu oznacza, że seria jest aż tak dobra!). Możliwie najobiektywniej rzecz biorąc, można jednak dostrzec kilka minusów B:TBATB. Po pierwsze: retro-komiksowy klimat, który mnie aż tak zachwycił, niektórych może razić, albo całkiem odrzucić. Dla kogoś wychowanego na B:TAS (a przypuszczam, że będzie to 90% mojego pokolenia) zrezygnowanie z wszechobecnego tam klimatu noir może być swego rodzaju świętokradztwem. Poza tym seria jest zbiorem krótkich, pojedynczych historii (zazwyczaj jedno-, rzadziej dwuodcinkowych), które raczej nie są ze sobą powiązane – dla tych, którzy lubią dłuższe fabuły opowiadane na przestrzeni całych animowanych serii, może to być spory minus. Kolejna sprawa to fakt, że Batman ZAWSZE wygrywa i rzadko kiedy nawet jest to kwestia wątpliwa – niektórym może brakować napięcia i „trzymania kciuków” za bohatera, o którym zawsze wiadomo, że z opresji wyjdzie bez szwanku – nawet Jokera z mocami alteracji rzeczywistości rodem z 5. wymiaru udało mu się załatwić (i nawet się przesadnie nie spocił). No i na koniec – być może najmocniejszy argument na minus – klasyczni bohaterowie wprowadzeni do historii o Batmanie czynią ją trochę bardziej infantylną, dużo lżejszą, w związku z tym, że sami są trochę „obciachowi” (no przepraszam, Baby-face? Wielki gangster w garniturze i z pepeszą, który ma głowę niemowlęcia? I jego żona, Mrs. Manface, która jest kobietą o twarzy niedogolonego zbira? Co będzie dalej, złoczyńca, którego motywem przewodnim są słodycze? Który zabija ludzi cukierkami?).

Mnie samemu wszystkie te rzeczy nie przeszkadzają, musiałem się trochę zastanowić, żeby wymyślić tych kilka argumentów na minus. Szczerze polecam całą serię, nawet tym, którzy nie znają klasycznej galerii sojuszników i przeciwników Mrocznego Rycerza (ci, którzy rozpoznają każdego już za pierwszym ich pojawieniem się na ekranie, to ludzie, którzy nie mają przyjaciół – niektóre postaci pojawiły się np. tylko w serialu z Adamem Westem z lat 60.)

Nie wiem, czy wszystko co zostało powyżej powiedziane zachęci kogoś do zapoznania się z bat-serią, ale ja sam w trakcie pisania poczułem potrzebę obejrzenia całości jeszcze raz! To the Bat-cave!

Fot. Cartoon Network

Fot. Cartoon Network

* Serial składa się z 65 odcinków w 3 seriach (26+26+13). Autor oświadcza, że o ostatniej z nich dowiedział się dopiero w trakcie pisania powyższego artykułu, w związku z czym jeszcze jej nie zna (ale wkrótce z pewnością nadrobi ten haniebny brak)

[1] Nie wiem, jak wy, ale ja nie zdawałem sobie sprawy, że było ich aż tyle – znałem oczywiście B:TAS (dla wielu jedyną słuszną) jeszcze z dzieciństwa oraz BB, którą telewizja nadawała i u nas, ale reszta mnie odrobinę zaskoczyła. Zwłaszcza, że to nie wszystkie, wymieniłem jedynie te, które powstawały bezpośrednio przed B:TBATB.

[2] Szukając tego kawałka w Internetach trzeba uważać, by przypadkiem nie trafić na tę abominację

[3] Jeśli dobrze pamiętam to w Justice League w którejś z historii z Zatanną też był jeden kawałek. Śpiewany przez… Batmana. Udało mi się go nawet znaleźć w tubach.

Batman: The Brave and the Bold
superhero/animacja
Cartoon Network, USA, 2008-2011

Maciej „Mr Yoda” Walasek – „chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, na co mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

honourablemisteryoda

„Chłop z Mazur”, którego losy zagnały na południe. Człowiek, o którym powiedzieć można wiele, ale na pewno nie to, że jest nudny. Cierpi na wieczny brak czasu, chociaż sam nie wie, na co mu on ucieka. Czyta, ogląda, obserwuje, tłumaczy i dzieli się ze światem swoimi spostrzeżeniami – tym razem przez Pulpozaura.

Latest posts by honourablemisteryoda (see all)