„Męża głoś, Muzo, wielce obrotnego...”  (Ulisses)

„Męża głoś, Muzo, wielce obrotnego…” (Ulisses)

Artykuł nie zawiera spoilerów.

Męża głoś, Muzo, wielce obrotnego…[1]

Odtąd „Odyseja” będzie błądziła po nieznanych światach aż trafi do królestwa Hadesa. Ciała członków załogi będą bez życia jak głazy. Ulissesie, ty, który ośmieliłeś się sprzeciwić naszej woli, poznasz co to jest zemsta bogów.[2]

Możliwe drobne spoilery.

Gdy w drugiej połowie szkoły podstawowej jedną z moich ulubionych lektur stały się Mity Greków i Rzymian Wandy Markowskiej, z latarką pod kołdrą pochłaniałem Uczniów Spartakusa Haliny Rudnickiej i Przygody Odyseusza Jana Parandowskiego, a w liście do Mikołaja prosiłem o disnejowskiego Herkulesa, zacząłem w pełni doceniać pewien serial animowany.

Chodzi o Ulissesa (w oryginale Ulysses 31), francusko-japońskie dzieło z początku lat 80., które nie było niczym innym jak tylko przeniesieniem przygód opiewanego przez Homera króla Itaki w odległą przyszłość, w której rydwany zostały zastąpione przez gwiezdne odrzutowce, okręty przez galaktyczne krążowniki, miecze i łuki przez broń laserową, zaś mitologiczne bestie przez złowrogie maszyny. Serial ten znany był mi dużo wcześniej (to dzięki niemu pojawiające się na początku mojej edukacji imiona typu „Hades”, „Cerber” czy „Kirke” nie brzmiały zupełnie tajemniczo), ale dopiero „poważniejsze” zainteresowanie mitologią starożytnej Grecji i Rzymu pozwoliło mi w pełni docenić dzieło, pod którym podpisały się takie osoby jak Jean Chalopin (pomysłodawca Inspectora Gadgeta, M.A.S.K., Jayce and Wheeled Warriors oraz Tajemnicze Złote Miasta) czy Tadao Nagahama (przedwcześnie zmarły „ojciec” wielu serii z wielkimi robotami, w tym kultowego Daimosa; w przypadku Ulyssesa zdążył objąć opieką bardziej anime’owatego pilota oraz pierwszy odcinek). Moje obecne powroty do „31” to nie tylko przesiąknięta nostalgią podróż, ale także ciągłe odkrywanie, jak dobrym jest on kawałkiem animacji.

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

XXXI wiek. Ulisses jest ambasadorem Ziemi i dowódcą statku kosmicznego „Odyseja”, który wraca do domu po długiej wizycie w innej części wszechświata. Spokojny lot przerywa uprowadzenie dwunastoletniego syna Ulissesa, Telemacha. Chłopiec staje się więźniem wyznawców olbrzymiego robota, Cyklopa Polifema, który wysysa z dzieci energię życiową i przekazuje ją swoim sługom. Ulisses spieszy na ratunek, odbija Telemacha oraz więzionych z nim telepatów z planety Zotra – małą Yumi i jej brata Numaiosa – oraz doprowadza do zniszczenia Polifema i całej planety. Wkrótce „Odyseja” znowu zostaje zaatakowana, tym razem przez stwórców Cyklopa, potężnych bogów galaktyki Olimp, Zeusa i Posejdona. Ulisses musi ponieść karę za swój śmiały czyn. Jego statek zostaje przeniesiony do innego wymiaru, z pamięci komputera pokładowego znikają dane dotyczące kursu na Ziemię, zaś cała załoga (wyłączywszy Telemacha i Yumi, ale za to z Numaiosem) pogrąża się w letargu. Jedyną nadzieją jest odnalezienie Królestwa Hadesa, gdzie Ulissesowi zostanie wskazana droga do domu, zaś jego towarzysze wrócą do życia. Rozpoczyna się długi okres tułaczki. Ulisses będzie przeszukiwał Labirynt w poszukiwaniu Tezeusza, spotka ukaranego przez bogów bezsensowną pracą Syzyfa, trafi na planetę Ajaja, gdzie czarodziejka Kirke wznosi największą bibliotekę we wszechświecie, zostanie zmuszony do rozwiązywania zagadki Sfinksa, wysłucha śpiewu strzegących tajemniczego skarbu Syren, pozna narkotyczną moc kwiatów lotosu, utknie między planetami Scyllą i Charybdis, a nawet trafi do starożytnej Grecji, gdzie przyjdzie mu stanąć twarzą w twarz z powracającym z wojny trojańskiej Odyseuszem…

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Przeniesiona w trzydzieste pierwsze stulecie mitologia jest traktowana dosyć luźno. Ulisses przeżywa przygody innych herosów (Edypa czy Heraklesa), często jakaś postać to połączenie kilku różnych (tak jest z Chronosem, który stanowi połączenie personifikacji Czasu, zdetronizowanego Tytana oraz posiadającego dwa oblicza Janusa), zaś relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami (na przykład Ulissesem i Priamem) różnią się od tych znanych z klasyki. Jednakże ilość odniesień i pomysłów na uwspółcześnienie oryginalnych wątków jest ogromna i godna pochwały. Raz po raz twórcy zaskakują sięgnięciem po mniej znaną opowieść (Krzesło Zapomnienia) lub pomniejszą postać (ostrzegający zalotników wieszcz Teoklymenos), a także wyjściem poza mitologię Greków (pojawiają się odniesienia do kultury antycznego Egiptu czy ludów Ameryki Południowej, a nawet epoki Odrodzenia). Dziwi jedynie fakt, że Ulisses, który bezbłędnie wychwytuje podobieństwa pomiędzy historią swojego świata a kulturą Olimpu, zdaje się nie mieć zielonego pojęcia o tym, że przeżywa przygody opisane w jednym z największych dzieł literatury Ziemian. Można pomyśleć, że w XXXI wieku Homer i spółka trafili do lamusa, ale w pierwszym odcinku Ulisses bez trudu rozpoznaje w Zeusie starożytnego greckiego boga. Niedopatrzenie ze strony twórców, które jednak nie wpływa w znaczący sposób na odbiór serialu.

Jego bohaterem numer jeden jest oczywiście Ulisses, w mądre rady i sztuki obfity[3]. Bardziej subtelny od swojego protoplasty, pozostaje nieugiętym i przebiegłym wojownikiem, który polega przede wszystkim na swoim sprycie, a w dalszej kolejności na orężu. Często spotykam się z krytyką tej postaci; że jest on zbyt kryształowy, prawy i szlachetny, zawsze czyni dobro i niemal nigdy nie pokazuje, że trapią go jakieś rozterki moralne. Tymczasem jest to ocena dosyć powierzchowna. Owszem, Ulisses jest bardzo wyrazistym bohaterem, ale jednocześnie daleko mu do bycia papierowym herosem z wczesnych zachodnich kreskówek. Cała rzecz polega na tym, że – niczym Mroczny Rycerz w świetnej interpretacji Michaela Keatona – skrywa on swoje cierpienie, okazjonalnie tylko zapytując o sens całej tułaczki czy rzucając drobne gorzkie uwagi. Stara się jak może pogodzić z ciężarem świadomości, że zależy od niego los wielu istnień (przede wszystkim dzieci i uśpionych przyjaciół, ale także pozostawionej na Ziemi żony, która wkrótce będzie zmuszona wybrać sobie nowego małżonka[4]), nieustannie musi wlewać nadzieję w serca Telemacha i Yumi, nawet jeśli sam czasem powątpiewa w sens dalszej wędrówki.

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Telemach (znacznie młodszy niż u Homera) oraz Yumi to z jednej strony bardzo naturalne, skore do zabawy dzieciaki, które zawsze ucieszy propozycja gry w berka czy chowanego, z drugiej – kompetentni pomocnicy Ulissesa. Niejednokrotnie wykazują się przebiegłością i pomysłowością godną ich opiekuna, a w kilku odcinkach to właśnie oni muszą go ratować, a nie na odwrót. Ich stałym towarzyszem jest Nono, należący do Telemacha czerwony robocik o złotym sercu, amator oleju i gwoździ (częstowanie nimi innych bohaterów niebędących robotami to stały gag) i maskotka serialu. Dla wielu jest starszym krewniakiem Jar Jar Binksa, ale uważam takie porównanie za niesprawiedliwe. Owszem, Nono czasem irytuje, ale często okazuje się po prostu niezastąpiony, zaś w odcinku The City of Cortex kradnie show i w finale trudno nie uronić łzy nad losem sympatycznego blaszaka. Jest jeszcze Shirka, obdarzony głębokim kobiecym głosem centralny komputer „Odysei”, na którym / której zawsze można polegać i którego / którą zawsze wymienia się jednym tchem z resztą bohaterów.

Warto przyglądnąć się głównym czarnym charakterom serialu, tajemniczych bogom, którym przewodzi Zeus. Nie wiemy, czy są niezwykle zaawansowaną od strony technologii i rozwoju psychicznego rasą obcych, czy potężnymi bytami nadprzyrodzonymi. Pojawiają się oni (pod postacią olbrzymich masek czy posągów) stosunkowo rzadko, częściej słyszymy ich głosy (zazwyczaj spokojne i bardzo dostojne), a jeszcze częściej odczuwamy ich obecność i to nie tylko za sprawą atakujących raz po raz „Odyseję” statków kosmicznych z floty Posejdona, Tridentów. Olimpijczycy zdają się mieć swoje oczy i uszy wszędzie, nieustannie kontrolują poczynania głównego bohatera i manipulują jego losami. Możemy mieć pewność, że gdy Ulisses znajdzie się o krok od powrotu na Ziemię czy ożywienia swoich przyjaciół, działania bogów odbiorą mu zwycięstwo i umieszczą w sytuacji wyjściowej. Finały wielu odcinków rodzą pytanie – czy w ogóle możliwa jest ucieczka z Olimpu? Czy cała wędrówka Ulissesa (nazwanego w jednym z epizodów „zabaweczką bogów”) to przypadkiem nie jest okrutna gra, w której Ziemianin jest skazany na wieczne ponoszenie porażki?

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniem, że wszelkie psoty dzieci czy wygłupy Nono są po to, żeby widza nie przytłoczyło naprawdę momentami dołujące poczucie beznadziejności sytuacji bohaterów i trudno się z taką teorią nie zgodzić. Intencje bogów są jednak dość trudne do jednoznacznego zdefiniowania. W kilku epizodach mamy dowód na to, iż gdyby chcieli, mogliby bez większego wysiłku unicestwić Ulissesa, tymczasem raczej sprawdzają oni jego determinację i wolę walki, stawiają przed nim kolejne przeszkody i obserwują, czy i jak uda mu się je przezwyciężyć. Już sam fakt zwolnienia Telemacha oraz Yumi z działania usypiającej klątwy daje do myślenia – nic nie stało na przeszkodzie, by również dzieci zapadły w śpiączkę, tymczasem sytuacja wygląda tak, jakby Zeus chciał dać Ulissesowi przynajmniej cień szansy w toczącej się między nimi walce. Testy przechodzi nie tylko dowódca „Odysei”, ale także spotykani przez niego mieszkańcy Olimpu. Wiele ich uczynków, często mających zaszkodzić Ulissesowi, to efekt tego, że zostali zwyczajnie podpuszczeni przez bogów i dopiero w finale okazuje się, jak bardzo pobłądzili (tutaj polecam zwłaszcza odcinek The Eternal Punishment). Olimpijczycy są jedną z najmocniejszych stron serii, choć boleć może fakt, że przeciwko Ulissesowi występują wszyscy bogowie (nawet Hermes, z którym u Homera heros miał całkiem dobre relacje). Brakuje mi tutaj wsparcia takiej Ateny, która – urzeczona przebiegłością Ulissesa – zaczyna po kryjomu pomagać dowódcy „Odysei”. Byłby to interesujący zwrot akcji, ale wszystkiego mieć nie można…

Serial ma także trochę słabych punktów. Często powtarzane są te same ujęcia (widać to szczególnie przy scenach lotu „Odysei” albo innych pojazdów), pojawiają się pomniejsze błędy (zła kolorystyka czy sposób rysowania). Zastrzeżenia wzbudzała i wzbudza konstrukcja oparta na zamkniętych, skupionych na jednej historii epizodach, brak pociągnięcia niektórych wątków (jak choćby zagrożenia paktu pokojowego na Ziemi, o którym słyszymy tylko raz, w rozmowie Priama z Ulissesem, a które ma być na tyle istotne, że nasz bohater decyduje się przerwać wizytę i wracać).  Twórcy starali się te i podobne niedoskonałości nadrobić w inny sposób.

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Zwraca uwagę strona wizualna, w której fani często doszukują się wpływu Moebiusa. Klimat dosłownie wylewa się z ekranu, nieważne, czy odwiedzamy kolejny ze światów Olimpu (jak „zegarowe” królestwo Chronosa lub planeta ze „schodami” do siedziby bogów), czy zwiedzamy wnętrze „Odysei”, w tym komnatę, w której w półmroku lewitują uśpieni towarzysze. Wrażenie robi zresztą statek – olbrzymi pierścień z wpisaną weń wielką, metaliczną gałką oczną to jeden z najbardziej zapadających w pamięć projektów tego typu. Atmosferę podkręca świetny soundtrack Dave’a Crocketta i Ike’a Egana, do którego trzy grosze (czy może raczej nuty) dorzucili słynni twórcy kreskówkowej muzyki, Shuky Levy i Haim Saban. W ucho wpada przede wszystkim elektryzująca pop-rockowa piosenka tytułowa (przez wiele lat mylnie przypisywana grupie Devo), ale jest też całe mnóstwo innych utworów, które świetnie oddają nastrój błądzenia po dziwacznych światach i związanych z tym gwiezdnych przygód.

Uwagę zwracają szczególnie złowieszczy i majestatyczny zarazem temat bogów, dynamiczne motywy towarzyszące starciom z Tridentami czy innym scenom akcji, niepokojące kawałki ilustrujące lot „Odysei” w nieznane czy melancholijne nuty pojawiące się przy co smutniejszych zakończeniach. Warto tu wspomnieć, iż jeden z lepszych utworów – słyszany podczas walki z Polifemem i jego kapłanami – nie występuje na oficjalnych wydaniach ścieżki dźwiękowej. Został on usunięty po batalii sądowej, którą twórcy toczyli z… Lucasfilm. Kilka nut przypomina bowiem do złudzenia fragment muzyki Johna Williamsa z Imperium kontratakuje (konkretnie ze sceny, w której Luke wspina się na maszynę AT-AT). Utworu Egana i Crocketta można posłuchać w serialu albo w aranżacji zespołu Parallax, który nagrał interesującą płytę coverową Ulysses 31: Soundtrack Revisited, będącą swoistym hołdem dla ulissesowej muzyki.

http://www.youtube.com/watch?v=JnKRyEzvWsU

Wspomniawszy Gwiezdne wojny, można wreszcie przejść do odniesień do szeroko pojętej fantastyki naukowej, których jest tyleż samo, co nawiązań mitologicznych. Koncept zaginionych we wszechświecie dzieci, ich robota oraz dorosłego opiekuna przypomina scenariusz Lost in Space. Pistoletomiecz Ulissesa (Raypier) to nic innego jak zmodyfikowany miecz świetlny rycerza Jedi –postarano się nawet o charakterystyczny dźwięk towarzyszący ich aktywacji. Kolorowe uniformy załogantów „Odysei” przywodzą na myśl ubiór bohaterów Star Treka (występujące u niektórych pelerynki mogą dodatkowo skojarzyć się z modą panującą w Barbarelli), zaś w wyglądzie samego statku odnajdujemy pewne reminiscencje z występującej w 2001 stacji kosmicznej V. Mówiąc o dziele Kubricka, warto przypomnieć scenę z odcinka The Lotus Eaters, w której Ulisses i Telemach urządzają sobie jogging dookoła statku, co kojarzy się z podobnym treningiem doktora Franka Poole’a. Czerwone „oko” Polifema natychmiast krzyczy „HAL 9000!”, którego wiele cech posiada z kolei Shirka. Z agresywnymi kwiatami (Flowers of Fear) mieliśmy już do czynienia w Dniu Tryfidów, a zmieniających wygląd kosmitów (Phantoms from the Swamps) pokazał nam John W. Campbell Junior w Who Goes There?, czyli literackim pierwowzorze The Thing. Komory hibernacyjne z epizodu The Black Sphere przypominają do złudzenia znane z Obcego kapsuły hipersnu, ucieczka zminiaturyzowanych bohaterów przed agresywnym kocurem w Temple of the Lestrigones to cytat z Niesamowicie zmniejszającego się człowieka, zaś zwiad pomniejszonego wahadłowca kojarzy się z Fantastyczną podróżą. Gdyby nie to, że filmy takie jak Terminator, Tron czy lynchowska Diuna to dzieła późniejsze, przysięgałbym, że pewne nawiązania znajdziemy i do nich. Fabuła odcinka Before the Flood znajduje się z kolei pod ogromnym wpływem paleoastronautycznych teorii Ericha von Dänikena. Widać tutaj, że twórcy serii chcieli wznieść pomnik nie tylko wyobraźni antycznych Greków, ale i tych, którzy dołożyli swoją cegiełkę do rozwoju sci-fi.

Z pomnikami bywa jednak różnie. Niektóre niszczeją z wiekiem, niektóre stają się obiektem drwin i ilustracją „jak czegoś nie powinno się robić”. Są i takie, które mimo upływu lat i rozmaitych uszczerbków ciągle przyciągają uwagę i pozwalają odbiorcy na odkrycie czegoś ciekawego. Tak właśnie jest z Ulyssesem.

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Fot. animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha

Wielokrotnie przekonałem się, że różowe okulary nostalgii nie zawsze działają, wiele produkcji, które kiedyś ubóstwiałem, dziś uważam za jedynie poprawne, niektóre spadły w moim prywatnym rankingu naprawdę nisko. Ulysses tymczasem trzyma się zaskakująco dobrze i z każdym seansem znajduję w nim nowe, pasjonujące rzeczy. Ząb czasu pewnie nadgryzł to i owo, do sprawdzianu z mitologii lepiej się nie przygotowywać, mając serial za podręcznik, ale wciąż stanowi on wspaniałą antyczno-futurystyczną przygodę, w której warto wziąć udział (niekoniecznie samemu).

Słów kilka jeszcze o polskiej wersji językowej. Zapoznałem się z kilkoma dubbingami i stwierdzam, że ten przygotowany przez Telewizyjne Studia Dźwięku w Warszawie jest zdecydowanie najlepszy; to w nim znajdziemy najwięcej energii i pasji. Andrzej Ferenc na zawsze pozostanie dla mnie jednym słusznym Ulissesem, najpełniej oddał heroizm i rycerstwo postaci. Shirka zawsze będzie przemawiała głosem Doroty Kawęckiej, a Telemach – Cezarego Kwiecińskiego. Najlepiej wypadają jednak Włodzimierz Bednarski jako Zeus i Andrzej Bogusz jako Posejdon. Obaj oddają majestat władców Olimpu, a momentami wzbudzają u widza lekki niepokój. Ciekawostką jest to, że Bednarski powtórzył rolę Zeusa (ukazanego jako o wiele bardziej sympatyczne bóstwo) we wspomnianym Herkulesie. W serialu możemy także usłyszeć młodego Cezarego Pazurę (różne role) oraz Krzysztofa Ibisza, który użyczał głosu Numaiosowi. Tytułowy utwór wykonał etatowy kreskówkowy piosenkarz lat 90., Mieczysław Szczęśniak, i trzeba przyznać, że jego Ulisseeeees! nawet po latach słucha się całkiem przyjemnie.

Przypisy

[1] Homer, Odyseja, pieśń 1, tłum. Jan Parandowski.
[2] Vengeance of the Gods.
[3] Homer, Iliada, pieśń 3, tłum. Franciszek Ksawery Dmochowski.
[4] Inna rzecz, że motyw ten nie jest jakoś szczególnie eksploatowany i choć Ulisses raz po raz wspomina Penelopę, to jednak najważniejszy jest dla niego los dzieci oraz przyjaciół na „Odysei”.

sci-fi / fantasy
animation DIC Audiovisuel / Tōkyō Movie Shinsha, 1981
Maciej Gaździcki
Miłośnik popkultury, szeroko pojętej fantastyki i historii. Uwielbia kreskówki, w których są lasery, miecze, roboty, kosmici, stróże prawa, agenci, wojownicy, imperatorzy, superbohaterowie i superzłoczyńcy. Co do seriali, to można powiedzieć, że lubi te z takimi samymi elementami, co w kreskówkach, ale tak naprawdę to jest skłonny sięgnąć po wszystko z dobrymi fabułą, aktorstwem i klimatem. No i regularnie wraca do polskiej klasyki.

Maciej Gaździcki

Miłośnik popkultury, szeroko pojętej fantastyki i historii. Uwielbia kreskówki, w których są lasery, miecze, roboty, kosmici, stróże prawa, agenci, wojownicy, imperatorzy, superbohaterowie i superzłoczyńcy. Co do seriali, to można powiedzieć, że lubi te z takimi samymi elementami, co w kreskówkach, ale tak naprawdę to jest skłonny sięgnąć po wszystko z dobrymi fabułą, aktorstwem i klimatem. No i regularnie wraca do polskiej klasyki.